Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 grudnia 2014

nowy "zestaw obowiązkowy"

Jeden znajomy uznał, że chce się nauczyć robić naprawdę dobry sernik i powtarza ten sam przepis w kółko nieznacznie zmieniając "parametry". Oczywiście jego koledzy i znajomi nie mają nic przeciwko niewyczerpanym dostawom sernika. Jest to jednak podejście skrajnie różne od mojego. Jeżeli dany przepis nie rzucił mnie na kolana za pierwszym podejściem, to drugiej szansy nie dostanie. M. się trochę ze mnie podśmiewa z tego powodu, bo u mnie nic dwa razy się nie zdarza ...
Nie do końca prawda, ale nawet w recepturach sprawdzonych i powtarzanych po wielokroć pewne szczegóły są modyfikowane, dodawane, odejmowane.
A jednak, dla tych dwóch przepisów zrobię wyjątek. Bo są warte powtórzenia, powalają na kolana i ręka sama sięga po kolejny kawałek.
Pierwszym jest moja wariacja na temat sernika*, a drugą makowiec z samej masy makowej, wyborny.

sernik piernikowy
1000g (1kg) twarogu dwukrotnie zmielonego
100 g masła
5 jajek (białka i żółtka osobno)
1/2 szklanki drobnego cukru trzcinowego
1/2 szklanki płynnego miodu
50 g kaszy manny
2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
1 1/2 łyżeczki przeprawy do piernika
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki cynamonu + do posypania wierzchu
 +masło, 2 łyżki bułki tartej i po 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika i cynamonu do wysmarowania i wysypania formy

wszystkie składniki powinny być temperatury pokojowej
W misie miksera rozetrzeć masło z cukrem do otrzymania puszystej i jasnej masy. Dodawać żółtka po jednym i zmiksować. Stopniowo dodawać twaróg, dalej ucierając. Dodać kaszę manną, proszek do pieczenia, mąkę ziemniaczaną, miód, przyprawy; wymieszać. Białka ubić na sztywno i delikatnie wmieszać do masy serowej.
Piec w wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 23 cm, przez około 60 minut w temperaturze 170°C. Wystudzić w wyłączonym i lekko uchylonym piekarniku.

 makowiec czekoladowy
400 g maku **
80 g masła, w temperaturze pokojowej
1/2 szklanki miałkiego brązowego cukru
2/3 szklanki płynnego miodu
50 g suszonej żurawiny
50 g orzechów włoskich, posiekanych
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
4 jajka, białka i żółtka oddzielnie
100 g gorzkiej czekolady, startej na tarce***
2 łyżeczki ekstraktu z migdałów

Mak sparzyć: zalać wrzątkiem i zostawić do ostudzenia. Dokładnie odcisnąć z nadmiaru wody, np. w lnianym ręczniczku kuchennym.
Masło utrzeć z cukrem na jasną, puszystą masę (np. mikserem). Dodawać żółtka, jedno po drugim, dalej ucierając. Dodać zmielony mak, miód, bakalie, startą czekoladę, zmielone migdały, ekstrakt i wymieszać. Skosztować - w razie konieczności dodać więcej miodu lub ekstraktu migdałowego.
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z masą makową.
Formę o średnicy 24 wyłożyć papierem do pieczenia. Do formy przełożyć masę makową. Piec w temperaturze 175ºC przez 40 - 50 minut.
 *jako "bazy" używałam tych dwóch przepisów: 1, 2
 **ja używam "fabrycznie" zmielonego (co znacząco ułatwia pracę), w opakowaniach po 200 g, dlatego trochę zmieniłam proporcje oryginalnego przepisu
Zwykły mak należy zalać wrzącą wodą (do pokrycia), odstawić do wystudzenia, odsączyć z nadmiaru wody, dwukrotnie zemleć w maszynce do mięsa z drobnym sitkiem. 
** nie należy rezygnować z czekolady - jest stosunkowo mało wyczuwalna, ale wzbogaca smak i pomaga w uzyskaniu dobrej "tekstury"

poniedziałek, 6 października 2014

obiadki środowe

Teraz kiedy nie mieszkamy już "na końcu świata" ludzie jakby chętniej nas odwiedzają. I muszę powiedzieć, że możliwość spędzania większych ilości czasu ze znajomymi i to jeszcze we własnym domu (nie muszę wracać potem, bo już tu jestem) jest bajeczną perspektywą.
Dlatego wymyśliłam (z małą pomocą Krzysia) Obiadki Środowe.
Króle Poniatowskim nie jestem, ale gotuję nieźle i na tym na razie się skupiłam.
Kombinuję wprawdzie może z jakimiś filmami, a może coś jeszcze ciekawszego wyskoczy, ale na razie formuła sprowadza się do spotkania znajomych, dla których ja gotuję dobry obiad (a potem zrzucamy się na składniki).
Pierwsze dwa były na sprawdzonych przepisach.
Najpierw był bogracz
A za drugim razem ziemniaki z bzikiem + zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami + pieczone jabłko na deser. (światowy dzień wegetarianizmu)

Z czego tylko zupy ziemniaczanej nie było jeszcze na tym blogu :]

Zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami włoskimi
ok 1 kg ziemniaków
włoszczyzna
cebula
majeranek
łyżka masła

ser typu roquefort
2 łyżki śmietany (18%)

drobno posiekane orzechy włoskie

W dużym garnku zarumienić na maśle pokrojoną drobno cebulę z majerankiem. Zalać wrzątkiem,wrzucić obraną włoszczyznę: marchewki, pietruszki selera. Zagotować bulion (z kostką rosołową jeśli ktoś lubi, a co). Dorzucić pokrojone w drobną kostkę ziemniaki. Gotować aż zaczną się rozpadać, zmiksować na gładko.
Przed samym podaniem drobno posiekać orzechy włoskie i przygotować krem serowy. Roqueforta pokroić na drobniutkie kawałeczki i podgrzewać na małym ogniu na patelni aż się rozpuści. Wymieszać ze śmietaną. Podawać z zupą i orzechami w formie
małych kuleczek (zrobionych łyżeczką do herbaty), bardzo "esencjonalny", wyrazisty.

