Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodzinowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

menu urodzinowe

Wiem że nie wypada się chwalić, więc nie będę opowiadać jaką to jestem szczęściarą (a jestem, naprawdę), ale tylko popatrzcie na moje cudne prezenty i menu urodzinowe
Krakersy serowe 
100 g masła w temp pokojowej
175-200 g sera z niebieską pleśnią np. lazur
1 żółtko
sól do smaku
125 g mąki pszennej
50 g mąki kukurydzianej lub kaszy manny

Masło wymieszać z pokruszonym serem i żółtkiem (i solą), dodać suche składniki i zagnieść ciasto. Odłożyć je na 30 min. do lodówki. Rozwałkować na grubość ok 5 mm  i wykrawać dowolne kształty.
Piec 10-15 min w temp. 175*C, studzić na kratce.
przepis z "How to be domestic Godess" Nigelli

kanapki z :

pastą z jabłek i boczku(Æbleflæsk za Beą)
kilkanaście cienkich plastrów bekonu / boczku
4-5 jabłek (np. odmiana Boscop)
2 szalotki (lub 1 średnia cebula)
Plastry bekonu wytopić i zrumienić na patelni (najlepiej z wysokimi brzegami), przełożyć na ręcznik papierowy lub na talerz (tłuszcz pozostawiamy na patelni).
Szalotki / cebulę obrać i pokroić.
Jabłka umyć, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.
Szalotki / cebulę przełożyć na patelnię i zrumienić kilka minut na tłuszczu; następnie dodać jabłka, dokładnie przykryć pokrywką i dusić na wolnym ogniu kilkanaście minut, aż jabłka będą odpowiednio miękkie. Kilka minut przed końcem dodać odłożone plastry boczku.

pastą z gorgonzoli  i ziarenkami granata
1 opakowanie gorgonzoli (ok. 150 g)
1/3 szklanki  śmietany (u mnie 30%)
ziarenka wyłuskane z niedużego granatu

gorgonzolę pokruszyć do garnuszka, dodać śmietankę i podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż ser się rozpuści. Wystudzić, rozsmarować na kanapkach i posypać ziarenkami granata lub innymi drobnymi owocami


tort makowy konfiturą pomarańczową i kremem z białą czekoladą
ciasto
300g maku
270 g cukru
8 dużych jajek (żółtka i białka oddzielnie)
3 łyżki kaszy manny (u mnie 5  zamiast migdałów)
2 łyżki mielonych migdałów
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki ekstraktu z migdałów
krem (moja modyfikacja*)
800g serka mascarpone
200 g białej czekolady

150 ml konfitury z pomarańczy (u mnie ta - jest boska)
ew.poncz 50 ml likieru pomarańczowego +2 łyżki wody

Mak dzień wcześniej zalać wrzątkiem i zostawić na noc lub zalać wodą i gotować 20 min od momentu zawrzenia, a następnie odcisnąć i zemleć 2-krotnie przez maszynkę (ja kupiłam suchy, zmielony mak).
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, kaszę mannę, migdały, proszek do pieczenia i ekstrakt migdałowy i zmiksować. Następnie ubić białka na sztywną pianę i delikatnie wmieszać do masy makowej (najpierw1/3, żeby rozluźnić, a potem resztę). Dno tortownicy (⌀23 cm, ale u mnie była kwadratowa i trochę większa) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej ciasto. Piec ok 45 min (do suchego patyczka) w temperaturze 175*C. Studzić w uchylonym piekarniku.


Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, wmiksować do serka.Wystudzone ciasto przekroić na 3 blaty, dolny posmarować konfiturą pomarańczową (można wcześniej nasączyć 1/3 ponczu, ale nie jest to konieczne tort i tak jest dość wilgotny), przełożyć kremem z białą czekoladą, przykryć kolejnym blatem (można nasączyć ponczem), ponownie przełożyć kremem i przykryć kolejnym blatem. Resztę kremu rozsmarować na wierzchu  i na bokach. Dowolnie przyozdobić.
przepis z  "Moich deserów i wypieków" Doroty Świątkowskiej z Moje Wypieki


* osobiście nie mam jakoś szczęścia do kremów z białą czekoladą. Tym razem zrobiłam tak jak w przepisie z częścią bitej śmietany (chociaż tam jest waniliowy a nie z czekoladą), ale krem wyszedł mi za rzadki i lekko grudkowaty. Dlatego następnym razem robię na samym serku mascarpone.

P.S. Nie należy do rozpuszczonej białej czekolady dodawać żadnych aromatów ani alkoholi bo się zważy !

