Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 sierpnia 2016

obiadek - zupa w azjatyckim stylu z kaczką i liliowcem

 Wprawdzie obiadek nr 4 był dawno temu i nie prawda, a sezon na liliowca jest już tylko wspomnieniem, ale wrzucam przepis.
Może się jeszcze przyda (np. mi)


Ogólnie liliowiec jest super rośliną (zwłaszcza ta najstarsza, pomarańczowa odmiana). Kwitnie jak głupi przez prawie 3 miesiące, ma dużo ślicznych kwiatów, w kształcie podobne do lilii (vide polska nazwa), choć trochę mniejsze, nie pachnące tak mocno i krótkotrwałe (angielska nazwa to: one day lily). Za to nadrabia ilością kwiatów na jednej roślinie i pokrojem rośliny (jak nie kwitną wyglądają jak jasna, średniowysoka trawa o szerokich źdźbłach). W przeciwieństwie do lilii, które wyglądają jak tyczki i tylko kwiaty mają ładne (i w dodatku wszystko je lubi podgryzać co też nie wygląda za ładnie). W dodatku mają teraz już dużo odmian o różnych kolorach i trochę przesuniętym terminie kwitnienia. Nadal uważam, że"zwyczajna" pomarańczowa odmiana jest najfajniejsza, bo kwitnie najobficiej i najdłużej, ale jak się pomiesza dużo odmian toteż wyglądają fantastycznie.


 Dodatkowa zaleta: dzięki temu, że mają dużo kwiatków i że pojedynczy kwiatek jest krótkotrwały nie żal jest go zerwać i schrupać, albo dodać do zupy.
Sam kwiatek smakuje jak lekko słodkawa sałata.

Danie zainspirowane przepisem Pinkcake, ale dostosowane do moich preferencji.

zupa w azjatyckim stylu z kaczką i liliowcem
1 spora pieść kaczki
2 średnie cukinie
2 kalarepki
2-3 marchewki
opakowanie (ok. 200 g) boczniaków
kolba kukurydzy
1 cebula
opakowanie (200g) makaronu ryżowego lub sosjowego (lub  2 opak. udon)
bulion (ja bezczelnie korzystam z kostki rosołowej)
kawałek imbiru,
łyżeczka suszonej trawy cytrynowej
łyżeczka mielonej kurkumu
sos sojowy do smaku
garść pąków liliowca
rozwinięte kwiaty liliowca do podania
oliwa lub olej (tu lubię wykorzystać zalewę z suszonych pomidorów)

Cebulę zeszklić, dodać starty imbir i kaczkę pokrojoną ma małe plasterki (może być ze skórą lub częścią skóry - wytopiony tłuszcz nada zupie więcej aromatu). Smażyć parę minut na sporym ogniu, dorzucić boczniaki i dodać parę chlustów sosu sojowego (dokładna ilość zależy od preferencji i stopnia "słoności" posiadanego sosu). Podsmażać aż boczniaki zmiękną. Dodać marchewkę, kalarepę i cukinię i zalać bulionem. Dodać trawę cytrynową i kurkumę. Gotować kilka minut, oskrobać kolbę z ziarenek i dodać je razem z makaronem i pąkami liliowca - gotować do momentu aż makaron będzie miękki i sprężysty (ok. 3-5 minut). Można dosmaczyć większą ilością imbiru, kurkumy sosu sojowego, a nawet sokiem z limonki (trzeba uważać żeby nie przesadzić).
Podawać udekorowane całymi kwiatami liliowca.







czwartek, 7 stycznia 2016

wege ?

Kuchnia wegetariańska zrobiła się ostatnio bardzo modna.
Jakkolwiek sama bardzo często gotuję bezmięsnie (nie lubię i nie umiem kupować mięsa), to do kuchni z założenia wegetariańskiej, podchodzę bardzo nieufnie.
Do samej idei nic nie mam - w sumie, produkcja mięsa jest mało ekonomiczna czy przyjazna środowisku, więc im więcej wegetarian tym lepiej.
Z mojego doświadczenia wynika jednak, że potrawy z założenia wegetariańskie są niedobre. Brakuje im dna, są płaskie i nawet pomimo mocnego przyprawiania brak im ... esencji.
Jest to o tyle śmieszne, że bezmięsnych potraw niewegetariańskich to nie dotyczy - naprawdę  nie wiem na czym to polega.
Dostałam jednak "Jadłonomię" - kuchnia roślinna i nawet na okładce napisane, że przepisy nie tylko dla wegan*. Dużo o książce słyszałam, a i ofiarodawczyni - moja teściowa jest nią absolutnie zachwycona (nie jest wegetarianką). Czemu, więc nie spróbować?

Jak na razie zrobiłam dwa przepisy, oba na zupę z kalafiora naszego z Mężem ukochanego warzywa.
Zupa z pieczonego kalafiora nie była zbyt udana -standardowy problem kuchni wegeteriańskiej
Za to chowder był rewelacyjny.
Gęsty, sycący i absolutnie przepyszny.
Panowie , którzy ze mną jedli potwierdzą.
Ale, przyznaję się bez bicia - zmodyfikowałam przepis. Dla wegetarian taka wersja mogłaby już nie być akceptowalna.... ale mój Maż powtarza, że nie ma takie potrawy, która po dodaniu odpowiedniego sera nie byłaby lepsza i chyba się z nim zgadzam - w każdym razie ja nie znalazłam żadnego przykładu, który by temu przeczył.

