Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2015

ciasteczka imbirowo-kakaowe

Pyszne, na zewnątrz chrupki, wewnątrz miękkie i czekoladowe z rozgrzewającą nutą imbiru.




Szybkie do zrobienia
Wadą jest ich niezbyt atrakcyjny wygląd.
Znajomi, na których przetestowałam ten przepis uznali, że wyglądają jak kocie kupy, byli strasznie zadowoleni z tego porównania i za nic nie chcieli biednym ciastkom odpuścić.
Zrobiłam je potem jeszcze 2 razy, najpierw próbując im nadać bardziej rogalikowaty kształt (nie warto, dużo czasu słaby efekt), a potem po prostu formując z nich kulki i ten sposób polecam najbardziej - w każdym razie formowanie z nich wałeczków, jak w oryginalnym przepisie uważam za nieporozumienie - no chyba że na Halloween.


oryginalny przepis pochodzi z czasopisma
"Sielskie Życie" (chyba) i zawiera kandyzowany imbir, który zastąpiłam świeżym, stratym korzeniem.


ciasteczka kakaowo-imbirowe
ok 20-30 g obranego korzenia imbiru
100 g masła
100 g cukru
200 g mąki
2 czubate łyżki kakao
1 jajko

gorzka czekolada do dekoracji

Nagrzać piekarnik do 175*C
Imbir zetrzeć (i wycisnąć sok z włókien) na tarce o drobnych oczkach, masło pokroić w drobną kostkę dodać przesianą mąkę i kakao, cukier i  jajko zagnieść dość lepkie, elastyczne ciasto. (tu przepis podaje żeby uformować wałek z ciasta i wsadzić do lodówki na 2h, ale ja to ignoruję). Z ciasta formować kulki trochę mniejsze od orzecha włoskiego i układać na blasze z papierem do pieczenia. Wstawić blachę do nagrzanego piekarnika na 10-15 min. Wyciągnąc ciasteczka i ostudzić.
Można udekorować czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej, ale nie jest to konieczne - same też są pyszne


środa, 16 kwietnia 2014

wieczorne ciasto

ostatnio wieczorami nie chcę iść jeszcze spać (mimo, że jestem zmęczona). Powinnam, ale będzie to oznaczało szybsze nadejście Bardzo Złego, Bardzo Wczesnego Ranka, kiedy to trzeba iść do pracy, znowu.
Rozwlekam więc wieczory i choć niezbyt to mądre, to całkiem przyjemne.
Jak jedzenie tortów wieczorem.

Ten tort kojarzy mi się z mrokiem i zmierzchem. Wilgotny aromatyczny, ciemny.
Zrobiłam na urodziny babci i chyba trafiłam w jej gust. Mocno kakaowy biszkopt, kwaśny dżem i śmietanowy krem. Proste, a dobre

wieczorny tort
5 jajek
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
2/3 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki kakao
3/4 szklanki cukru

kwaśny dżem ( u mnie mrożone owoce -mieszanka truskawek, malin, porzeczek i wiśni podsmażona z odrobiną cukru i szczyptą żelatyny
)

opakowanie serka mascarpone (250g)
250ml śmietany kremówki
ok. 1/4 szklanki cukru pudru (do smaku)

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (np. mikserem, na bardzo wolnych obrotach ).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm (lub jak u mnie keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (do suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek i cukier.
Blaty przełożyć dżemem i kremem. Schłodzić



wtorek, 14 stycznia 2014

pleśniak

Jakoś w zeszłym tygodniu postanowiłam zrobić M przyjemność i upiec pleśniaka, bo daawno temu wspominał, że lubi, a jest to ciasto niewymagające żadnych specjalnych składników, z wyjątkiem kwaśnego (!) dżemu, który tak się składa, że miałam (robiłam specjalnie kwaśny z przeznaczaniem do wypieków). Okazało się, że M., jak to M. był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, ale ciasto przerosło nasze (z Jego, to nie trudno, ale moje) oczekiwania. Pychota. Fakt, że w dużym stopniu zmieniłam proporcje: ciasto-dżem i pianka z białek (na korzyść dżemu i pianki). W styczniu piekłam już 2 razy i w obu przypadkach zniknęło błyskawicznie (zdjęcie zrobione ostatniemu kawałkowi, z drugiego "miotu", wieczorem tuż przed tym jak go pochłonęliśmy, więc jakość zdjęcia nie zachwyca). Pozwolę sobie tylko podkreślić, że warunkiem koniecznym smaczności ciasta jest kwaśny dżem.