środa, 16 kwietnia 2014

wieczorne ciasto

ostatnio wieczorami nie chcę iść jeszcze spać (mimo, że jestem zmęczona). Powinnam, ale będzie to oznaczało szybsze nadejście Bardzo Złego, Bardzo Wczesnego Ranka, kiedy to trzeba iść do pracy, znowu.
Rozwlekam więc wieczory i choć niezbyt to mądre, to całkiem przyjemne.
Jak jedzenie tortów wieczorem.

Ten tort kojarzy mi się z mrokiem i zmierzchem. Wilgotny aromatyczny, ciemny.
Zrobiłam na urodziny babci i chyba trafiłam w jej gust. Mocno kakaowy biszkopt, kwaśny dżem i śmietanowy krem. Proste, a dobre

wieczorny tort
5 jajek
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
2/3 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki kakao
3/4 szklanki cukru

kwaśny dżem ( u mnie mrożone owoce -mieszanka truskawek, malin, porzeczek i wiśni podsmażona z odrobiną cukru i szczyptą żelatyny
)

opakowanie serka mascarpone (250g)
250ml śmietany kremówki
ok. 1/4 szklanki cukru pudru (do smaku)

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (np. mikserem, na bardzo wolnych obrotach ).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm (lub jak u mnie keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (do suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek i cukier.
Blaty przełożyć dżemem i kremem. Schłodzić



piątek, 29 listopada 2013

happy birthsday to me, again

Znów jestem o rok starsza, ale jakoś mi to nie przeszkadza, nawet pomimo tego (a może dlatego), że ten rok upłynął mi szybciej niż którykolwiek z poprzednich.

A obiad..., jak to obiad. Obyło się bez jakiś fajerwerków, ot smaczny posiłek. Daniem obiadowym było tajine z kurczaka z morelami i migdałami, które w stosunku do oryginalnego przepisu, skróciłam o część przypraw, a wzbogaciłam o odrobinę różowego wina. Przyzwoity obiad nie wymagający zbyt dużo pracy (choć czasu trochę tak).
Natomiast deser czyli tarta z pieczonym jogurtem mnie trochę zawiodła. Ma fajną konsystencję i jest prosta do zrobienia, ale na próżno szukać w niej charakterystycznego dla jogurtu, lekko kwaskowatego posmaku, ze względu na który zrobiłam to ciasto.
A drugoplanowe role, na zdjęciach grają prezenty, ode mnie dla mnie. Szczególnie podoba mi się miseczka z rudzikiem. Uwielbiam te ptaszki.

Tajine z kurczakiem, morelami i migdałami

ok 0,6 kg filetów z piersi kurczaka
2 cebule szalotki
ząbek czosnku
sól
duża garść suszonych moreli
100 g migdałów bez skórki
50 ml różowego wina
mieszanka suszonych: kolendry, cynamonu, imbiru, czarnego pieprzu, kardamonu,gałki muszkatołowej, goździków, w równych proporcjach lub gotowa Ras el Hanout (ja użyłam niewielkiej ilości graam marsali - te same składniki)

Mięso pokroić na duże kawałki, natrzeć mieszanką przypraw z solą (jeśli jest czas - odstawić pod przykryciem na kilka godzin). Usmażyć je na oleju do lekkiego zezłocenia. Na tej samej patelni podsmażyć pokrojoną w drobna kostkę cebulę z czosnkiem. Cebulę i mięso przełożyć do garnka do tajine lub innego żaroodpornego naczynia i zalać 300 ml gorącej wody (u mnie z dodatkiem wina). Wymieszać, dodać pokrojone w kostkę suszone morele. Przykryć szczelnie i wstawić do piekarnika, nagrzanego do 180*C na 45 minut. Na koniec, na patelni przyrumienić migdały, dodać do dania. Można też skropić sokiem z cytryny i
posypać natką z pietruszki (ja zrezygnowałam z cytryny i pietruszki)

tarta z pieczonym jogurtem
100g zimnego masła
100g mąki pszennej
łyżka cukru pudru
żółtko
łyżka miodu
Nadzienie jogurtowe:
250 ml jogurtu greckiego lub naturalnego
1 1/2 jajka (jajko + białko)
łyżka mąki pszennej
1/4 szklanki cukru pudru (lub więcej, do smaku)
łyżka golden syrupu lub miodu
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