Chowder kalafiorowo-kukurydziany
1 kolba kukurydzy (u mnie 3/4 puszki kukurydzy)
1 mały kalafior
1 młody por (lub cebula)
łodyga selera naciowego (pominęłam)
5 suszonych pomidorów w oleju
1 pęczek szczypioru z cebulkami
1l mleka [roslinnego](u mnie 2-3 szklanki zwykłego)
2-3 szklanki bulionu (u mnie ok. 1l)
kilka łyżek oleju z suszonych pomidrów
2 liście laurowe
1 ziernko ziela angielskiego
1/2 łyżeczki wędzonej papryki
1/4 łyżeczki chilli
1/4 łyżeczki całki muszkatołowej
sól, pieprz
ok 200 g startego sera cheddar
3-4 ziemniaki/1 batat lub kawałek dyni (autorka przepisu sugeruje batata, dynię lub selera)


Ziarna kukurydzy oddzielić od kolby (kolbę wyrzucić)
Kalafiora podzielić na bardzo małe różyczki, pora i selera pokroić w talarki, posiekać suszone pomidory.
W garnku rozgrzać olej z pomidorów (można dodać troszkę oliwy z oliwek), dodać przyprawy z wyjątkiem gałki i warzywa i dusić mieszając ok. 10 minut. Można też dodać podgotowane w bulionie ziemniaki i/lub bataty albo selera
Posiekać szczypiorek, do podduszonych warzyw wlać mleko (ja wlałam mieszankę bulionu z mlekiem, z większą ilością bulionu niż mleka, bo chciałam dodać sera, wiec nie zależało mi tak bardzo na zabielaniu zupy).. Gotować na małym ogniu 10-15 minut aż kalafior będzie miękki. Wlać bulion (w zależności od gęstości - lub w mojej wersji dosypać 3/4 startego sera) doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową, wsypać 3/4 szczypiorku z cebulkami i dokładnie wymieszać( resztą udekorować). Podawać z dobrym chlebem (w mojej wersji jeszcze posypane resztą sera), jako dodatek można też podac pokruszony ser z niebieską pleśnią.

Uwagi:
Mój kalafior był naprawdę nieduży.
Wyszła mi porcja na 3 dość głodne osoby.
Moim zdaniem wędzona papryka jest tu niezbędna.

*Weganie dla odmiany są dla mnie zupełnie niezrozumiali i szaleni i bardzo im współczuję.
Zwłaszcza niemożliwości jedzenia nabiałów ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiej maści serów żółtych i pleśniowych.
A te ich substytuty są paskudne i smakują kartonem

wtorek, 8 grudnia 2015

cukiniowa zupa mojej mamy

Zaskakująco prosta w wykonaniu i delikatna w smaku zupa najlepsza do podawania z prażonymi płatkami migdałów lub parmezanem.

Dla mnie w tej chwili idealna, bo z anginą przyplątało mi się zapalenia jamy ustnej i nie mogę gryźć.
Żebym jeszcze czuła jej smak ...

Zupa cukiniowa
3-4 średnie cukinie
ok. 1 l bulionu
2 łyżki masła
biały pieprz
do podania podprażone płatki migdałów i/lub parmezan

Cukinie zetrzeć na tarce o grubych oczkach i odcisnąć z nich nadmiar płynu, wrzucić na głęboką patelnię z rozpuszczonym masłem i poddusić aż będzie miękka i "szklista" zalać bulionem, zmiksować doprawić solą i białym pieprzem.

poniedziałek, 6 października 2014

obiadki środowe

Teraz kiedy nie mieszkamy już "na końcu świata" ludzie jakby chętniej nas odwiedzają. I muszę powiedzieć, że możliwość spędzania większych ilości czasu ze znajomymi i to jeszcze we własnym domu (nie muszę wracać potem, bo już tu jestem) jest bajeczną perspektywą.
Dlatego wymyśliłam (z małą pomocą Krzysia) Obiadki Środowe.
Króle Poniatowskim nie jestem, ale gotuję nieźle i na tym na razie się skupiłam.
Kombinuję wprawdzie może z jakimiś filmami, a może coś jeszcze ciekawszego wyskoczy, ale na razie formuła sprowadza się do spotkania znajomych, dla których ja gotuję dobry obiad (a potem zrzucamy się na składniki).
Pierwsze dwa były na sprawdzonych przepisach.
Najpierw był bogracz
A za drugim razem ziemniaki z bzikiem + zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami + pieczone jabłko na deser. (światowy dzień wegetarianizmu)

Z czego tylko zupy ziemniaczanej nie było jeszcze na tym blogu :]

Zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami włoskimi
ok 1 kg ziemniaków
włoszczyzna
cebula
majeranek
łyżka masła

ser typu roquefort
2 łyżki śmietany (18%)

drobno posiekane orzechy włoskie

W dużym garnku zarumienić na maśle pokrojoną drobno cebulę z majerankiem. Zalać wrzątkiem,wrzucić obraną włoszczyznę: marchewki, pietruszki selera. Zagotować bulion (z kostką rosołową jeśli ktoś lubi, a co). Dorzucić pokrojone w drobną kostkę ziemniaki. Gotować aż zaczną się rozpadać, zmiksować na gładko.
Przed samym podaniem drobno posiekać orzechy włoskie i przygotować krem serowy. Roqueforta pokroić na drobniutkie kawałeczki i podgrzewać na małym ogniu na patelni aż się rozpuści. Wymieszać ze śmietaną. Podawać z zupą i orzechami w formie
małych kuleczek (zrobionych łyżeczką do herbaty), bardzo "esencjonalny", wyrazisty.

A w przyszłym tygodniu planuję kurczaka w sosie gruszkowym z parmezanem i rukolą, a na deser "róże" gruszkowe

wtorek, 18 marca 2014

przedwiośnie

Ta zupa kojarzy mi się właśnie z przedwiośniem. Jest gęsta i kremowa, z zimowymi dodatkami, ale kolor (choć taki blady), szparagi i cukinia są już raczej wiosenne.
Świetnie komponuje się nie tylko z kaparami (które ostatnio dodaję absolutnie do wszystkiego), ale też suszonymi pomidorami, także jako dodatek że wystąpić jedno, drugie albo oba razem. A z bułeczką z suszonymi pomidorami do zagryzania jest jeszcze lepsza.

zupa krem ze szparagami i cukinią
3-4 średnie ziemniaki
duży pęczek szparagów (ok. 500g)
jedna nieduża cukinia
ok. 11/2 l bulionu
1 nieduża cebula
oliwa z oliwek/masło
kapary (w dużych ilościach) i/lub pomidory suszone

Cebulę pokroić w drobną kostkę, w większe kostki pokroić ziemniaki i cukinię, poddusić razem na małym ogniu, dorzucić szparagi pokrojone w kawałki, podsmażać wszystko ok. 10 min. Zalać bulionem i gotować aż szparagi będą miękkie ale wciąż jędrne. Zmiksować, podawać z kopiastą łyżką kaparów lub/i suszonych pomidorów


niedziela, 16 lutego 2014

bura zupa

bura jak habit mnicha, a może nawet jak moje myśli o powrocie do pracy. Zdecydowanie nie reprezentacyjna, zwłaszcza, że podawana z dużą ilością czosnku.
Z drugiej strony mam w ogóle pracę, a zupa jest pyszna i sycąca.
Nie byłam przekonana do zupy fasolowej z pesto, ale właśnie ono nadaje jej charakteru.
Naprawdę fajna opcja na zimowy rozgrzewający obiad, a tak sobie myślę, że czosnkowy aromat przegoni nie tylko amatorów rozmowy, ale też infekcje.

