Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 maja 2013

(m)rrrr!

Tarta z  różanym rabarbarem (i jajeczną pianką) (m)rrrr...
Jakiś czas temu w sklepie z ukraińską żywnością trafiłam na konfiturę z płatków róży, którą bez namysłu kupiłam. Już w domu okazało się, że jest trochę dziwna. Ma ciemny różowy kolor, jest cierpka w smaku, a płatki wyglądają jakby były podsuszone.
Ponieważ nie smakowała mi tak jak te kupowane w Polsce ( i nie wyżarłam jej łyżeczką prosto ze słoika) zeszło tak z pół słoika i dalej tak sobie stał i czekał co wymyślę z nim zrobić. W końcu wymyśliłam i oto efekt:


tarta z różanym rabarbarem i jajeczną pianką:
 kruche ciasto do wylepienia formy (ja zrobiłam "na oko" )
ok 400 g rabarbaru
ok 175 g konfitury różanej*
3 jajka (żółtko jednego z nich wykorzystałam do ciasta)
3-4 łyżki cukru
łyżeczka ekstraktu waniliowego lub wody różanej
łyżeczka mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej

Kruchym ciastem wylepić formę, schłodzić, podpiec. Rabarbar obrać, pociąć a około 1 cm kawałki i podsmażać z konfiturą aż będzie miękki, ale nie rozpadający się. Dodać mąkę ziemniaczaną wymieszaną z 1,5 łyżki zimnej wody i dokładnie zamieszać. Kiedy masa zacznie się "żelować" zdjąć z ognia i trochę ostudzić. Ubić białka na sztywną pianę, a potem dodać cukier, żółtka i ekstrakt. Na podpieczony spód wyłożyć najpierw masę rabarbarową, a potem jajeczną piankę. Piec wtem ok 180*C  przez ok. 15 minut aż pianka będzie dość sztywna i lekko brązowa na wierzchu.

*Myślę, że swobodnie, a nawet lepiej poradzi sobie zwykła konfitura, bo tu smak róży był słabo wyczuwalny, dlatego też dodałabym następnym razem wody różanej zamiast ekstraktu waniliowego do pianki.

  

czwartek, 1 września 2011

powtarzalność

Ostatnio 3 razy zrobiłam to samo ciasto. Rzadko mi się zdarza wracać do wypróbowanych już przepisów, a jeśli to z drobnymi modyfikacjami.
A tutaj nie dosyć że w przeciągu tygodnia trzykrotnie zrobiłam takie samo ciasto z rabarbarem (ale za każdym razem dla innej osoby) to jeszcze poprawiłam ciastem cytrynowym ze starego przepisu (dostałam go zaraz na początku jak poznałam siostrę M. to już ze 4 lata !) i błyskawicznym obiadem czyli drobiem z patelni grillowej z sosem cioci Ewy. Wszystkie te rzeczy były pycha i wyszły tylko ...
Moja rodzina i znajomi nie rozumieją niechęci to powtarzania przepisów w niezmienionej formie, ale tym co mnie zwykle przyciąga w danej recepturze jest nowe połączenie smaków, albo faktur, ciekawość co z tego wyjdzie i możliwość wykorzystania jakiegoś nowego składnika. Uwielbiam ten moment kiedy czytając opis i składniki niemal czuję na języku poszczególne smaki. Trochę tak jakby neurony w moim mózgu były strunami, tylko że zamiast palcy mam słowa, a zamiast dźwięku smaki. potem staram się odgadnąć jaki smak będzie miała całość czy będzie połączeniem, w którym można wyczuć poszczególne składniki czy może stworzy nową jakość ?
Kiedy już znam smak to cała ta zabawa z "wyobraźnią smakową" bierze w łeb. Znacznie zmniejsza to radość gotowania.
Więc na koniec tygodnia pozwoliłam sobie na eksperyment, ale bezpieczny. Czyli cytrynowe drożdżówki, w moim ulubionym kształcie serduszek. O dziwo (bo nieznoszę ciast drożdżowych) wyrabiało się łatwo i przyjemnie.