Pleśniak
(mała porcja*)
100g masła
 3 jajka
1 i 1/2 szklanki mąki
łyżka kakao
3/4 łyżeczki proszku dopieczenia
1/3 szklanki + łyżka cukru
słoiczek kwaśnego dżemu**

Białka oddzielić od żółtek, odłożyć. Z masła, żółtek i mąki z łyżką cukru i proszkiem do pieczenia zagnieść ciasto (ja pomagałam sobie małymi ilościami zimnej wody, bo bardzo słabo się klei). Podzielić je na 3 części (jedna, na spód może być trochę większa), do jednej dodać kakao (i znów zagnieść), wszystkie włożyć  do lodówki na ok. 2 godziny aż stwardnieją. Tuż przed wyjęciem ciasta z lodówki ubić białka na sztywną pianę, pod koniec dodając 1/3 szklanki cukru (po trochu). Po wyjęciu ciasta z lodówki  rozdrobnić (ja robiłam palcami, ale przepis podaje żeby zetrzeć na tarce do jarzyn) większą jasną kule równomiernie na wyłożoną papierem blachę*, posmarować w miarę grubo i równomiernie dżemem, rozdrobnić na to ciemną kulę z kakao, przykryć to pianą z białek, a na wierzch rozdrobnić mniejszą jasną kulę.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na 40-50 minut

*używałam formy do tart 10x40 cm
a korzystałam z przepisu na moich wypiekach, zmniejszając porcję z grubsza o połowę,
** mój słoiczek jest trochę mniejszy niż te do których byłam przyzwyczajona w Polsce, ma ok 200 ml

niedziela, 11 listopada 2012

11.11


Ze względu na Święto Niepodległości postanowiłam zrobić coś biało - czerwonego.
Od jakiegoś czasu kusiło mnie już Red Velvet Cake zobaczone ongiś na "Moich Wypiekach", a tu jeszcze zobaczyłam coś takiego i postanowiłam też zrobić. Żałuję że nie zrobiłam z połowy porcji, ponieważ jak na załączonym obrazku widać blaty wyszły mi za grube i ciastko ciężko ugryźć, przetransportować... i wygląda gorzej. Dodatkowo resztek z z wycinania wyszło mi tyle, że zrobiłam jeszcze 3 ciasteczkowe słoiki . Zdecydowanie za dużo tego wszystkiego zrobiłam, dlatego przepis podaję na połowę.
A tak swoją drogą - zaczepieni na ulicy potrafilibyście powiedzieć co dokładnie upamiętnia Święto Niepodległości ? Czemu akurat 11 listopada? Którego roku się to stało? Po ilu latach niewoli ?
Czy z okazji takie Święta mówi się "wszystkiego najlepszego" ?
Red Velvet cupcakes
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1/2 łyżki kakao
1/2 łyżeczki soli
1 duże jajko
3/4 szklanki oleju słonecznikowego
1/2 szklanki maślanki (kefiru/zsiadłego mleka)
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (u mnie 1 łyżka wody różanej)
1/2 łyżki winnego octu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
30 ml czerwonego barwnika w płynie

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę, kakao i sól przesiać do miski. Dodać cukier, wymieszać.
W drugiej misce jajka lekko roztrzepać widelcem, dodać oleju, maślanki, barwnika, ekstraktu i wymieszać do połączenia (również widelcem).
Składniki mokre przelać do suchych, wymieszać widelcem na gładką masę (mieszając tylko w jednym kierunku).
Do szklanki wlać ocet, dodać sodę, wymieszać. Powstanie piana. Od tego momentu trzeba działać szybko - pianę wlać do ciasta, wymieszać. Ciasto podzielić równo między dwie tortownice dla uzyskania 2 blatów (lub wlać do jednej i potem trzeba będzie przeciąć blat).
Piec w temperaturze 180ºC przez około 30 minut, lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Przestudzić w formie, wyjąć i całkowicie ostudzić.
Masa kremowa:
1 opakowanie (300 g)serka kremowego Philadelphia
100 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (pominęła)

W misie miksera utrzeć masło na puszystą i jasną masę. Dodawać stopniowo cukier, ucierając. Dodać wanilię, serek i zmiksować. Masę warto włożyć do lodówki na 30 - 45 minut do lekkiego stężenia.
Wykonanie:
Przestudzone ciasto (jeśli pieczone w jednej formie przekroić) przełożyć grubą warstwą kremu, wycinać okrągłą formą kółka (lub w odwrotnej kolejności). Można też wierzch posmarować cienką warstwą kremu i posypać okruszkami). Przechowywać w lodówce.
Resztki z wycinania można wrzucać do słoika, przykrywać warstwą kremu (najwygodniej jest krem nakładać za pomocą rękawa cukierniczego) i powtarzać aż się słoik zapełni.

słówko dnia - Rozbiory Polski - Partitions of Poland

sobota, 17 grudnia 2011

czekoladowe pierniczki


Pierniczki są wręcz niesamowicie pyszne! Objadam się nimi* od 2 dni za nic mając fakt, że powoli przestaję się mieścić w spodnie...
Jedyne "ale" - trzeba uważać żeby pierniczków od spodu nie przypalić, bo w ich przypadku nie działa miernik w postaci przyrumienienia, a węch wchodzi do gry kiedy już jest za późno

pierniczki czekoladowe
przepis podaję za Dorotą z Moich Wypieków
Składniki na kilka blaszek pierniczków:

3 i 1/3 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki kakao
3/4 szklanki cukru pudru
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
2,5 łyżki przyprawy korzennej do piernika (najlepiej domowej)
szczypta soli
skórka otarta z 1 pomarańczy
180 g masła
1 jajko
3/4 szklanki melasy (ewentualnie golden syrupu lub płynnego miodu)

55 g gorzkiej czekolady, połamanej

Mąkę pszenną, kakao, cukier puder, sodę, przyprawę korzenną i sól - wymieszać i przesiać.
W garnuszku umieścić masło, melasę, czekoladę. Podgrzewać, mieszając, do rozpuszczenia i połączenia składników. Odłożyć do przestudzenia, choć mieszanka może pozostać lekko ciepła.
Do suchych, przesianych składników wbić jajko, dodać rozpuszczoną, lekko ciepłą mieszankę, skórkę z pomarańczy i zmiksować. Powstałą masę (może być na tym etapie klejąca) przełożyć do naczynia, zawinąć szczelnie folią spożywczą i odłożyć do lodówki na 1 - 2 godziny (lub dłużej). Pobyt w lodówce powinien sprawić że masa stężeje i nie będzie się kleiła.
Po schłodzeniu ciasto partiami wyjmować z lodówki i wałkować na grubość około 3 mm lub grubsze. Wykrawać dowolne kształty .

