Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czosnek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

bura zupa

bura jak habit mnicha, a może nawet jak moje myśli o powrocie do pracy. Zdecydowanie nie reprezentacyjna, zwłaszcza, że podawana z dużą ilością czosnku.
Z drugiej strony mam w ogóle pracę, a zupa jest pyszna i sycąca.
Nie byłam przekonana do zupy fasolowej z pesto, ale właśnie ono nadaje jej charakteru.
Naprawdę fajna opcja na zimowy rozgrzewający obiad, a tak sobie myślę, że czosnkowy aromat przegoni nie tylko amatorów rozmowy, ale też infekcje.

Jest to przyśpieszona wersja przepisu z książki "Soup!", który w oryginale robiony był z dodatkiem było pesto z czosnku niedźwiedziego. Uprościłam sobie życie zamieniając fasolę, suchą i moczoną przez noc, na tą z puszki. Od siebie dodałam kilka ziemniaków, a także trochę pozmieniałam w pesto (orzechy włoskie zamiast piniowych i bazylia z hojną porcją czosnku zamiast czosnku niedźwiedziego)

bura zupa
2 puszki białej fasoli*
4 nieduże ziemniaki
1 por
2 ząbki czosnku
masło/oliwa
ok.1 1/2 litra bulionu
sól, pieprz, ostra papryka; do smaku

pesto
garść parmezanu
garść orzechów włoskich
spora garść świeżej bazylii
2-3 ząbki czosnku
ok. 1/3 szklanki oliwy z oliwek
ew. czosnek granulowany, sól

Pora i czosnek drobno pokroić, zeszklić na maśle (oliwie) nie dopuszczając do zbrązowienia. Ziemniaki obrać oraz pokroić w drobną kosteczkę, dodać do pora i czosnku, zalać gorącym bulionem. Fasolę odsączyć i dorzucić do zupy. Gotować aż ziemniaki będą miękkie.
Przygotować pesto: parmezan i orzechy umieścić w blenderze i zmiksować z grubsza na proszek, dodać bazylię, posiekany czosnek i po trochu dolewać oliwy miksując do uzyskania pasty.
Zupę także zmiksować, doprawić (ja dodałam tu trochę oliwy z chilli i ostrej papryki) podawać z pesto (i świeżym chlebkiem najlepiej)

*puszka 400g fasola typu kidney lub cannellini

sobota, 1 grudnia 2012

ziemniaki z bzikiem

Pewnego razu po spacerze w rezerwacie ptaków w okolicy Górek Wschodnich (albo Zachodnich - obie miejscowości leżą bardzo blisko - po przeciwnych stronach rzeki Wisły) wylądowaliśmy w knajpie rybnej - czyli serwującej ryby. Jako, że ani ja ani M. nie jesteśmy fanami ryb pod żadną chyba postacią, a dziadkowie M. nalegali zdecydowaliśmy się na pieczone ziemniaki z bzikiem. Była to jedna z najlepszych rzeczy jakie jadłam. Ogromne ziemniaki z pysznie spieczoną skórką podane z (bzikiem) sosem z białego sera, śmietany i takiej ilości czosnku, że sos był od niego pikantny, no i szczypiorkiem. Nie dziwię się już nazwie dania (nie ja wymyślałam, ale pasuje), bo trzeba być naprawdę świrniętym geniuszem, żeby wpaść na coś takiego. Dziwaczne, proste i pyszne połączenie.
Nie dla osób, które nie lubią czosnku, albo wybierają się na randkę i mają w planach całowanie się z kimś kto tego dania nie jadł.
A tak poza tym - jeden duży ziemniak na głowę swobodnie wystarcza. I choć jest pokusa żeby zwiększyć porcję bo "Co ja mam się najeść jednym ziemniakiem?!", to radzę nie, bo zjada się wszystko (pycha!), a potem brzuch boli.

ziemniaki z bzikiem
na jedną osobę:
1 duży ziemniak (najlepiej odmiana do pieczenia)
ok. 100 g twarogu
2 łyżki śmietany
2-3 ząbki czosnku
ostra papryka (opcjonalnie)
sól
garść szczypiorku lub drobno pokrojonej cebuli

Ziemniaki upiec w mundurkach aż będą miękkie (może być ognisko, piekarnik lub grill). Twaróg rozgnieść widelcem(nie koniecznie bardzo dokładnie), wymieszać ze śmietaną, solą (ser powinien być dość słony - ziemniaków nie soliliśmy) i drobno pokrojonym, lub przeciśniętym przez praskę czosnkiem, ew.papryką. Ziemniaki  przekroić na 2 lub 3 części, najlepiej tak żeby u spodu trzymały się razem na skórce. Widelcem lub nożykiem podziobać tak żeby część miąższu wyszła, nałożyć sos serowo czosnkowy, wymieszać z wydłubanym miąższem, posypać szczypiorkiem lub cebulą.