rabarbarowa pianka
inspirowana tym przepisem choć zmieniłam proporcje tak, że na cienkim biszkopciku ułożona jest spora porcja wilgotnej pianki z rabarbarem i to ona w cieście gra pierwsze skrzypce.
Ciasto:
* 2 żółtka
* 1/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 11/2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 21/2 łyżeczki mleka
* 11/2 łyżki masła
Beza:
* 3 białka
* 3/4 szklanki cukru
* 750 g obranego i drobno pokrojonego rabarbaru
* 2 łyżki soku z cytryny
* szczypta soli

Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę. Na przemian dosypywać mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i dolewać mieszankę mleka z rozpuszczonym masłem. Przelać do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub wyłożonej papierem formy(ja używam formy do tarty) i podpiec w temp. 200*C przez 10 minut. Białka ubić na sztywną pianę powoli dodając cukier, sok i sól (ja w międzyczasie obieram i kroję rabarbar). Kiedy piana będzie ubita delikatnie wymieszać z pokrojonym rabarbarem i wyłożyć na podpieczone ciasto. Wstawić na kolejne 15-20 minut do piekarnika.

cytrynowe drożdżówki
podstawa przepisu i formowanie stąd

* 160 ml mleka
* 5 łyżek cukru
* pół łyżeczki soli
* 1 jajko
* 21/2 szklanki mąki pszennej
* 2 łyżki roztopionego masła
* 7 g drożdży suchych (1 opakowanie) lub 15 g drożdży świeżych
* skórka starta z 2 cytryn
* sok z 1 cytryny
* 2-3 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki z wyjątkiem soku z cytryny i cukru pudru umieścić w misce i wyrobić (z drożdżami świeżymi należy wcześniej zrobić rozczyn). Nie dosypywać więcej mąki, by ciasto nie było zbyt twarde. Wyrabiać długo, aż ciasto nie będzie lepkie, natomiast będzie sprężyste i będzie odchodzić od ręki. Uformować w kulę, przykryć lnianym ręczniczkiem i pozostawić do podwojenia objętości w ciepłym miejscu.
Z soku z cytryny i cukru zagotować gęsty syrop, odstawić do przestygnięcia. Podzielić ciasto na 8-10 kulek. Każdą rozwałkować na placuszek
, posmarować syropem, zawinąć w rulonik, następnie rulonik złożyć na pól. Od strony "złożenia" przeciąć go w wzdłuż na pół zostawiając nieprzecięty "kikut" długości ok. 2 cm. Przecięte fragmenty wywinąć na zewnątrz i mamy serduszko. (wiem że z opisu słownego ciężko to sobie wyobrazić. Tu lub tu mozna zobaczyć poszczególne etapy)
Teraz przyszłe drożdżówki należy umieścić na blasze, posmarować żółtkiem i odstawić na chwilę do napuszenia. Piec 15-17 minut w temp. 180*C
Polecam podawać z budyniem.


piątek, 24 czerwca 2011

hurt czy detal ?

Wiem że to nie ładnie się nie odzywać a potem sobą zamęczać, ale jakoś tak do niczego się zabrać ostatnio nie mogłam. Ani do nauki w czasie sesji, ani do napisania CV czy nawet postu.
A w sumie było się czym pochwalić.
Na przykład bezą z porzeczkowym rabarbarem, która po lekkiej zmianie proporcji wylądowała również w deserze lodowym, makaronem z zielonymi szparagami i bobem, grillowaną sałatką produkcji mojej mamy czy dzisiejszymi ciastkami pieczonymi z przeznaczeniem na wyjazd Miłości Mojego Życia.
Ale jakoś tak zamiast się pochwalić siadałam nad kolejną miską bobu czy czereśni, albo robiłam sobie "zwyczajne" szparagi, bo są to produkty które pochłaniam w ilościach hurtowych. Właściwie ile jest dostępne tyle zjem.
Więc pochwalę się też hurtowo:
beza z porzeczkowym rabarbarem
beza z tego przepisu, rabarbar zainspirowany tym

6 białek
300 g miałkiego cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka białego octu winnego

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce miałkiego cukru, łyżeczkę mąki ziemniaczanej i łyżeczkę octu.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec 1,5 godziny. Studzić w uchylonym piekarniku.