200 g malin/jeżyn/borówek amerykańskich

Składniki na ciasto umieścić w naczyniu i szybko zagnieść. Z ciasta uformować kulę, spłaszczyć, owinąć folią, schłodzić w lodówce przez 30 minut.
Po wyjęciu, rozwałkować je na papierze do pieczenia na grubość około 3 mm, następnie razem z papierem przenieść nad formę od tarty, obrócić, delikatnie odkleić papier i wylepić nim formę do tarty (moja jest wąska i dość długa- jak na zdjęciu) Na ciasto wyłożyć papier do pieczenia, a następnie na papier wysypać kulki ceramiczne fasolę lub ryż, które obciążą ciasto. Wstępnie podpiec w temperaturze 190ºC przez 15 minut, następnie papier usunąć, piec kolejne 20 minut lub do mocnego zrumienienia ciasta. (powinno być całkowicie wypieczone, ponieważ nadzienie jest bardzo płynne). Wyjąć z piekarnika.
Składniki na nadzienie jogurtowe zmiksować w blenderze, odstawić na kilka minut żeby ewentualna, powstała pianka opadła. Wylać na podpieczony spód wstawić do piekarnika rozgrzanego do 190ºC i piec około 20 minut. Nadzienie powinno być ścięte na całej powierzchni tarty, szczególnie pośrodku. Wyjąć z piekarnika, przestudzić. Schłodzić przez 2 godziny w lodówce, przed podaniem udekorować owocami.

Uwaga: moja foremka jest długa i wąska (mieści się na niej ok 1/3 tego co na standardowej formie do tarty), zagniotłam więc ciasto ot tak nie z przepisu, dlatego na pełnowymiarową tartę odsyłam do oryginalnego przepisu

poprzednie urodzinowe obiady:
obiad urodzinowy mamy 
obiad urodzinowy
i wprawdzie walentynkowy obiad, ale na urodziny też może być, zwłaszcza jesienne

a na deser piosenka która z jakiegoś powodu do urodzin mi pasuje

niedziela, 3 marca 2013

rocznice

Maciej pojawił się na tym padole łez ćwierć wieku temu, a londyńskie metro ma go na koncie aż półtora (wieku).
Z okazji urodzin metra w muzeum transportu odbywa się wystawa najlepszych plakatów związanych z metrem. A że plakaty tfl są niesamowite, z jajem i zabawne, to chętnie wybraliśmy się obejrzeć 150 plakatów, które uznano za najlepsze.








 Nasz ranking wygrał plakat ze ślimakami. Niestety ciężko było mu zrobić zdjęcie, bo światła się w szybce odbijały...

Najwyraźniej przygotowują się już  także do dwusetnej rocznicy...





Z okazji urodzin M. tort musiał się pojawić nawet jeśli na imprezę nie było miejsca ani czasu.

tort cytrynowo-limonkowy
(biszkopt "rzucany" z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

1/2 opak. serka mascarpone
1/2 opak śmietany kremówki

lemon curd* limonkowo-cytrynowy

sok wyciśnięty i skórka otarta z 1 1/2 cytryn i 2 limonek 
2 żółtka
2 jajka
100 g cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki na lemon curd, prócz oliwy umieścić w garnuszku (odłożyć łyżkę skórek do dekoracji) i zagotować, mieszając. Pogotować, mieszając, przez 2 minuty. Jeśli będą grudki przetrzeć przez sitko lub zmiksować blenderem. Dodać oliwę i znów pogotować przez 2 minuty. Ostudzić
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek , a pod koniec ubijania powoli lemon curd do smaku (może być konieczność trochę dosłodzić w stosunku do oryginalnego przepisu zmniejszyłam ilość cukru o połowę).
Biszkopt pokrojony na blaty posmarować resztką lemon curda, po czym przełożyć kremem i udekorować skórkami 

*ja zrobiłam z podwójnej porcji (3 cytryny, 3 limonki) z założeniem, że chcę, żeby mi kremu zostało na kanapki

czwartek, 29 listopada 2012

happy birthsday to me



M. zrobił mi wczoraj niespodziankę biorąc wolne w środku tygodnia, specjalnie na moje urodziny. Nic mi wcześniej nie powiedział, a nawet żeby nie zepsuć niespodzianki wstał i poszedł na 7 rano na siłownię. Twardziel. Z resztą wyszło mu troszkę gorzej, bo cały dzień mżyło (dziś dla odmiany było ładnie), a ścieżka spacerowa, którą wybraliśmy prowadziła przez tereny gazowni (o fu, ale zaiwania) i w dodatku okazała się ślepą uliczką. Trudno.
Mimo wszystko miło go było mieć obok.
No i pozwoliło mi zrobić fajny, dwudaniowy obiad urodzinowy (i to przed 19). W którym główną rolę odgrywała gruszka i ser pleśniowy.
Po pierwsze była sałatka. W oryginale stąd, ale ja trochę pozmieniałam: pistacje na orzechy włoskie, miód z sosu na łyżkę lemon curda, no i ser był za bardzo jak camembert, a za mało jak ser z niebieską pleśnią, no i dodałam ze 2 garście pokrojonej sałaty lodowej. Wyszło naprawdę przyzwoicie, ale na przyszłość jednak poszukam sera o mocniejszym smaku.

