Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastka. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 grudnia 2015

ciasteczka imbirowo-kakaowe

Pyszne, na zewnątrz chrupki, wewnątrz miękkie i czekoladowe z rozgrzewającą nutą imbiru.




Szybkie do zrobienia
Wadą jest ich niezbyt atrakcyjny wygląd.
Znajomi, na których przetestowałam ten przepis uznali, że wyglądają jak kocie kupy, byli strasznie zadowoleni z tego porównania i za nic nie chcieli biednym ciastkom odpuścić.
Zrobiłam je potem jeszcze 2 razy, najpierw próbując im nadać bardziej rogalikowaty kształt (nie warto, dużo czasu słaby efekt), a potem po prostu formując z nich kulki i ten sposób polecam najbardziej - w każdym razie formowanie z nich wałeczków, jak w oryginalnym przepisie uważam za nieporozumienie - no chyba że na Halloween.


oryginalny przepis pochodzi z czasopisma
"Sielskie Życie" (chyba) i zawiera kandyzowany imbir, który zastąpiłam świeżym, stratym korzeniem.


ciasteczka kakaowo-imbirowe
ok 20-30 g obranego korzenia imbiru
100 g masła
100 g cukru
200 g mąki
2 czubate łyżki kakao
1 jajko

gorzka czekolada do dekoracji

Nagrzać piekarnik do 175*C
Imbir zetrzeć (i wycisnąć sok z włókien) na tarce o drobnych oczkach, masło pokroić w drobną kostkę dodać przesianą mąkę i kakao, cukier i  jajko zagnieść dość lepkie, elastyczne ciasto. (tu przepis podaje żeby uformować wałek z ciasta i wsadzić do lodówki na 2h, ale ja to ignoruję). Z ciasta formować kulki trochę mniejsze od orzecha włoskiego i układać na blasze z papierem do pieczenia. Wstawić blachę do nagrzanego piekarnika na 10-15 min. Wyciągnąc ciasteczka i ostudzić.
Można udekorować czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej, ale nie jest to konieczne - same też są pyszne


niedziela, 29 września 2013

jesienne róże


Bardzo efektowne ciastka. Czas przygotowania jest troszkę dłuższy niż myślałam, ale efekt warty (choć można by więcej jabłek do środka wrzucić). Na imprezę w sam raz, bo upieką się i wystudzą akurat w czasie przygotowania innych produktów.
A jak listka do zdjęcia brakuje i nie chce się z domu wychodzić, to można sobie zawsze z gazety wyciąć :D
Przepis podaję za Cukrową Wróżką z moimi modyfikacjami.
jabłkowe róże
1 arkusz ciasta francuskiego*
2-3 jabłka z czerwoną skórką
4 łyżki miodu
2-3 łyżki różowego wina
3 łyżki cukru, łyżeczka cynamonu

Jabłka pokroić na ćwiartki i usunąć gniazda nasienne (ale nie obierać ze skórki), następnie skroić w cienkie plasterki. Miód z winem podgrzać w patelni i w tym "syropie" układać plasterki jabłka. Podgrzewać aż jabłko będzie miękkie. Ciasto posypać mieszanką z 3 łyżek cukru z cynamonem. Kroić wzdłuż krótszego boku na paski o szerokości około 2-3 cm. Na każdym paseczku układać kawałki jabłek tak, aby lekko na siebie zachodziły. Pasek zrolować i ułożyć w foremki (mogą to być formy na muffiny wyłożone papilotkami, albo foremki silikonowe na muffiny).
Piec około 25 minut w 200 stopniach. Po wystudzeniu można posypać je cukrem pudrem lub posmarować pozostałym "syropem".

*Ja kroiłam i rolowałam wzdłuż dłuższego boku i z jednego arkusza wyszło mi 7 róż, a potrzebowałam 2 jabłek. Wróżka podaje że róż wychodzi 10-11 i potrzebne są 3-4 jabłka

poniedziałek, 2 września 2013

pomyłkowe muffinki bananowe



 Ostatnio przez nieuwagę kupiłam Nesquika bananowego (?!). Zdecydowanie powinny wyraźniej na opakowaniu zaznaczyć, że nie jest czekoladowy. Zwłaszcza, że ja nie znoszę "smaku bananowego" (choć lubię banany i jadam ciasta z bananami). I co ja mam teraz zrobić z tym zakupem ?
M. po spróbowaniu stwierdził, że sam proszek smakuje jak cukier wanilinowy, tylko zamiast wanilinowy jest bananowy. Ok. Z tym mogę pracować.

muffinki bananowe z kremem karmelowym
ok. 120 g mąki
ok. 100 g proszku Nesquik o smaku bananowym
1/2
szklanki mleka
1 jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy
łyżeczka proszku do pieczenia
(krem karmelowy)
1/2 szklanki cukru
2 łyżki wody
1/3 szklanki mleka
opakowanie serka mascarpone
ew. do przybrania żelki bananowe