Piec w temperaturze 180ºC przez 10 - 12 minut (grubsze odrobinę dłużej). Wystudzić na kratce.

*w formie upieczonej, ale surowe ciasto też jest przee-pyszne!

wtorek, 6 grudnia 2011

moje torty urodzinowe

nr 1 delikatny kwiatowy - na świętowanie z dziadkami
tort różano-malinowy
biszkopt (stąd)
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka).

poncz:
1/2 szklanki syropu malina z dziką różą Herbapolu
1/2 szklanki wódki
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
wszystkie składniki wymieszać i nasączyć wystudzony i przekrojony biszkopt, przekładając kremem
krem:
500g śmietany kremówki 36%
250g serka mascarpone
ok. 1/3-1/2 szklanki syropu z płatków róży
śmietanę ubić pod koniec ubijania dodać ser i po trochu dolewać syrop (do smaku)

tort nr 2 dla dorosłych dzieci - ani trochę subtelny (nawet poszły żarciki typu "no pij swój tort, toast trzeba wznieść")
tort czekoladowy z brandy
biszkopt
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 1/2 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
* 1/4 szklanki kakao
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka)
poncz
łyżka cukru
3/4 szklanki brandy
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
nasączyć wystudzony i pokrojony biszkopt przekładając kremem
krem
ok600g sera mascarpone
150 g gorzkiej czekolady
czekoladę połamać, rozpuścić w kąpieli wodnej. Ser delikatnie ubi c i stopniowo dodawać rozpuszczoną czekoladę

Niestety zdjęć nie ma i nie będzie, bo aparat był upadł i się zepsuł

niedziela, 9 października 2011

gorzko gorzko

tort dla Teściówki. Starałam się żeby był jak najmniej słodki, gdyż słodyczy to ona nie lubi. Kostka gorzkiej czekolady starcza jej na tydzień, a mleczna i biała mogą dla niej nie istnieć. Szczęściara.
Tort więc gorzko-czekoladowy z nuta pomarańczy. A przy okazji odkryłam sposób na szybki, idealny mus czekoladowy - świetna konsystencja, dobry i dla miłośników gorzkiej czekolady i dla tych którzy wolą mleczną. Nie za słodki.

mus czekoladowy
250 g serka mascarpone
100 g gorzkiej czekolady
2-3 łyżki dowolnego likieru

czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, zacząć miksować mascarpone, dodawać sto0pniowo likier, a następnie stopioną czekoladę, dokładnie lecz nie za długo wymieszać.Przełożyć do miseczek (wychodzi ok. 6 niedużych porcji) Przetrzymywać w lodówce, ale chwilę przed podaniem wyjąć żeby się ogrzał (w lodówce twardnieje)

tort czekolada z pomarańczą
(bazę stanowił ten przepis pomniejszony o ilość cukru i dodałam troszkę więcej kakao)
2 nieduże pomarańcze lub 1 duża (z cienką skórką), o wadze w sumie ok. 375 g
6 jajek
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
200 g zmielonych migdałów
175 g drobnego cukru do wypieków
60 g kakao
masa:
mus czekoladowy (patrz wyżej) w wersji z likierem pomarańczowym i kilkoma kroplami aromatu

Pomarańcze (w całości) włożyć do garnuszka i zalać wodą do ich przykrycia. Doprowadzić do wrzenia i gotować 2 godziny, pod przykrywką. Wyłączyć, odlać wodę, pomarańcze całkowicie wystudzić (można zrobić to dzień wcześniej).
Ugotowane pomarańcze (w całości) włożyć do malaksera i zmiksować na lekką pulpę. Dodać pozostałe składniki i zmiksować, do połączenia.Ciasto przelać do formy i piec w temperaturze 180ºC przez 45 - 60 minut, w zależności od piekarnika, do tzw. suchego patyczka.
Ciasto całkowicie wystudzić, przekroić na pół. Przygotować mus, przełozyć nim połówki (na dekorację jest go trochę mało) Wstawić do lodówki na min godzinę. Podawać udekorowany skórką pomarańczową

poniedziałek, 19 września 2011

Hura Hura Hura !