Polecam podawać w miseczce.

słówko dnia: dubious- wątpliwy, niepewny

poniedziałek, 23 stycznia 2012

spóźniona

jestem jak zwykle. Wczoraj była impreza niespodzianka-posiadówka taty i sporo się napracowałam, żeby do niej doprowadzić (choć bez zgrzytów się nie obyło), ale wyszła fajnie. Tata wydawał się naprawdę zadowolony.
Ponieważ jest kolejna sałatkowa akcja u Peli, a i większość osób zaproszonych stara się dbać o wagę postanowiłam postawić na sałatki. Miały być 2 sałatki : ulubiona (długo się zastanawiałam jaka to) i jakaś z archiwum. Z archiwum wygrzebałam więcej niż jedną (jak ciężko było się zdecydować!) i postanowiłam, że wybiorę najlepszą. Tylko akcja była do niedzieli i jak zwykle nie zdążyłam.

Moja ulubiona sałatka to: z makaronem sojowym/ryżowym, rzodkiewką i ogórkiem. Wprawdzie można było potraktować to archiwalnie, ale świetna to była okazja żeby zrobić.

sałatka wiosenna
paczka makaronu ryżowego/sojowego
2 nieduże ogórki wężowe
4 rzodkiewki
pół piersi z kurczaka

kilka kropli oleju sezamowego
na marynatę:
sok z ½ cytryny
kilka chrustów sosu sojowego
dwie łyżki oleju
(opcjonalnie)na sos:
pęczek koperku/ząbek czosnku
opakowanie jogurtu naturalnego
sól i pieprz
Kurczaka kroję na niewielkie części, najlepiej w paseczki. Mieszam składniki marynaty, polewam nimi mięso, odstawiam na pół godziny.
W międzyczasie kroję ogórka i rzodkiewki (np. w słupki). Przygotowuję makaron sojowy.Kurczaka smażę na silnym ogniu, najlepiej w woku, następnie studzę.
Mieszam z resztą składników. Dodaję sos.

Oryginalny przepis pochodzi stąd, a moje poprzednie wersje są tu i tu

A najlepsza okazała się sałatka z kurczakiem na ostro. Tacie bardzo smakowała i jako jedyna zniknęła w całości. W stosunku do wersji oryginalnej zaszło wiele zmian ze względu na niedostępność imbiru czy pistacji... tu można zobaczyć oryginalny przepis.

sałatka z kurczakiem na ostro

2 piersi kurczaka
mieszanka sałat
pomidorki koktajlowe lub 4 zwykłe pokrojone w "8ki"
1 mała cukinia pokrojona w słupki, zblanszowana w osolonej wodzie

marynata do mięsa:
łyżeczka pasty przyprawowej harissa
łyżeczka kurkumy
łyżeczka ostrej papryki
pół łyżeczki chilli
łyżeczka sosu sojowego
łyżka octu balsamicznego
pół szklanki soku grapefruitowego
sok z cytryny
2 ząbki czosnku zmiażdżone

dressing:
4 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka octu balsamicznego
łyżeczka ostrej musztardy
2 łyżeczki musztardy z całymi ziarnami gorczycy
sól pieprz do smaku

kurczaka ponakrawać, umieścić w marynacie wstawić do lodówki min na 2 h (może być nawet cała noc). Piersi wyjąć z marynaty upiec. Sałaty wymyć, wymieszać, pomidory i cukinię pokroić, ta ostatnią zblanszować. Kurczaka pokroić. Całość wymieszać, zalać dressingiem podawać z grzankami.

EDIT: akcja została przedłużona, więc nawet się na nią załapię :D

poniedziałek, 31 października 2011

uparciuchy

Mój uroczy, kochany, młodszy braciszek uparł się, że chce zrobić lampion z dyni (wydrążyliśmy, wyciął 1 oko, a reszta została dla mnie)
Ja uparłam się i ryzykuąc urwanie ramienia przytaszczyłam 5 kg dyni makaronowej (znajomi na uczelni patrzyli na mnie jak na ufoludka)
z połówki mojej dyni wspólnymi siłami wykonaliśmy pierogi dyniowe (

w tym miejscu chciałam serdecznie podziękować mojemu, wspaniałemu mężczyźnie i mojej mamie za nieocenioną pomoc)
ja zrobiłam, farsz, ciasto, M. rozwałkował i pociął na kółka, a mama lepiła te śliczne brzeżki.

pierogi z dynią makaronową
350 g mąki
1 jajko
1/8 l wody
farsz (pomysł z przepisu na dynię makaronową wzięłam z książki "Klapsa czy Konferencja"*)
2,5 kg dyni makaronowej
główka czosnku
150 g masła
2 łyżki bułki tartej
sól, gałka muszkatołowa, garść suszonej mięty


Dynię wydrążyć, posypać solą, zawiąć w folię aluminiową i upiec do miękkości (ok godziny). Czosnek drobno posiekać, wymieszać z masłem, włożyć masło zw wydrążoną"dziurkę". Wystudzić, osączyć zbędną wodę, wymieszać z bułką, doprawić. Zagnieść ciasto na pierogi, lepić.