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej. Połączyć (konsystencja gęstej śmietany; jeśli za mokre lub za suche dodać odpowiednio więcej mieszanki suchej lub mleka), nakładać do foremek do 1/2 objętości, piec 10-15 minut w temp. 180*C
(krem) Cukier wymieszać z wodą w rondelku, postawić na małym ogniu i podgrzewać mieszając aż woda wyparuje i cukier zacznie się znowu rozpuszczać tworząc złocisty syrop, dolać mleka (najlepiej podgrzanego, wtedy karmel nie stwardnieje tak bardzo), podgrzewać aż cała karmelowa skorupa się znów rozpuści. Odstawić, ostudzić. Chłodny wymieszać z serkiem i wstawić  do lodówki żeby przybrał bardziej stała konsystencję. Muffinom ściąć wierzch (żeby krem nie zjeżdżał) i nakładać krem. Można udekorować bananową żelką

niedziela, 1 września 2013

muffinki jeżynowe z Malibu

Przyznaję, Malibu jest tu praktycznie nie wyczuwalne, bardzo delikatna nuta, ale nadal muffiny są taaakie dobre!
muffinki jeżynowe z Malibu
ok 120 g mąki
1/2 szklanki cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy z oliwek
1/4 szklanki likieru kokosowego(Malubu)
ok.1/4 szklanki mleka
700ml jeżyn

W jednej misce wymieszać składniki suche, w drugiej mokre (z wyjątkiem jeżyn), połączyć zawartości obu misek. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Dla uzyskania odpowiedniej konsystencji można dolać odrobinę więcej mleka, lub dosypać mąki. Wmieszać jeżyny i przełożyć do foremek. Piec w temp. 180*C przez ok 20 minut, do "suchego patyczka"

niedziela, 11 listopada 2012

11.11


Ze względu na Święto Niepodległości postanowiłam zrobić coś biało - czerwonego.
Od jakiegoś czasu kusiło mnie już Red Velvet Cake zobaczone ongiś na "Moich Wypiekach", a tu jeszcze zobaczyłam coś takiego i postanowiłam też zrobić. Żałuję że nie zrobiłam z połowy porcji, ponieważ jak na załączonym obrazku widać blaty wyszły mi za grube i ciastko ciężko ugryźć, przetransportować... i wygląda gorzej. Dodatkowo resztek z z wycinania wyszło mi tyle, że zrobiłam jeszcze 3 ciasteczkowe słoiki . Zdecydowanie za dużo tego wszystkiego zrobiłam, dlatego przepis podaję na połowę.
A tak swoją drogą - zaczepieni na ulicy potrafilibyście powiedzieć co dokładnie upamiętnia Święto Niepodległości ? Czemu akurat 11 listopada? Którego roku się to stało? Po ilu latach niewoli ?
Czy z okazji takie Święta mówi się "wszystkiego najlepszego" ?
Red Velvet cupcakes
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1/2 łyżki kakao
1/2 łyżeczki soli
1 duże jajko
3/4 szklanki oleju słonecznikowego
1/2 szklanki maślanki (kefiru/zsiadłego mleka)
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (u mnie 1 łyżka wody różanej)
1/2 łyżki winnego octu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
30 ml czerwonego barwnika w płynie

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę, kakao i sól przesiać do miski. Dodać cukier, wymieszać.
W drugiej misce jajka lekko roztrzepać widelcem, dodać oleju, maślanki, barwnika, ekstraktu i wymieszać do połączenia (również widelcem).
Składniki mokre przelać do suchych, wymieszać widelcem na gładką masę (mieszając tylko w jednym kierunku).
Do szklanki wlać ocet, dodać sodę, wymieszać. Powstanie piana. Od tego momentu trzeba działać szybko - pianę wlać do ciasta, wymieszać. Ciasto podzielić równo między dwie tortownice dla uzyskania 2 blatów (lub wlać do jednej i potem trzeba będzie przeciąć blat).
Piec w temperaturze 180ºC przez około 30 minut, lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Przestudzić w formie, wyjąć i całkowicie ostudzić.
Masa kremowa:
1 opakowanie (300 g)serka kremowego Philadelphia
100 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (pominęła)

W misie miksera utrzeć masło na puszystą i jasną masę. Dodawać stopniowo cukier, ucierając. Dodać wanilię, serek i zmiksować. Masę warto włożyć do lodówki na 30 - 45 minut do lekkiego stężenia.
Wykonanie:
Przestudzone ciasto (jeśli pieczone w jednej formie przekroić) przełożyć grubą warstwą kremu, wycinać okrągłą formą kółka (lub w odwrotnej kolejności). Można też wierzch posmarować cienką warstwą kremu i posypać okruszkami). Przechowywać w lodówce.
Resztki z wycinania można wrzucać do słoika, przykrywać warstwą kremu (najwygodniej jest krem nakładać za pomocą rękawa cukierniczego) i powtarzać aż się słoik zapełni.

słówko dnia - Rozbiory Polski - Partitions of Poland

poniedziałek, 29 października 2012

dyniowe mufffiny

.."Dzień X eksperymentów dyniowych. Dyniowe muffiny z cynamonem, chilli i chrupiącą, cukrową posypką. M. zrozpaczony pojawieniem się w domu kolejnej dyni i słodkościami na ostro"....

Tak na serio. Muffinki puchate i wilgotne, z lekko pikantną nutą. Dobre, ale nic zwalającego z nóg (jak to muffiny) inspirowane tym przepisem.

dyniowe muffiny
gdzie jutro pojedziemy ?
ok 300g dyni startej na tarce o grubych oczkach
150 g brązowego cukru
150g mąki
1,5 łyżki cynamonu
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 ostra papryczka (u mnie suszona i zmielona)
1/2 szklanki soku pomarańczowego
1/2 szklanki oleju
1 jajko
+ 2-3 łyżki brązowego cukru na posypkę

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej, na koniec wmieszać startą dynię. Nałożyć ciasto do foremek, posypać wierzch cukrem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175*C na ok. pół godziny.