M. wrócił. Cały, może nie do końca zdrowy, ale bez trwałych uszkodzeń i jestem z tego tytułu szczęśliwa.
Zamówił sobie dobre ciasto na powrót, a że chciałam być pewna, że zamówienie zostanie zrealizowane zrobiłam dwa: sernik bananowy Nigelli, ale lekko zmodyfikowany i również lekko zmodyfikowaną tartę z gruszkami.
A oprócz tego zapisałam się na intensywny, trzytygodniowy kurs rosyjskiego (co jest kolejnym powodem do szczęścia), a mimo to damy radę wpaść na kilka dni do Gdańska, bo kurs jest w godzinach porannych od poniedziałku do czwartku. Absolutny amok. Stęskniłam się i za Maćkiem i za rosyjskim i za morzem. I mogę to wszystko mieć. Naraz.

ciasta synchroniczne*

spód do obu ciast:
200 g masła
225 g mąki
25 g gorzkiego kakao
25 g ( 2 łyżki stołowe) cukru pudru

ciasto zagnieść, wylepić nim formy, wstawić do lodówki. Zabrać się za przygotowanie reszty ciast.

masa sernikowa
500 g białego sera
3 b. dojrzałe banany
4 jajka
sok z połówki cytryny
3-4 łyżki cukru

Ser jeśli zachodzi taka potrzeba zmielić (na koniec zmielić też banany, odpada połowa roboty z czyszczeniem maszyny), jeśli nie "rozdziabdziać" banany widelcem, dodać sok z cytryny i wymieszać z resztą składników.

schłodzone ciasto włożyć do piekarnika na 10-15 minut, po podpieczeniu to w formie do tarty odstawić do wystygnięcia.
Masę serową, wylać na drugi z podpieczonych spodów i w kąpieli wodnej (druga, większa blaszka wypełniona do połowy wrzątkiem, dookoła sernikowej) piec ok. godziny w temp 180*C

wierzch gruszkowy
3/4 kg małych gruszek ulęgałek( lub 2-3 standardowe)
2-3 łyżki śmietany (u mnie 18%)
2 jajka
opakowanie cukru waniliowego/ wanilinowego
2-3 łyżki soku z cytryny
100 g gorzkiej czekolady ( 70% kakao)


czekoladę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, gruszki obrać, pokroić na dość grube (1,5 - 2 cm) plastry i pozbawić gniazd nasiennych tudzież łykowatych części. Śmietanę wymieszać z jajkami, sokiem z cytryny, cukrem.
Startą czekoladę wysypać w miarę równo na ostudzone, podpieczone ciasto, ułożyć na niej ciasno plastry gruszek (ponakrawać je na wierzchu) i zalać masą jajeczono-śmietanową, tak by nie polać gruszek po wierzchu.
Piec 30 minut w temp 180*C

*pieczone równolegle

P.S. pierwsze zdjęcie jest właśnie z maćkowego wyjazdu. M. jest strasznie oburzony, że wybrałam właśnie to, bo on zrobił znacznie ładniejsze z tarasu schroniska Cappena Margherita i optował za wybraniem właśnie tamtego. Ale to bardziej pasuje do mojej wizji artystycznej i kropka.

sobota, 19 lutego 2011

strać się jakby bardziej

Mam już specjalny słoik do odławiania myszy, które przynosi mój kot. Może się przekwalifikuję i zajmę się deratyzacją ? W czwartek był Światowy Dzień Kota, może to jej sposób świętowania?
Ja z okazji Dnia Kota staram się jakby bardziej. W czwartek Wiewiór* dostał trochę polędwiczki wieprzowej, którą my z M. potem spożyliśmy (resztę, nie ten sam kawałek) po zamarynowaniu octem balsamicznym i usmażeniu na patelni beztłuszczowej, na kopczyku fasolowo-paprykowego pure z tego przepisu. Dziś była rybka, a kot urządził przy okazji koncert, głuchy na argumenty, że: "jak Ci teraz dam to sobie pyszczek poparzysz"
A z okazji czekoladowego weekendu powstały super lekkie, dość błyskawiczne ciastka, których dodatkową zaletą jest to, że każdy (a przynajmniej ja) ma zawsze składniki w domu. Tata czasem kupuje podobne ciastka i nazywa je dachówkami. Ja starałam się żeby były mniejsze (bo je lubię i chciałam mieć na dłużej) więc raczej dachóweczki (i nic to, że je przesuszyłam i są płaskie)


polędwiczka balsamiczna
1 polędwiczka wieprzowa
2 łyżki octu balsamicznego (lub kremu z octu balsamicznego, jak było w moim przypadku)
sok z połówki cytryny
łyżka sosu sojowego
zioła prowansalskie
pieprz

polędwiczkę pokroić na grube plastry (małe i wąskie ale grube, a peryferyjne kawałki można podarować ukochanemu zwierzątku) i rozbić na małe kotleciki. umieścić w naczyniu z resztą "składników" i odstawić na półgodziny. Przed usmażeniem wyjąc i posypać jeszcze ziołami prowansalskimi, pieprzem, podsmażyć krótko z obu stron podawać, najlepiej z czymś

dachóweczki
1 całe duże jajko i 1 białko z dużego jajka
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki gorzkiego kakao
100g cukru
1/8 łyżeczki soli
100g płatków migdałów
2 łyżki masła (używałam papieru do pieczenia więc zrezygnowałam, ale to chyba jednak dobru pomysł)
rozgrzać piekarnik (170*C)
migdały podrumienić (na patelni, czy na blasze w piekarniku za jedno), sypkie produkty wymieszać w małej miseczce, ubić piane z białka, dodać jajko i po trochu suchych składników. ciasto odmierzać łyżką stołową, na wysmarowaną tłuszczem blachę (będziemy potrzebować 2 lub 3) w dużych odstępach. Rozprowadzić ciasto w nieduże płaskie "placuszki", posypać migdałami i wsadzić do piekarnika na 7-8 minut. Wyjęte z piekarnika jeszcze ciepłe ciastka podważać szpatułką i układać na wałku nadając im dachówkowate wygięcie