 sałatka z gruszką i serem pleśniowym
1 1/2- 2 gruszki (zależy od wielkości)
kawałek (ok. 200 g) sera z niebieską pleśnią
2 garście rukoli
2 garście pokrojonej/porwanej sałaty lodowej
garść orzechów włoskich

1 1/2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżka lemon curda
2 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz
opcjonalnie: ząbek czosnku

Sałatę i rukolę ułożyć na talerzu, gruszki pokroić w plastry lub pół-plastry (polecane jeśli gruszka twarda), ser w kostkę, ułożyć na sałacie . Składniki sosu lekko podgrzać (do rozpuszczenia się lemon curda), wymieszać, orzechy pokruszyć na wierz, polać sosem.

Po drugie był przepyszny, zapiekany camembert z sosem kahlua. Tu jedyne co zmieniałam, to trochę za długo podgrzewałam sos i zrobił się karmel, nie było to jednak zamierzone. Dlatego po przepis odsyłam do Any-Marii. Powiem tylko, że danie to szybkie, wykwintne i spokojnie wystarcza na obiad dla dwójki, o ile poda się je z chlebem, choć gruszki (lub krakersy jak sugerowane jest w przepisie) też świetnie pasują.

A na deser był tort-nie-tort czyli jesienna wersja "pani Walewskiej", która chodziła za mną już od jakiegoś czasu i tylko szukałam pretekstu żeby ją zrobić. Z tortem to ciasto ma wiele wspólnego i i warstwy są (sporo warstw) i krem jest, tylko, że ciasto kruche zamiast biszkoptowego, trochę płaskie ni żeby wbić świeczki trzeba by było uprzednio wywiercić na nie dziurki. Z ciastem było trochę kłopotu (częściowo z mojej winy). No i na koniec uważam, że choć dobre jest zdecydowanie za słodkie. Powideł trzeba używać koniecznie kwaśnych, no i trzeba rozważyć zmniejszenie ilości cukru. Przepis pochodzi z "Moich wypieków" z moimi modyfikacjami.

jesienna pani Walewska
kruche ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
125 g masła, zimnego
1/3 szklanki cukru pudru
3 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 opak. cukru wanilinowego

3 białka
1/2 szklanki cukru
1/2 słoiczka powideł śliwkowych (u mnie czekoladowych z tego przepisu)
100 g łuskanych orzechów włoskich, posiekanych
Krem:
250 ml mleka
1 żółtko
1 1/2 łyżki mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej/kukurydzianej
1 1/2 łyżki cukru (moim zdaniem można zrezygnować)
1/2 opak. cukru wanilinowego (moim zdaniem można zrezygnować)
75 g masła, w temp. pokojowej
50 ml likieru orzechowego (lub innego pasującego - u mnie kahlua)
polewa:
ok. 80 gorzkiej czekolady (w oryginale pół na pół z mleczną, ale ja uznałam, że za słodko)
40 g masła
2-3 łyżki likieru (zamiast czekolady mlecznej)

    Z podanych składników zagnieść kruche ciasto, podzielić na 2 części, rozpłaszczyć, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 2 h.
    Formy o wymiarach 22 x 22 cm (ok.500 cm2) wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Obie części schłodzonego ciasta wyłożyć do form, wylepić dno, wyrównać. Posmarować połową powideł śliwkowych (ja zapomniałam, więc dodałam jedną warstwę powideł, po pieczeniu).
    Białka ubić w misie miksera na sztywną masę, pod koniec dodając cukier, łyżka po łyżce. Połowę ubitych białek nałożyć na powidła*, posypać połową orzechów włoskich.
    Piec w temperaturze 180°C przez około 45 - 50 minut. W taki sam sposób postąpić z resztą ciasta kruchego by powstały dwa jednakowe blaty.
    Przygotować krem. Jedną szklankę mleka zagotować z cukrami. Drugą zmiksować z żółtkami i mąką (jak na budyń), dodać do gotującego się mleka, zagotować. Ostudzić, przykrywając folią spożywczą.
    Masło utrzeć na puch. Stopniowo dodając wystudzony budyń, cały czas ucierając (miksując). Stopniowo dodawać alkohol, ucierając.
   (polewa) W małym garnuszku umieścić masło, roztopić. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, poczekać do jej roztopienia, mieszając od czasu do czasu.
   Nałożyć krem na pierwszy placek wyrównać. Przykryć drugim blatem, odwracając go uprzednio warstwą orzechowo - śliwkową do dołu i polać polewą czekoladową. Ciasto schłodzić. Przechowywać w lodówce.