Swoją drogą jedna z firm zajmujących się reklamą miała całkiem fajny pomysł - obrazek na którym ukryte jest 75 stacji Londyńskiego metra. Ja znalazłam 60, a Wy ?
tu dla ułatwienia mapka metra

słówko dnia: surly- niemiły, gburowaty

sobota, 27 października 2012

mini pumpkin pie


Po próbie wykonania frytek z dyni  (były... znośne) poddałam się. M. w ogóle uważa moje eksperymenty z dynią za kretyńskie i twierdzi, że dynia jest teraz hipsterska. Może i ma rację. W każdym razie nie poddałam się jeszcze tak całkiem i zamierzam w najbliższym czasie dorzucić dynię do curry, albo do zupy, ale grać pierwszych skrzypiec już raczej nie będzie. Na razie zaś eksperymentuję z dynią na słodko. Wcześniej były bułeczki, dzisiaj tartaletki - mini pumpkin pie's (i nawet M. się zgodził, że smaczne) inspirowane przepisem Liski

mini pumpkin pie's
dowolne kruche ciasto (np. to lub to), ja zrobiłam swoje "na oko"
3-4 kopiaste łyżki pure z dyni (dynię pokroić piec ok godzinę w temp. 180*C, obrać, zmiksować/przetrzeć przez sito)
1 jajko
2 łyżki mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej
3 łyżki brązowego cukru
1/2 łyżeczki cynamonu

Wylepić foremki ciastem, podpiec na złoty kolor. Składniki na nadzienie wymieszać/zmiksować wlać do podpieczonego ciasta piec jeszcze około 10 minut (temp. 180*C)



słówko dnia : pinafore- fartuszek

niedziela, 15 kwietnia 2012

babeczki z mascarpone

Moja nowa miłość - serek mascarpone.
Odkryłam że świetnie nadaje się do wyrobu wszelkiej maści kremów, świetnie się nakłada, trzyma i formuje, ma kremową konsystencję, ładnie "przyjmuje smaki" i w ciągu ostatniego tygodnia dwukrotnie robiłam babeczki z różnymi kremami na bazie tegoż serka. Gdyby jeszcze nie był tak wściekle kaloryczny!

bazą są kruche spody, ja robiłam je z resztki ciasta na mazurek, ale można zagnieść ciasto specjalnie po to, a nawet kupić gotowe spody. Ciastka są niezwykle proste i szybkie w wykonaniu,a także bardzo efektowne i zadziwiająco smaczne
Większe biało-czarne ciastka robiłam, bo mnie naszło, a maluchy dla babci zamiast tortu, bo w piątek miała urodziny ( a moja rodzinka bezczelnie wyjechała akurat na ten weekend) i uznałam że we 3nawet małego tortu nie zjemy. Najbardziej chyba efektowna i intensywna masa to krem-mus czekoladowy, M. najbardziej smakuje krem cytrynowy, a największy szok wywoła krem o smaku fiołków (biały)

krem-mus czekoladowy
proporcje: 1 opak.(250g) serka mascarpone -80 g gorzkiej czekolady
powstaje przez zmiksowanie do połączenia serka z roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą (można część gorzkiej zastąpić mleczną wedle uznania)
Reszta kremów powstaje analogicznie.

krem cytrynowy
1 opak.(250g) serka mascarpone - 3-4 łyżki lemon curd*

krem fiołkowy
1 opak.(250g) serka mascarpone - 4-5 łyżek syropu fiołkowego**
(można wykorzystać też inne syrop różany, lawendowy, ale też irish, kawowy czy malinowy)

krem różany
1 opak.(250g) serka mascarpone - 200g konfitury z płatków róży
tutaj nie miksujemy - należy delikatnie acz dokładnie wymieszać składniki za pomocą widelca. Dobrze pasują tu podprażone płatki migdałów do dekoracji


*lemon curd można oczywiście kupić, ale wykonanie jest na tyle proste ( i można sobie samemu dobrać ilość cukru, żeby był bardziej lub mniej kwaskowaty), że proponuję wykonać samemu.
lemon curd
(przepis stąd)
sok wyciśnięty z 3 cytryn i skórka z nich otarta
2 żółtka
2 jajka
200 g cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka oliwy

Wszystkie składniki (oprócz oliwy) umieścić w garnuszku i zagotować, mieszając.
Pogotować, mieszając, przez 2 minuty. Jeśli będą grudki przetrzeć przez sitko
lub zmiksować blenderem. Dodać oliwę i znów pogotować przez 2 minuty.
Umieścić w słoiczku. Można przechowywać w lodówce do tygodnia czasu.

**w moim przypadku syrop jest kupny (firma Rioba, do kupienia w Makro), ale tu można znaleźć przepis jak zrobi samemu syrop z fiołków, a przy okazji chciałabym dodać wpis do:

P.S.Na pierwszym zdjęciu babeczce w foremce wystaje kawałek papieru - jest to niesamowite ułatwienie przy wyciąganiu tych kruchych spodów bez szkody podpatrzony u Ani o tu

czwartek, 16 lutego 2012

zawsze musi być ten pierwszy raz

Maciek wprawdzie zawsze, natychmiast po tym stwierdzeniu dodaje, że istniej wiele rzeczy i czynności, których nie chciałby robić nawet ten pierwszy raz, ani w ogóle. Myślę, że smażenie faworków zalicza się u niego do tej drugiej kategorii. Zwłaszcza, że coś tam marudził, że może mniej tłuste, jak go pytałam czy woli pączki czy faworki.
Mama poproszona o pomoc bezczelnie jej odmówiła mówiąc że nie umie, nie wie, nigdy nie robiła. Fakt faktem, że palców u moich kończyn na pewno starczy żeby policzyć ciasta, które zrobiła za mojej pamięci. A przy paczkach czy faworkach nie widziałam jej tym bardziej nigdy.
Ponieważ ciasto drożdżowe i ja nie dogadujemy się zbyt dobrze postawiłam na faworki. W każdym przepisie jest trochę inaczej i co do większości mam poważne wątpliwości (w jednym trzeba walić wałkiem, w drugim nie, w jednym jest odpoczywanie ciasta, w innym nie itd). W końcu zawierzyłam "Kuchni Polskiej", która wad ma wiele (pisałam już o tym tu), ale przynajmniej był rysunek przedstawiający "przewijanie", które wcześniej stanowiło dla mnie zagadkę. Miło, że obrazek był, bo (choć pewnie świadczy to o moim niskim poziomie inteligencji i wyobraźni przestrzennej) nie wpadałabym jak to zrobić. Zrobiłam faworki z poniższego przepisu, kazałam mamie spróbować i poskarżyłam się, że wolałabym takie chrupiące, na co usłyszałam:
-No bo powinnaś je była bardziej przemrozić i zrobić cieńsze.
- Skoro wiedziałaś to czemu mi nie powiedziałaś?!
- No bo jak ja mam ci powiedzieć skoro jeszcze nie zrobiłaś?

Ręce opadają jak już zrobiłam to po grzybach przecież!
A na kota też zawsze można liczyć "Wiewióreczko nie wchodź mi tu,
bo zadepczesz śnieg" odwracam się na ułamek sekundy, a śnieg zadeptany.

Chrust / faworki
200 g mąki
3 żółtka,
sól,
3-4 łyżki gęstej śmietany
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia (opcjonalnie)
1 łyżka spirytusu

500g tłuszczu do smażenia
cukier puder do posypania

Mąkę wymieszać ze śmietaną, zrobić zagłębienie i dodać żółtka, szczyptę soli i proszek. Wymieszać wszystkie składniki( w tym miejscu dodałam też spirytus, ale nie wiem czy dobrze) i wyrobić ciasto na jednolitą masę. Ciasto ma mieć gęstość ciasta kluskowego (sic! - nigdy nie robiłam klusek! A w dodatku w większości przepisów w tym miejscu powinnam walić w ciasto wałkiem przez 2-20 minut. Ja rozwałkowałam ciasto kilkakrotnie składając je i rozwałkowując jeszcze raz, a potem dla pewności pookładałam jej jeszcze trochę wałkiem i odłożyłam na chwilę dla "odpoczynku", a we międzyczasie tłuszcz się rozgrzał) Ciasto wałkować partiami dosyć cienko (zrobiłam tak cienko jak umiałam), starając się jak najmniej podsypywać mąką. Krajać radełkiem (co to ?!) lub nożem na paski szerokości 3 cm, długości 15 cm. Każdy pasek przekrajać w środku, wzdłuż na przestrzeni 5-6 cm i przewinąć. Zrobić próbę temperatury tłuszczu wrzucając kawałeczek ciasta, jeżeli zaraz podpłynie i szybko się zarumieni, można smażyć. Ciasto omieść z mąki pędzelkiem, wkładać na tłuszcz i smażyć z dwóch stron na jasnozłoty kolor przewracając widelcem. Wyjąć osączyć na bibule, przełożyć na talerz, oprószyć cukrem. Okładać w piramidkę na okrągłym, szklanym półmisku ( a to po co ?). Chrust można przyrządzić bez proszku spulchniającego.

Przepis (bez moich komentarz w nawiasie) pochodzi z "Kuchni Polskiej", a to inne przepisy które podglądałam: 1 i 2

środa, 14 grudnia 2011

marchewkowe pole


W wyniku nieudanej próby wyciśnięcia marchewkowego soku zostałam z miseczką pure z surowej marchewki. Szkoda żeby się zmarnowało. W końcu cista marchewkowe są takie dobre!
Stanęło na marchewkowych muffinach, bo dobre, bo szybkie i mogę dowolnie kombinować z proporcjami.
Do ciastek marchewkowych orzechy włoskie są nam nieodzowne, od kiedy spróbowaliśmy tego połączenia w Moraku. Do tego trochę skórki pomarańczowej - akurat została mi garstka.I może trochę przyprawy do grzanego wina i dodatkowy cynamon.

muffiny marchewkowe
ok. 120 g drobno startej marchewki
120 g mąki
50 g cukru
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej (najlepiej domowej)
łyżeczka przyprawy do grzanego wina/piernika
łyżeczka proszku do pieczenia
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki mleka
1 jajko
2-3 garści posiekanych orzechów włoskich
(+ ładne połówki do ozdobienia)

Wszystkie składniki wymieszać do połączenia. Przełożyć ciasto do foremek i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175*C na ok 20 minut.