Jest to przyśpieszona wersja przepisu z książki "Soup!", który w oryginale robiony był z dodatkiem było pesto z czosnku niedźwiedziego. Uprościłam sobie życie zamieniając fasolę, suchą i moczoną przez noc, na tą z puszki. Od siebie dodałam kilka ziemniaków, a także trochę pozmieniałam w pesto (orzechy włoskie zamiast piniowych i bazylia z hojną porcją czosnku zamiast czosnku niedźwiedziego)

bura zupa
2 puszki białej fasoli*
4 nieduże ziemniaki
1 por
2 ząbki czosnku
masło/oliwa
ok.1 1/2 litra bulionu
sól, pieprz, ostra papryka; do smaku

pesto
garść parmezanu
garść orzechów włoskich
spora garść świeżej bazylii
2-3 ząbki czosnku
ok. 1/3 szklanki oliwy z oliwek
ew. czosnek granulowany, sól

Pora i czosnek drobno pokroić, zeszklić na maśle (oliwie) nie dopuszczając do zbrązowienia. Ziemniaki obrać oraz pokroić w drobną kosteczkę, dodać do pora i czosnku, zalać gorącym bulionem. Fasolę odsączyć i dorzucić do zupy. Gotować aż ziemniaki będą miękkie.
Przygotować pesto: parmezan i orzechy umieścić w blenderze i zmiksować z grubsza na proszek, dodać bazylię, posiekany czosnek i po trochu dolewać oliwy miksując do uzyskania pasty.
Zupę także zmiksować, doprawić (ja dodałam tu trochę oliwy z chilli i ostrej papryki) podawać z pesto (i świeżym chlebkiem najlepiej)

*puszka 400g fasola typu kidney lub cannellini

środa, 4 grudnia 2013

zupa słomianej wdówki

Chodziła za mną od pewnego czasu ta zupa, ale, że Moje Szczęście nie przepada za mlekiem kokosowym i curry... To zrobiłam ją sobie jak wyjechał. Dodałam od siebie dużo dobrych rzeczy, jak groszek cukrowy i mała kukurydza i jeszcze cukinię i wyszła pyszna. A jej rozgrzewające właściwości są szczególnie doceniane, kiedy nie ma kto Cię przytulić i ogrzać.

rosół curry
1 cebula
1 łyżka tłuszczu do podsmażenia (u mnie oliwa z chilli)
kurczak (1 pierś/2-3 udka bez kości)
puszka mleka kokosowego
kilka pomidorków koktajlowych (pokrojony pomidor/2-3 łyżki pomidorów z puszki)
2 łyżki curry w proszku/ 2-3 łyżki ulubionej pasty curry
2 liście limonki kaffir
1 opakowanie makaronu ryżowego
pół cukinii
ok. 100 g groszku cukrowego
ok. 100 g małych kukurydz
1 marchewka
opcjonalnie: 1 łodyga trawy cytrynowej
opcjonalnie: 1 łyżeczka galangalu (pokrojony w plastry 1 cm imbiru)
opcjonalnie: sok z limonki

Pokrojoną cebulę podsmażyć na 1 łyżce tłuszczu. Dodać kurczaka, podsmażyć aż mięso się zetnie. Zalać ok. 3/4 l wody, dodać mleczko kokosowe, curry, limonkę kaffir, pokrojoną trawę cytrynową, chilli, galangal (imbir).
Wymieszać dokładnie i gotować ok. kwadransa. Wtedy ew. dosolić zupę, dodać pomidory resztę warzyw, gotować jeszcze 5-10 minut, do miękkości warzyw. Doprawić sokiem z limonki.

niedziela, 1 grudnia 2013

zupa błyskawiczna

Na urodziny dostałam własnoręcznie (przynajmniej częściowo) wykonany zestaw do robienia zdjęć jedzeniu. How cool is that ?!

Oczywiście trochę czasu minie zanim wpłynie to w jakikolwiek sposób na jakość moich zdjęć... na przykład nie udało mi się dziś rozszyfrować jak się przyczepia aparat do statywu - ręce opadają.

W każdym razie  zupa 
Jest w ślicznym, optymistycznym, wiosennym kolorze, jest pyszna i zrobienie jej zajmuje dosłownie chwilę.
A wszystko czego potrzeba to mrożony groszek i bulion.
Można oczywiście dodać ziemniaki i/albo cukinię aby zagęścić, lub trochę boczku dla aromatu, albo trochę tabasco żeby podkręcić smak. Ale wersja podstawowa posypana li odrobiną sera (najlepiej parmezanu, ale cheddar też się sprawdza) też jest pyszna.

Zupa z zielonego groszku
ok. 1 kg mrożonego zielonego groszku
ok 1,5 litra bulionu
garść tartego sera, najlepiej parmezanu
ew. kilka plastrów wędzonego boczku
cukinia
kilka ziemniaków

W wersjo podstawowej: zagotować bulion, wrzucić groszek i gotować aż będzie miękki. Zmiksować groszek (ja zwykle miksuję ok połowy - resztę zostawiam w zupie w całości), przelać  z powrotem do pozostałego bulionu i groszku, zagotować. Dosolić dopieprzyć lub dodać tabasco do smaku, podawać posypane serem.
W wersji z cukinią i ziemniakami warzywa te dorzucić chwilę wcześniej - groszek dochodzi dosłownie w 10 minut.
W wersji z boczkiem najpierw podsmażyć boczek w garnku na zupę, kiedy tłuszcz się wytopi zalać bulionem, zagotować dodać groszek. Przed zmiksowaniem lepiej jest wyłowić boczek. Zmiksować, doprawić, udekorować boczkiem. W tej wersji można zrezygnować z sera.

wtorek, 8 stycznia 2013

challenge nr 1 part 3

W dniu wczorajszym częściowo mi się nie chciało, częściowo mi się zapomniało napisać posta, a może zapomniałam, bo mi się nie chciało ? W każdym razie zamierzam zwalić choć część winy na M., który nie napisał ocen (zabrał się za to już po 12). Skoro nie miałam wszystkich materiałów, to jak mogłam pisać posta ?
Przy okazji złamałam zasadę (zasady są po to żeby je łamać) i nie-zasadę. Pierwsze to użyłam 2 razy jednego składnika, drugie - okazuje się, że Maciej mówiąc "obiad" myśli "danie", a wczorajszy obiad składał się z dwóch dań.
Pierwsze czyli zupa z zielonej soczewicy jest lekko tylko zmodyfikowaną wersją tego przepisu. Ode mnie dostała tylko czarooką fasolkę, trochę papryki w proszku i świeże pomidory zamieniłam na puszkowane. Jestem z niej o tyle zadowolona, że smaczna i sycąca nadaje się nie tylko na obiad, ale też na lunch do pracy.