*Liska pisała o niej tu

wtorek, 11 października 2011

przekąska

Myszkując w lodówce, w poszukiwaniu czegoś na obiad znalazłam 4 smętne, ostre papryczki, które kupiłam onegdaj na bazarku za złotówkę. Pomyślałam o nadziewanych serkiem papryczkach Jalapeño, których próbowaliśmy ostatnio w knajpie i postanowiłam, że przerobię je (papryczki, te smętne) na pikantną przekąskę dla mojego Mężczyzny. Jak raz w lodówce znalazła się również kostka serka kanapkowo-sałatkowego, więc zabrałam się do dzieła.
Zdjęcia nie mam, więc zastąpi je moje radosne dzieło w postaci rysunku poglądowego.


Nadziewane papryczki
3-6 małych czerwonych papryczek
opakowanie serka kanapkowo-sałatkowego
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
pieprz czarny, kolorowy, "ostra" papryka, chilli

papryczkom odkroić łepek, ostrożnie (pestki i wyściółka zawierają najwięcej kapsaicyny odpowiedzialnej za ostry smak papryki) wypatroszyć, można zachować część pestek, potraktować moździerzem. Jedną z papryczek i czosnek drobno poszatkować, wrzucić do miseczki razem z 1/3 serka, przyprawami (tu do smaku) i ew. utłuczonymi pestkami. Wymieszać na gładką masę i napełnić nią papryczki. Resztę sera pokroić w plastry i wyłożyć nimi dno posmarowanego oliwą i wysypanego przyprawami niedużego naczynia żaroodpornego. Na wierzchu ułozyć napełnione papryczki, posmarować je oliwą i całość wstawić do nagrzanego (150*C) piekarnika na 20-30 minut

poniedziałek, 25 lipca 2011

dlaczemu?

Co sprawia, że jednych ludzi, opowiadań słuchamy chętniej, a innych wcale chociaż niby podobni? Co sprawia, że dania biedaków lądują na stołach wykwintnych restauracji,a "tracą" rację bytu na stołach tych, którzy dali im początek? I czemu są miejsca, które jednostronnie sprzyjają dobrym, albo złym wspomnieniom ?

makaron typu "pusta lodówka"
250 g suchego makaronu (kokardki, świderki)
4 ząbki czosnku
2 marchewki
kawałek papryki (czerwona/żółta, opcjonalnie)
pół cebuli
2/3 szklanki oliwy z oliwek z czosnkiem i chilli

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu. W międzyczasie podgrzać na sporej patelni oliwę, dorzucić drobno posiekany czosnek, cebulę. Obrać marchewkę i pokroić w plasterki/półplasterki dorzucić na patelnię. Na koniec pokroić paprykę także wrzucić na patelnię. Dolać ze dwie łyżki wody z gotowania makaronu, makaron odcedzić, wrzucić na patelnię i dokładnie "unurzać" w sosie. Doprawić solą, pieprzem (chilli) i podawać. Porcja na dwa głodomory lub 3 mniejjadków

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

obiad prawie z Nigelli


wypiłam dziś najdroższą kawę w moim życiu (doliczając cenę mandatu)
pojechałam z rodzicami na zakupy i przeraziłam się sumą jaką mamy zapłacić, choć na nich nie zrobiła większego wrażenia
zrobiłam obiad
według Nigelli
prawie

ryż kokosowy*
300g ryżu basmati lub tajskiego
4 cebule cukrowe, lub szczypior z 4 cebul, pokrojony w krążki
2 łyżeczki nasion czarnuszki (Nigella damascena)
400 ml (1 puszka) mleka kokosowego
600 ml wrzątku
1 łyżeczka soli/ do smaku
sok z jednej cytryny/do smaku
łyżka oleju czosnkowego

rozgrzać olej w patelni lub woku, dorzucić szczypior i nasiona czarnuszki, podgrzewać przez około minutę mieszając. Dorzucić ryż i wymieszać tak by pokrył się warstewką oleju i dokładnie wymieszał w resztą zawartości. Mleko kokosowe wlać do menzurki i dopełnić wrzątkiem do litra. Zalać ryż kokosowym wrzątkiem i dodać soli. Wymieszać całość w garnku, przykryć pokrywką i gotować na wolnym ogniu około 15 minut od czasu do czasu mieszając. Wciągu tego czasu ryż powinien wchłonąć cały płyn i być gotowy do podania. Należy go tylko doprawić solą i sokiem z cytryny.