*Kluson gardzi surowym mięskiem i rybką w każdej postaci, więc dostaje saszetki, ale co to za kot ?! To ma być superdrapieżnik w wersji mini ?! kot prawie wegetarianin, prawie kot (i jeszcze ma niebieskie oczy). Ale dostałą szaszetki innej firmy coby nie było święto

P.S.
piórka na druciku ze zdjęcia z ciastkami się poplątały dokumentnie ledwo sobie poradziłam i to z użyciem nożyczek. A kot to Klara zwana również Klusonem (choć to Wiewiórze ostatnio bliżej do kształtu idealnego)

niedziela, 13 lutego 2011

smutno mi

Trochę smutno. Dostałam słownego kopa od każdego u kogo szukałam wsparcia - to było wczoraj. Wczoraj upiekłam też bardzo smaczny, ale i bardzo kłopotliwy* tort na urodziny moich dwóch koleżanek.
Dzisiaj stałam się złą panią dla swojego ukochanego kotka. A wszystko to dlatego, że uparcie robię to co uważam za słuszne**.

Anyway, tort składał się z kremu z tego przepisu. Jakoś tak się składa, że jak mam zrobić tort to ląduję na "moich wypiekach" w poszukiwaniu inspiracji. Tym razem jednak biszkopt był "książkowy", konkretniej ze "Złotej Księgi Czekolady" baaardzo czekoladowy. Pyszny, nawet sam. Polecam. Kubuś twierdził, że słodycz czekoladowego biszkoptu idealnie się uzupełniała z kwaskowatym kremem (to była najbardziej elokwentna wypowiedź, reszta zgodnie stwierdziła, ze tort jest zajebisty).

tort czekoladowo-cytrynowy
przepis na krem cytuję za Dorotus i dodam tylko, że trudny jest w wykonaniu

biszkopt:
350 g gorzkiej czekolady
300g mąki
50 g kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
90 g masła
250g cukru pudru
4 duże jajka
125 ml mleka
2 łyżki oleju roślinnego

czekoladę rozpuścić i odstawić do ostygnięcia. sypkie składniki z wyjątkiem cukru wymieszać w misce. masło z cukier ubić mikserem na dużych obrotach, na puszystą masę.dodawać po jednym jajku. zmniejszyć obroty i dodawać na przemian składniki suche, czekoladę, mleko i olej. przełożyć ciasto do formy (23cm średnicy) i piec 50-60 minut w temp. 180*C do "suchego patyczka"

Składniki na krem:
2 szklanki mleka
3/4 szklanki soku z cytryny (około 4 - 5 cytryn)
starta skórka z 3 cytryn
4 łyżki mąki pszennej (z lekką górką)
5 łyżek mąki ziemniaczanej (z lekką górką)
4 jajka
1 i 1/4 szklanki cukru
370 g masła, miękkiego

W garnuszku zagotować jedną szklankę mleka z cukrem.
Drugą szklankę mleka zmiksować (najlepiej blenderem) z mąkami i jajkami i skórką z cytryny, na gładką masę. Mleko z jajkami i mąką wlać do wrzącego mleka, mieszać (cały czas!), gotując gęsty budyń na niedużym ogniu i czekając, aż masa zgęstnieje.
Odstawić do ostudzenia.
Po wystudzeniu do budyniu dodać sok z cytryny (dodawać stopniowo) i cały czas miksując z masą na najwyższych obrotach.Masło ubić na puszystą masę. Stopniowo dodawać do niego ostudzony cytrynowy budyń, cały czas miksując (zbyt szybkie dodanie budyniu do masła może spowodować, że masa się zwarzy).





*zdawałoby się że 4 godziny to wystarczająco na upieczenie jednego tortu, ale nie i w dodatku się bezczel rozpadał. W rezultacie okrajania go żeby ładnie wyglądał zmniejszył swoja średnicę o połowę.
**kotek przyniósł myszkę.żywą. pod łózko rodziców. i puścił. żeby złapać. Jakkolwiek nawet będąc wyjątkowo sprawnym drapieżnikiem jest słodka (kotka) nie zdzierżyłam zabawy żywą myszą. Dla Wiewiórki taka zabawa nie jest okrutna i rozumiem, że instynkt każe jej złapać jak coś się rusza, nie mam większych problemów z tym, że złowi sobie kilka myszek. W końcu jeśli złapał je domowy kot to raczej nie były te the fittest. I jakby ją zjadła to też nie byłoby problemu. Ale jednak tym razem złapałam kota, zaniosłam do łazienki i po krótkiej walce żeby kot został po drugiej stronie zamykających się drzwi wróciłam do myszy. Na szczęście była zbyt przerażona żeby uciekać i wystarczająco żywa żeby wyjść spod listwy przy podłodze (i żeby mnie nie dręczyły wyrzuty sumienia). Nie wiem jak bym ja wyciągnęła gdyby zdecydowała się jednak pożegnać z tym padołem łez. Mam nadzieję, że poradzi sobie sama na dworze (myszki chyba o tej porze powinny jeszcze spać) i że Wiewióra nie zrobiła jej jakiejś krzywdy (ciężką ma tą łapę).
Sera nie chciała, ale jakby mną się kot bawił to też pewnie byłabym zbyt przerażona i stłamszona żeby jeść.