słowko dnia: insatiable - nienasycony

wtorek, 6 grudnia 2011

moje torty urodzinowe

nr 1 delikatny kwiatowy - na świętowanie z dziadkami
tort różano-malinowy
biszkopt (stąd)
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka).

poncz:
1/2 szklanki syropu malina z dziką różą Herbapolu
1/2 szklanki wódki
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
wszystkie składniki wymieszać i nasączyć wystudzony i przekrojony biszkopt, przekładając kremem
krem:
500g śmietany kremówki 36%
250g serka mascarpone
ok. 1/3-1/2 szklanki syropu z płatków róży
śmietanę ubić pod koniec ubijania dodać ser i po trochu dolewać syrop (do smaku)

tort nr 2 dla dorosłych dzieci - ani trochę subtelny (nawet poszły żarciki typu "no pij swój tort, toast trzeba wznieść")
tort czekoladowy z brandy
biszkopt
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 1/2 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
* 1/4 szklanki kakao
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka)
poncz
łyżka cukru
3/4 szklanki brandy
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
nasączyć wystudzony i pokrojony biszkopt przekładając kremem
krem
ok600g sera mascarpone
150 g gorzkiej czekolady
czekoladę połamać, rozpuścić w kąpieli wodnej. Ser delikatnie ubi c i stopniowo dodawać rozpuszczoną czekoladę

Niestety zdjęć nie ma i nie będzie, bo aparat był upadł i się zepsuł

sobota, 5 listopada 2011

suprprise !


pies w balonikach i mrożony* tort dla wielbiciela nutelli

mrożony tort nutellowy
6 białek
szczypta soli
1 szklanka drobnego cukru
3/4 szklanki zmielonych, podpieczonych orzechów laskowych (bez skórki)
1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej

duży (670 g) słoik nutelli
szklanka śmietany kremówki

Białka ubić na sztywną pianę z solą, powoli dodawać cukru, mąkę ziemniaczaną a na koncu dodać orzechy i krótko wymieszać, wyłożyć na 3 wyrysowane na papierze do pieczenia koła (ok 22 cm) i piec przez 50 minut w temp 140*C (mnie jeden blat się spalił więc zastąpiłam dopieczonym na szybko zwykłym blatem bezowym). Kiedy blaty się wystudzą ubić śmietanę i po trochu dodawać do niej nutelli (ok 450-500 g; do smaku, bo masa wychodzi bardzo słodka). Przłozyć bezy masą i wstawić do zamrażarki na min 8 h. Podawać udekorowane posiekanymi lub tartymi orzechami, z minimalną ilością świeczek

uwagi:
1. przepis na blaty bezowe wzięłam stąd
2. blaty wychodzą bardzo płaściutkie (a może to tylko u mnie?) więc można podwoić ilość składników i zrobić 4 blaty
3. na zutylizowanie żółtek polecam bretońskie ciasteczka maślane z przepisu od Ani

*naprawdę był mrożony, ale 50 płonących, magicznych świeczek cokolwiek zdefasonowało wierzchnią warstwę...

niedziela, 2 października 2011

sezon tortowy

i na pierwszy ogień idzie tort z bitą śmietaną lekko grapefruitowy - ten dla mojej mamy
zamówiony mam już podobny tylko żurawinowy i jeszcze jeden, który mogę sama skomponować.
Jeszcze są urodziny mamy M. za jakiś tydzień, a miesiąc później ojca M. ...
sezon tortowy uważam za otwarty

tort grapefruitowy z bitą śmietaną
biszkopt ( z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

białka ubić na sztywną pianę, stopniowo dodawać (nadal ubijając):
cukier
żółtka po jednym
przesiane mąki
ciasto wlać do formy 20-22 cm wyłożonej tylko na dnie papierem do pieczenia piec 30-40 min w temp 160-170*C po upieczeniu spuścić na podłogę z wysokości ~60 cm
wystudzić w uchylonym piekarniku, pokroić na 3-4 blaty

poncz
sok z 2 sporych różowych grapefruitów
1/2 szklanki przegotowanej wody
1/4 szklanki spirytusu
łyżka cukru

masa śmietankowa(pożyczony stąd):
900 ml śmietany kremówki (36%)
250 g serka mascarpone
kilka łyżek cukru pudru, do smaku
ekstrakt pomarańczowy

śmietanę ubić, pod koniec dodać cukier i ekstrakt (nie za dużo) i krótko wymieszać z serkiem


biszkopt pokroić na blaty, nasączyć grapefruitowym ponczem, przełożyć masą (można do któreś warstwy dorzucić dżem, najlepiej pomarańczowy lub grapefruitowy, ale u mnie była śliwka ze skórką pomarańczową) wstawić do lodówki na min 3 h