Bardzo smakowity tylko należy uważać z ilością czarnuszki, która jest ostra i nie każdemu może smakować. Do ryżu był wiosenny kurczak, z pewnymi zmianami, z braku niektórych produktów.

wiosenny kurczak*
140g drobno-pokrojonego boczku/słoniny wieprzowej lub pancetty
12 kawałków kurczaka (przepis mówi o takich z kośćmi) [u mnie były 4]
1 por [zastąpiony połówką cebuli ze szczypiorem]
1 seler naciowy [ 1 nieduża cukinia pokrojona w kostkę]
3 ząbki czosnku drobno posiekane
łyżka oleju roślinnego
500ml wytrawnego cydru [zastąpiony szklanką piwa, szklanka soku jabłkowego]
300 g mrożonego zielonego groszku
łyżka musztardy Dijon [zrezygnowałam]
2 małe główki sałaty drobno pokrojone [1/2 kapusty pekińskiej]
estragon [brak]

olej rozgrzać na dużej głębokiej patelni lub w casserole, wrzucić boczek, lub zamienniki i podsmażyć aż się zarumieni i zacznie "puszczać sok". Dodać kurczaka, obsypać go boczkiem i smażyć na wolnym ogniu przez około 5 minut, obrócić i dodać seler, czosnek i pora wymieszane wraz z pieprzem i estragonem. Dać mieszance kolejne 5 minut, a następnie wlać cydr i dorzucić zielony groszek. Przykryć pokrywką, gotować na małym ogniu około 40 minut (sprawdzać co jakiś czas. Odkryć, wmieszać musztardę (o ile się chce) dorzucić pokrojoną sałatę i podgrzewać jeszcze chwilę by całość serwowana była ciepła

*oba przepisy pochodzą z "Kitchen" Nigelli
mogą w nich być błędy bądź kulawizny językowe jakoże mój egzemplarz jest prezentem od M. z Anglii i tłumaczyłam sama. Wprawdzie rozumiem co do mnie piszą i mówią, tłumaczem jestem jednak raczej marnym i raczej początkującym.
Practice makes a master

środa, 16 lutego 2011

egzotyka i ziemniaki


Aż ciężko uwierzyć o ile łatwiej, szybciej i przyjemniej jeździ się po Warszawie w czasie ferii.
Nie żebyśmy z Olą z tego skorzystały jakoś specjalnie. Musiałyśmy wrócić do domu zanim dojechałyśmy do miejsca przeznaczenia.
Ale za to obiad był ... ciekawy i jak na mnie dość "egzotyczny"
Głównym daniem było tofu z trójkolorowym ryżem cukinią i fasolką w sosie z masła orzechowego i imbiru, na deser był mus z mango ze śmietanką, były też "chlebki" bananowe z tego przepisu, a zupa była już zwyczajniejsza ziemniaczana z cebulą i czosnkiem.
Koleżanka z pracy jest wegetarianką (jak się okazuje Ola, siostra M. też) i opowiadała jakie to dobre jest podsmażane tofu. Zaciekawiona zakupiłam kostkę i tak sobie leżała w lodówce czekając aż wymyślę jak dokładnie ją zużytkować. Przyjechała Ola i zyskałam towarzyszkę przy jedzeniu tofu (podejrzewałam, że M. nie będzie chciał ruszyć, ale miło mnie zaskoczył nie tylko zjadając posiłek, chwaląc, ale też wcześniej domagając się żeby mu dać bo chce spróbować [i pożyczając mi aparat]) no i byłam w nowo otwartym supermarkeciku w naszej miejscowości. Byłam mocno rozczarowana, bo masło orzechowe na patelni za nic nie chciało się zachowywać jak masło, no ale następnym razem użyję odrobiny innego tłuszczu do podsmażenia tofu, a masło dodam potem. Z deserem też nie poszło idealnie, bo okazuje się, że bita śmietana za nic nie chce osiągnąć pożądanej konsystencji i nie wiem naprawdę co robię źle, ale w rezultacie wyszedł całkiem smakowity.

Tofu z ryżem w imbirowym maśle orzechowym
kostka sera (tofu z tych twardszych, ok 200g)
torebka ryżu
garść płaskich fasoli szparagowych
cukinia
2 spore łyżki masła orzechowego
kawałek obranego kłącza* imbiru ok 15-20 g
szklanka bulionu
odrobina oleju