3-4 ogony liściowe rabarbaru
2-3 garście owoców (porzeczki, maliny, truskawki, wiśnie - u mnie to była mrożona mieszanka owocowa), można zastąpić mało słodkim dżemem
2-3 łyżki cukru

Rabarbar obrać, pokroić na kawałki ok. 10 cm i poukładać w naczyniu żaroodpornym. Owoce podgrzać z cukrem (ew. dodać wody powinno być dość rzadkie), zmiksować, przetrzeć przez sitko , można od razu na rabarbar. Całość wstawić do piekarnika 150*C na 30-40 minut. Wystudzić.

Od razu się przyznaję, że rabarbar był pierwszy, zrobiony dzień wcześnie i to beza była dodatkiem do rabarbaru (był bardzo kwaśny) a nie odwrotnie. A potem oba zostały wykorzystane jako dodatek do lodów waniliowych.

grillowana sałatka
(porcja na obiad dla 4 osób)
5 filetów z piersi kurczaka
2 papryki (czerwone lub żółte)
garść pieczarek
1 spora cukinia lub 2 mniejsze
1 cebula
1/2 bakłażana
1/2 główki sałaty lodowej
ocet balsamiczny, oliwa z oliwek,
sól, pieprz, opcjonalnie zioła prowansalskie

Kurczaka pokroić na drobne kawałki, delikatnie posolić i usmażyć na patelni beztłuszczowej lub zgrillować. Nagrzać piekarnik (150*C) Warzywa pokroić w plastry (wszystkie z wyjątkiem sałaty), nie soląc zgrillować lub usmażyć. Umieścić wszystko w naczyniu żaroodpornym i zalać octem wymieszanym z oliwą i przyprawami (powinien być raczej gęsty); wymieszać. Wrzucić do piekarnika celem podgrzania, a w międzyczasie sałatę drobno pokroić/porwać i ułożyć warstwą na talerzu. Ciepłe składniki układać na talerzach z sałatą, podawać z ziołowym sosem jogurtowym, a jeszcze lepiej z sosem zaziki.

pikantne ciasteczka maślane
proporcja pochodzi stąd

150g mąki
120g miękkiego masła
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki cynamonu
łyżeczka ostrej papryki

Z podanych składników zagnieść ciasto i formować kulki trochę mniejsze od orzecha włoskiego. Rozłożyć w dość dużych odstępach na blasze do pieczenia i ropłaszczyć widelcem. Piec 10-15 minut w temp 180*C
muffinki cytrynowe z rabarbarem
250g mąki
250g rabarbaru
3/4 szklanki cukru
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 spore jajko
1/2 szklanki oleju
skórka z jednej cytryny
sok z dwóch cytryn
1 owoc kardamonu rozkruszony na proszek

Rabarbar obrać i drobno pokroić, nagrzać piekarnik. Wymieszać składniki suche, połączyć z mokrymi ( w razie zbyt "suchej" konsystencji lepiej dodać jeszcze trochę soku z cytryny lub wody niż mleka) i na koniec dodać rabarbar. Nałożyć do foremek, piec około 20 minut w temp. 180*C

środa, 18 maja 2011

lekkie zakończenie ciężkiego dnia

czyli o białych szparagach w postaci sałatki i na kolację.
Wariacja na temat przepisu z majowej"Werandy". W wersji oryginalnej szparagów był kilogram a do nich tylko rabarbar, cytryna i kolendra. Tą ostatnią zastąpiłam miętą (suszoną) a od siebie dodałam boczek.

