Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie na temat .... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie na temat .... Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 września 2016
niedziela, 10 kwietnia 2016
a kuku 2
I tyle wyszło z mojego ambitnego planu żeby na bieżąco fotografować je jak rosną.
Fasola głuptas już kwitnie.
czwartek, 21 stycznia 2016
płot
| zdjęcie z bloga: http://bez-ogrodek-blog.blogspot.com/ |
a tu jeszcze ławeczka
|
wierzba małopolska
formum wierzbowo-wikliniarskie
czwartek, 7 stycznia 2016
choinka
Wprawdzie czas ją już rozbierać, ale chciałam się jeszcze pochwalić choinką
Bo mi ładna w tym roku wyszła.
Wymyśliłam sobie, że będzie stała na balkonie, bo przed duże okna balkonowe widać ją z każdego miejsca w salonie, a wyjdzie jej to bardziej na zdrowie przy sadzeniu jej do ziemi, zwłaszcza, że alternatywą było stanie na nadmuchowym kaloryferze. Ale trochę się teraz stresuję czy te duże mrozy jednak nie zrobiły jej krzywdy.
Bo mi ładna w tym roku wyszła.
Wymyśliłam sobie, że będzie stała na balkonie, bo przed duże okna balkonowe widać ją z każdego miejsca w salonie, a wyjdzie jej to bardziej na zdrowie przy sadzeniu jej do ziemi, zwłaszcza, że alternatywą było stanie na nadmuchowym kaloryferze. Ale trochę się teraz stresuję czy te duże mrozy jednak nie zrobiły jej krzywdy.
czwartek, 15 stycznia 2015
maruda
Dwa marudne artykuły-posty. Zupełnie różne.
Podczas gdy pierwszy, jakkolwiek nieco chaotycznie napisany, jest merytoryczny i bardzo ciekawy. Nie sądzę jednak by cokolwiek zmienił, bo czyje sumienie miałby poruszyć?
A nadal sądzę że warto przeczytać.
Drugi . Natychmiast znalazło się stado marud, z autorem na czele.
Że głośno, że biedne psy, ptaki, ludzie chorzy i zwierzęta w Zoo.
Więc po pierwsze profesjonalne fajerwerki nie mają na celu ogłuszyć widzów - nie są tak głośne jakby się zdawało oceniając na podstawie petard sylwestrowych. Wybuchają naprawdę wysoko, co jeszcze zmniejsza ilość decybeli.
A i informacja o imprezie jest podawana z 9 (!) miesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli ktoś troszczy się o zdrowie psychiczne swojego psa, kanarka czy papugi zawsze może swojego pupila spakować i na tą jedną sobotę wywieźć na bezpieczną odległość. Psa np. można zabrać na długi spacer do Kampinosu. Zresztą ile z tych gdakających osób rzeczywiście mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Narodowego? Ile jest szpitali?
Na Narodowym zresztą zwykle jest głośno, więc okoliczne dzikie zwierzęta albo mają trochę instynktu i same trzymają się z daleka, albo już dawno przywykły. A te z ogrodu Zoologicznego będą w budynkach, a i też nie jest znowu aż tak blisko.
Kolejny zarzut. 7 godzin fajerwerków. Czy ludzie naprawdę wierzą, że przez cały czas trwania imprezy będą strzelać?! W samym artykule jest powiedziane, że będą 4 pokazy po 20 minut.
Smród, smog i chemikalia oraz - wisienka na torcie:
Oczywiście nie oznacza to, że jest całkiem różowo, bo Polska jako kraj ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w UE i normy zanieczyszczeń, na rok, w większości miast są przekraczane już w kwietniu. Ale jest to raczej kwestia tego, że każda polska rodzina musi mieć co najmniej 2 samochody i że te samochody nie spełniają norm emisji (ile się widzi starych gruchotów na ulicy, z ilu rur wydechowych wydobywa się czarny dym ?!). Że korki są gigantyczne, że wszyscy muszą wjechać do centrum, bo jeździć komunikacją to chyba obciach...
63% zanieczyszczenia powietrza w Warszawie to właśnie zanieczyszczenia komunikacyjne. I pokaz fajerwerków naprawdę nie ma szans konkurować z emisją tysięcy samochodów codziennie stojących w korkach na warszawskich ulicach.
A i autor tego komentarza chyba nie wie co to jest smog ...
Jeszcze oczywiście kwestia pieniędzy. Jak to biletowanie? Czemu tak drogo? I kto niby kupi bilety skoro można sobie zobaczyć z mostu na Wiśle... I że koszty się nie zwrócą z biletów, bo przecież nie sprzedadzą ich wystarczająco dużo.
Wydaje mi się że tego typu imprezy zwykle mają sponsorów, a czy bilety są drogie czy tanie i czy to się wszystko zwróci, to już nie mój problem.