A w przyszłym tygodniu planuję kurczaka w sosie gruszkowym z parmezanem i rukolą, a na deser "róże" gruszkowe

sobota, 22 lutego 2014

śniadanie mistrzów

Stosunkowo proste i szybkie, ale za to jakie dobre!
 Opiera się  w dużej mierze na dobrej jakości składników. Więc dobrze jest żeby bagietka była pyszna i świeża, brie dość intensywny w smaku, a jabłko miękkie i słodkie (wyjątkowo).

kanapka
(2 porcje)
bagietka
ser brie (ok. 120 g)
pół jabłka - najlepiej 'Golden delicious'
garstka orzechów włoskich
liście (u mnie szpinak, ale sałata lub liść mieszany są równie dobre jak nie lepsze)

Bagietkę przekroić na pół, ser pokroić w grube plastry, jabłko umyć przekroić na ćwiartki i wyciąć gniazdo nasienne, pokroić w dość grube plasterki. Na bagietce ułożyć warstwą ser, orzechy na ser i lekko docisnąć żeby się przykleiły- nie będą wypadać. Na to plasterki jabłek i liście; przykryć drugą połową bagietki i spożywać. 

niedziela, 16 lutego 2014

bura zupa

bura jak habit mnicha, a może nawet jak moje myśli o powrocie do pracy. Zdecydowanie nie reprezentacyjna, zwłaszcza, że podawana z dużą ilością czosnku.
Z drugiej strony mam w ogóle pracę, a zupa jest pyszna i sycąca.
Nie byłam przekonana do zupy fasolowej z pesto, ale właśnie ono nadaje jej charakteru.
Naprawdę fajna opcja na zimowy rozgrzewający obiad, a tak sobie myślę, że czosnkowy aromat przegoni nie tylko amatorów rozmowy, ale też infekcje.

Jest to przyśpieszona wersja przepisu z książki "Soup!", który w oryginale robiony był z dodatkiem było pesto z czosnku niedźwiedziego. Uprościłam sobie życie zamieniając fasolę, suchą i moczoną przez noc, na tą z puszki. Od siebie dodałam kilka ziemniaków, a także trochę pozmieniałam w pesto (orzechy włoskie zamiast piniowych i bazylia z hojną porcją czosnku zamiast czosnku niedźwiedziego)

bura zupa
2 puszki białej fasoli*
4 nieduże ziemniaki
1 por
2 ząbki czosnku
masło/oliwa
ok.1 1/2 litra bulionu
sól, pieprz, ostra papryka; do smaku

pesto
garść parmezanu
garść orzechów włoskich
spora garść świeżej bazylii
2-3 ząbki czosnku
ok. 1/3 szklanki oliwy z oliwek
ew. czosnek granulowany, sól

Pora i czosnek drobno pokroić, zeszklić na maśle (oliwie) nie dopuszczając do zbrązowienia. Ziemniaki obrać oraz pokroić w drobną kosteczkę, dodać do pora i czosnku, zalać gorącym bulionem. Fasolę odsączyć i dorzucić do zupy. Gotować aż ziemniaki będą miękkie.
Przygotować pesto: parmezan i orzechy umieścić w blenderze i zmiksować z grubsza na proszek, dodać bazylię, posiekany czosnek i po trochu dolewać oliwy miksując do uzyskania pasty.
Zupę także zmiksować, doprawić (ja dodałam tu trochę oliwy z chilli i ostrej papryki) podawać z pesto (i świeżym chlebkiem najlepiej)

*puszka 400g fasola typu kidney lub cannellini

czwartek, 23 maja 2013

piątek nadciąga !

A może piknik ?
 W menu : kurczak w pistacjowej panierce i poniedziałkowa sałatka ze szparagami (przepis Bei modyfikowany). Lekko i przepysznie. Wszystko pieczone.

kurczak w pistacjowej panierce
(oryginalny przepis z "Realfood cookbook" na udka z kurczaka)
4-5 małych filetów z kurczaka (lub 1 1/2 dużego pociąć na mniejsze)
2 garści pistacji bez skorupek
pół szklanki mąki
1 jajko
2 łyżki mleka
sól, papryka (u mnie wędzona), pieprz + inne ulubione przyprawy do smaku

 Rozgrzać piekarnik do 220*C. Pistacje, 2 łyżki mąki sól i przyprawy wrzucić do blendera. Miksować do momentu, aż pistacje będą z grubsza posiekane. Wysypać na talerz. Na drugim talerzu wymieszać mąkę z przyprawami, a na trzecim jajko z mlekiem ("rozbełtać"). Kurczaka obtoczyć w doprawionej mące, dokładnie "zmoczyć" w jajku i obtoczyć w miksie pistacjowym. Powtórzyć z resztą kawałków kurczaka, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok. 10 minut. 
szparagowa sałatka poniedziałkowa z mango:
mieszanka sałat/rukola
pęczek szparagów
2 słodkie ziemniaki
1 dojrzałe mango
garść ugotowanej komosy*
5 łyżek oliwy z oliwek,
1/2 łyżeczki octu balsamicznego

Ziemniaki obrać.Pokroić w plastry, a te na ćwiartki. Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce (wystarczy ugiąć łamią się w dobrym miejscu) pokroić w kęso-kawałki. Ułożyć ziemniaki i szparagi na blaszce. Przy pomocy pędzelka posmarować oliwą (można wcześniej, dla aromatu dodać do niej skórkę z cytryny/wcisnąć ząbek czosnku/odrobinę wędzonej papryki) i delikatnie posolić. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220*C na 10 minut.
Mango obierać nad misą blendera (najpierw odkroić połówki od pestki, potem od strony miąższu, nie przecinając skórki, pokroić wzdłuż, a następnie w poprzek, a następnie nacisnąć od spodu wypychając  kostki mango do góry (kostki do sałatki). Odkroić je od skórki, tak żeby sok (i mniejsze kawałki) ściekał do środka. Zeskrobać resztki miąższu ze skórki do blendera, dodać kilka mniej kształtnych kostek mango, 2 łyżki oliwy troszkę octu balsamicznego, szczyptę soli i zmiksować.