Fasolkę i cukinię pokroiłam z grubsza w kostkę i dusiłam do miękkości w bulionie. W tym czasie ugotowałam ryż, starłam na tarce z drobnymi oczkami imbir i pokroiłam tofu. Należy je delikatnie podsmażyć, dodać masło i imbir (pozwolić masłu się trochę rozpuścić, ale nie za dużo bo się przypala), ryż i warzywa. Dokładnie wymieszać, podgrzać do odpowiedniej temperatury i podawać. Można dodać więcej imbiru, trochę chilli albo tabasco jeśli ktoś lubi

deser mango
1 spory b. dojrzały owoc mango
200 ml śmietanki 30% albo 36%
2 łyżki cukru pudru

ubić śmietankę z cukrem, mango obrać, pokroić i zblendować do postaci musu. wmieszać do śmietany i pozostawić do stężenia. udekorować kleksem śmietany przed podaniem
"przepis" to uproszczona wersja tego deseru

zupa ziemniaczana z cebulą
8 średnich ziemniaków
3 średnie cebule
4 ząbki czosnku
1,5-2 litry bulionu (w trakcie gotowania bulionu dorzuciłam ząbek doń)
2 - 3 łyżki oliwy z oliwek

Ziemniaki należy umyć, obrać (nie wyrzucać skórek- ułożyć na wysypanej warstwą soli blaszce i wrzucić do piekarnika celem poduszenia) i pokroić we w miarę drobna kostkę.Wysuszone skórki dorzucić do buliony i jeszcze chwilę pogotować (nadadzą zupie posmak pieczonych ziemniaków). Cebule pokroić na "prążki" i razem z grubo posiekanym czosnkiem zrumienić na oliwie. Odstawić. Zalać bulionem pokrojone ziemniaki (odławiając skórki) i gotować aż zmiękną, wtedy dorzucić cebulę i czosnek, pogotować z 15 minut i doprawić do smaku.


* o imbirze pisałam tu

niedziela, 9 stycznia 2011

rodzice wracają !

trzeba skończyć projekt, odkurzyć i zrobić obiad...
To ostatnie chyba najprostsze.

Wołowa łopatka pokrojona na plastry, posolona, posypana granulowanym czosnkiem i kolorowym pieprzem wylądowała w naczyniu żaroodpornym. Została zasypana drobno pokrojoną cebulą i czosnkiem, zalana łyżką lub dwiema oliwy z oliwek. Wylądowały w nagrzanym do 150*C piekarniku, a ja przyrządziłam bulion z mnóstwem przypraw. Z czosnkiem, z pieprzem w całości, z suszoną bazylią i odrobiną rozmarynu. Kiedy bulion był gotowy zalałam nim mięso i pod przykryciem piekło się czy dusiło jeszcze jakieś 1,5 godziny. Po upieczeniu do sosu dołączyła śmietana i gotowe.

ziołowe mięsiwo
4-5 plastrów wołowiny, grubość ok. 1,5 cm
2 nieduże cebule
główka czosnku
suszona bazylia
suszony rozmaryn
pieprz kolorowy w ziarnach
bulion
oliwa z oliwek

niedziela, 23 maja 2010

just the stranger one of us trying to make his way home*



W piątek po awanturze (ja - histeryczka) udało mi się zaciągnąć Mojego Drugiego Połowa do gruzińskiej knajpki na starówce. Knajpka by była świetna i tania gdyby porcje były tak 2-3 razy większe. A tak serwowała właściwie same przystawki.
Plusem i powodem, dla którego o tym piszę była chęć zrobienia podobnego dania.
M. jadł chaczapuri czyli drożdżowy placek z gruzińskim serem, a do tego była to odmiana z sadzonym jajkiem na wierzchu( z dobrych i ciekawych smaków ja jadłam lula kebab, który był rulonem z doprawionego i smażonego mięsa mielonego w specjalnym chlebku i kupiłam nam oranżadę winogronową, też gruzińską - gdzieś tu jest na zdjęciu).
Choćby dlatego, że nie posiadam gruzińskiego sera moja radosna twórczość chaczapuri nie jest.
Ale powodów jest jeszcze kilka.
Przepis wzięłam stąd, ale ciasto miało zupełnie inny smak. Tamten placuszek był raczej nieduży a mój. szkoda gadać. I jeszcze z racji tego, że wzięłam mozzarellę i trochę żółtego, zwykłego sera to dodałam do farszu jeszcze pół cebuli, pęczek szczypiorku i ząbek czosnku, żeby farsz był bardziej wyrazisty.
W związku z czym wyszło mi:

Placek drożdżowy z farszem serowo-szczypiorkowym

ok 0,5 kg mąki (dosypujemy do uzyskania odpowiedniej konsystencji)
2 jajka,
1 żółtko,
szklanka mleka,
20 g drożdży,
3 łyżki masła,
sól,
250 g mozzarelli
50 g żółtego sera
1 łyżeczka cukru,
1/2 średniej cebuli,
pęczek szczypiorku
1 lub 2 ząbki czosnku