środa, 6 lipca 2011

tort urodzinowy Anny



Anna już od paru miesięcy wytyka mi, że przez ilości słodyczy jakie pochłaniam ona nawet już spojrzeć na słodkości nie może.
Dlatego jej tort urodzinowy musiał być słony. Mięsny , bo Anna jest bardzo mięsożerna i kolorowy bo miało być widać warstwy.
Na podobny pomysł wpadłyśmy z Mają równolegle i przez tydzień odbywało się gorączkowe ustalanie, co jak , z czym. W końcu stanęło na mojej wersji nie tylko dlatego że mam wyjątkowy dar przekonywania (:P), ale głownie dlatego, że wersja Mai zmieniała się wraz z podmuchem wiatru. Dla niej było niezrozumiałe jak to możliwe, że ja stając przy kuchni już wiem co chcę zrobić (zwykle). Często pomysł jak to zrobić zmienia się w trakcie robienia, kiedy okazuje się, że to co chciałam zrobić jest niewykonalne, ale wtedy zmieniam metodę dążąc dalej do tej idei posiłku, która siedzi w mojej głowie.
Ale wracając do tortu. Ostateczna wersja składała się z kruchego ciasta na spodzie i brzegach (celem utrzymania całości "w kupie"), najniższej warstwy wieprzowo-paprykowej, środkowej, warzywnej, cukiniowo-serowej oraz najwyższej warstwy pieczeni rzymskiej z indyka, marchewki i curry. Spora część osób uznała, że na swoje urodziny też chce tort mięsny, a niektorzy nawet grozili swoim połówkom przykrymi konsekwencjami jeśli dostaną słodkie ciasto.

mięsny tort poliA-nny*
kruche ciasto:
200g miękkiego masła (1 standardowa kostka)
ok. 250g mąki pszennej
1 żółtko
łyżeczka soli
czerwona warstwa paprykowa:
600-700 g mielonego mięsa wieprzowego
pomidory w puszcze, krojone, raz
1 czerwona papryka
1 cebula
1 jajko
3-4 łyżki bułki tartej
łyżka słodkiej papryki,
łyżeczka ostrej (lub do smaku jak kto woli)
pieprz, sól
zielona warstwa cukiniowa
opakowanie sera ricotta (250g)
2 jajka
2 nieduże cukinie
sól, pieprz
pomarańczowa warstwa curry
2 spore filety z piersi indyka (też ok 600-700g)
3 marchewki
jajko
3/4 opakowania przyprawy curry
sól, pieprz

Zagnieść kruche ciasto, wylepić nim sporą tortownicę, ponakłuwać i wstawić do lodówki. Marchewki obrać, ugotować. Pokroić cebulę, podsmażyć na sporej patelni, dodać mięso mielone, jak się zetnie dodać pomidory z puszki i na małym ogniu podgrzewać aż prawie cała woda oparuje, dorzucić drobno pokrojoną paprykę, przyprawy. Ponownie odparować odstawić do przestudzenia. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika (180*C) podpiec do złotego koloru, wyjąć. Cukinie umyć zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Wymieszać z serem i jajkami, doprawić. Ugotowaną, przestudzoną marchewkę zemleć razem z indykiem, dodać curry i jajko. Do przestudzonej paprykowej warstwy dodać jajko i tyle bułki, żeby tworzyło dość zwartą masę. Wyłożyć na podpieczone ciasto, wyrównać. Nałożyć masę cukiniową i ostrożnie nałożyć warstwę curry. Wstawić do piekarnika i piec około godziny.

*ogonki poliA są charakterystyczną cechą mRNA (czyli informacyjnego RNA) pozwalającą na oddzielenie go od reszty kwasów nukleinowych.
A kim była Pollyanna to chyba każda kobieta wie ...

sobota, 26 lutego 2011

tort o zmierzchu

(wczoraj)
urodziny Macieja
trochę jak prezent dla mnie
trochę prezentu dla Niego
i tort specjalnie spóźniony(na dziś)*
spacer wieczorem i choć zimą to tęskniłam za tym

mrożony tort cytrynowy z bezą**
przepis podaję za Dorotus

Składniki na blaty bezowe:

* 6 białek (nie mrożonych wcześniej)
* 1,5 szklanki drobnego cukru
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
* 2 łyżeczki soku z cytryny


Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania stopniowo (!) dodawać cukier, dalej miksując. Wmiksować mąkę ziemniaczaną, wanilię i sok z cytryny.

Blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować 4 okręgi o średnicy 22 cm. Masę bezową wyłożyć na narysowane koło, wyrównać.
Piec około 45 - 60 minut w temperaturze 150ºC. Ostudzić.
Trochę problemów może być z pieczeniem wszystkich blatów jednocześnie - jeśli nie macie
wystarczająco dużej blaszki (najlepiej do pieczenia ciasteczek), polecam pieczenie w dwóch turach, ale również przygotowanie masy bezowej w dwóch turach. Ja piekłam na dwóch dużych blachach - jedna niżej, druga wyżej - jednocześnie.