Ja osobiście się cieszę, że na Narodowym się jednak coś dzieje a i na pokazy chętnie pójdę.
Podczas gdy pierwszy, jakkolwiek nieco chaotycznie napisany, jest merytoryczny i bardzo ciekawy. Nie sądzę jednak by cokolwiek zmienił, bo czyje sumienie miałby poruszyć?
A nadal sądzę że warto przeczytać.
Drugi . Natychmiast znalazło się stado marud, z autorem na czele.
Że głośno, że biedne psy, ptaki, ludzie chorzy i zwierzęta w Zoo.
Więc po pierwsze profesjonalne fajerwerki nie mają na celu ogłuszyć widzów - nie są tak głośne jakby się zdawało oceniając na podstawie petard sylwestrowych. Wybuchają naprawdę wysoko, co jeszcze zmniejsza ilość decybeli.
A i informacja o imprezie jest podawana z 9 (!) miesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli ktoś troszczy się o zdrowie psychiczne swojego psa, kanarka czy papugi zawsze może swojego pupila spakować i na tą jedną sobotę wywieźć na bezpieczną odległość. Psa np. można zabrać na długi spacer do Kampinosu. Zresztą ile z tych gdakających osób rzeczywiście mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Narodowego? Ile jest szpitali?
Na Narodowym zresztą zwykle jest głośno, więc okoliczne dzikie zwierzęta albo mają trochę instynktu i same trzymają się z daleka, albo już dawno przywykły. A te z ogrodu Zoologicznego będą w budynkach, a i też nie jest znowu aż tak blisko.
Kolejny zarzut. 7 godzin fajerwerków. Czy ludzie naprawdę wierzą, że przez cały czas trwania imprezy będą strzelać?! W samym artykule jest powiedziane, że będą 4 pokazy po 20 minut.
Smród, smog i chemikalia oraz - wisienka na torcie:
"Warszawa ma za mało smogu! Jesteśmy tylko w czołówce najbardziej zanieczyszczonych miast europejskich, a zasługujemy na pozycję lidera!"To akurat gówno prawda, bo akurat Warszawa ma to szczęście mieć pod bokiem park narodowy i to w dodatku tak usytuowany, że przeważające w naszym kraju wiatry zachodnie lub południowo-zachodnie spychają nad stolicę czyste powietrze. Szacuje się, że powietrze nad Wawą co 3 dni wymienia się na świeże. Zresztą sama aglomeracja ma 30% terenów zielonych, a nawet park krajobrazowy nad Wisłą.
Oczywiście nie oznacza to, że jest całkiem różowo, bo Polska jako kraj ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w UE i normy zanieczyszczeń, na rok, w większości miast są przekraczane już w kwietniu. Ale jest to raczej kwestia tego, że każda polska rodzina musi mieć co najmniej 2 samochody i że te samochody nie spełniają norm emisji (ile się widzi starych gruchotów na ulicy, z ilu rur wydechowych wydobywa się czarny dym ?!). Że korki są gigantyczne, że wszyscy muszą wjechać do centrum, bo jeździć komunikacją to chyba obciach...
63% zanieczyszczenia powietrza w Warszawie to właśnie zanieczyszczenia komunikacyjne. I pokaz fajerwerków naprawdę nie ma szans konkurować z emisją tysięcy samochodów codziennie stojących w korkach na warszawskich ulicach.
A i autor tego komentarza chyba nie wie co to jest smog ...
Jeszcze oczywiście kwestia pieniędzy. Jak to biletowanie? Czemu tak drogo? I kto niby kupi bilety skoro można sobie zobaczyć z mostu na Wiśle... I że koszty się nie zwrócą z biletów, bo przecież nie sprzedadzą ich wystarczająco dużo.
Wydaje mi się że tego typu imprezy zwykle mają sponsorów, a czy bilety są drogie czy tanie i czy to się wszystko zwróci, to już nie mój problem.
Ja osobiście się cieszę, że na Narodowym się jednak coś dzieje a i na pokazy chętnie pójdę.
czwartek, 27 listopada 2014
cuda wianki
Od tygodnia polowałam na te zdjęcia, bo koniecznie chciałam podzielić się dobrą nowiną. Te maty montowane są przed zimą, żeby zapobiegać spychaniu i rozbryzgiwaniu na trawniki słonego śniegu, błota pośniegowego itp. Osłaniają trawnik i krzewy przed skutkami zasolenia i areozolu solnego (sól biała śmierć). Jest to naprawdę potrzebne, wręcz konieczne i bardzo się cieszę, że Warszawa wreszcie wykonała krok w tym kierunku. Szkoda tylko, że jest to jedyne miejsce gdzie zauważyłam taką konstrukcję. A przydałaby się przy każdej większej ulicy, zwłaszcza jeśli rosną przy niej blisko rośliny, a jeszcze bardziej jeśli są to rośliny młode lub/i niedawno posadzone.
sobota, 4 października 2014
szaleństwo
Ostatnie kilka miesięcy było szalone. Zmiana kraju zamieszkania, pracy, stanu cywilnego...