Z drożdży, mleka, cukru i ok 100g przesianej mąki należy zrobić zaczyn. Odstawić do podwojenia objętości. W tym czasie można przygotować farsz ( pokroić wszystko w drobną kosteczkę, posolić, wymieszać).
Kiedy zaczyn wyrośnie dodajemy do niego jajka, mąkę, sól (ja proponuję jeszcze jakieś zioła i nie żałować soli), a na koniec 2 łyżki roztopionego masła.
Wyrabiamy ciasto i rozwałkowujemy.( I tu popełniłam zasadniczy błąd. Podzieliłam ciasto na 2 części. Moim zdaniem powinno się je podzielić na 6 do 8 części, a nawet 10 jeśli chcemy małe "chaczapuri" - tylko wtedy potrzebujemy więcej farszu) Placek powinien mieć kształt mniej więcej okrągły. Farsz nakładamy przy brzegach i przykrywamy kolejnym plackiem; zlepiamy, (ja zawinęłam i skleiłam brzegi jednego placka, bo chciałam uzyskać "łódeczkę" na jajko sadzone**. Błędem mogło być sklejenie dwóch "wałków" bo ciasto urosło i nie było tego wgłębienia - wyszedł "chlebek") smarujemy mieszanką żółtka i pozostałej łyżki roztopionego masła i wsadzamy do mocno nagrzanego (220-250*C) piekarnika. Pieczemy aż się ładnie zrumieni.
Podawane jest zwykle z masłem, choć mnie bardzo odpowiadała wersja z jajkiem sadzonym we wgłębieniu.

P.S.
był całkiem smakowity też na drugi dzień na zimno


A idąc potem na rosyjski (akurat mieliśmy lekcję o tradycyjnych napojach rosyjskich), z butelką po oranżadzie w torbie wpadliśmy na ulicy na wystwę takich oto plakatów. Pomysłowe, a niektóre też całkiem zabawne





* Joan Osbourne "What if God was one of us"
**tak jak tu, w końcowej fazie

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

dzień czosnku

późno bo późno (jak się wraca o 5 do domu, to obiad nie będzie zbyt wcześnie), ale jestem.
Dzisiaj na obiad całkiem czosnkowo i zupełnie biały, czyli

mini-schaby w sosie cebulowo czosnkowym i ziemniaczane pure z pieczonym czosnkiem:

ok 400- 500 g schabu
1 średnia cebula
1 główka czosnku
opakowanie śmietany
sól, pieprz
+ ziemniaki, dodatkowa główka czosnku, trochę masła lub/i śmietany

(wstawiłam ziemniaki, a dodatkową główkę czosnku wsadziłam do piekarnika temp*C)
Schab pokroiłam w plastry, trochę rozbiłam za pomocą tłuczka i każdy kotlet przekroiłam na pół. Cebulę i czosnek pokroiłam na drobno: cebula w kostkę czosnek w plastry- małe ząbki . Podsmażyłam krótko, tak żeby zeszklić cebulę i wrzuciłam kotlety. Te smażyłam z obu stron po czym zalałam śmietaną i dusiłam pod przykryciem około 20 minut. W tym czasie odlałam i utłukłam ziemniaki, przecisnęłam przez praskę upieczony czosnek, dosoliłam (ale to wedle upodobania) i dodałam łyżkę masła, łyżkę śmietany.

niedziela, 18 kwietnia 2010

naleśniki, cytryny, Чебурашка i gorycz


Jestem dzisiaj strasznie nieszczęśliwa. Od rana mam w ustach gorzki posmak, wszystko jest gorzkawe, nic mi nie smakuje. A na dodatek dziś zamknięte są kina i nie mogę drugi raz (tym razem na koszt rodziców) pójść uczyć się tresować smoka!
Przeglądając internet wpadałam na tego bloga i po raz kolejny pożałowałam, że nie potrafię się dogadać z naszą maszyną do szycia. Cały czas coś mi się plącze, rwie (nie umiem nastawić właściwego naciągu - tyle wiem, ale jak g9o dobrze nastawić?), ścieg idzie krzywo. Ale przecież ręcznie nie zrobię takich ładnych rzeczy, bo będą zbyt nietrwałe.
No i właśnie. Nietrwałe okazały się też naleśniki, których nasmażyłam jak głupia i się martwiłam czy nie zostaną, ale okazało się, że tatek jak tylko wszedł poczęstował się trzema na sucho. Konrad* zjadł trzy, tata jeszcze dwa z mozzarellą. Dwa (jeden z serem drugi z dżemem) zostały wyekspediowane do mamy do pracy i dla mnie został już tylko jeden (fakt, że z serem więc straszniaście sycący, a że wszystko gorzkie, to jakoś jeść się nie chce)

Naleśniki z szynką i mozzarellą

ciasto naleśnikowe
w proporcjach 1 szklanka mąk i/ 1 szklanka mleka / 1 jajko / 1 łyżka cukru / szczypta soli