Składniki z wyzwania: soczewica zielona, "czarnooka" fasola, pomidory w puszce
Dodatkowo: marchew
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 (Zupa w typie grochówki, można byłoby położyć jakieś warzywo na górze celem ozdoby...)
Kreatywność: 5 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 7.5 (Naprawdę dobra zupa, trochę lepsza niż wczorajszy obiad, ale znowu nie mam poczucia, że się jakoś specjalnie wybija) 

Zupa z zielonej soczewicy
250 g zielonej soczewicy
1/2 puszki black eyed beans
puszka krojonych pomidorów
4 łyżki oliwy (lub więcej, wg upodobań)
2  małe marchewki
1 cebula pokrojona w kostkę
ząbek czosnku
1 listek laurowy
oregano
sól i pieprz
2 łyżeczki octu z czerwonego wina

Na oliwie przesmażyć czosnek i cebulę (w dużym garnku na zupę). Dodać marchewkę i listek laurowy, chwilę smażyć. Następnie dodać opłukaną soczewicę i zalać 1 l zimnej wody (ja proponuję 3/4). Gotować, aż soczewica zmięknie.
Do miękkiej soczewicy dodać pomidory, fasolę i pozostałe przyprawy. Gotować kolejny kwadrans. Na koniec dodać ocet, wymieszać.

Drugie danie. Czyli sałatka ze szparagami podpatrzona została na Kwestii Smaku. Ale z oryginalnej sałatki zostawiłam tylko szparagi, jajko w koszulce i sałatę. Resztę zastąpiłam wyrazistym sosem serowym (który w moim wykonaniu składał się z dwóch serów i masła, ale podaję wykonanie ze śmietaną/śmietanką, bo tak będzie wyglądał lepiej i nie będzie zastygał).

Składniki z wyzwania: szparagi, sałata, jajka
Dodatkowo: roquefort, żółty ser
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 Sałatka wyglądała bardzo ładnie ze szparagami i tak dalej przed dodaniem jajka w dziwnym kształcie (jak widać koncepcja jajka w koszulce niespecjalnie przypadła M. do gustu) i polaniem sosem o podejrzanym kolorze
Kreatywność: 7 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 8.5 (Najwyraźniej mam słabość do roqueforta, jego połączenie ze szparagami i liśćmi bardzo mi odpowiada, gdyby nie jajko psujące trochę efekt to dałbym 9)

sałatka ze szparagami i jajkiem w koszulce z ostrym serowym sosem
1 jajko na głowę
4-5 szparagów na głowę
mieszanka sałat (2 garści na głowę)
ser roquefort
garść sera cheddar lub mozzarella
1/3 szklanki śmietanki 30% lub 1/2 szklanki 18 lub 12%*

Szparagom obciąć zdrewniałe końce, ugotować w osolonej wodzie. Sałaty opłukać ułożyć na talerzu, śmietanę/śmietankę podgrzać z serami aż utworzą jednolity sos.
Zrobić jajka w koszulkach. Do garnka wlać około 1 litra wody i zagotować dodając 1 - 2 łyżeczki octu winnego lub soku z cytryny (opcjonalnie) oraz szczyptę soli. Ustawić umiarkowany ogień. Do miseczki wbić jajko i delikatnie wylać je do gotującej się wody (wodę wcześniej zamieszać i utworzyć wir). Gotować przez około minutę, wyjąć łyżką cedzakową i ocenić czy całe białko jest już ścięte, żółtko natomiast ma pozostać płynne. Możemy gotować jajka jednocześnie, w jednym garnku.

* śmietanka będzie lepsza, ale wiadomo jest bardziej tłusta no i jak się nie ma to nie trzeba lecieć do sklepu można zastąpić normalną śmietaną
Oceny końcowe:
Ocena: 5 (Dania orbitowały wokół 7, -1 za 2 dania zamiast jednego ostatniego dnia, -1 za 2x roquefort)

Końcowy komentarz: Z perspektywy czasu trochę za wysoko oceniłem curry w stosunku do sałatki z pierwszego dnia, jednak różnica między poszczególnymi daniami była trochę większa. Natomiast zupę oceniłbym dokładnie w środku pomiędzy curry, a sałatkami więc to wyszło dobrze.

piątek, 17 sierpnia 2012

pomidor


Zwykle nie pozwalam bazylii zakwitnąć, bo kwiaty są gorzkawe i lubię je znacznie mniej niż liście. Jednak jak już się stało to trudno. Można je wykorzytać do wszystkiego tego samego co po prostu bazylię.
Np. do zrobienia szybkiej, smakowitej zupy pomidorowej.

expresowa pomidorówka
(2 spore lub 3 małe porcje)
3 spore pomidory
2 ząbki czosnku
garść kwiatów bazylii + do udekorowania
szklanka bulionu
łyżka oliwy
2 garście makaronu (opcjonalnie)*

Czosnek i bazylię drobno posiekać, wrzucić na patelnie z lekko podgrzaną oliwą. Pomidory pokroić w drobną kostkę dorzucić na patelnię, podgrzewać kilka minut mieszając. Zalać bulionem, zagotować, zblendować/zmiksować (powinno się odczekać aż trochę ostygnie, ale ja nigdy tego nie robię). Można od razu podawać.