sałatka z białych szparagów
pęczek szparagów
garść pokrojonego w bardzo drobną kostkę boczku wędzonego
1,5-2 łodygi (ogonki liściowe) rabarbaru
2-3 łyżki oleju
cytryna (umyta osuszona ze starta skórka i kilka kropel soku)
kilka listków świeżej/suszonej mięty/kolendry

szparagi ugotować w osolonej wodzie, ostudzić, pokroić na połówki
boczek zrumienić na oleju, zdjąć z patelni i na tym samym tłuszczu krótko podsmażyć rabarbar, dodać skórkę z cytryny (ew. łyżeczkę cukru), zdjąć z ognia zanim się się rabarbar rozpadnie. Ładnie ułożyć szparagi udekorować rabarbarem i boczkiem, posypać miętą, polać "resztką" oleju.






Bar Sałatkowy u Peli zaproszenie



P.S. a zaległości jak się ogarnę

środa, 12 maja 2010


Przedwczoraj piekłam.
Sernik z tego przepisu (zabierałam się już 3 raz, bo a to mama kupiła zepsuty ser, a to ktoś wyżarł ciastka na spód*, a to uznałam, że nie mam kiedy przekazać go adresatowi)
Był to sernik dla Mateusza Mai, w ramach spłacania długu za to , że kupił nam jedzenie na majówkę.
Maja przesłała mi sms'em, że pysznościowy i mam nadzieję, że tak było mimo iż trochę go "podjarałam" ( z tego też powodu zdjęć brak)
I było ciasto drożdżowe z rabarbarem złożone z dwóch przepisów:
ten na ciasto

Składniki:

  • 300 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • pół szklanki letniego mleka (125 ml)
  • 1 jajko
  • 50 g roztopionego masła
  • 45 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli

Oczywiście jako leniwe zwierzę skorzystałam z wersji dla "maszynistów" wsypałam/wlałam wszystko(+ kilka kropel aromatu pomarańczowego) do maszyny i wróciłam za 1,5 godziny

ten był inspiracją

Początkowo chciałam w ogóle zrobić ciasto z tego przepisu, ale coś mi w nim nie pasowało. Zostało to, że ciasto było drożdżowe z rabarbarem obtoczonym w cukrze i kruszonką.
Ponieważ ciasto trochę uciekło mi z formy (keksówka, krótka) to następnym razem podzielę je na 2 części i może włożę trochę rabarbaru do środka ?
Ciasto piekłam tak jak podała Drotus około 35 minut w temp. 180*C
a kruszonkę zrobiłam sama i na oko

No a wczoraj miałam dosyć i nie miałam już mąki (i byłam niewyspana, bo oglądałam w pon "Narzeczonego mimo woli", nie był tak śmieszny jak go zapamiętałam, ale nadal miły amerykański film) A dziś. A dziś zobaczymy, zwłaszcza, że mam od Mai jabłka (Eliza a Eliza jest paskudna) i trzeba coś z nimi zrobić.

*który w rezultacie zrobiłam z sucharków. Zamiast 140g ciastek digestive dałam 140 g sucharków, a do masła 2 łyżki cukru. Był trochę sypki, ale smaczny (przynajmniej tak twierdzi mama, która spróbowała [mojego ciasta na prezent ! zgroza!])

niedziela, 9 maja 2010

zgubione jeże i weekendowe ciasta

Mój pierwszy wypiek w weekendowej cukierni i nawet udało mi się z jego wykonanie załatwić we weekend. Nie żebym miała w tygodniu praktyki i była w związku z tym wiecznym niedoczasie...
Choć w tym tygodniu nawet weekend zrobił się krótki i zaczyna mi brakować czasu na życie*, ale nie o tym chciałam.