P.S. Zdjęć nie będzie, rodzice wyjeżdżając zabrali aparat

wtorek, 25 stycznia 2011

chcieć a móc ?

Chcę plastelinę!
(i koniec sesji. Dziś naprawdę uczciwie usiłowałam się uczyć. naprawdę uczciwie i co ?!)
i mandarynki. nabrałam ochoty na mandarynkowe lampiony, co tam że po sezonie.

ciasto na brownie stąd i stąd. Tylko tym razem 2 razy tyle. I z masą powstałą z puszkowanej masy krówkowej, 2 łyżek gorzkiego kakao i łyżeczki ostrej (ale takie naprawdę ostrej, a nie udającej) papryki. Za nic nie chciała się dać dobrze formować i spływała, więc zrezygnowałam i postanowiłam zakupić andruty - do nich będzie idealna.

Ciekawe tylko jak ja się jutro na uczelnię zabiorę z tymi zaciastkowanymi puszkami ?

piątek, 24 grudnia 2010

24 XII



W świętach lubię wybieranie prezentów - jestem w tym naprawdę dobra i sprawia mi to przyjemność (choć w tym roku miałam problem z wybraniem tych najłatwiejszych - dla siebie, dla Młodego i dla mamy)
Lubię choinkę ze światełkami ( w tym roku mamy śliczną jodełkę) i kolorowy papier.
Lubię śmieszne kształty pierniczków i wymyślać jak powinna być ubrana choinka
Lubię dania wigilijne pierogi, łazanki, choć łazanki powinny być z boczkiem a ryb i barszczu nie lubię ale są jeszcze ciasta...

Nie lubię tłoku w sklepach, że nigdzie nie ma akurat tego, co wymyśliłam, łamać się opłatkiem z "bliskimi", ani chodzić na Wigilię do dziadków. Tego, że M. wyjeżdża i że nie mogę mieć mojej własnej Wigilii gdzie będą tylko naprawdę bliskie mi osoby.

O pierniczkach i daniach wigilijnych nie powiem za dużo. Tylko tyle, że jestem zachwycona kształtami foremek, które kupiłam sobie ongiś w Ikei i pomysłem, który przewędrował przez kilka rodzin zanim dotarł do mnie i w tym roku został wreszcie wykorzystany. Mowa o "szkiełkach" w pierniczkach, które powstają poprzez pokruszenie landrynek i wsypanie po szczypcie okruszyn w dziurki w pierniczkach przed pieczeniem. Wychodzi świetnie.

a teraz kilka przepisów z poprzedniego posta:

spaghetti alla carbonara (z książki "Kuchnia Miriano")

500g spaghetti nr 7
200g boczku (najlepiej w cienkich plastrach)
60 g startego parmezanu (lub sera pecorino)
4 jajka
2 łyżki oliwy
pieprz, sól

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, boczek kroimy w paseczki bądź kosteczki i podsmażyć do chwili aż tłuszcz zrobi się przezroczysty. Jajka roztrzepać w dużej misce, dodać ser, sól, pieprz, dobrze wymieszać i postawić jak najbliżej garnka z gotującym się makaronem (w celu ogrzania masy). Makaron odcedzić, przełożyć na patelnię z boczkiem i zalać masą jajczaną (oryginalny przepis podaje żeby makaron i boczek dorzucić do miski z jajkami, ale ja po prostu zmniejszam ogień do minimum i manewruję na patelni). Kiedy jajka zgęstnieją tworząc kremowy sos należy natychmiast makaron podać ( w tym celu dobrze mieć przygotowane talerze)

Podany przepis to porcja na 4 osoby i przepis podstawowy można z boczkiem podsmażać cebulę, albo dodawać czosnku, a nawet robić wegetariańskie carbonara ( z cukinią). Osobiście jest chyba moim ulubionym rodzajem włoskiego makaronu, stosunkowo szybkie w wykonaniu i potrzeba raptem 3 składniki.

Kopczyki kreta

3 garście płatków owsianych
3/4 szklanki cukru
3-4 łyżki gorzkiego kakao
2-3 łyżki mąki pszennej
skórka z 3 mandarynek lub 1 pomarańczy
1/5 szklanki wody
ew. 2-3 krople aromatu pomarańczowego

Skórkę należy pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć z cukrem na patelni, gdy się ładnie zarumienią zalać wodą i zagotować syrop, dodać kakako i mąkę i dokładnie wymieszać, do dość gęstego syropu dodać płatki za zamieszać tak żeby całe się pokryły syropem. Wkładać na papier do pieczenia i piec ok 30 min w 175*C. Ciasta są miękkie i mokre o ciekawym posmaku.