*makaron odmierzony, na sucho, ale trzeba go ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu


wtorek, 17 stycznia 2012

ferie ziomowe

Po kilku dniach szaleńczego gotowania i wekowania mama pojechała na narty. W lodówce zostały 3 pory i 3 zwiędłe cebule ;]
Zastanawiałam się co z nimi zrobić i już prawie byłam zdecydowana na przepis Liski - tartę z porów i ziemniaków, ale przypomniałam sobie pyszną zupę autorstwa babci M., którą jedliśmy jakiś czas temu. Pamiętam swoje zaskoczenie (dobre!). Wcześniej byłam przekonana, że nie lubię porów.

zupa porowo-ziemniaczana
3 lub 4 średnie pory (biała część)
5-7 ziemniaków średnich
2-3 łyżki masła lub oliwy smakowej
1,2 l bulionu
parmezan lub inny twardy ser do podania

Pory przekroić wzdłuż, opłukać (żeby pozbyć się piasku), a następnie pokroić na około 2 cm paski. W garnku rozpuścić 2 łyżki masła i wrzucić pory. Mieszając od czasu do czasu krótko podsmażyć, dodać wody, przykryć. Obrać i pokroić w drobną kostkę ziemniaki, dorzucić do porów i zalać całość gorącym bulionem. Gotować aż ziemniaki będą miękkie, doprawić, podawać ze startym serem.

P.S.
Bogu dzięki za ferie!! przez najbliższe 2 tygodnie będzie można się po Warszawie poruszać w miarę normalnie! Wstawać 15 minut później! I przestać zgrzytać zębami w samochodzie ;]

piątek, 13 stycznia 2012

trzynastego w piątek


wiatr duje, śnieg pada i się roztapia, a chmury wiszą tak nisko, że niebo na pewno spadnie nam na głowy. Wstawanie o 5.30 rano i nerwy w kolejce po bilet do Skierniewic, który okazał się być biletem do Siedlec (w drugą stronę), bo pociąg odjeżdża za 6 minut (7.09).
Takie dni powinno się spędzać z miską rozgrzewającej zupy w ulubionym fotelu.
Zupa z czerwonej papryki była jednym z moich pierwszych popisów kulinarnych kiedyś bardzo dawno temu. Przepis mam zapisany skrótowo i odręcznie nie wiem nawet skąd. W oryginale zupa była lekko słodkawa, troszkę za bardzo pomidorowa jak na mój gust. No i tym razem zrobiłam ją na pikantno.
Ja jadłam z ryżem i łyżką śmietany, M. w postaci pulpy chlebowej, gdzie być może w przestrzeniach międzygrzankowych znajdowała się zupa. Ale pewne to to nie jest.

zupa krem z czerwonej papryki
4 spore czerwone papryki
1 drobno pokrojona cebula
1,2 l bulionu
1 gałązka rozmarynu
papryka w proszku (ostra, chilli, słodka do wyboru i smaku)
1 łyżka koncentratu pomidorowego (org. 3 łyżki)
oliwa z oliwek
śmietana do podania

Z papryki usunąć gniazda nasienne, posmarować skórkę oliwą i zawinąć w folię aluminiową, a następnie grillować lub piec w piekarniku aż zmięknie. Przełożyć do torebki foliowej i odstawić na 20 minut aż ostygnie. Cebulę podsmażyć z rozmarynem (a potem go wyrzucić). Paprykę pozbawić skórki, pokroić w kostkę (można kilka kostek odłożyć, do dekoracji) i razem z cebulą dorzucić do bulionu. Gotować 15 minut, dodać koncentrat i paprykę w proszku, zmiksować. Podawać z kleksem śmietany i szlaczkiem papryki w proszku (lub odłożonymi kostkami)

(Wokulski na stacji PKP w Skierniewicach)

piątek, 28 października 2011

kurka wodna


Dumna niesłychanie z siebie przytaszczyłam do domu 5 kg (mało mi torba ramienia nie oberwała) dyni makaronowej i jeszcze kilogramowy kawałek "bledziocha", który nie wiem jak się nazywa ale dynią niewątpliwie jest. I on poszedł na pierwszy ogień, a właściwie na zupę.
Od razu się tłumaczę - nazywa się kurka wodna, bo zawiera kurki i kurczaka. Całkiem smakowita.

Z ciekawostek ostatnio dowiedziałam się, że słowo "kurczak" wywodzi się z gwary warszawskiej dla której charakterystyczna była końcówka -ak, póki istnieli jeszcze rdzenni warszawiacy. Wcześniej mówiło się kura, albo kurczę, alko kur... a przynajmniej tak twierdzi mój przewodniczy znajomy

kurka wodna z dynią
1 duża pierś z kurczaka
5-6 średnich ziemniaków
ok 350 g dyni
3 marchewki
ok 400g kurek
woda
sól, pieprz, papryka do smaku

Kurczaka pokroić w kostkę, wrzucić do wody, zagotować (najprawdopodobniej trzeba będzie zszumować). Obrać ziemniaki, dynię i marchewkę. Dynię i ziemniaki pokroić w kostkę i razem z kurkami dorzucić do "rosołu", kiedy będą miękkie dorzucić marchewkę, doprawić, podawać gorące


środa, 16 lutego 2011

egzotyka i ziemniaki


Aż ciężko uwierzyć o ile łatwiej, szybciej i przyjemniej jeździ się po Warszawie w czasie ferii.
Nie żebyśmy z Olą z tego skorzystały jakoś specjalnie. Musiałyśmy wrócić do domu zanim dojechałyśmy do miejsca przeznaczenia.
Ale za to obiad był ... ciekawy i jak na mnie dość "egzotyczny"
Głównym daniem było tofu z trójkolorowym ryżem cukinią i fasolką w sosie z masła orzechowego i imbiru, na deser był mus z mango ze śmietanką, były też "chlebki" bananowe z tego przepisu, a zupa była już zwyczajniejsza ziemniaczana z cebulą i czosnkiem.
Koleżanka z pracy jest wegetarianką (jak się okazuje Ola, siostra M. też) i opowiadała jakie to dobre jest podsmażane tofu. Zaciekawiona zakupiłam kostkę i tak sobie leżała w lodówce czekając aż wymyślę jak dokładnie ją zużytkować. Przyjechała Ola i zyskałam towarzyszkę przy jedzeniu tofu (podejrzewałam, że M. nie będzie chciał ruszyć, ale miło mnie zaskoczył nie tylko zjadając posiłek, chwaląc, ale też wcześniej domagając się żeby mu dać bo chce spróbować [i pożyczając mi aparat]) no i byłam w nowo otwartym supermarkeciku w naszej miejscowości. Byłam mocno rozczarowana, bo masło orzechowe na patelni za nic nie chciało się zachowywać jak masło, no ale następnym razem użyję odrobiny innego tłuszczu do podsmażenia tofu, a masło dodam potem. Z deserem też nie poszło idealnie, bo okazuje się, że bita śmietana za nic nie chce osiągnąć pożądanej konsystencji i nie wiem naprawdę co robię źle, ale w rezultacie wyszedł całkiem smakowity.