P.S.
piosenka z tytułu posta miałą całkiem ciekawe zastosowanie. Powiedziałabym, że nieadekwatne do treści, ale kto by się takimi szczegółami przejmował ?

niedziela, 11 grudnia 2011

edit: marakuja - danie kolokwialne nr 4

Te ciastka chodziły za mną już od dawna, mama akurat kupiła marakuję, a od M. na urodziny dostałam robota kuchennego. Świetna okazja żeby wypróbować!


kruche ciasteczka z polewą z marakui
(przepis ze "Złotej Księgi Czekolady")
300g mąki pszennej
75 g mąki ryżowej (ja użyłam kukurydzianej)
250 g miękkiego masła
75 g cukru
1/3 łyżeczki soli
lukier150 g cukru pudru
2 łyżki stołowe przetratego miąższu z marakui
łyżka miękkiego masła
łyżka wody

+60g białej lub ciemnej czekolady do dekoracji

Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, a następnie stopniowo dodawać wymieszane mąki i sól. Ciasto wyjąc z miksera i krótko zagnieść, wstawić do lodówki na 30 minut.
Po upływie tego czasu uformować z ciasta wałek i ciąć na plastry (powinno wyjść ok 35 ciastek).
Układać na blasze w sporych odległościach i piec 12-15minut w temp 150*C aż się przyrumienią na bokach.Odstawić do ostygnięcia i przygotować lukier. W naczyniu z podwójnym dnie kąpieli wodnej podgrzać miąższ z marakui, wodę, masło i cukier. Wymieszać do jednolitej konsystencji i za pomocą pędzelka nanieść na ciastka. Czekoladę rozpuścić również w kąpieli wodnej i udekorować ciastka

EDIT:
Dzisiaj jak raz mieliśmy marakuję na zajęciach, więc pozwolę sobie coś o niej dodać.

marakuja, passiflora, męczennica jadalna lub grenadilla (Passiflora edulis)Jest pnączem pochodzącym z Brazylii, dorasta do 15 m długości i posiada liczną rodzinę (ponad 400 gat., choć znaczna część z nich rodzi owoce nienadające się do spożycia)
Jej łacińska nazwa pochodzi od słów : passio - cierpienie i flos - kwiat. Inaczej zwana jest kwiatem męki pańskiej ponieważ prątniczki (te wąsiki dookoła kwiatu) mają przypominać koronę cierniową, słupek 3 gwoździe, a pylniki młoteczki do przybijania tychże gwoździ. Polska nazwa również ma związek z męką, ale jest odrobinę bardziej "na temat" ponieważ jakkolwiek kwiaty są urodziwe, to nas bardziej interesują owoce (jako, że kwiaty w naszym klimacie na passiflorze i tak się nie pojawiają, a owoce można upolować w sklepach)
Owoców są dwa rodzaje. Forma P. edulis - męczennica purpurowa, która jest uprawiana w Kenii i Ameryce Łacińskiej rodzi owoce o średnicy 5-6 cm i lekko pomarszczonej, ciemnej skórce koloru czerwono-fioletowego. Męczennica żółta (lub Golden Passionfruit [ang.]) ma owoce znacznie większe, dorastające nawet do rozmiarów grapefruita, o skórce gładkiej, zielono-żółtej. Zawartość i smak w obu przypadkach jest taka sama - wiele czarnych, twardych nasion (kształtem i wielkością przypominających pestki z arbuza) w bardzo aromatycznej, kwaskowatej osnówce, zielono-żółtej barwy. To właśnie kwaskowata osnówka jest elementem pożądanym owocu. Można ją spożywać na surowo wydłubując łyżeczką, lub przecierać uzyskując sok, którym następnie aromatyzuje się napoje, przetwory mleczne, wyroby cukiernicze lub kosmetyki.


P.S.
W tym miejscu chciałam podziękować M. za pomoc zarówno w uruchomieniu prezentu, jak i wykonanie zdjęcia, oraz Katarzynie za udostępnienie zdjęcia passiflory :)

niedziela, 16 października 2011

mały wyjazd - Małe Pininy


Taki wyjazd dobry dla zdrowia psychicznego. Oderwanie się od rutyny; zanim się jeszcze w nią na dobre wpadło, no ale później taki wyjazd nie byłby możliwy, a już na pewno nie byłby przyjemny. Teraz też pogoda nas nie rozpieszczała. Słońca było troszkę pierwszego dnia, a ostatniego już było sporo śniegu zmieszanego z deszczem. Pfuj!
Ale po takiej śniegowej, wietrznej wycieczce docenia się bardziej luksus łóżka z ciepłą kołdrą i gorącego prysznica, z cytrusowym żelem i (przynajmniej w moim wypadku) płaskie drogi Mazowsza.
A z drugiej strony widoki były ładne, wspomnienia z takich, które rozświetlają duszę w ponure zimowe dni. A na dodatek dostałam pochwałę, że miałam dobre tempo i byłam dzielna, a takie stwierdzenie z ust mojego Ukochanego Mężczyzny, który góry i zmęczyć się uwielbia, to nie byle co !A na koniec, na dokładkę przepis na ciasteczka, które nie wyszły tak jak miały, ale swoje zalety jednakowoż posiadały.
Jest dla mnie niezmiennym zaskoczeniem, że masło orzechowe nie posiada właściwości prawdziwego masła. Tym razem przekonałam się o tym próbując zastąpić prawdziwe masło orzechowym w najprostszych ciasteczkach maślanych*, które M tak lubi, a które ja lubię mu piec jak wyjeżdża w góry. Efekt jest taki, że ciastka nie były chętne się lepić, a ich konsystencja nie przypomina tej do której jestem przyzwyczajona. Być może dałoby się to uratować zastępując połowę masła orzechowego jednak tym zwykłym, ale okazało się nie posiadamy go w domy, więc pomogłam sobie olejem z pestek winogron.
Ciastka po upieczeniu są aksamitne w dotyku i tak delikatne, że kruszą się w palcach (dlatego nie ma zdjęć - po wpakowaniu do pudełka i przewiezieniu paręset km nadawały się głównie do jedzenia łyżeczką, w formie proszku).
A teraz o zaletach, bo powiedziałam przecież, że je posiadają. Są całkiem smaczne, sycące... i niebywale zapychające. Zapychające w tym sensie, że zamykają usta nawet największemu gadule. Mocno higroskopijne - do podawania tylko z dużą ilością płynów :)