P.S.
Śpieszyłam się więc zapomniałam o paru rzeczach, takich jak zdjęcia czy najważniejsze:

Wesołych Świąt
żeby ten raz do roku żołądek był pojemniejszy
świat (na co dzień) jakby trochę bardziej sprawiedliwy i przyjemniejszy
żeby spędzić go z rodziną
i dużo prezentów pod choiną

(tak wiem głupie częstochowskie rymy)

wtorek, 23 listopada 2010

urodzinki





miewałam liczniejsze przyjęcia urodzinowe
gdzie ptysiowe pająki nie łaziły po stołach
na tortach nie walały się nagrobki z białej czekolady
paluszki nie przypominały kości
a ciastka nie były zielone
ale tylko to pierwsze nie było zamierzone !

P.S. tort jest z tego przepisu (wzbogacony o unurzane w białej czekoladzie biszkopty udające nagrobki), kostki-paluszki z tego, a pająki pochodzą z książki "200 pomysłów na nudę"przepis do znalezienia tu

piątek, 4 czerwca 2010

kawowe panny kotki


Alicja (ta od Krainy Czarów) jest straszliwym, zarozumiałym bachorem !
nadrabiam zaległości w czytaniu i wściekam się po kolei na wszystkich bohaterów.Od paru miesięcy usiłuję skończyć "Czarodziejską Górę", ale Castorp do spółki z Settembrini'm tak mnie irytują...
Po drodze "połknęłam" już kilka książek. Między innymi "Różę Selerbergu" Ewy Białołęckiej - bardzo zabawna książka (choć okładka trochę odstrasza). Mimo, że fantastyczna, traktuje raczej o ludziach i to młodych ludziach. No, ale jako fantastyczna odpada dla osób, które fantastyki nie czytają. Ich strata. Ja nadal czekam na ciąg dalszy Kronik Drugiego Kręgu, tych już typowo* fantastycznych o magach i smokach, choć nietypowych. Założenia tamtego świata są naprawdę fascynujące!A w między czasie zajadam się "budyńkami" z tapioką i usiłuję choć krótkiego posta sklecić.
Tylko jakoś się nie składa. (W między czasie były na obiad zielone szparagi z sosem pseudobeszamelowym i potrawka z kurczaka z czubricą i cukinią, na kaszy jęczmiennej, perłowej [pyszna!] tylko jakoś nie były to potrawy wystarczająco extraordinary, żeby się nimi chwalić)

Panny kotki z tapioką** w wersji kawowej
2 szklanki śmietanki kremowej (30% lub 36%),
2 szklanki mleka,
1/2 szklanki tapioki,1/2 szklanki cukru,
1 łyżka*** kawy rozpuszczalnej
1,5 łyżeczki żelatyny

Sos kawowo-kakaowy
2-3 łyżki śmietany (u mnie 18%)
2 łyżki gorzkiego kakao1,5 łyżki kawy rozpuszczalnej (mozna rozpuścić w łyżce gorącej wody)
1-2 łyżki cukru


Przepis pożyczam sobie regularnie z Every Caka You Bake. Z tym że ja nie dodaję warstwy owocowej, zamiast wanilii dodaję co rusz to coś innego (to kawę, to cynamon) i foremki mam inne (bardzo wygodnie jest robić ten deser w małych silikonowych, bo łatwo się zdejmują i nie trzeba ich moczyć w gorącej wodzie) Tym razem dałam wyjątkowo mało cukru (źle przeczytałam, ale w przepisie podaję tyle ile dodałam), było jednak wystarczająco słodkie i uwydatniła się kremowa konsystencja deseru.
opis wykonania podaję za Komar:
Tapiokę ugotować w mleku z cukrem (około 10 minut aż perełki staną się przezroczyste i miękkie)****. Dodać śmietankę i ponownie podgrzać całość do czasu aż zacznie wrzeć, ale nie gotować. 1,5 łyżeczki żelatyny rozpuścić w łyżce gorącego mleka i rozprowadzić z gorącą śmietanką z tapioką. Wlać do foremek i pozostawić do stężenia.

Sos robi się przez dokładne wymieszanie wszystkich składników. Polewamy nim stężały deser i delektujemy się.

A delektując się, staramy się nie patrzeć za okno. Przynajmniej w moim przypadku, bo rozstroju nerwowego dostać można, zwłaszcza jeśli nie planowało się posiadać jeziora dookoła domu.
(tu poniżej to nie jest, wbrew pozorom, rzeka - to droga do sąsiadów, a przynajmniej nią była zanim spadł deszcz)



*jeśli o fantastykę chodzi, to ciężko mówić o czymś typowym. W końcu niemalże założenie tego "gatunku" polega na wymyślaniu nowych światów, na niezwykłym pomyśle, magii i lekkim piórze. Dla mnie typową fantastyką jest taka, w której występują magowie w dowolnej postaci i brak jest elementu "science-".
** tak moi rodzice nazywają ten deser, a ja zaadoptowałam ta nazwę, bo nie jest to typowa na panna cotta
*** łyżka = łyżka stołowa, średnio płaska; łyżeczka to łyżeczka do herbaty
****dodatki w postaci kawy, wanilii czy cynamonu lądują w garnuszku właśnie w tej fazie

środa, 14 kwietnia 2010

orzechowy zawrót głowy


Zupełnie niechcący wyszedł mi orzechowy tydzień. Zaczęło się od tego przepisu. Już o nim pisałam i strasznie na niego chorowałam. W rezultacie z oryginalnego przepisu zostały tylko śliwki, a mnie wyszła wariacja na temat dwóch przepisów która zaowocowała dobrze mi znanym mazurkiem cioci Boni*, który kojarzy mi się głównie z Bożym Narodzeniem. Oczywiście Ona robi inny spód**, orzechy w masie nie są zmielone i znaleźć tam można jeszcze rodzynki, ale tego smaku pomylić się nie da.
Ale, ciągle piszę, że to mazurek i dorzucam do niego Boże Narodzenie. Powód jest prosty. Wielkanoc kojarzy mi się z lekkimi owocowymi ciastami, a w tym mazurku jest zbyt dużo dobrego i ciężkiego na raz.