Tofu z ryżem w imbirowym maśle orzechowym
kostka sera (tofu z tych twardszych, ok 200g)
torebka ryżu
garść płaskich fasoli szparagowych
cukinia
2 spore łyżki masła orzechowego
kawałek obranego kłącza* imbiru ok 15-20 g
szklanka bulionu
odrobina oleju

Fasolkę i cukinię pokroiłam z grubsza w kostkę i dusiłam do miękkości w bulionie. W tym czasie ugotowałam ryż, starłam na tarce z drobnymi oczkami imbir i pokroiłam tofu. Należy je delikatnie podsmażyć, dodać masło i imbir (pozwolić masłu się trochę rozpuścić, ale nie za dużo bo się przypala), ryż i warzywa. Dokładnie wymieszać, podgrzać do odpowiedniej temperatury i podawać. Można dodać więcej imbiru, trochę chilli albo tabasco jeśli ktoś lubi

deser mango
1 spory b. dojrzały owoc mango
200 ml śmietanki 30% albo 36%
2 łyżki cukru pudru

ubić śmietankę z cukrem, mango obrać, pokroić i zblendować do postaci musu. wmieszać do śmietany i pozostawić do stężenia. udekorować kleksem śmietany przed podaniem
"przepis" to uproszczona wersja tego deseru

zupa ziemniaczana z cebulą
8 średnich ziemniaków
3 średnie cebule
4 ząbki czosnku
1,5-2 litry bulionu (w trakcie gotowania bulionu dorzuciłam ząbek doń)
2 - 3 łyżki oliwy z oliwek

Ziemniaki należy umyć, obrać (nie wyrzucać skórek- ułożyć na wysypanej warstwą soli blaszce i wrzucić do piekarnika celem poduszenia) i pokroić we w miarę drobna kostkę.Wysuszone skórki dorzucić do buliony i jeszcze chwilę pogotować (nadadzą zupie posmak pieczonych ziemniaków). Cebule pokroić na "prążki" i razem z grubo posiekanym czosnkiem zrumienić na oliwie. Odstawić. Zalać bulionem pokrojone ziemniaki (odławiając skórki) i gotować aż zmiękną, wtedy dorzucić cebulę i czosnek, pogotować z 15 minut i doprawić do smaku.


* o imbirze pisałam tu

sobota, 8 stycznia 2011

zaklinanie wiosny



- Maćku, nie było na dole innej włoszczyzny?
- No, była taka biała marchewka...
- Mhm, pietruszka, prosiłam żebyś przyniósł.
- Nie, pietruszka to takie zielone liście, co pływają w zupie...

rozmowa jest autentyczna, dzisiejsza. Naprawdę się załamałam.
Zielona, groszkowa zupa, na którą przepis można znaleźć tu. Polecam do niej odrobinę tabasco.

I deser podpatrzony w sieci zupnej Marak, kiedy jeszcze do niej chodziliśmy*. Bardzo prosty.

deser serkowy
300g serka homogenizowanego, waniliowego
100g orzechów laskowych
łyżka stołowa miodu
+ garść rodzynek lub żurawin jak kto lubi ( u mnie była żurawina)

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i wstawić do lodówki na 2-3h. Deser musi się dobrze "przegryźć" żeby orzechy były sprężyste i chrupkie i nie takie suche. Porcja na 2-3 osoby, zależnie od apetytu



*niestety się opuścili i zupy nie są już tak dobre, bułeczki tak świeże i w ogóle to chyba zaczynają bankrutować

poniedziałek, 22 marca 2010

a we weekend...

miałam troszkę więcej czasu. W sobotę się obijała, a w niedzielę wręcz przeciwnie.
Zrobiłam zupę krem z pieczarek.
Była trochę delikatniejsza niż taka jaką robimy zwykle, ale. Właściwie nie, ale; zrobiłam ją ponieważ mama zostawiła cały gar ugotowanych pieczarek (i to w dodatku nieposolonych!). Nie wiem czy zamierzała zrobić sałatkę pieczarkową, a nie starczyło jej czasu, czy chciała zmusić do tego mnie. Na sałatkę nie miałam ochoty, a pieczarek szkoda. Więc zrobiłam zupę, tylko cześć pieczarek była gotowana (wolę taką oryginalną wersję)

Krem ze smażonych pieczarek
0.8 kg pieczarek (połowę można ugotować)
1 l bulionu
trochę oliwy
sól, pieprz

Pieczarki obrać pokroić w talarki i podsmażyć na patelni. Powinny mięć ciemny, "mokry" kolor. Wrzucić je do bulionu i zagotować. Gotować 5 minut, po czym wyłączyć, zmiksować, dosolić dopieprzyć. Podawać z grzankami, można do smażonych pieczarek dorzucić smażoną cebulkę.

Oprócz tego odkurzyłam dom, zmyłam podłogi, załadowałam zmywarkę, umyłam wannę i wyciągnęłam do spółki z Maciejem ze 30 wiader wody z kominkowego (nie żeby po kilku godzinach znów napłynęła). Chciałam, żeby chociaż na powrót rodziców było sucho i żeby taty piorun nie strzelił, ale wobec sił niesprzyjającej przyrody jestem bezsilna.
Na koniec zrobiłam pyszną lasagnę. Bazę przepisu wzięłam z książki "Kuchnia Miriano" (Miriano Baldacci, ale w polskiej wersji językowej), ale dodałam coś od siebie, a raczej coś dla siebie i coś dla Maćka. Najgorsze było to, że mimo, że od tygodnia miałam na to danie ochotę, gotowałam je prawie 2 godziny napotykając kilka trudności i wyszło pyszne, to nie byłam w stanie go ruszyć i zjeść z M. obiadu tak jak to planowałam. Na 10 minut przed końcem gotowania zaczął mnie boleć brzuch, ale tak mocno, że na myśl, że miałabym powąchać jedzenia robiło mi się niedobrze. M. spieszył się do kościoła, więc nie za bardzo mógł czekać a jedzenia szkoda. On jadł a ja posiłek spędziłam leżąc na podłodze, gdzie lasagna nie pachniała tak mocno. W rezultacie z romantycznego (wyłączyli prąd, więc były świeczki) obiady zostało pół lasagni, którą rodzice zjedli dziś na obiad. Dodajmy, że ból brzucha przeszedł mi w ciągu pół godziny i zjadłam kawałek, ale to nie było już to. Nie ma to jak fart; to zdecydowanie nie był mój tydzień.