Do przewozu proponuję sałatę i sos wziąć osobno, a resztę składników wrzucić do jednego pojemnika.
A ponieważ składniki do sałatki i kurczak pieką się w tej samej temperaturze i potrzebują mniej więcej tyle samo czasu, to bardzo ładnie się to zrównolegla.
Kurczak dobrze się przewozi w dowolnym pudełku i jest też dobry na zimno.
Jak widać kosz piknikowy jakkolwiek bardzo stylowy i fajny nie jest do pikniku niezbędny, a w butelce jest Malibu z mlekiem :D

Czas na piknik z home&you - półmetek!

*po informacje o komosie i jak się gotuje komosę odsyłam do Bei

środa, 1 maja 2013

i pasta!


Maciej ostatnio stwierdził, że lubi kalafiora ( a niewiele warzyw tego zaszczytu dostąpiło), więc nieustannie poszukuję nowych metod przygotowania cobym ja się na śmierć nie zanudziła. Zrozumiały więc będzie mój zachwyt gdy znalazłam ten przepis.
Moje zapominalstwo weszło mi jednak w drogę i zarówno w fazie kompletowania składników jak i przygotowywania dania zapomniałam o parmezanie i papryczkach (zmieniłam też trochę proporcje i świadomie zrezygnowałam z octu i pietruszki). Wyszło danie całkowicie vege i w dodatku naprawdę dobre. Delikatne w smaku, śmieszne w konsystencji. Było czuć i kalafiora i migdały i śmiesznie chrupały pod zębami. Pycha też na zimno.

makaron kalafiorowymi grudkami
po garstce orzechów laskowych i migdałów
1/3 średniego kalafiora
1/2 ząbku czosnku
1 suszony pomidor
1 łyżeczka kaparów
3 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz
makaron
kila łyżek wody z gotowania makaronu

Makaron ugotować według instrukcji na opakowaniu (do 'al dente') Orzechy i migdały (u mnie w płatkach) podprażyć na suchej patelni*,odłożyć do ostygnięcia. Kalafiora podzielić na różyczki i zmielić w robocie kuchennym do konsystencji kuskusu, podobnie postąpić z orzechami i migdałami. Czosnek, suszonego pomidora i kapary drobno posiekać wymieszać z kalafiorem i orzechami. Podsmażyć chwilę na oliwie (ja wymieszałam zwykłą z zalewą z suszonych pomidorów), uważając żeby nie przypalić, dolać wodę z gotowania makaronu i dorzucić odcedzony makaron.Wymieszać, doprawić do smaku, podawać od razu.

*(orzechy aż zacznie pękać i łatwo schodzić skórka, migdały na złotawy kolor)

czwartek, 29 listopada 2012

happy birthsday to me



M. zrobił mi wczoraj niespodziankę biorąc wolne w środku tygodnia, specjalnie na moje urodziny. Nic mi wcześniej nie powiedział, a nawet żeby nie zepsuć niespodzianki wstał i poszedł na 7 rano na siłownię. Twardziel. Z resztą wyszło mu troszkę gorzej, bo cały dzień mżyło (dziś dla odmiany było ładnie), a ścieżka spacerowa, którą wybraliśmy prowadziła przez tereny gazowni (o fu, ale zaiwania) i w dodatku okazała się ślepą uliczką. Trudno.
Mimo wszystko miło go było mieć obok.
No i pozwoliło mi zrobić fajny, dwudaniowy obiad urodzinowy (i to przed 19). W którym główną rolę odgrywała gruszka i ser pleśniowy.
Po pierwsze była sałatka. W oryginale stąd, ale ja trochę pozmieniałam: pistacje na orzechy włoskie, miód z sosu na łyżkę lemon curda, no i ser był za bardzo jak camembert, a za mało jak ser z niebieską pleśnią, no i dodałam ze 2 garście pokrojonej sałaty lodowej. Wyszło naprawdę przyzwoicie, ale na przyszłość jednak poszukam sera o mocniejszym smaku.

 sałatka z gruszką i serem pleśniowym
1 1/2- 2 gruszki (zależy od wielkości)
kawałek (ok. 200 g) sera z niebieską pleśnią
2 garście rukoli
2 garście pokrojonej/porwanej sałaty lodowej
garść orzechów włoskich

1 1/2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżka lemon curda
2 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz
opcjonalnie: ząbek czosnku

Sałatę i rukolę ułożyć na talerzu, gruszki pokroić w plastry lub pół-plastry (polecane jeśli gruszka twarda), ser w kostkę, ułożyć na sałacie . Składniki sosu lekko podgrzać (do rozpuszczenia się lemon curda), wymieszać, orzechy pokruszyć na wierz, polać sosem.

Po drugie był przepyszny, zapiekany camembert z sosem kahlua. Tu jedyne co zmieniałam, to trochę za długo podgrzewałam sos i zrobił się karmel, nie było to jednak zamierzone. Dlatego po przepis odsyłam do Any-Marii. Powiem tylko, że danie to szybkie, wykwintne i spokojnie wystarcza na obiad dla dwójki, o ile poda się je z chlebem, choć gruszki (lub krakersy jak sugerowane jest w przepisie) też świetnie pasują.

A na deser był tort-nie-tort czyli jesienna wersja "pani Walewskiej", która chodziła za mną już od jakiegoś czasu i tylko szukałam pretekstu żeby ją zrobić. Z tortem to ciasto ma wiele wspólnego i i warstwy są (sporo warstw) i krem jest, tylko, że ciasto kruche zamiast biszkoptowego, trochę płaskie ni żeby wbić świeczki trzeba by było uprzednio wywiercić na nie dziurki. Z ciastem było trochę kłopotu (częściowo z mojej winy). No i na koniec uważam, że choć dobre jest zdecydowanie za słodkie. Powideł trzeba używać koniecznie kwaśnych, no i trzeba rozważyć zmniejszenie ilości cukru. Przepis pochodzi z "Moich wypieków" z moimi modyfikacjami.

jesienna pani Walewska
kruche ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
125 g masła, zimnego
1/3 szklanki cukru pudru
3 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 opak. cukru wanilinowego

3 białka
1/2 szklanki cukru
1/2 słoiczka powideł śliwkowych (u mnie czekoladowych z tego przepisu)
100 g łuskanych orzechów włoskich, posiekanych
Krem:
250 ml mleka
1 żółtko
1 1/2 łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej/kukurydzianej
1 1/2 łyżki cukru (moim zdaniem można zrezygnować)
1/2 opak. cukru wanilinowego (moim zdaniem można zrezygnować)
75 g masła, w temp. pokojowej
50 ml likieru orzechowego (lub innego pasującego - u mnie kahlua)
polewa:
ok. 80 gorzkiej czekolady (w oryginale pół na pół z mleczną, ale ja uznałam, że za słodko)
40 g masła
2-3 łyżki likieru (zamiast czekolady mlecznej)