higroskopijne ciastka na gadatliwych gości

150 g masła orzechowego
2 łyżki oleju słonecznikowego lub z pestek winogron
190g mąki
3-4 łyżki cukru pudru

zagnieść ciasto z podanych składników, w razie potrzeby dodać jeszcze trochę oleju. z ciasta uformować kulki trochę mniejsze od orzecha włoskiego i ułożywszy na blasze (wyłożonej papierem) rozpłaszczać delikatnie widelcem. Piec ok 10-15 minut w temp 175*C

* niezmiennie przepis zapożyczony od Dorotus wykorzystywany przeze mnie już np. tu

czwartek, 7 lipca 2011

tartaletki



Z upolowanych przeze mnie w dniu wczorajszym darów Matki Natury powstały dwa rodzaje tartaletek. Pierwsze na słono i na kolację z kurkami i serem lazur powstały w ilości sztuk 2 (więc podam proporcję). Drugie jabłkowe z różą w ilości sztuk 4, więc tym razem się nie rozpędzałam.

tartaletki z kurkami
kruche ciasto do wylepienia foremek
na każde 100g kurek
50 g sera lazur, lub innego z niebieską pleśnią
pół średniej cebuli
łyżeczka śmietany
oliwa, sól, pieprz

Foremki wylepić ciastem i podpiec na złoto w piekarniku.
Drobno pokrojoną cebulę zeszklić na oliwie, dodać kurki. Kiedy "puszczą sok" i większość odparuje dodać śmietanę i pokruszony ser. Podgrzewać mieszając aż cały ser się roztopi, zdjąć z ognia, przełożyć do foremek i wstawić na parę minut do piekarnika. Najlepsze na ciepło.

tartaletki jabłkowe z różą
kruche ciasto do wylepienia foremek
(najlepiej delikatnie słodkie)
2-3 średniej wielkości papierówek lub 5-6 malutkich
2 garści płatków róży (mogą być pączki)
3 łyżki cukru
2 łyżki wody
łyżeczka mąki ziemniaczanej

Foremki wylepić ciastem i podpiec na złoto w piekarniku.(175*C)
Jabłka obrać, pokroić na małe kawałki, płatki posiekać i razem z jabłkami wrzucić na patelnię. Zasypać cukrem i podgrzewać aż jabłka trochę zmiękną (ale nie powinny się rozpadać). Połowę jabłek przełożyć do miksera/blendera i z wodą i mąką zmiksować. Połączyć z reszta jabłek, nałożyć do foremek i piec ok 15 minut.

piątek, 24 czerwca 2011

hurt czy detal ?

Wiem że to nie ładnie się nie odzywać a potem sobą zamęczać, ale jakoś tak do niczego się zabrać ostatnio nie mogłam. Ani do nauki w czasie sesji, ani do napisania CV czy nawet postu.
A w sumie było się czym pochwalić.
Na przykład bezą z porzeczkowym rabarbarem, która po lekkiej zmianie proporcji wylądowała również w deserze lodowym, makaronem z zielonymi szparagami i bobem, grillowaną sałatką produkcji mojej mamy czy dzisiejszymi ciastkami pieczonymi z przeznaczeniem na wyjazd Miłości Mojego Życia.
Ale jakoś tak zamiast się pochwalić siadałam nad kolejną miską bobu czy czereśni, albo robiłam sobie "zwyczajne" szparagi, bo są to produkty które pochłaniam w ilościach hurtowych. Właściwie ile jest dostępne tyle zjem.
Więc pochwalę się też hurtowo:
beza z porzeczkowym rabarbarem
beza z tego przepisu, rabarbar zainspirowany tym

6 białek
300 g miałkiego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka białego octu winnego

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce miałkiego cukru, łyżeczkę mąki ziemniaczanej i łyżeczkę octu.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec 1,5 godziny. Studzić w uchylonym piekarniku.

3-4 ogony liściowe rabarbaru
2-3 garście owoców (porzeczki, maliny, truskawki, wiśnie - u mnie to była mrożona mieszanka owocowa), można zastąpić mało słodkim dżemem
2-3 łyżki cukru

Rabarbar obrać, pokroić na kawałki ok. 10 cm i poukładać w naczyniu żaroodpornym. Owoce podgrzać z cukrem (ew. dodać wody powinno być dość rzadkie), zmiksować, przetrzeć przez sitko , można od razu na rabarbar. Całość wstawić do piekarnika 150*C na 30-40 minut. Wystudzić.