Lasagna z cukinią i czerwoną fasolą
(klasyczna warstwa)
0.35 kg mięsa mielonego wołowego
200 g pomidorów bez skórki
marchewka
cebula
2 ząbki czosnku
kieliszek czerwonego wina
oliwa sól, zioła prowansalskie
pieprz
(warstwa dla mnie)
2 nieduże pory
1 mała cukinia
odrobina bulionu
(warstwa dla M.)
czerwona fasola
chilli
czerwone wino
(sos beszamelowy)
0.5 l mleka
1,5 łyżki mąki
50 g masła
gałka muszkatołowa
(dodatkowo)
parmezan
ew. inny ser na wierzch


Na początek zrobiłam sos do klasycznej warstwy. Pokroiłam drobno cebulę, marchewkę i czosnek. Podsmażyłam na oliwie dodałam mięso, zrumieniłam. Do tego kieliszek wina i pokrojone sparzone pomidory. Posoliłam, dodałam zioła i dusiłam na wolnym ogniu przez jakieś pół godziny.
Pora pokroiłam w cienkie paseczki, wrzuciłam na oliwę, i na drobne kosteczki pokroiłam cukinię. Posoliłam i podsmażyłam całość na koniec zalewając łyżką (wazową) bulionu i odstawiłam. Potem zrobiłam sos beszamelowy : Utarłam masło z mąką w garnuszku, następnie postawiłam na małym ogniu i mieszałam. W międzyczasie podgrzałam mleko. Po pięciu minutach mieszania i gotowania zaczęłam powoli dolewać gorące mleko, Mieszałam (!). Gotowałam przez 10 minut posoliła popieprzyłam i dodałam gałki. Na koniec została warstwa M. do zrobienia, gdyż jej bazą jest standardowa "masa mięsna" pozostała po nałożeniu pierwszej warstwy. Po prostu dodałam do nie czerwonej fasoli z puszki, wina i chilli i zagotowałam.
Mój makaron nie wymagał podgotowania więc wylądował w wysmarowanym masłem, żaroodpornym naczyniu. Na niego poszła warsja klasyczna, mięsna, polana sosem beszamelowy, to posypałam parmezanem, przykryłam kolejną warstwą makaronu. Na niego poszła cukinia, również polana sosem i posypana parmezanem; przykryta makaronem. Ostatnia warstwa została potraktowana tak samo i ponownie przykryta makaronem, który został posypany parmezanem ( co było błędem i w trakcie pieczenia makaron został zastąpiony zwykłym, żółtym serem . Całość wylądowała w piekarniku na jakieś 0.5 h w temp180*C
Moja foremka była nieduża (25x10x7 cm), ja obliczałam ją na nas, 2 ale przy oszczędniejszym gospodarowaniu spokojnie starczy i na 4 osoby.

P.S.
z powodu złego samopoczucia i braku światła zdjęcie tylko takie

niedziela, 7 lutego 2010

niedzielny obiadek

z dziadkami. Taki prawdziwie niedzielny z trzema daniami: zupką z zielonego groszku, racuszkami z jabłkiem i tartą gruszkową na deser. Dostałam od dziadków kwiatki (już drugie w ciągu tygodnia, a wcześniej posucha całymi miesiącami) i chociaż jestem zmęczona to było całkiem fajnie. Oczywiście było kilka zgrzytów: M. się rozłaził jak rozgotowany leniwiec, jajko, które wbiłam do ciasta było zepsute i trochę spóźniona byłam z obiadem. Ale sam obiad był śliczny i taki wiosenny. Zaklinanie wiosny. Zupa miała śliczy, intensywny, trawiasty, zielony kolorek, racuszki to potrawa dzieciństwa (i mojego i dziadka. Mnie robiła je druga babcia, jemu mama), a jeszcze były z jabłkami i takie puchate. Zdecydowanie kojarzyły się z wiosną, a może nawet latem ? A na oniec tarta z warstewką czekolady i gruszką też chyba trochę bardziej letnia.

Sekretem zupy by miała, taki intensywny, ładny kolor jest użycie mrożonego groszku. Ten z puszki się nie nadaje.

Składniki:
opakowanie mrożonego groszku
kilka plastrów boczku
2 szklanki buliony
pół niedużej cukinii (opcjonalnie)

Boczek kroimy w paseczki, podsmażamy (ja na oliwie z oliwek), zalewamy bulionem. Wrzucamy cukinię, a po chwili groszek. Gotujemy aż groszek będzie miękki. Wyławiamy boczek i kilka łyżek groszku (do dekoracji) i miksujemy zupę, ąż nabierze jednolitej konsystencji. Zagotowujemy i podajemy z wyłowionym groszkiem i plasterkami boczku.
Bardzo optymistyczna, smaczna i prosta.


Racuchy robiłam początkowo z przepisu Liski,
Racuszki

1 szklanka mleka
1/2 kg mąki pszennej
2 jajka
10 g drożdży swieżych
1/4 łyżeczki soli

1 łyżka masła o temp. pokojowej

do smażenia: olej roślinny
do posypania: cukier puder, cukier waniliowy, powidła, bita śmietana...

1/2 szklanki mleka i 250 g mąki wymieszać z pozostałymi składnikami (używam do tego celu miksera). Odstawić do podrośnięcia na ok. 15-30 minut.
Dodać pozostałą część mąki i mleka. Dokładnie połączyć.
Olej rozgrzać na dużej patelni, łyżką nakładać placuszki. Smażyć z obu stron na złoty kolor (ok. 2-3 minut).
Usmażone placuszki posypać cukrem pudrem i wanilią.