Muszę powiedzieć, że ciasto mnie trochę zdziwiło i rozczarowało. Jest trochę mdłe, mało słodkie, mało kwaśne i trochę śmieszne. Pierwszy raz widzę (i jem) ciasto "owocowe"** tak bardzo konsystencją i wyglądem przypominające karpatkę. Śmieszne, dziwne i mało słodkie, ale nie mogę powiedzieć, że jest niesmaczne (choć ja za karpatkami nie przepadam). Tylko spodziewałam się czegoś bardziej ... spektakularnego.
Chociaż może to moja wina, że ciasto jest mało słodkie?W końcu jak zawsze zrobiłam wszystko po swojemu.
Oryginalny przepis znajduje się tu
No, a ja zrezygnowałam ze sporej części pracy: miałam już zrobioną kruszonkę, olałam ubijanie śmietany na rzecz śmietanki w spray'u), no i miałam tylko jedno opakowanie ciasta francuskiego, więc zmniejszyłam ilość składników o połowę.
Więc wyszło mi tak:
"Karpatka" rabarbarowa
225g ciasta francuskiego
350 g rabarbaru
1 opakowanie budyniu śmietankowego
1 jajko
175 ml soku pomarańczowego
1,5 garści kruszonki50 g cukru (ja dałam 3 łyżki stołowe, nie wiem dokładnie ile to)śmietanka w spray'u

Ciastem francuskim podzielonym na 2 części należy: wylepić formę i posmarować białkiem, drugą część żółtkiem posmarować i posypać kruszonkę. Ja piekłam równocześnie (i zapomniałam "podzióbać" ciasta widelcem, więc się powybrzuszało i wyglądało jak poparzone - należy o tym pamiętać). W tym czasie pokrojony i obrany (lub odwrotnie) rabarbar podgotowałam w 125 ml soku pomarańczowego z cukrem. Z 50 ml soku wymieszałam opakowanie budyniu śmietankowego i dodałam do rabarbaru. Zagotowałam, zdjęłam z ognia i ostudzone przełożyłam do formy w środek upieczonego francuskiego ciasta. Przed podaniem na górze pojawia się bita śmietana (czy to w spay'u czy to zrobiona własnoręcznie) i dopiero upieczona góra z francuskiego ciasta.

Ciasto ciastem. Zrobiłam, zjadłam, a resztę rabarbaru obrałam, pokroiłam i zamroziłam. Będzie zakwaszać nam długie zimowe dni.
A na koniec dnia udało mi do spółki z M. zgubić jeża.
Jak można zgubić jeża!
Historia wygląda następująco:
2 jeże mieszkały u p. Hani, znajomej mojej mamy i mamy naszego (mojego i M.) kolegi z liceum. Problem polegał na tym, że sąsiadka p. Hani zawzięła się w postanowieniu eksterminacji jeży (podobno głośno tupią, a jak by wlazły na ganek to je słychać, a są stworzeniami nocnymi... W każdym razie nie widzę innej opcji czemu miałaby pałać żądzą zamordowania biednych kolczatek). Rodzice po wizycie u p.Hani przywieźli je ze sobą. a ponieważ na siebie fukały jedna z nich (tą bardziej oswojoną według moich starszych) przełożyliśmy do wysokiego kartonowego pudła. W tym kartonowym pudle zawieźliśmy ją (i jej koleżankę w transporterze na koty) do domu ( a właściwie ogrodu) Macieja. Dalej tak samo zapakowane jeżyczki postawiliśmy na stole, przekonani, że jako nocne stworzenia będą spały jeszcze kilka godzin i czekając na mamę Maćka, która była właściwym odbiorcą zwierząt (i mała zadecydować gdzie cisnąć gałęzie, które z myślą o jeżowym legowisku przytaszczyliśmy ze sobą). Tylko kiedy mama M. przyjechała okazało się, że nie ma kolczastej kulki w pudle w którym być powinna- wyparowała. Dziwne jest to, że pudełko nie było wywrócone i póki nie wyciągnęliśmy ręcznika to myśleliśmy, ze jeż nadal tam jest. No cóż, należy mieć nadzieję, że nic się jej nie stało i się znajdzie.