Całość należy zmiksować, powstanie rzadkie ciasto. Konsystencję powinno mieć taką, żeby pokrywało zanurzony palec cienką warstwą. wtedy naleśniki będą się ładnie nalewać na patelnię i będą miały odpowiednią grubość. tyle mówi "przepis"** mojej mamy. Zauważyłam jednak, że jej naleśniki są zawsze cieńsze jakimś sposobem. ale moje też są dobre, ot co! Zwykle naleśniki na obiad dla mojej rodziny (4 persony) robi się z podwójnej proporcji.

wnętrze
kawałek sera mozzarella (u mnie zottarella 250 g starczyło mi na 3 naleśniki)
kilka plasterków szynki
1 lub 2 ząbki czosnku (zależnie od własnego do niego upodobania)

mozzarellę pokroić w plastry, ułożyć na naleśniku, na tym plastry szynki, wyciśnięty czosnek(u mnie był granulowany z torebki + zioła prowansalskie), trochę soli, ewentualnie plastry pomidora. Zawinąć podgrzać na patelni w mikrofali bądź piekarniku. Podawać gorące.


Oprócz naleśników zrobiłam jeszcze ciasto cytrynowe, jedno z ulubionych Maćka. Przepis dostałam od jego siostry.

Ciasto cytrynowe Oli
7 łyżek miękkiego masła (160g)
1 szklanka - 2 łyżki cukru (170 g)
1 i 1/4 szklanki mąki (170 g)
1 i 1/4 łyżeczki cukru pudru
2 łyżki skórki cytrynowej
2 jajka
4 łyżki mleka
szczypta soli

Wszystkie składniki wymieszać przelać do wysmarowanej i wysypanej kaszą manną bądź bułką tartą formy (np.keksówka). Piec 45 minut w temp 180*C

W międzyczasie zrobić syrop z
4 łyżek soku z cytryny
6 łyżek cukru
2 łyżek cukru pudru

Kiedy i ciasto i syrop przestygną należy nalać w ponacinane ciasto syrop. Ja zwykle wstrzykuję go strzykawką.

A z pozostałości zrobiłam ciastka cytrynowe
130 g cukru
130g mąki
skórka i sok z jednej cytryny
2 łyżki oleju
2 jajka
30 g pokrojonej w kostki mlecznej czekolady

Wszystkie składniki wymieszać, czekoladę dodać na końcu. Przełożyć do małych foremek i piec około 15 minut w piekarniki nagrzanym do 180*C

Ciasto jest miękkie, dzięki syropowi kwaskowe. B. smaczne

A na конец Чебурашка.Чебурашка wprawdzie został odnaleziony w skrzyni z pomarańczami, ale jest chyba wystarczająco cytrusowy. Po polsku jego imię brzmi Kiwaczek (чебурахнуть znaczy tyle co kiwnąć się, gibnąć) i jest dość sympatyczną postacią. Bajka jest troszkę naiwna i słodka, ale bardzo dobrze zrealizowana a piosenki są śliczne. Szczególnie podoba mi się głos Krokodyla Gieny śpiewającego tą piosenkę





*Żmijem zwany a bratem moim będący
** a właściwie przekaz ustny

czwartek, 25 marca 2010

wiosna !



Od wczoraj pracujemy (praktyki) z Bachą i Aśką na patio. Doprowadzamy je do porządku po zimie i jest z tym całkiem dużo roboty, całkiem męczącej. Ale widać efekty, nie musimy znosić towarzystwa koleżanek i jest ładna pogoda i towarzyszą nam śliczne kwiatki i biedronki. Dziewczyny jak zwykle mnie meczą żebym coś upiekła. To miło, bo to znaczy, że im smakuje.
Wczoraj za ich namową upiekłam tartę. Może nie taką jak myślały, ale była niezła, a pomysł całkiem mój i taki wiosenny, orzeźwiający.

Tarta z wiśniami i mango
0.5 kg wiśni (u mnie mrożone)
1 szklanka cukru2 owoce mango1/4 szklanki śmietany kremówki
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej2 żóltka