    Z podanych składników zagnieść kruche ciasto, podzielić na 2 części, rozpłaszczyć, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 2 h.
    Formy o wymiarach 22 x 22 cm (ok.500 cm2) wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Obie części schłodzonego ciasta wyłożyć do form, wylepić dno, wyrównać. Posmarować połową powideł śliwkowych (ja zapomniałam, więc dodałam jedną warstwę powideł, po pieczeniu).
    Białka ubić w misie miksera na sztywną masę, pod koniec dodając cukier, łyżka po łyżce. Połowę ubitych białek nałożyć na powidła*, posypać połową orzechów włoskich.
    Piec w temperaturze 180°C przez około 45 - 50 minut. W taki sam sposób postąpić z resztą ciasta kruchego by powstały dwa jednakowe blaty.
    Przygotować krem. Jedną szklankę mleka zagotować z cukrami. Drugą zmiksować z żółtkami i mąką (jak na budyń), dodać do gotującego się mleka, zagotować. Ostudzić, przykrywając folią spożywczą.
    Masło utrzeć na puch. Stopniowo dodając wystudzony budyń, cały czas ucierając (miksując). Stopniowo dodawać alkohol, ucierając.
   (polewa) W małym garnuszku umieścić masło, roztopić. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, poczekać do jej roztopienia, mieszając od czasu do czasu.
   Nałożyć krem na pierwszy placek wyrównać. Przykryć drugim blatem, odwracając go uprzednio warstwą orzechowo - śliwkową do dołu i polać polewą czekoladową. Ciasto schłodzić. Przechowywać w lodówce.


słowko dnia: insatiable - nienasycony

środa, 14 grudnia 2011

marchewkowe pole


W wyniku nieudanej próby wyciśnięcia marchewkowego soku zostałam z miseczką pure z surowej marchewki. Szkoda żeby się zmarnowało. W końcu cista marchewkowe są takie dobre!
Stanęło na marchewkowych muffinach, bo dobre, bo szybkie i mogę dowolnie kombinować z proporcjami.
Do ciastek marchewkowych orzechy włoskie są nam nieodzowne, od kiedy spróbowaliśmy tego połączenia w Moraku. Do tego trochę skórki pomarańczowej - akurat została mi garstka.I może trochę przyprawy do grzanego wina i dodatkowy cynamon.

muffiny marchewkowe
ok. 120 g drobno startej marchewki
120 g mąki
50 g cukru
garść kandyzowanej skórki pomarańczowej (najlepiej domowej)
łyżeczka przyprawy do grzanego wina/piernika
łyżeczka proszku do pieczenia
1/3 szklanki oleju
1/3 szklanki mleka
1 jajko
2-3 garści posiekanych orzechów włoskich
(+ ładne połówki do ozdobienia)

Wszystkie składniki wymieszać do połączenia. Przełożyć ciasto do foremek i wstawić do piekarnika nagrzanego do 175*C na ok 20 minut.

P.S.
piosenka z tytułu posta miałą całkiem ciekawe zastosowanie. Powiedziałabym, że nieadekwatne do treści, ale kto by się takimi szczegółami przejmował ?

wtorek, 8 listopada 2011

pieczarka jest dobra na szybko

Ponieważ mój samochód dokonał ducha wracam ostatnio z mamą. Czekając na nią przeglądam kolorowe pisemka porozwalane po okolicy (za dużo bab tam pracuje). W ten właśnie sposób "naszłam" w październikowym wydaniu "Elle" przepis na grzanki z prawdziwkami, orzeszkami pinii i oliwą pietruszkową... mlask!
A ponieważ dziś obiadu nie było, to była okazja wypróbować.
Zaś ze względu na zawartość naszej lodówki przepis został zmodyfikowany do granic możliwości i pewnie sam już siebie nie przypomina, ale co tam. Podaję oryginalne składniki, a w nawiasach moje zamienniki

grzanki grzybowe:
8 kromek pieczywa
1/2 cebuli
200g świeżych prawdziwków (pieczarki)
40 g orzeszków piniowych
3 ziarenka jałowca (brak)
4 łyżki masła
ząbek czosnku
pęczek natki pietruszki (rukola)+szklanka oliwy z oliwek(bazyliowa)=oliwa pietruszkowa

Posiekaną natkę pietruszki z miksować z oliwą, odstawić. Orzeszki uprażyć na suchej patelni, utłuc jałowiec w moździerzu. Cebulę pokroić w drobną kostkę, grzyby w plasterki podsmażyć na maśle z jałowcem, posolić do smaku. Chleb stostować lub podsmażyć na kilku łyżkach oliwy, natrzeć ząbkiem czosnku, wyłożyć na nie grzyby, posypać całość orzeszkami piniowymi, pokropić oliwą pietruszkową (rukolowo-bazyliową) doprawić grubą solą i świeżo zmielonym pieprzem

(Nie)codzienne kanapki - zaproszenie

sobota, 5 listopada 2011

suprprise !


pies w balonikach i mrożony* tort dla wielbiciela nutelli

mrożony tort nutellowy
6 białek
szczypta soli
1 szklanka drobnego cukru
3/4 szklanki zmielonych, podpieczonych orzechów laskowych (bez skórki)
1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej

duży (670 g) słoik nutelli
szklanka śmietany kremówki

Białka ubić na sztywną pianę z solą, powoli dodawać cukru, mąkę ziemniaczaną a na koncu dodać orzechy i krótko wymieszać, wyłożyć na 3 wyrysowane na papierze do pieczenia koła (ok 22 cm) i piec przez 50 minut w temp 140*C (mnie jeden blat się spalił więc zastąpiłam dopieczonym na szybko zwykłym blatem bezowym). Kiedy blaty się wystudzą ubić śmietanę i po trochu dodawać do niej nutelli (ok 450-500 g; do smaku, bo masa wychodzi bardzo słodka). Przłozyć bezy masą i wstawić do zamrażarki na min 8 h. Podawać udekorowane posiekanymi lub tartymi orzechami, z minimalną ilością świeczek

uwagi:
1. przepis na blaty bezowe wzięłam stąd
2. blaty wychodzą bardzo płaściutkie (a może to tylko u mnie?) więc można podwoić ilość składników i zrobić 4 blaty
3. na zutylizowanie żółtek polecam bretońskie ciasteczka maślane z przepisu od Ani