Składniki na masę cytrynową:

* 1 i 1/4 szklanki cukru***
* 75 g masła
* 1 łyżka otartej skórki z cytryny
* 1 szklanka świeżo wyciśniętego soku z cytryny (potrzeba na to 4 - 5 cytryn)
* 6 jajek
* 1,5 szklanki śmietany kremówki

W garnuszku umieścić masło, cukier, sok i skórkę z cytryny. Podgrzewać, mieszając, aż wszystko się rozpuści i masa będzie gładka, natychmiast zdjąć z palnika. W miseczce ubić jajka (ja zrobiłam to mikserem z przystawką do ubijania białek, nie ma też potrzeby oddzielania białek). Do masy jajecznej wlać ciepłą masę cytrynową (nie gorącą!), wymieszać, przelać z powrotem do garnuszka. Podgrzewać, cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje, zacznie wrzeć, pogotować na średniej mocy około 1 minuty.
Masę przelać do szerszej miseczki, przykryć folią (folia powinna dotykać masy), by nie utworzyła się skorupa. Schłodzić (masę można też przygotować dzień wcześniej). Kremówkę ubić na sztywno. Delikatnie wymieszać z zimną masą cytrynową.

Wykonanie tortu:

Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć folią aluminiową (ja zrobiłam dodatkowo 'kołnierz' wokół - od środka tortownicy - na wszelki wypadek, gdyby tort był wyższy). Na dno wyłożyć najmniej ciekawy blat bezowy, na niego wylać 1/3 masy cytrynowej. Powtórzyć czynność jeszcze 2 razy. Na górę pokruszyć 4, ostatni blat. Wstawić do zamrażalnika na minimum całą noc. Po tym czasie tort będzie się miękko kroił i już nadawał do jedzenia, po 24 h będzie bardziej zmrożony i twardy - wtedy przed pokrojeniem wyjmujemy go na 45 minut do temperatury pokojowej.

*nie mogłam pójść spać bo bezy się piekły, o zmierzchu dnia więc nie wiadomo wczoraj (25) czy dziś
**M. jak zobaczył na "moich wypiekach" tak się zachwycił pomysłem, że nie było mowy o zrobieniu innego tortu. I powie więcej mrożony tort to świetny pomysł i następny koniecznie też będzie mrożony, nie rozwala się.
***zapomniałam o cukrze, dodałam potem, ale nie całą połowę tego co miało być i tak wyszedł pyszny, a nawet lepszy

niedziela, 7 marca 2010

cynamonowy żywot mój

Ten weekend ( i co z tego że 4-dniowy?) upłyną pod znakiem cynamonu i lenistwa. Wczesnie chodziłam spać i choć napracowałam się przy cynamonowym torcie Macieja, to przecież z włąsnej woli i ciekawości i dało mi to wiele radości.
Najpierw w piątek upiekłam 4 blachy Bardzo Cynamonowego Biszkopta.

Składniki na biszkopt do tortownicy 20 - 22 cm:

* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru

* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę.
Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.
Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wył
ożyć papierem do pieczenia (ja piekłam w 20 cm, biszkopt
urósł do wysokości formy).
Boków formy niczym nie
smarować, papierem wykładamy tylko dno. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.

Przepis cytuję za Dorotus, a moje modyfikacje polegały na tym że: 1. piekłam w blasze 30x40 cm 2. dodałam pól opakowania cynamonu do każdej porcji biszkopta ( co wyszło ok 6 g - nie wiedziałam że aż tyle) 3. nie zrzucałam biszkoptu z pól metra bo mama obawiała się o swoją podłogę

W przerwach między pieczeniem biszkoptów zrobiłam drożdżóweczki z cynamownem z innego przepisu Dorotus

Składniki na 2 duże blachy:

* 1 szklanka letniego mleka
* 2 jajka
* 4 szklanki mąki pszennej
* 6 łyżek cukru
* 1/2 kostki masła (125 g), roztopionego i ostudzonego
* 4 dag świeżych drożdży lub 2 dag drożdży instant
* szczypta soli

Na nadzienie:

* 1/4 kostki masła, roztopionego
* około pół szklanki cukru
* kilka łyżeczek cynamonu
* rodzynki (opcjonalnie)
* jajko do posmarowania

