Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

pomyłkowe muffinki bananowe



 Ostatnio przez nieuwagę kupiłam Nesquika bananowego (?!). Zdecydowanie powinny wyraźniej na opakowaniu zaznaczyć, że nie jest czekoladowy. Zwłaszcza, że ja nie znoszę "smaku bananowego" (choć lubię banany i jadam ciasta z bananami). I co ja mam teraz zrobić z tym zakupem ?
M. po spróbowaniu stwierdził, że sam proszek smakuje jak cukier wanilinowy, tylko zamiast wanilinowy jest bananowy. Ok. Z tym mogę pracować.

muffinki bananowe z kremem karmelowym
ok. 120 g mąki
ok. 100 g proszku Nesquik o smaku bananowym
1/2
szklanki mleka
1 jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy
łyżeczka proszku do pieczenia
(krem karmelowy)
1/2 szklanki cukru
2 łyżki wody
1/3 szklanki mleka
opakowanie serka mascarpone
ew. do przybrania żelki bananowe

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej. Połączyć (konsystencja gęstej śmietany; jeśli za mokre lub za suche dodać odpowiednio więcej mieszanki suchej lub mleka), nakładać do foremek do 1/2 objętości, piec 10-15 minut w temp. 180*C
(krem) Cukier wymieszać z wodą w rondelku, postawić na małym ogniu i podgrzewać mieszając aż woda wyparuje i cukier zacznie się znowu rozpuszczać tworząc złocisty syrop, dolać mleka (najlepiej podgrzanego, wtedy karmel nie stwardnieje tak bardzo), podgrzewać aż cała karmelowa skorupa się znów rozpuści. Odstawić, ostudzić. Chłodny wymieszać z serkiem i wstawić  do lodówki żeby przybrał bardziej stała konsystencję. Muffinom ściąć wierzch (żeby krem nie zjeżdżał) i nakładać krem. Można udekorować bananową żelką

poniedziałek, 19 listopada 2012

chwileczka

Na chwilę wpadliśmy "do domu" korzystając z krótkiego window of the oportunity. "Do domu" czyli do Warszawy, do rodziców podczas gdy przynajmniej tymczasowo dom znajduje się w Londynie.
Na pogaduchy ze wszystkimi moimi Milusińskimi zrobiłam sernik, który podzielony na kilka pudełek jeździł ze mną na kolejne spotkania. Podobno idealnie utrafiłam w gusta faceta Majki i nieźle zdziwiłam matkę mojego M. (gdyż sernik piekłam o 12 w nocy w sobotę). Przepis chodził za mną coś koło tygodnia odkąd zobaczyłam go tu, został jednak zmodyfikowany: 1. zamiast gruszek jabłka*,  2. więcej kajmaku zero cukru 3. kruchy spod zamiast mielonych ciasteczek

sernik ziomowy
500g mielonego sera na serniki (ja dałam troszkę więcej)
400 g (cała puszka) kajmaku
3 spore jajka
1,5 łyżki mąki

ok. 70g (1/3) kostki masła
kopiasta łyżeczka przyprawy do piernika
ok 80 g mąki

3-4 jabłka obrane, pokrojone w drobną kostkę
2-3 łyżeczki cynamonu

Mąkę, masło i przyprawę do piernika zagnieść i ciastem wylepić dno tortownicy o śr. 20 cm. Podpiec na złoto w temp180*C ostudzić. Ser zmiksować z kajmakiem, jajkami i ew. mąką (ja dodałam bo ciasto wydało mi się bardzo rzadkie). Wylać na przestudzone ciasto. Jabłka dokładnie wymieszać z cynamonem (tak, żeby każda kosteczka była pokryta) rozsypać równomiernie na wierzchu masy sernikowej. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na 40-45 minut. Brzeg powinien lekko się zrumienić, a środek pozostać wilgotny i drgający przy poruszeniu. Jeżeli wierzch za szybko się rumieni, trzeba go przykryć kawałkiem folii aluminiowej. Wyłączyć piekarnik, otworzyć drzwiczki i pozostawić sernik do wystudzenia. Wstawić do lodówki na noc.
UWAGA: Kroić na bardzo małe kawałki, bo piekielnie słodki, ale równie dobry. Można też zmniejszyć ilość kajmaku oczywiście :D
Wspomniałam może że  tej wersji robi się go naprawdę szybciutko ?


A z miasta tęskniłam najbardziej oczywiście za Pałacem, zwłaszcza w tych uroczych kolorkach.

*jabłka trzeba było zutylizować - mama dostała, a my nie przepadamy za najpopularniejszymi, polskimi jabłkami jakimi są Szampiony (Šampiony lub Shampiony) jest to odmiana francuska dlatego napisy na straganach Championy, Czampiony czy Czempiony są z gruntu złe i błędne. A oprócz tego odmiana charakteryzuje się żółtawo-zieloną skórką w podłużne smugi czerwieni (niemalże jabłko w pionowe paski) oraz żółtawym, słodkim i lekko ziarnistym miąższem.

słówko dnia z dedykacją dla Ani : soft-boiled egg- jajko na miękko

wtorek, 25 stycznia 2011

chcieć a móc ?