*naprawdę był mrożony, ale 50 płonących, magicznych świeczek cokolwiek zdefasonowało wierzchnią warstwę...

wtorek, 22 marca 2011

ciato zastępcze

nadrzędnym powodem mojej choroby jest moja tendencja do bycia wiecznie spóźnioną.
której skutkiem jest bieganie (bieganie!) zbyt lekko ubranej i z wywieszonym ozorem po kampusie SGGW
może nie jest zimno, ale nadal dyszenie nie robi dobrze na gardło

przeczuwając co mnie czeka usiłowałam wczoraj zrobić ciasto bez wychodzenia z domu po składniki (czyli wychodzenia wcześniej niż jest to absolutnie konieczne)
Stąd ciasto zastępcze. Oryginalny przepis pochodzi Stąd

Z braku pomarańczy został wykorzystany sok z kartonika i skórka cytrynowa, miód został zastąpiony przez mieszankę miodu z golden syrup'em i melasą, a orzechy laskowe mieszanką orzechów włoskich, rodzynek, sezamu z małym jabłkiem startym na tarce o grubych oczkach.
Mój syrop był za rzadki, więc ciasto wyszło "lepkie" albo za dużo soku albo syropu

CIASTO ORZECHOWE Z MIODOWO-POMARAŃCZOWYMI ORZECHAMI
ciasto zastępcze

200 g mąki
200 g zmielonych na mączkę orzechów włoskich(miałam tylko 150g zmieszanych z migdałami)
100 g cukru pudru (zwykły)
1/2 łyżeczki soli
2 żółtka
200 g masła (ok 150g)
1 mała pomarańcza (troszkę soku z kartonika + skórka z cytryny)
250 g miodu (100g miodu/100 g godlen syrup'u/ 2 łyżki melasy)
400 g orzechów laskowych (80g wołskich/ 100g rodzynek/1 małe jabłko/garść sezamu)

Przesianą mąkę zmieszać ze zmielonymi orzechami włoskimi, cukrem i solą. Dodać żółtka, posiekane masło i zagnieść ciasto. Zawinąć w folię i wstawić do lodówki na min. pół godziny.

Sok i wraz ze skórką wlać do małego rondla, do którego dodać miód (lub mieszankę). Podgrzać całość (nie gotując).

Prostokątną albo okrągłą blachę wyłożyć papierem do pieczenia i wylepić schłodzonym ciastem. Wierzch posmarować cienką warstwą miodowo-pomarańczowego syropu, a następnie ułożyć na niej orzechy. Polać resztą masy miodowo-cytrusowej.

czwartek, 24 lutego 2011

mysz twardzielka i mięciutka wiewiórka


mysz twardzielkę wynosiłam dziś dwa razy - poznałam, że to ona bo kawałek ogona już wcześniej straciła w jakiejś potyczce o życie.
Trzeba przyznać, że walczyła dzielnie, skakała jak szalona; ale jak ją wypuściłam to dała się złapać drugi raz...

A Wiewiórka jeśli chce to potrafi być milutka, urocza i mięciutka. Ma takie aksamitne futerko. Druga wiewiórka, ta z tego przepisu nie za bardzo ma wybór. Jest mięciutkim wilgotnym ciastem, do upieczenia którego pretekstem była utylizacja miękkich* jabłek.
(Dwie wiewiórki na jednym zdjęciu )

wiewiórka
(przepis podaję za Dorotus)
Składniki:

* 4 jajka
* 3/4 szklanki cukru
* 2 szklanki mąki
* 2/3 szklanki oleju
* szklanka grubo posiekanych orzechów włoskich
* 4 - 5 jabłek
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka sody
* 1 łyżeczka cynamonu


Jabłka obrać, zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Orzechy dość grubo posiekać.

Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodawać cukier, dalej ubijając. Dodać żółtka, olej, dalej ubijać. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem, sodą i cynamonem. Wsypać do masy jajecznej, wymieszać.

Jabłka i orzechy dodać do reszty ciasta, wymieszać.

Ciasto wlać do formy wyłożonej papierem do pieczenia (33 x 22 cm), piec około 45 - 55 minut w temperaturze 165ºC, do tzw. suchego patyczka. Ostudzone posypać cukrem pudrem.A ja dostaję paniki OBRONA zbliża się wielkimi krokami, powinnam się przygotowywać, a zamiast tego wpadam w panikę. Nie taką dobrą która mobilizuje do działania tylko taką, która każe siedzieć cichutko w kąciku, pooglądać telewizję i mieć nadzieję, że jakoś to będzie, może prezentacja sama się zrobi, albo może zdam bez zdawania...
Ale są plusy mam na co zwalić szaleńcze zakupy (owoc jednych z nich powyżej dźwiga śniadanie M.)
Ale następnego kawałka wiewiórki nie zjem dopóki nie zrobię i nie zagram w Cesarza. To będą nagrody.

*większość owoców preferuję twarde i kwaśne, takie żeby uderzać można było nimi zabić...

sobota, 8 stycznia 2011

zaklinanie wiosny



- Maćku, nie było na dole innej włoszczyzny?
- No, była taka biała marchewka...
- Mhm, pietruszka, prosiłam żebyś przyniósł.
- Nie, pietruszka to takie zielone liście, co pływają w zupie...

rozmowa jest autentyczna, dzisiejsza. Naprawdę się załamałam.
Zielona, groszkowa zupa, na którą przepis można znaleźć tu. Polecam do niej odrobinę tabasco.