Ogółem strasznie dużo roboty.
Teraz powinnam mieć trochę więcej czasu.
Się okaże.
Teraz jak szaleństwo nieco minęło będzie mnie więcej.
Ogółem strasznie dużo roboty.
Teraz powinnam mieć trochę więcej czasu.
Się okaże.
Teraz jak szaleństwo nieco minęło będzie mnie więcej.
środa, 27 sierpnia 2014
życie z perspektywy
Widziałam dziś kiedyś całe pola wiatraków... w morzu.
Warstwę chmur wyglądającą jak wypełnienie z poduszek, ale też na tyle solidnie, żeby samolot miał się od niej odbić jeśli spróbuje przelecieć.
Z góry angielskie pola uprawne wyglądają znacznie lepiej niż polskie. Są bardziej zielone, mniej geometryczne i podłużne. Kształtem przypominają bardziej plamy na skorupie żółwia i niemal zawsze mają obwódkę z wąskiego pasma drzew i krzewów. Nasze są wąskie i długie, w zastraszającym stopniu pokryte folią lub nagie (jeszcze), a miedze na których rosną te drzewa i krzewy zniknęły.
A to nie dobrze, bo prócz estetyki spełniają też ważną rolę ekologiczną, zatrzymują wiatry, migrację szkodników, i pestycydy przelatując z pola na pole. Za to pomagają migrować większym zwierzętom, które na odsłoniętych polach nie czyją się komfortowo. Są mieszkaniem dla całej masy pożytecznych owadów i małych ptaszków, które żywią się owadami (szkodnikami).
Czytałam też że miasta są dziś lepszym środowiskiem dla pszczół niż wsie.
Bo na wsiach w wielohektarowych uprawach się pryska, dużymi dawkami, niemal wszędzie i na wszystko.
A w mieście nawet jeśli jest większe skażenie spalinami i pyłem zawieszonym, to mniejsze pestycydami i herbicydami, bo łatwiej jest te kilka gąsienic zebrać i wypielić te kilka chwastów na balkonie niż jechać do sklepu po środek chemiczny i jeszcze musieć go wybierać. A nawet jeśli już korzystamy, to spryskujemy ten konkretny żywopłot, albo ulubiony krzak róży, a nie całą przecznicę.
Bo środki przeznaczone do amatorskiego użytku mają mniejsze stężenia i krótszy okres karencji (kiedy jeść nie wolno, ani pszczół do szklarni wpuszczać) i zawsze jest kawałek miejskiego trawnika, albo ogródek sąsiada mniej "dbającego" o swoje niż nasz i tam można przeczekać aż będzie bezpiecznie.
Bo teraz modnie jest dbać o ekologię i pszczoły i (może nie koniecznie z sensem) stawiać "hotele dla pszczół", ptasie budki*, siać polne kwiaty i hodować zioła w doniczkach.
Bo w mieście jest znacznie więcej gatunków roślin.
Część tego posta czekała na opublikowanie od kwietnia, kiedy to się przeprowadzałam. Teraz gonię w piętkę organizując kolejne diametralne zmiany w moim życiu, ale...
Wygląda na to że uda się od czasu do czasu wypłynąć na powierzchnię spraw "do załatwienia" i może coś przeczytać, coś napisać. Fingers crossed
*dobrze by było pamiętać żeby były nieimpregnowane, niezbyt gładkie, zwłaszcza od środka. Żeby otwór wejściowy był nie za duży i żeby wieszać je tak, aby drapieżniki nie miały dostępu, żeby deszcz i wiatr nie wpadały przez dziurkę
Warstwę chmur wyglądającą jak wypełnienie z poduszek, ale też na tyle solidnie, żeby samolot miał się od niej odbić jeśli spróbuje przelecieć.
Z góry angielskie pola uprawne wyglądają znacznie lepiej niż polskie. Są bardziej zielone, mniej geometryczne i podłużne. Kształtem przypominają bardziej plamy na skorupie żółwia i niemal zawsze mają obwódkę z wąskiego pasma drzew i krzewów. Nasze są wąskie i długie, w zastraszającym stopniu pokryte folią lub nagie (jeszcze), a miedze na których rosną te drzewa i krzewy zniknęły.