Ok to teraz już o przepisie. Ponieważ w domu po raz enty nie było migdałów, ani marcepanu to trzeba było improwizować (zwłaszcza, że żałoba narodowa-wszystko zamknięte). Mielone migdały lub orzechy laskowa zastąpiły orzechy włoskie. Ponieważ najbardziej lubię śliwki w czekoladzie nałęczowskie, a tam jest taka masa dookoła śliwki, ni to truflowa ni to kakaowa, również kakao wylądowało w masie. W międzyczasie okazało się, że mama wyrzuciła resztkę (całkiem pokaźną) ciasta, którego zamierzałam użyć. Tu z pomocą przyszedł ten przepis. Z niego wzięłam tylko spód, ale też zmodyfikowany, bo przecież migdałów nie miałam. Oto rezultaty mojej twórczej improwizacji na temat

Mazurek śliwkowo-kakaowy (tudzież cioci Boni)

spód:
75 g mąki pszennej35 g masła
20 g mielonych orzechów włoskich
20 g cukru pudru
5 5 kakao gorzkiego
1 żółtko
1 łyżka wody

Zagnieść ciasto z podanych składników, wylepić formę (u mnie 2 aluminiowe foremki na pasztet) wstawić na 30 minut do lodówki. Piec ~15 minut w temp 190*C
masa:
200 g suszonych śliwek
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki cukru
50 g mielonych orzechów włoskich
3 łyżki kakao
(+ ewentualnie garść rodzynek, garść łuskanych orzechów laskowych)
Z cukru i wody zagotować syrop. Pokroić śliwki, dorzucić do syropu razem z orzechami. Gotować aż masa zgęstnieje, dorzucić kakao.

Jest to ciasto za które dałabym się pokroić (choć w niczym nie przypomina śliwki w czekoladzie). Uwielbiam połączenie suszonych śliwek i kakaa. Koleżanki jak zwykle chwaliły spód, ale tym razem chyba miały rację - wyszedł wyjątkowo smakowity. Można ciasto polać jeszcze rozpuszczoną w kąpieli wodnej (z masłem i śmietanką) czekoladą, ale moim zdaniem jest wystarczająco słodkie, kaloryczne i czekoladowe bez niej. Aha porcja wychodzi dość mała*** więc do "standardowych" blaszek proponuję podwoić składniki.

Po mazurku zostało mi jeszcze sporo mielonych orzechów (sama mieliłam), które zostały wykorzystane dziś przy robieniu obiadu.
Wiosenny indyk z makaronem, brokułami i orzechowym sosem****

kawałek piersi z indyka pokrojony w kostki (2-3 garście)
3-4 spore pieczarki
1 nieduża cebula
2 garści mielonych orzechów włoskich (30-40 g)
świeża bazylia (15 g)
3/4 szklanki śmietany (u mnie 18%)
1 ząbek czosnku (lub czosnek granulowany, lub wcale)
1/2 papryki żółtej i pomarańczowe (czerwonej)
1 brokuł (pokrojony na drobne różyczki)
sól, pieprz
makaron ( u mnie nitki spaghetti)

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić, dorzucić pokrojone pieczarki, a po chwili kostki indyka. Przykryć pokrywką , poddusić, kiedy zmienią kolor zalać śmietaną wymieszaną z posiekaną bazylią, czosnkiem i solą. (wstawić wodę na makaron i do sparzenia brokułów)Dusić jeszcze z 10-15 minut dorzucić orzechy. Wrzcić makaron i brokuły do wrzątku. Makaron jak na opakowaniu, brokuły ze 3 minutki, aż nabiorą "wesołego" koloru i będą odpowiednio miękkie i elastyczne. Pokroić paprykę w kostki dorzucić do mięsa, tuż przed podaniem dorzucić brokuły i łączyć z ugotowanym makaronem. Smacznego.




*siostra taty, świetnie gotuje i piecze
** na smalcu przez co potem mam zgagę gigant, ale nie przeszkadza mi to zjeść pół blachy mazurka w ciągu 2 dni, a blacha jest duża
***ja musiałam ciasto dotransportować na uczelnię, a wożenie się przez pół miasta z blachą nie jest szczytem moich marzeń, więc wyszły dwie nieduże aluminiowe formy na pasztet (łatwo się pozbyć po zjedzeniu i lekkie) no i składników tak nie szkoda jakby nie wyszło.
**** miał być makaron z indykiem, ale skroiłyśmy z mamą do spółki zdecydowanie zbyt dużo indyka.