A teraz moje tworzenie jeża zawieszki do kluczy nabiera sensu. Kończę już więc na dniach pewnie go pokażę. A M. chodzi po ogrodzie na kolanach i patrzy czy kolczaste fukacze postanowiły u nich zostać.[edit]
Jeż jest już skończony więc skoro i tak muszę dorzucić zdjęcia ( na komputerze na którym pisałam nie ma wejścia do usb jak oni w ogóle mogą tak żyć ?!) to pokażę już tego jeża.
Jeż Tymoteusz:
Jest już właściwie skończony - jako jeż. Jako zawieszka do kluczy (taką funkcję ma pełnić) potrzebuje jeszcze zawieszki. Mam trochę cięzki do wykonania projekt, bo chciałabym, żeby to czym się będzie trzymała kółka na klucze było ślimakiem (w końcy jeża jadają ślimaki) i ilealnie by było, żeby kółko przechodziło przez ślimaka przez środek. Tylko jeszcze nie wiem jak to wykonać w praktyce. Aha na zdjęciach to różowo-czerwone to następny jeż przyobiecany Zosi - Tymoteusz wędruje zaś do Maćka. Dla niego został zrobiony i wymyślony***

*Nie jest to dokładne sformułowanie. W końcu jest niedziela i jestem w pracy, ale czasu mi tu nie brakuje, nawet trochę się nudzę. Ale gotować, piec i spotykać się z M. to tu się nie da. A i do internetu żeby się dostać muszę opuścić stanowisko pracy.
** i kolejne nieścisłe sformułowanie. Rabarbar to w końcu ogonki liściowe, a nie owoce, ale umówmy się, że bliżej im do owoców niż do kremów budyniowych czy śmietanowych
***M. jest żartobliwie i pieszczotliwie nazywany przeze mnie Jeżem bo jak się nie ogoli to strasznie kuje

środa, 5 maja 2010

po weekendzie przed weekendem

Chciałam napisać o weekendzie Majowym*, ale jako, że nie wzięłam swojego aparatu i zdjęcia robiłam maszynką Mai trzeba będzie to przełożyć, aż wyżebrzę od niej te zdjęcia. Dlatego o weekendzie cichosza. Po właściwym wypoczynku i trzydniowej labie był jeszcze jeden dzień leniuchowania i spędziłam go na sprzątaniu, czytaniu i trochę w rozjazdach (pojechałam na uczelnię podlać doświadczenie, ale była szczelnie i na głucho zamknięta** podobnie jak w niedzielę, kiedy wysłałam M*** i byłam na jodze). Leniuchowanie zaczęłam od śniadania - kakaa i "grzybka" jest to placek z mąki, jajek i cukru i nie wiem czemu mama go tak nazywa. Może z powodu kształtu jaki jej wychodzi kiedy go robi ? (ona dodaje proszku do pieczenia, który ja pomijam)
Podstawa "grzybka jest bardzo prosta : 2 jajka, 2-3 łyżki mąki pszennej, 2 łyżki cukru.
Zmienne są dodatki. Czasem dodaję cynamon, czasem kakao, zwykle rodzynki, albo żurawinę, ale czasem też migdały (dodatkowo do rodzynek/żurawin lub osobno) pestki słonecznika, czasem trchę więcej cukru (i koniecznie rodzynki!) i wtedy kroję go na trójkątne kawałki jak pizzę i zabieram jako drugie śniadanie do szkoły.Wczoraj był grzybek ze skórką cytrynową, cynamonem, żurawiną, posmarowany dżemem grapefruitowym z kleksem bitej śmietany.

"grzybek"
2 jajka
2-3 łyżki mąki (zależy od wielkości jajek)2 łyżki cukru

ewentualnie rodzynki/żurawina/ migdały lub inne bakalie
dżem , miód lub nutella do posmarowania

Wszystkie składniki połączyć i wylać na patelnię. Smażyć na złoty kolor.
Proste.