I deser podpatrzony w sieci zupnej Marak, kiedy jeszcze do niej chodziliśmy*. Bardzo prosty.

deser serkowy
300g serka homogenizowanego, waniliowego
100g orzechów laskowych
łyżka stołowa miodu
+ garść rodzynek lub żurawin jak kto lubi ( u mnie była żurawina)

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i wstawić do lodówki na 2-3h. Deser musi się dobrze "przegryźć" żeby orzechy były sprężyste i chrupkie i nie takie suche. Porcja na 2-3 osoby, zależnie od apetytu



*niestety się opuścili i zupy nie są już tak dobre, bułeczki tak świeże i w ogóle to chyba zaczynają bankrutować

piątek, 31 grudnia 2010

koń trojański

i zakupy te zupełnie bezsensowne* i te bardziej praktyczne** choć też nie - niezbędne.
i jajko z dwoma żółtkami - mała niespodzianka przypominająca wakacje w Wolsztynie bardzo nudne, ale na śniadanie były jajka na miękko z dwoma żółtkami każde, a radiu płyta Emu Varius Manx.

browni klasyczne (przepis ze "Złotej Księgi Czekolady")
150g mąki pszennej
180g masła
300 g cukru
150 g gorzkiej czekolady
100g grubo posiekanych orzechów włoskich
3 duże jajka
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżeczka aromaty waniliowego
1/4 łyżeczki soli

Podaję oryginalny przepis. Mój zmodyfikowany do konia trojańskiego zawierał w miejsce aromatu trochę brandy i łyżeczkę cynamonu, a dodatkowo jeszcze 1/3 tabliczki mlecznej czekolady Cadbury, w drobnych kawałeczkach i powstał z połowy porcji by upchnąć go do formy z IKEI w kształcie tegoż konia (też czerwony).

Czekoladę z masłem należy rozpuścić w kąpieli wodnej lub jak kto woli w mikrofali. Ostudzić, dodać cukier, wanilię, jajka i powoli wmieszać mąkę z proszkiem i solą. Na koniec orzechy; przełożyć do formy (kwadratowa 20x20cm) i wstawić do nagrzanego piekarnika (180*C) na 25-30 minut

*2 pocztówki i ozdobna taśma do pakowania prezentów w miejsce farby do metalu, której nie było
**syrop malinowo-różany, parmezan, grapefruity i pomarańcze
i myślę że można udawać, że zdjęcie miało być ruszone

niedziela, 16 maja 2010

w czasie deszczu koty się nudzą


Znowu pada. Od rana. Leje właściwie. Deszcz bębni o każdą powierzchnię, zlewając się ze stukotem klawiatury.
Przynajmniej wczoraj nie padało, bo połowa możliwości z nocy muzeów spełzałaby na niczym. A tak było fajnie.
Nauczona doświadczeniem z nocy poprzednich wybrałam dla mnie i Macieja takie atrakcje, które są akcjami jednorazowymi, organizowanymi przez nie-muzea. Do samych muzeów, zwłascza tych które się postarały, są koszmarne kolejki i po odstaniu swojego dość często byłam rozczarowana. A na regularną wystawę mogę pójść w tygodniu, kiedy nie ma kolejek i w spokoju, w swoim tempie wszystko obejrzeć. Jasne nie będzie to noc muzeów i wejście za darmo, ale bilety do muzeów nie są takie drogie, a nawet jeśli, to można zawsze pójść w ten dzień, kiedy wstęp jest wolny.
Tak więc byliśmy na Próżnej. Cafe Próżna organizowała tam koncert, pochowane w starych (trochę rozpadających się) kamienicach były warsztaty rzemieślników, gdzie bardzo ciekawie o swojej pracy opowiadali wytwórca szczotek, rękawiczek, był introligator, zegarmistrz, szewc, krawiec i hafciarka. Miał być pokaz dmuchania szkła, ale pan, który miał to robić uległ wypadkowi. Mam nadzieję, że nic bardzo poważnego
.
Była pani przewodnik, która bardzo ciekawie, wspomagana przez radnego Śródmieście (tak Próżna leży w dzielnicy Śródmieście) opowiadała, co było i co będzie. Poleciła inne wycieczki po mieście i poleciała prowadzić kolejną wycieczkę (szlakiem muzeów, które dopiero będą - gdyby nie to, że była na rowerach na nią też byśmy się wybrali)

Cóż, należy chyba wrócić do dnia dzisiejszego?
Nie znosze rano wstawać. Po prostu nienawidzę. Dzisiaj znów przed 8 rano wstać musiałam (tym razem dyżur, wczoraj joga na którą się spóźniłam i nie weszłam w związku z tym, a jutro ostatni tydzień praktyk)
Zafundowałam sobie niezbyt zdrowe śniadanko : na początek lodzik romero* (uwielbiam tą cienką, łamiącą się z trzaskiem polewę z czekolady),potem dwa croissanty, bułka i kakao w slicznej puszcze, kojarzącej mi się z puszkami na zupę z Ameryki z lat 60-tych. Śniadanie jednocześnie studenckie i nie studenckie. Porządny student za 9 zł żywi się dwa dni, a nie zjada śniadanie (zresztą ja też zwykle jak kupuję to bułkę i serek). Ale z drugiej strony słyszałam, że rosyjscy studenci kiedy krucho u nich w zimie** z kasą kupują zamiast obiadu lody. Są tańsze od przeciętnego obiadu, a kalorii mają prawie tyle samo.
A skoro o kaloriach mowa:
Z tego przepisu zmodyfikowane tak, że wyszły 2 mniejsze orzechowe drożdżówki.
W sam raz na bardzo deszczową niedzielę przy kakale, książce lub telewizorze. Szkoda tylko że skończyłam z nimi dopiero koło 22.

Drożdżowe orzechowe

Składniki:

  • 250 g mąki pszennej
  • 50 mielonych orzechów laskowych
  • 1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • pół szklanki letniego mleka (125 ml)
  • 1 jajko
  • 50 g roztopionego masła
  • 45 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • garść posiekanych lub połamanych orzechów włoskich
  • kruszonka (u mnie w równych proporcjach : masło, mielone orzechy, cukier puder i mąka)
Zastąpiłam 50 g z 300 (oryginalnych) mielonymi orzechami. Wszystkie składniki prócz kruszonki i orzechów włoskich wrzuciłam do maszyny do robienia chleba. Włączyłam program "dough" i po jakiś 45 minutach dorzuciłam orzechy (jak zaczęła piszczeć sygnalizując że mogę). Wróciłam po 1,5h (od rozpoczęcia) delikatnie wyrobiłam ciasto. Podzieliłam na 6 kulek. Po trzy ułożyłam w małych foremkach do pasztetu, wysmarowanych masłem. Posypałam szczodrze kruszonką i piekłam w 180*C przez 35 minut.