130g miękkiego masła
175 g mąki1 żółtkoszczypta soli
1,5 łyżki cukru pudru

Na początek z "dolnych" składników trzeba zagnieść ciasto. Jeśli wybitnie nie bedzie się chciało kleić to można dodać odrobinę mleka. Zagniecione w postaci kuli, w folii włożyć do lodówki.
Wiśnie podsmażyć z cukrem (ilość wedle uznania), zlewając sok (nie będzie potrzebny, ale jest smaczny). Kiedy wiśnie będą gotowe (ja nie robiłam dżemu ani żelu tylko trochę posłodziłam i odsączyłam) obrać i pokroić w drobną kostkę mango, dorzucić łyżkę cukru, śmietanę mąkę ziemniaczaną i jajka zmiksować (można dodać mniej śmietany, albo wcale, u mnie mikser by nie wyrobił). Wyjąć ciasto, wylepić nim wysmarowaną i wysypaną (mąką, bułką tartą lub kaszą manną) formę podzióbać widelcem i podpiec (180*C) na beżowy kolor. Beżowe ciasto wyjąc z piekarnika, nałożyć wiśnie, zalać masą z mango i wstawić do piekarnika na 35-40 minut w temp. 180*C.
W moim wydaniu ciasto nie było zbyt reprezentacyjne i masa z mango była dość rzadka. Można by spróbować zrobić z niej "budyń" przed wlaniem na tartę.
To było wczoraj*A dziś było ziołowo. Przycinałam na patio cząber i lawendę i te fragmenty, które zdołały już wybić, a obciąć musiałam zabrałam ze sobą. Cząber wylądował w pasztecie z soczewicy z przepisu Ani ze Strawberries from Poland, który to chodził za mną i prosił**.


PASZTET Z SOCZEWICY Z PIECZONYM CZOSNKIEM

200 g zielonej soczewicy2 średniej wielkości marchewki obrane i pokrojone w cienkie plasterki
1 główka czosnku
1 średniej wielkości cebula drobno posiekana
1/2 łyżeczki kminku (zmiażdzonego)
1/4 łyżeczki suszonego chili (można zastąpić pieprzem cayenne)
1/2 łyżeczki świeżego cząbru3 jajka3 łyżki oliwy

W piekarniku rozgrzanym do 180*C należy umieścić czosnek (jeden ząbek odkładamy, a reszta ląduje w tych pergaminowych łuskach i piecze się aż będzie miękki)
W garnku umieścić soczewicę z 3 szklankami wody i solą. Gotować ok pół godziny aż zacznie się rozpadać a woda wyparuje.W międzyczasie na rozgrzaną oliwę wrzucić przyprawy, a chwilę później warzywa i pozostały czosnek. Smażyć aż zmiękną. Dodać do soczewicy (pieczony czosnek też) i podzielić zawartość garnka na pół. 1 część miksujemy z jajkami po czym mieszamy z drugą. Całość doprawiamy i przekładamy do wysmarowanej i posypanej bułką keksówki .
Pasztet piec przez ok. pół godziny w 180 stopniach C.

A lawenda wylądowała w lawendowych ciasteczkach z przepisu Liski

175g miękkiego masła
2 łyżki świeżych kwiatów i liści lawendy, drobno posiekanych (lub jedna niepelna lyzka suszonych kwiatów)
100g miałkiego cukru (caster)
225g zwykłej maki25g demerary

Wszystkie składniki prócz demerary zagnieść w ciasto. Podzielić na 4 części i uformować z nich wałki. Rozsypać demerarę w płaskiej misce i obtoczyć wałki, które następnie należy włożyć do siatki i schłodzić w lodówce. Schłodzone kroimy na plasterki i układamy na blachach ( u mnie były 2 wyłożone papierem do pieczenia, Liska podaje 3 wysmarowane tłuszczem). Wstawić do pieca na 15-20 do temp. 180*C i piec aż się zabrązowią na brzegach.
Ja oczywiście zapomniałam zakupić demerary, więc użyłam ciemnego muscovado i też wyszło ok, choć ten smak trochę dominuje (wydaje mi się, że listki były jeszcze mało aromatyczne)


*zdjęcia powyżej tej gwiazdki (+ biedronka najniżej) też są z wczoraj
** zrób mnie zrób mnie!

sobota, 13 marca 2010

Wczorajszego posta pisała i pisałam i skończyć nie mogłam, dlatego pominęłam już wczorajszy obiad na który składała się "ciapalata" szpinakowa i grzanki z almette.
"ciapalata" to moje słowotwórstwo, ale siekany i mrożony szpinak w trakcie gotowania przyjmuje zwykle konsystencję błota. Zrobienie takiego szpinakowego błota zajmuje momencik.

Szpinakowe błoto

paczka mrożonego szpinaku
3 ząbki czosnku
garść sezamu/ orzeszków pinii*
kawałek sera z niebieską pleśnią**
garść świeżej bazylii
sól

Szpinak wyłuskany z opakowania prawdopodobnie trzeba połamać, wrzucić na patelnię lub do woka. Czosnek drobno pokroić, dorzucić. Kiedy cały szpinak się rozmrozi i zacznie być gorący dorzucamy bazylię (pokrojoną na średnie kawałki) sezam i stopniowo ser. Kiedy ser się rozpuści, a całość będzie ciepła można zdjąć z ognia i spożyć razem z grzankami cienko posmarowanymi serkiem Almette lub Piątnicy.
Pycha!

* lepsze są orzeszki pinii, ale ja nie miałam
** kawałek w sensie takiego standardowego trójkącika. Mój ser nazywał się St. Augur