Wczoraj tez kupiłam pęczek zielonych szparagów, ale nie mam siły i pomysłu co z nimi zrobić. Dziś za to kupiłam wielki (1,5 kg) pęk rabarbaru i wiedziałam, że muszę go wykorzystać (zwłaszcza, że jutro pracuję i nie będę miała kiedy)
Zrobiłam więc dziś tartę z rabarbarem i serem (miał być sernik z tego przepisu, ale mamie wciśnięto, delikatnie mówiąc, nieświeży, biały ser. Trudno co się odwlecze to nie uciecze. Jest obiecany więc upiekę na pewno).
Tarta jest wyrównaniem rachunku za benzynę (warunek, ciasto ma być owocowe). Dla Mai.
Pomysł sklecony z kilku innych przepisów i zmodyfikowany, więc chyba można uznać, że mój.

Tarta rabarbarowo-serowa

Spód (z tego przepisu, Grodona Ramsaya)
  • 125g miękkiego masła
  • 90g miałkiego cukru (ja dodałam 50 g)
  • 1 duże jajko
  • 250g mąki
Ponieważ nie doczytałam zrobiłam trochę inaczej tzn wszystko zagniotłam i to dwukrotnie, bo zapomniałam dodać cynamon****,a po dodaniu należało wymieszać go z ciastem. Wyszło zaskakująco elastyczne i ładnie się trzymało formy przy pieczeniu (kruche ciasta mają tendencję żeby mi "zjeżdżać" z brzegów).

Na masę rabarbarową
  • 500g rabarbaru pociętego w paski
  • 2-3 łyżki płynnego miodu
  • 2 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej
  • jedno małe jabłko
Rabarbar z miodem podsmażyłam (z twardego w ciągu minuty zrobił się miękki i rozpadający, więc uwaga), odlałam wypływający sok. Wymieszałam z mąką (przestudzony!). Do rabarbaru wkroiłam jabłko i dolałam połowę soku z mąką. Krótko podgrzałam i wyłożyłam do formy oblepionej ciastem, oba wstawiłam do piekarnika na jakieś 7 minut (200*C).

W tym czasie wymieszałam składniki na masę serową:
  • serek waniliowy homogenizowany
  • 1 jajko
  • reszta soku z mąką ziemniaczaną
Wyjęłam ciasto z piekarnika, polałam masą i wstawiłam na kolejne 10 minut

A czy było dobre powiem jutro(albo pojutrze, ale powiem).
Dobranoc.
Zmęczona jestem i czekam już tylko na piątek. ( a tu jeszcze tyle rzeczy do zrobienia: np. spakowanie tyle jedzenia żeby na cały dzień starczyło i coś do czytania bo na recepcji można z nudów umrzeć).

A zapomniałabym wspomnieć o ratowaniu rabarbaru. Przy tej okazji wykonałam akcję, które , zdawać by się mogło zdarzają się tylko bohaterom kreskówek.
Na tarasie, gdzie stała moja nowa zdobycz***** pan zaczął ciąć płytki (remont zalanego pokoju) produkując przy tym sporo pyłu. Postanowiłam ratować barbar przed zapyleniem, więc wybiegłam, chwyciłam donicę i kilkoma dużymi susami zamierzałam przesadzić nasz zalany wodą trawnik. Ok buty się trochę zmoczyły, ale problem pojawił się kiedy postanowiłam zahamować. Noga mi podjechała i wylądowałam na plecach i pośladkach. Cała ziemia z doniczki wylądowała na mojej głowie, a z ubrania mi ciekło błoto.
Oczywiście wypadł także rabarbar i trochę się martwię czy dobrze go przykryłam uciekając się przebrać

*Majowy przez "M" bo przygarnięta zostałam przez Maję
** to znaczy katedra na której robię doświadczenie była zamknięta, bo do budynku można było swobodnie wejść i poczuć się jak faloutcie czyli żadnej żywej duszy
*** nie pojechał z nami z powodu nawału obowiązków, więc mógł się na uczelnię pofatygować
****moja modyfikacja
*****czyli rabarbar w donicy