Z drożdży, 2 łyżek cukru, 2 łyżek mąki i połowy mleka zrobić zaczyn. Odstawić do wyrośnięcia do podwojenia objętości. Do miski przesiać mąkę, dodać sól, jajka, resztę mleka, resztę cukru i wyrośnięty zaczyn. Dobrze wyrobić i wlać masło. Wyrabiać, aż zacznie odchodzić od ręki, odstawić do wyrośnięcia. Kiedy podwoi objętość wyłożyć na stolnicę, podzielić na 4 części. Każdą rozwałkować, posmarować roztopionym masłem, posypać cukrem i cynamonem, jeśli ktoś lubi - w tym momencie można dodać również rodzynki. Zwinąć jak roladę, pokroić w plasterki, ułożyć na blaszce zachowując odstępy - sporo urosną. Posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec około 10 - 15 minut w temperaturze 180°C.
Metoda dla maszynistów:

Wszystkie składniki na ciasto umieścić w maszynie do pieczenia według kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta 'dough'. Po tym czasie ciasto wyjąć, uformować bułeczki i dalej postępować według powyższego przepisu.

Ja skorzystałam z wersji "dla maszynistów", zrobiłam z połowy porcji i dodałam rodzynki.Drożdżówki wyszły świetne i takie akurat na 2-3 kęsy.

W sobotę od rana kroiłam, układałam i klęłam. Dużo. Ale w końcu wyszło. Z pomocą modeliny, której najpierw nadałam, w przybliżeniu, kształt góry, a potem pokroiłam na plasterki, udało mi się uzyskać dla blatów odpowiedni kształt i ułożenie. Potem skończyłam z wiśniami* i z czekoladą. Bo tort przekładany jest masą z wiśni z dużą ilością cynamonu (znowu), małą cukru i pewną ilością wódki (której czuć nie było) oraz masy czekoladowej z cynamonem i chili. Przłożenie poukładanych już warst poszło całkiem gładko, ale wtedy zaczęła się mordęga. Lukrowa Masa Plastyczna. Będzie mi się po nocach śnić. Bezczelnie zupełnie lepiła się do stolnnicy, potem jak posłużyłam się mąką ziemniaczaną to się rozrywała, znowy lepiła się do stolnicy, a potem zaczęła wysychać. Wyschnię ta nie chciała się ze sobą lepić, więc wszelkie łączenia były aż nadto widoczne, każda poprawka tylko pogarszała sprawę (zwłaszcza próba zlepienia wodą), więc w końcu się poddałam, udekorowałam** tort za pomocą dwóch rodzajów cukru trzcinowego (które mi się zbryliły, więc udawały kamyczki) i odrobiny cynamonu i udałam się ni nim na imprezę.

Jubilat dostał ataku śmiechu na widok swojego tortu (ale wierzę, że się cieszył, a nie uznał, że jest tak pokraczny), a resztę fascynowała głownie "pokrywa śnieżna". B.L.*** nie mogła ni jak zrozumieć, co mam na myśli mówiąc, że to lukier i kupiłam go w postaci masy plastycznej.
Moim zdaniem wyszedł bardzo smakowity i myślę, że sama pozbawiłam go jakiś 25% objętości (choć lukier odkładałam - paskudny jest).
Należałoby, chyba podsumować robienie tortu, bo moje wywody mętne wyszły cokolwiek.

Cynamonowe Góry Macieja (tort)

4 blaty biszkoptu:
(na 1 blat)
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru

* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
* 6g cynamonu

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę.Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia,a boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka).
1/2 kg wiśni
6g cynamonu
5 łyżek brązowego cukru
1/4 szklanki wódki

3 łyżeczki żelatyny
kilka łyżek gorącej wody

wiśnie smażyć z cynamonem i cukrem dolewając porcjami wódkę, połowę wiśnie należy zmiksować przed końcem smażenia, wymieszać z pozostałymi, a na koniec masę z gorącą rozpuszczoną żelatyną. Odstawić do wystygnięcia.
200 g gorzkiej czekolady
250 ml śmietany kremówki 30 %
4 łyżki brązowego cukru
2 łyżeczki cynamony
łyżeczka chili

Śmietankę podgrzać z cukrem niemal do wrzenia. Wrzucić połamaną czekoladę i mieszać podgrzewając do rozpuszczenia czekolady, dodać cynamon i chili. Wymieszać. Odstawić do wystygnięcia.
1/2kg plastycznej masy lukrowej

Mając wszystkie składniki przygotowane, wycinamy z blatów pożądane kształty, przekładamy na zmianę czekoladą lub wiśniam
i. Lukier rozwałkowujemy na kilka pasków, którymi przykrywamy "górę" i nadajemy im odpowiedni wygląd.


*wiśnie smażyły się już od piątku, ale tak nieregularnie i jakby na drugim planie.
** to znaczy spróbowałam zasłonić najgorsze fragmenty
*** Babcia Lecha