* bo rozpuściłby się zanim bym zjadła resztę śniadania
** w Rosji lody jada się zimą, nie tak jak u nas latem
P.S.
Wytrawne ciasto z szparagami dało się zjeść (nawet bez sera). Mi i M nie smakowałao, ale oboje moi rodzice powiedzieli, że smaczne.

środa, 12 maja 2010


Przedwczoraj piekłam.
Sernik z tego przepisu (zabierałam się już 3 raz, bo a to mama kupiła zepsuty ser, a to ktoś wyżarł ciastka na spód*, a to uznałam, że nie mam kiedy przekazać go adresatowi)
Był to sernik dla Mateusza Mai, w ramach spłacania długu za to , że kupił nam jedzenie na majówkę.
Maja przesłała mi sms'em, że pysznościowy i mam nadzieję, że tak było mimo iż trochę go "podjarałam" ( z tego też powodu zdjęć brak)
I było ciasto drożdżowe z rabarbarem złożone z dwóch przepisów:
ten na ciasto

Składniki:

  • 300 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • pół szklanki letniego mleka (125 ml)
  • 1 jajko
  • 50 g roztopionego masła
  • 45 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli

Oczywiście jako leniwe zwierzę skorzystałam z wersji dla "maszynistów" wsypałam/wlałam wszystko(+ kilka kropel aromatu pomarańczowego) do maszyny i wróciłam za 1,5 godziny

ten był inspiracją

Początkowo chciałam w ogóle zrobić ciasto z tego przepisu, ale coś mi w nim nie pasowało. Zostało to, że ciasto było drożdżowe z rabarbarem obtoczonym w cukrze i kruszonką.
Ponieważ ciasto trochę uciekło mi z formy (keksówka, krótka) to następnym razem podzielę je na 2 części i może włożę trochę rabarbaru do środka ?
Ciasto piekłam tak jak podała Drotus około 35 minut w temp. 180*C
a kruszonkę zrobiłam sama i na oko

No a wczoraj miałam dosyć i nie miałam już mąki (i byłam niewyspana, bo oglądałam w pon "Narzeczonego mimo woli", nie był tak śmieszny jak go zapamiętałam, ale nadal miły amerykański film) A dziś. A dziś zobaczymy, zwłaszcza, że mam od Mai jabłka (Eliza a Eliza jest paskudna) i trzeba coś z nimi zrobić.

*który w rezultacie zrobiłam z sucharków. Zamiast 140g ciastek digestive dałam 140 g sucharków, a do masła 2 łyżki cukru. Był trochę sypki, ale smaczny (przynajmniej tak twierdzi mama, która spróbowała [mojego ciasta na prezent ! zgroza!])

środa, 14 kwietnia 2010

orzechowy zawrót głowy


Zupełnie niechcący wyszedł mi orzechowy tydzień. Zaczęło się od tego przepisu. Już o nim pisałam i strasznie na niego chorowałam. W rezultacie z oryginalnego przepisu zostały tylko śliwki, a mnie wyszła wariacja na temat dwóch przepisów która zaowocowała dobrze mi znanym mazurkiem cioci Boni*, który kojarzy mi się głównie z Bożym Narodzeniem. Oczywiście Ona robi inny spód**, orzechy w masie nie są zmielone i znaleźć tam można jeszcze rodzynki, ale tego smaku pomylić się nie da.
Ale, ciągle piszę, że to mazurek i dorzucam do niego Boże Narodzenie. Powód jest prosty. Wielkanoc kojarzy mi się z lekkimi owocowymi ciastami, a w tym mazurku jest zbyt dużo dobrego i ciężkiego na raz.

Ok to teraz już o przepisie. Ponieważ w domu po raz enty nie było migdałów, ani marcepanu to trzeba było improwizować (zwłaszcza, że żałoba narodowa-wszystko zamknięte). Mielone migdały lub orzechy laskowa zastąpiły orzechy włoskie. Ponieważ najbardziej lubię śliwki w czekoladzie nałęczowskie, a tam jest taka masa dookoła śliwki, ni to truflowa ni to kakaowa, również kakao wylądowało w masie. W międzyczasie okazało się, że mama wyrzuciła resztkę (całkiem pokaźną) ciasta, którego zamierzałam użyć. Tu z pomocą przyszedł ten przepis. Z niego wzięłam tylko spód, ale też zmodyfikowany, bo przecież migdałów nie miałam. Oto rezultaty mojej twórczej improwizacji na temat

Mazurek śliwkowo-kakaowy (tudzież cioci Boni)

spód:
75 g mąki pszennej35 g masła
20 g mielonych orzechów włoskich
20 g cukru pudru
5 5 kakao gorzkiego
1 żółtko
1 łyżka wody

Zagnieść ciasto z podanych składników, wylepić formę (u mnie 2 aluminiowe foremki na pasztet) wstawić na 30 minut do lodówki. Piec ~15 minut w temp 190*C
masa:
200 g suszonych śliwek
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki cukru
50 g mielonych orzechów włoskich
3 łyżki kakao
(+ ewentualnie garść rodzynek, garść łuskanych orzechów laskowych)
Z cukru i wody zagotować syrop. Pokroić śliwki, dorzucić do syropu razem z orzechami. Gotować aż masa zgęstnieje, dorzucić kakao.

Jest to ciasto za które dałabym się pokroić (choć w niczym nie przypomina śliwki w czekoladzie). Uwielbiam połączenie suszonych śliwek i kakaa. Koleżanki jak zwykle chwaliły spód, ale tym razem chyba miały rację - wyszedł wyjątkowo smakowity. Można ciasto polać jeszcze rozpuszczoną w kąpieli wodnej (z masłem i śmietanką) czekoladą, ale moim zdaniem jest wystarczająco słodkie, kaloryczne i czekoladowe bez niej. Aha porcja wychodzi dość mała*** więc do "standardowych" blaszek proponuję podwoić składniki.