Od razu się przyznaję, że rabarbar był pierwszy, zrobiony dzień wcześnie i to beza była dodatkiem do rabarbaru (był bardzo kwaśny) a nie odwrotnie. A potem oba zostały wykorzystane jako dodatek do lodów waniliowych.

grillowana sałatka
(porcja na obiad dla 4 osób)
5 filetów z piersi kurczaka
2 papryki (czerwone lub żółte)
garść pieczarek
1 spora cukinia lub 2 mniejsze
1 cebula
1/2 bakłażana
1/2 główki sałaty lodowej
ocet balsamiczny, oliwa z oliwek,
sól, pieprz, opcjonalnie zioła prowansalskie

Kurczaka pokroić na drobne kawałki, delikatnie posolić i usmażyć na patelni beztłuszczowej lub zgrillować. Nagrzać piekarnik (150*C) Warzywa pokroić w plastry (wszystkie z wyjątkiem sałaty), nie soląc zgrillować lub usmażyć. Umieścić wszystko w naczyniu żaroodpornym i zalać octem wymieszanym z oliwą i przyprawami (powinien być raczej gęsty); wymieszać. Wrzucić do piekarnika celem podgrzania, a w międzyczasie sałatę drobno pokroić/porwać i ułożyć warstwą na talerzu. Ciepłe składniki układać na talerzach z sałatą, podawać z ziołowym sosem jogurtowym, a jeszcze lepiej z sosem zaziki.

pikantne ciasteczka maślane
proporcja pochodzi stąd

150g mąki
120g miękkiego masła
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki cynamonu
łyżeczka ostrej papryki

Z podanych składników zagnieść ciasto i formować kulki trochę mniejsze od orzecha włoskiego. Rozłożyć w dość dużych odstępach na blasze do pieczenia i ropłaszczyć widelcem. Piec 10-15 minut w temp 180*C
muffinki cytrynowe z rabarbarem
250g mąki
250g rabarbaru
3/4 szklanki cukru
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 spore jajko
1/2 szklanki oleju
skórka z jednej cytryny
sok z dwóch cytryn
1 owoc kardamonu rozkruszony na proszek

Rabarbar obrać i drobno pokroić, nagrzać piekarnik. Wymieszać składniki suche, połączyć z mokrymi ( w razie zbyt "suchej" konsystencji lepiej dodać jeszcze trochę soku z cytryny lub wody niż mleka) i na koniec dodać rabarbar. Nałożyć do foremek, piec około 20 minut w temp. 180*C

sobota, 16 kwietnia 2011

wiosna w mieście





trochę zmęczona jestem, trochę smutna, trochę wesoła
kwiecień plecień
a ciastka pyszne, cudne, choć mogłyby być troszkę mniej słodkie.
jutro zrobię nową partię (zwłaszcza, że marcepanu dostałam od Mai chyba z pół kilo)

marcepanki
z tego przepisu, cyt.

  • 130 g masy marcepanowej
  • 60 g drobnego cukru
  • 90 g miękkiego masła
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z migdałów (lub pół łyżeczki aromatu migdałowego) - ja użyłam waniliowego, bo nie miałam

Wszystkie składniki umieścić w misie miksera i zmiksować na gładkie, miękkie ciasto. Formować w dłoni kulki wielkości małego orzecha włoskiego, kłaść na blaszce w odstępach (ciastka urosną). Widelcem zrobić wzorek w kratkę.

Piec w temperaturze 190ºC przez około 12 - 14 minut do złotego koloru. Wystudzić na kratce.


Dobranoc.

piątek, 8 kwietnia 2011

łapki łapki




mokro
wiatr dmie i huczy, wciska się w szczeliny,
rzuca o szybę wielkie krople deszczu
będę musiała je umyć
ubłocone kocie łapki na pościeli i świeżo wymytej podłodze
i morelowe, misiowe łapki niejako na pocieszenie

misie łapki (przepis stąd, cytuję)

ciasto:
2 szklanki mąki (300g)
125g masła
250g mascarpone
1g soli
łyżeczka cukru
+ żółtko i gruby cukier do posypania ciastek

nadzienie morelowe (prawie z Birdbath):
250g suszonych moreli
50g dżemu morelowego
75ml likieru morelowego lub 1/2 szklanki białego słodkiego wina

Ciasto: Make wsypać do miski, dodać sol, cukier a następnie miękkie masło, bardzo dokładnie posiekać. Dodać mascarpone i dokładnie wymieszać, ciasto zarobić w kule (można zawinąć w folie i wstawić do lodówki na 1-2 godziny).
Nadzienia: Składniki nadzienia (bez alkoholu) umieścić w rondelku, dolać 1/2 szklanki wody, gotować na małym ogniu 15 minut. Następnie dolać wino/likier i gotować minut parę, aż praktycznie cały płyn odparuje. Nadzienie ma być dość suche, by nie wypływało z ciastek.
Następnie ciasto podzielić na 2 części, wałkować na kształt prostokąta o grubości 4mm, wykroić 14x7cm paski, na środek położyć łyżkę nadzienia, skleić boki, naciąć misie pazury, posmarować żółtkiem, posypać grubym cukrem, piec 15-20min w 175*C. Zajadać myśląc o pluszowych misiach.

piątek, 4 marca 2011

Pani inżynier nadaje


Zdałam egzamin dyplomowy ! (wczoraj)
I choć nie był to może mój najlepszy "występ" w życiu
to czwóreczka na dyplomie i świat przede mną !