Ale w rezultacie nie dodałam całości mąki (i tak dla mnie ciasto było zbyt ciągnące się, ciężko było nałożyć "drugą warstwę" zakrywającą jabłka) i od początku zakładałam dodatek jabłek (bez jabłek racuchy nie sa tym co tygrysy lubią) no i byłam spóźniona, więc nie dałam im tyle czasu na wyrastanie. W między czasie zmodyfikowałam przepis tak, żeby dziadkowie nie czekali za długo. I wyszły takie jak chciałam (choć chyba nie takie, jakie robi Liska)

A na koniec deser z przepisu, który chodził za mną już od jakiegoś czasu:
Składniki:

na kruche ciasto:
150 g mąki (tylko nie krupczatki)
100 g masła
50 g cukru pudru
1 żółtko

na farsz :

115 g startej czekolady deserowej
4 gruszki
125 ml śmietany kremówki
2 jajka
3 łyżki stołowe cukru
trochę soku z cytryny

Przygotowuję kruche ciasto . Wykładam nim formę o średnicy 25 cm i podpiekam 15 minut w temp. 200 st. C.

W czasie, gdy ciasto się podpieka, obieram gruszki, przecinam ja na pół i usuwam gniazda nasienne. Nacinam wzdłuż na cienkie plasterki i skrapiam sokiem z cytryny, by nie sczerniały. Śmietanę mieszam mikserem z jajkami (najpierw miksuję jajka, by białko złączyło się z żółtkiem, następnie chwilkę mieszam je ze śmietaną).

Na podpieczony spód wysypuję tartą czekoladę. Na czekoladowej warstwie układam połówki gruszek. Jajeczno-śmietanową masę wylewam dokoła gruszek, uważając, by nie zalać od góry owoców. Wystające wierzchołki gruszek posypuję brązowym cukrem.

Piekę przez kolejne 30 minut w temperaturze 180 st. C.

piątek, 5 lutego 2010

świeckie tradycje

tradycją się stało, że Maciek wyjeżdżając gdzieś (zwłaszcza w góry) dostaje ode mnie prowiant w postaci ciastek, zwykle muffinów*. Dlatego też dzisiaj zabieram się już za pieczenie. Na pierwszy ogień idą muffiny pomarańczowe zachwalane na Strawberries from Poland. wybrałam je z kilku powodów. Po pierwsze Maciek lubi wypieki cytrusowe, pod drugie, podobał mi się dodatek mielonych migdałów w przepisie i po trzecie były naprawdę zachęcająco opisane. Nie byłabym jednak sobą gdybym przepisu nie zmodyfikowała.

POMARAŃCZOWE MUFINY ŚNIADANIOWE
(z książki „Nigella gryzie”)

75 g masła
250 g mąki
25 g mielonych migdałów
½ łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
75 g cukru
skórka z 1 pomarańczy
100 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
100 ml mleka
jajko

Masło rozpuścić, suche składniki wymieszać ze sobą , mokre ze sobą, a następnie połączyć, nie mieszając zbyt długo.
(oryginalny przepis)
Moje modyfikacje polegały na tym, że :
* do każdego muffina włożyłam łyżeczkę dżemu grapefruitowego, takiego z sporymi kawałkami skórki
* migdałów wsypało mi się więcej ok 30g
* nie doczytałam przepisu, nie zauważyłam mleka, więc go nie dodałam, ale za to soku pomarańczowego dodałam chyba więcej niż trzeba
*ponieważ tata kupił dużo mąki krupczatki połowę mąki dałam właśnie takiej a połowę zwykłej pszennej (nadal nie wiem czym się różnią w wypiekach, bo na oko to widzę różnicę)

Ciasto już przed włożeniem do piekarnika było miękkie i leciutkie i aż miałam ochotę wziąć łyżkę i na surowo wpakować do paszczy. Piszac tego posta oczywiście się zasiedziałam, więc wyjęłam je z piekarnika troszkę za późno, efektem jest z jednej strony bardzo chrupiący wierzch, a z drugiej nie do końca pożądana barwa ciastek. Są jednak bardzo smaczne, Konsystencją przypominają babkę paskową, smakiem trochę szwedzkie pierniczki sprzedawane w Ikei. Całości dopełnia dżem grapefruitowy, który sprawia, że nie są takie suche, ale mam wrażenie, że zagłusza odrobinę ich subtelny smak.
Zdjęcie tylko takie, ponieważ nie zdążyłam dobiec z aparatem jak M. jadł, żeby zrobić zdjęcie środka, a te które tu są jadą w góry.

Oprócz tego zrobiłam ulubioną zupę Macieja - cebulową. Chociaż sama nie przepadam za cebulą, ani w wersji surowej ani w wersji przetworzonej, więc nie przepadam za zupą cebulową to lubię ją robić. Lubię kroić cebulę na ósemki** i palcyma rozdzielać te "piórka" przed wrzuceniem na patelnię, lubię obserwować jak powoli przybierają złocisty kolor, lubię komponować do nich grzanki i wreszcie lubię patrzeć na Maćka kiedy je.
Pierwszą moją zupę cebulową robiłam w oparciu o przepis Liski z White Plate, ale teraz robię bez rozmarynu, który ona najwyraźniej lubi, a my z M. nie bardzo. Dzisiaj robiłam tylko z dwóch cebulek (na jeden talerz dla Maćka) i dodałam majeranku.
* podobnie jak świecką tradycją jest już, że niezależnie od tego, które z nas wyjeżdza, ani na jak długo po powrocie czekają lub przychodzą dla Niego listy
** połówki ćwiartek

poniedziałek, 1 lutego 2010

dzień jest dzisiaj szaaary i paskudny. Muszę włączać wszystkie światła by być w stanie funkcjonować i jeszcze idę do pracy uczyć się warzywnictwa (nudna praca=okazja do nauki czy czytania). Egzamin w środę, a tym czasem idziemy do pracy (w misce jest makaron do zupy).

zupa z przepisu Liski z White Plate, ale ja robiłam z pamięci

składniki
puszka pomidorów
puszka ciecierzycy
2 ząbki czosnku
1,5 szklanki bulionu
makaron typu wstążka
sól pieprz i przyprawy do smaku
oliwa z oliwek

posiekany czosnek podsmażamy z oliwą, dodajemy pomidory, gotujemy chwilę (15 min) by dolać bulionu dorzucić ciecierzycę i ponownie pogotować 5 minut. Połowę zupy miksujemy i mieszamy z odstawioną połową, zalewamy makaron i smacznego !

Oryginalny przepis tu