Po mazurku zostało mi jeszcze sporo mielonych orzechów (sama mieliłam), które zostały wykorzystane dziś przy robieniu obiadu.
Wiosenny indyk z makaronem, brokułami i orzechowym sosem****

kawałek piersi z indyka pokrojony w kostki (2-3 garście)
3-4 spore pieczarki
1 nieduża cebula
2 garści mielonych orzechów włoskich (30-40 g)
świeża bazylia (15 g)
3/4 szklanki śmietany (u mnie 18%)
1 ząbek czosnku (lub czosnek granulowany, lub wcale)
1/2 papryki żółtej i pomarańczowe (czerwonej)
1 brokuł (pokrojony na drobne różyczki)
sól, pieprz
makaron ( u mnie nitki spaghetti)

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić, dorzucić pokrojone pieczarki, a po chwili kostki indyka. Przykryć pokrywką , poddusić, kiedy zmienią kolor zalać śmietaną wymieszaną z posiekaną bazylią, czosnkiem i solą. (wstawić wodę na makaron i do sparzenia brokułów)Dusić jeszcze z 10-15 minut dorzucić orzechy. Wrzcić makaron i brokuły do wrzątku. Makaron jak na opakowaniu, brokuły ze 3 minutki, aż nabiorą "wesołego" koloru i będą odpowiednio miękkie i elastyczne. Pokroić paprykę w kostki dorzucić do mięsa, tuż przed podaniem dorzucić brokuły i łączyć z ugotowanym makaronem. Smacznego.




*siostra taty, świetnie gotuje i piecze
** na smalcu przez co potem mam zgagę gigant, ale nie przeszkadza mi to zjeść pół blachy mazurka w ciągu 2 dni, a blacha jest duża
***ja musiałam ciasto dotransportować na uczelnię, a wożenie się przez pół miasta z blachą nie jest szczytem moich marzeń, więc wyszły dwie nieduże aluminiowe formy na pasztet (łatwo się pozbyć po zjedzeniu i lekkie) no i składników tak nie szkoda jakby nie wyszło.
**** miał być makaron z indykiem, ale skroiłyśmy z mamą do spółki zdecydowanie zbyt dużo indyka.

piątek, 12 lutego 2010

"kawa" ciastka i film

W moim przypadku nie ma mowy o Kawie, a nawet kawie. Ja pijam tylko "kawę". Bardziej przypomina toto inkę niż cokolwiek innego, a powstaje tak:
nalewam pół kubka mleka i wstawiam go do mikrofali na minutę.
wsypuję łyżeczkę kawy rozpuszczalnej i łyżeczkę takiegoż kakaa
rozpuszczam
dolewam mleka do pełna
ewentualnie dodaję kostkę cukru trzcinowego, albo dolewam odrobinę likieru kokosowego lub kawowego.
I tak wygląda "kawa", którą pijam w domu (i piłam dziś u Dorotki*)

Przyniosłam jeszcze muffinkowate ciastka własnej roboty, w koszyczku**

Babeczki orzechowe latte
(ponieważ robiłam "na oko" proporcje mogą się nie zgadzać, ciasto ma mieć konsystencję gęstej śmietany***)
~170g mąki
~90 g cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
opakowanie cukru waniliowego (wanilinowego)
stołowa łyżka kawy rozpuszczalnej
stołowa łyżka kakao (zwykłe)
łyżeczka cynamonu
3 garście orzechów włoskich
2 jajka
pół szklanki oleju
pół szklanki mleka

1 cukierek kopiko

Jak to zwykle z muffinami bywa, sypkie do sypkich mokre do mokrych, łączymy, na koniec dosypując orzechy. Przekładamy do foremek, dekorujemy polówką orzecha włoskiego****. Na koniec rozdrabniamy cukierka (mój, wstyd się przyznać dostał parę razy tłuczkiem do mięsa) uzyskanym grubszym lub drobniejszym proszkiem posypujemy ciastka. Pieczemy ~20 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C

Ciastka mają zapach słodkiej kawy z mlekiem (o taki mi chodziło), lekko orzechowy smak, a kawa przejawia się tylko w posmaku, kakao prawie nie czuć. Ale smaczne są. Jakby użyć więcej cukierków będą miały na wierzchu chrupiącą kawową skorupkę.

A potem oglądałyśmy film. Dołujący film, który tak średnio mi się podobał. O tym jak można spełnić wszystkie marzenia, a wszystko przekreśli zwykły, głupi pech. Tak głupi, że aż ciężko uwierzyć. Po polsku nosi tytuł "Za wszelką cenę", co nijak się ma do tytułu oryginalnego ("Milion Dollar Baby") i było kilka miejsc gdzie ja osobiście przetłumaczyłabym inaczej ("I'm on it przetłumaczono jako "panuję nad tym" pod czas gdy ja przetłumaczyłabym to jako "zajmę się tym" [mówił do sparaliżowanej dziewczyny]) no i było jedno stwierdzenie, które wprawiło mnie w osłupienie: " Jesteś okrutny, nic dziwnego, że nikt cię nie kocha. Przypominasz mi mojego tatę..."

P.S.
śnieg z dachu zjeżdża, robiąc przy tym okropny hałas. Można zawału dostać. A w dodatku jest "na +" co oznacza, że utoniemy


* o Dorotce już pisałam
** mogłabym mieć cały zestaw koszyczków różnej wielkości (koniecznie jasnych- ten był ciemny), do przenoszenia w nich ciastek, do robienia pikników i zbierania grzybów. Uwielbiam zbierać grzyby. Cała moja rodzina uwielbia, mama zbierała grzyby jeszcze będąc w 11 miesiącu ciąży ze mną i całe dzieciństwo zbierałam z rodzicami. Może stąd mi się to wzięło? W sezonie grzybowym śnią mi się grzyby. Kiedy tylko zamykam oczy widzę grzyby różnych kształtów i wielkości, ale zawsze podgrzybki. Od takich mniejszych od mojego małego palca po takie jak mój środkowy palec (takie najbardziej lubię, najczęściej zbieram, wypatrując brązowych łepków i delikatnie "wyławiając je z mchu), rosną mi pod powiekami i przyprawiają o zawrót głowy zmieniając się i rosnąc tak szybko.
*** jak zaczynałam piec zawsze się złościłam na ten opis.; Bo niby jaka śmietana jest gęsta ?! Dla każdego może być inaczej
**** to zarodek, smaczny, ale biedny zarodek