Dostałam od M. obiecane kwiatki*, zrobiłam sobie
egzotyczne ptysie z kremem imbirowo-serkowym z białą czekoladą
mam miesiąc wolnego od szkoły
żyć nie umierać

egzotyczne ptysie

ciasto ptysiowe:
250ml wody
100g masła
150g mąki
1/5 łyżeczki soli
łyżka cukru
4 jajka

wodę z masłem, cukrem i solą zagotować, zdjąć z ognia i dodać mąkę, wymieszać tak żeby ciasto odchodziło od ścianek, ubić jajka i wmieszać do ciasta. masę nałożyć do rękawa cukierniczego i formować okrągłe "kopczyki" piec w temp ok 180*C 20-25 minut (przepis i instrukcja wykonania w "oryginale") po upieczeniu nakłuć igłą i wystudzić

krem:
1/2 szklanki śmietany kremówki
150g sera białego, tłustego
4 cm kawałek świeżego kłącza imbiru
ok 70 g białej czekolady
łyżka cukru (opcjonalnie)

śmietankę ubić, zetrzeć imbir na tarce z malutkimi oczkami, wymieszać z serem (można go wcześniej zmielić) i porcjami dodawać do śmietany. białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i dodawać na koniec. w dowolny sposób "naszprycować" masą ptysie (ja faworyzuję strzykawkę)

*Jemu się nie podobały, stwierdził, że woli bardziej nasycone kolory i więcej kontrastów i zwykle mogłabym powiedzieć to samo, ale jeśli chodzi o ten bukiecik to się facet nie zna, sama go złożyłam i jestem bardzo zadowolona z bogactwa faktur i odcieni w obrębie jednego koloru

P.S. za tło robi moja nowa taca, śliczna i filigranowa wygląda jak ramka do obrazka (wspominałam już coś o pięknym życiu?)

sobota, 19 lutego 2011

strać się jakby bardziej

Mam już specjalny słoik do odławiania myszy, które przynosi mój kot. Może się przekwalifikuję i zajmę się deratyzacją ? W czwartek był Światowy Dzień Kota, może to jej sposób świętowania?
Ja z okazji Dnia Kota staram się jakby bardziej. W czwartek Wiewiór* dostał trochę polędwiczki wieprzowej, którą my z M. potem spożyliśmy (resztę, nie ten sam kawałek) po zamarynowaniu octem balsamicznym i usmażeniu na patelni beztłuszczowej, na kopczyku fasolowo-paprykowego pure z tego przepisu. Dziś była rybka, a kot urządził przy okazji koncert, głuchy na argumenty, że: "jak Ci teraz dam to sobie pyszczek poparzysz"
A z okazji czekoladowego weekendu powstały super lekkie, dość błyskawiczne ciastka, których dodatkową zaletą jest to, że każdy (a przynajmniej ja) ma zawsze składniki w domu. Tata czasem kupuje podobne ciastka i nazywa je dachówkami. Ja starałam się żeby były mniejsze (bo je lubię i chciałam mieć na dłużej) więc raczej dachóweczki (i nic to, że je przesuszyłam i są płaskie)


polędwiczka balsamiczna
1 polędwiczka wieprzowa
2 łyżki octu balsamicznego (lub kremu z octu balsamicznego, jak było w moim przypadku)
sok z połówki cytryny
łyżka sosu sojowego
zioła prowansalskie
pieprz

polędwiczkę pokroić na grube plastry (małe i wąskie ale grube, a peryferyjne kawałki można podarować ukochanemu zwierzątku) i rozbić na małe kotleciki. umieścić w naczyniu z resztą "składników" i odstawić na półgodziny. Przed usmażeniem wyjąc i posypać jeszcze ziołami prowansalskimi, pieprzem, podsmażyć krótko z obu stron podawać, najlepiej z czymś

dachóweczki
1 całe duże jajko i 1 białko z dużego jajka
2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki gorzkiego kakao
100g cukru
1/8 łyżeczki soli
100g płatków migdałów
2 łyżki masła (używałam papieru do pieczenia więc zrezygnowałam, ale to chyba jednak dobru pomysł)
rozgrzać piekarnik (170*C)
migdały podrumienić (na patelni, czy na blasze w piekarniku za jedno), sypkie produkty wymieszać w małej miseczce, ubić piane z białka, dodać jajko i po trochu suchych składników. ciasto odmierzać łyżką stołową, na wysmarowaną tłuszczem blachę (będziemy potrzebować 2 lub 3) w dużych odstępach. Rozprowadzić ciasto w nieduże płaskie "placuszki", posypać migdałami i wsadzić do piekarnika na 7-8 minut. Wyjęte z piekarnika jeszcze ciepłe ciastka podważać szpatułką i układać na wałku nadając im dachówkowate wygięcie

*Kluson gardzi surowym mięskiem i rybką w każdej postaci, więc dostaje saszetki, ale co to za kot ?! To ma być superdrapieżnik w wersji mini ?! kot prawie wegetarianin, prawie kot (i jeszcze ma niebieskie oczy). Ale dostałą szaszetki innej firmy coby nie było święto

P.S.
piórka na druciku ze zdjęcia z ciastkami się poplątały dokumentnie ledwo sobie poradziłam i to z użyciem nożyczek. A kot to Klara zwana również Klusonem (choć to Wiewiórze ostatnio bliżej do kształtu idealnego)

wtorek, 25 stycznia 2011

chcieć a móc ?

Chcę plastelinę!
(i koniec sesji. Dziś naprawdę uczciwie usiłowałam się uczyć. naprawdę uczciwie i co ?!)
i mandarynki. nabrałam ochoty na mandarynkowe lampiony, co tam że po sezonie.

ciasto na brownie stąd i stąd. Tylko tym razem 2 razy tyle. I z masą powstałą z puszkowanej masy krówkowej, 2 łyżek gorzkiego kakao i łyżeczki ostrej (ale takie naprawdę ostrej, a nie udającej) papryki. Za nic nie chciała się dać dobrze formować i spływała, więc zrezygnowałam i postanowiłam zakupić andruty - do nich będzie idealna.

Ciekawe tylko jak ja się jutro na uczelnię zabiorę z tymi zaciastkowanymi puszkami ?