Chcę plastelinę!
(i koniec sesji. Dziś naprawdę uczciwie usiłowałam się uczyć. naprawdę uczciwie i co ?!)
i mandarynki. nabrałam ochoty na mandarynkowe lampiony, co tam że po sezonie.

ciasto na brownie stąd i stąd. Tylko tym razem 2 razy tyle. I z masą powstałą z puszkowanej masy krówkowej, 2 łyżek gorzkiego kakao i łyżeczki ostrej (ale takie naprawdę ostrej, a nie udającej) papryki. Za nic nie chciała się dać dobrze formować i spływała, więc zrezygnowałam i postanowiłam zakupić andruty - do nich będzie idealna.

Ciekawe tylko jak ja się jutro na uczelnię zabiorę z tymi zaciastkowanymi puszkami ?

niedziela, 31 stycznia 2010

Dzisiaj mój dom wypełnia obłędny zapach ananasa w karmelu. Mama wyjeżdżając zostawiła mi ten owoc i nie wiedziałam co z nim zrobić. Dla jednej osoby jest go za dużo, a i nie jestem jego tak wielką fanką. Ale przypomniałam sobie o przepisie, który dawno temu (jako jeden z moich, pierwszych) wycięłam z Elle i zachomikowałam. Przeżyłam chwilę grozy, gdy okazało się, że moje pudełko z przepisami jest puste, chwilę smutku gdy odkryłam, że ananas po mamie jest spleśniały. Ale to było wczoraj. Dziś poprzetwierałam się po domu, poprosiłam Maćka, żeby mi kupił nowego A. jak będzie jechał do mnie (kupił ogromniastego!) i zabrałam się za gotowanie karmelu i pieczenie.

Składniki:

1 ananas

1 szklanka cukru

2 łyżki rumu (u mnie brandy)

1 szklanka wody

Na początek podgrzewamy cukier z 2 łyżkami wody, a kiedy nabierze złotego koloru i się rozpuści, dolewamy wody z rumem i mieszamy aż wszystko ponownie się rozpuści. Podgrzewamy piekarnik do temperatury 200°C i obieramy ananasa. (W przepisie podali, żeby zostawić czybek do dekoracji, ale moim zdaniem to zbędne zwłaszcza, że ja podaję już w plastrach) Następnie polewamy owoc karmelem i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy jakies 45 minut przewracając co jakiś czas i polewając karmelem.

Przepis jest bardzo prosty – jedynym problemem jest polewanie i przewracanie ananasa tak żeby się nie poparzyć, a efekt jest wprost zniewalający. Najlepszy jest oczywiście podawany na ciepło z kulką lodów waniliowych. Pycha!

Ja z lodów zrezygnowałam, gdyż w myśl postanowienia noworocznego wolno mi jeść tylko takie słodycze, które sama wykonam, upiekę itp. a lody waniliowe do tej kategorii nie należą. Podobnie zresztą jak czekolada, ale silna wola silną wolą a czekoladę kocham i żyć bez niej nie umiem, więc symboliczne ilości czekolady są akceptowane jako dodatki do płatków śniadaniowych, albo jak w tym przypadku do ananasa. Na każdym plasterku ułożyłam po połówce pralinki z gorzkiej czekolady lindora, która od razu zaczęła się rozpuszczać. Zdjęć z tego podniosłego momentu nie będzie, bo rzuciłam się na ten deser jakbym od tygodnia nie jadła. Co jest zupełną nieprawdą, ponieważ minutkę wcześniej skończyłam jeść faszerowaną paprykę. Obiad, który zaczęłam robić, kończąc deser; obiad przygotowany niemal od początku do końca „pod Maćka”. Ja nie jestem fanką papryki i jeśli o faszerowane warzywa moją faworytką jest cukinia, ale w sklepie były nieóładne, a M. woli paprykę i nad cukinią by marudził. Dla Niego więc była papryka niemal nie pieczona (woli na surowo), dla Niego duża zwartość mięska, cebuli i ziół prowansalskich, a dla mnie kawałki jabłka, ziarna słonecznika i drobne krążki marchewki.

Składniki (na 2 osoby):

2 papryki

porcja mięska mielonego (moja ~0.3kg)

1 nieduża marchewka

1 cebula

garść ziaren słonecznika

1 małe jabuszko

garść startego sera zółtego

śmietana/jogurt naturalny

2 ząbki czosnku

zioła prowansalskie, sól

Na początek uprażyłam ziarna słonecznika, odłożyłam je i podsmażyłam cebulkę, mięsko, krążki marchewki jabłko i ziarna dodając na koniec razem z ziołami, czosnkiem i solą. Podlałam jeszcze całość odrobiną wina, ale to zupełnie niekonieczne. mieszankę przełożyłam do papryki. Całość przykryłam mieszanką jogurtu naturalnego, ziół prowansalskich, czosnku, soli i żółtego sera. Potem papryka powędrowała do nagrzanego piekarnika, z tym że u mnie tylko na czas potrzebny do roztopienia się sera. Nie lubimy pieczonej papryki.

A tak poza tym idziemy z moją eks-przyjaciółką Zuzią do kina na Nine. Mam ostatnio się ochotę posocjalizować i dokulturalnić.