A to nie dobrze, bo prócz estetyki spełniają też ważną rolę ekologiczną, zatrzymują wiatry, migrację szkodników, i pestycydy przelatując z pola na pole. Za to pomagają migrować większym zwierzętom, które na odsłoniętych polach nie czyją się komfortowo. Są mieszkaniem dla całej masy pożytecznych owadów i małych ptaszków, które żywią się owadami (szkodnikami).
Czytałam też że miasta są dziś lepszym środowiskiem dla pszczół niż wsie.
Bo na wsiach w wielohektarowych uprawach się pryska, dużymi dawkami, niemal wszędzie i na wszystko.
A w mieście nawet jeśli jest większe skażenie spalinami i pyłem zawieszonym, to mniejsze pestycydami i herbicydami, bo łatwiej jest te kilka gąsienic zebrać i wypielić te kilka chwastów na balkonie niż jechać do sklepu po środek chemiczny i jeszcze musieć go wybierać. A nawet jeśli już korzystamy, to spryskujemy ten konkretny żywopłot, albo ulubiony krzak róży, a nie całą przecznicę.
Bo teraz modnie jest dbać o ekologię i pszczoły i (może nie koniecznie z sensem) stawiać "hotele dla pszczół", ptasie budki*, siać polne kwiaty i hodować zioła w doniczkach.
Bo w mieście jest znacznie więcej gatunków roślin.
Część tego posta czekała na opublikowanie od kwietnia, kiedy to się przeprowadzałam. Teraz gonię w piętkę organizując kolejne diametralne zmiany w moim życiu, ale...
Wygląda na to że uda się od czasu do czasu wypłynąć na powierzchnię spraw "do załatwienia" i może coś przeczytać, coś napisać. Fingers crossed
*dobrze by było pamiętać żeby były nieimpregnowane, niezbyt gładkie, zwłaszcza od środka. Żeby otwór wejściowy był nie za duży i żeby wieszać je tak, aby drapieżniki nie miały dostępu, żeby deszcz i wiatr nie wpadały przez dziurkę
wtorek, 25 marca 2014
komu rybę?
Akurat mówiłam BM o karmieniu pelikanów, kiedy podszedł pan z miednicą makreli...
Gdzieś tam w tle przewija się jeszcze czapla, która dostała jedną rybę i ku naszemu zaskoczeniu sprawnie i szybko sobie z nią poradziła. A ciężko było uwierzyć że to się w ogóle w ptaku zmieści. O przejściu przez dziób nie wspominając...

Gdzieś tam w tle przewija się jeszcze czapla, która dostała jedną rybę i ku naszemu zaskoczeniu sprawnie i szybko sobie z nią poradziła. A ciężko było uwierzyć że to się w ogóle w ptaku zmieści. O przejściu przez dziób nie wspominając...
środa, 12 lutego 2014
Österreich


obrazki z telefonu nie zasługujące nawet na miano zdjęć, brak widoczności, chmury oraz germknödel zwany również kupą z makiem i kaiserschmarrn (placek z rodzaju omleta, podawany z cukrem pudrem i musem jabłkowym). Takie znaki życie (nie żeby ktoś się ich domagał)
piątek, 10 stycznia 2014
sobota, 4 stycznia 2014
nowy rok nowy człowiek
Zauważyłam, że od kilku lat w okresach około świątecznych jakoś nie mam czasu, nastroju i weny żeby pisać. Zwykle milczę więc.
Ale po nowym roku wypadałoby pełną siły i motywacji wrócić do pisania i może należałoby jakieś postanowienie mieć ?
Postanowień mam nawet kilka, które sumują się do "wezmę się za siebie". Kiedyś w końcu należy przestać żyć w zawieszeniu, więc będę się rozwijać - czytać więcej, a mniej głupot, pójdę może wreszcie na jakieś ciekawe zajęcia/szkolenia? Będę też dbać o zdrowie, może wreszcie uda się wprowadzić rutynę biegania jeden dzień w tygodniu? No i na koniec: nie będę prac domowych odkładać na potem.
Postanowień mam nawet kilka, które sumują się do "wezmę się za siebie". Kiedyś w końcu należy przestać żyć w zawieszeniu, więc będę się rozwijać - czytać więcej, a mniej głupot, pójdę może wreszcie na jakieś ciekawe zajęcia/szkolenia? Będę też dbać o zdrowie, może wreszcie uda się wprowadzić rutynę biegania jeden dzień w tygodniu? No i na koniec: nie będę prac domowych odkładać na potem.
czwartek, 12 grudnia 2013
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
tatry w różowej mgle i ranging szarlotek
Tatry naprawdę wyglądają na owiane różową mgłą. Ogromne ilości wierzbownicy porastają Halę Gąsienicową, a nieco wyżej czerwonawe łodygi traw nadają Dolinie Pięciu Stawów różowe zabarwienie.
a tu: ideał piękna przyrody według M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







