Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą banany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

optymistyczny obiad na...

Miał być obiadkiem środowym przełożonym na piątek. W rezultacie był niedzielny. Ale równie dobry będzie w każdy dzień tygodnia. Łatwy, szybki, kolorowy i smaczny. Czego chcieć więcej ?



Obiad optymistyczny:
pierś z kurczaka/indyka - 1-2 kotlety na osobę
garść świeżych liści szpinaku na osobę
garść truskawek
garść fiołków/bratków/stokrotek*
kozi ser pleśniowy
ryż
kukurydza (u mnie z puszki)
banan
łyżka jogurtu naturalnego
łyżeczka przyprawy curry
trochę mąki,
soli, pieprzu, papryki w proszku do smaku
ew.łyżka majonezu

Ryż ugotować na sypko. Mąkę wymieszać z solą, papryką, pieprzem ew. ziołami prowansalskimi, obtoczyć drobiowe kotlety w mieszance i podsmażyć na złoto (lub skorzystać z patelni beztłuszczowej - wtedy bez mąki). Szpinak i truskawki umyć, osuszyć, rozdrobnić, wrzucić do miski z pokrojonym serem kozim. Ryż podgrzać na patelni z odrobiną masła, dorzucić kukurydzę (+opcjonalnie ziarenka np słonecznika). Wykonać sos cioci Ewy: Banana dokładnie rozgnieść widelcem, wymieszać z jogurtem (i ew. majonezem, ale ja uważam że bez lepszy), dodać curry (ilość wg uznania).
Drób podawać z sosem,  ryż z kukurydzą, a sałatkę wymieszać, wyłożyć na talerz i posypać kwiatkami.

*fiołki czy bratki są dość neutralne w smaku "smakują jak sałata" jak twierdzi mój mąż. Stokrotki są nieco bardziej intensywne, rumiankowe

poniedziałek, 2 września 2013

pomyłkowe muffinki bananowe



 Ostatnio przez nieuwagę kupiłam Nesquika bananowego (?!). Zdecydowanie powinny wyraźniej na opakowaniu zaznaczyć, że nie jest czekoladowy. Zwłaszcza, że ja nie znoszę "smaku bananowego" (choć lubię banany i jadam ciasta z bananami). I co ja mam teraz zrobić z tym zakupem ?
M. po spróbowaniu stwierdził, że sam proszek smakuje jak cukier wanilinowy, tylko zamiast wanilinowy jest bananowy. Ok. Z tym mogę pracować.

muffinki bananowe z kremem karmelowym
ok. 120 g mąki
ok. 100 g proszku Nesquik o smaku bananowym
1/2
szklanki mleka
1 jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy
łyżeczka proszku do pieczenia
(krem karmelowy)
1/2 szklanki cukru
2 łyżki wody
1/3 szklanki mleka
opakowanie serka mascarpone
ew. do przybrania żelki bananowe

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej. Połączyć (konsystencja gęstej śmietany; jeśli za mokre lub za suche dodać odpowiednio więcej mieszanki suchej lub mleka), nakładać do foremek do 1/2 objętości, piec 10-15 minut w temp. 180*C
(krem) Cukier wymieszać z wodą w rondelku, postawić na małym ogniu i podgrzewać mieszając aż woda wyparuje i cukier zacznie się znowu rozpuszczać tworząc złocisty syrop, dolać mleka (najlepiej podgrzanego, wtedy karmel nie stwardnieje tak bardzo), podgrzewać aż cała karmelowa skorupa się znów rozpuści. Odstawić, ostudzić. Chłodny wymieszać z serkiem i wstawić  do lodówki żeby przybrał bardziej stała konsystencję. Muffinom ściąć wierzch (żeby krem nie zjeżdżał) i nakładać krem. Można udekorować bananową żelką

wtorek, 11 grudnia 2012

muffiny cytrusowo-bananowe

Ciastka zainspirowane lenistwem. Już właściwie byłam w butach i drzwiach w drodze po jajka, kiedy pomyślałam sobie "Zaraz, zaraz przecież Pinkcake zawsze robi muffiny bez jajek. Ciekawe czego dodaje zamiast?". Okazuje się, że niczego.
Mimo, że nie jestem alergiczką i nie muszę się tym przejmować, to do muffinów z owocami, zwłaszcza cytrusowych, praktycznie nigdy nie dodaję mleka - jakoś nie idzie dobrze z zawartym w owocach kwasem (za to świetnie idą z nimi inne owoce np. wiśnie). Ponieważ i tak zamierzałam zrobić muffiny z zawartością banana, to po chwili namysłu postanowiłam, że po prostu dodam go trochę więcej (część w postaci plasterków, jak w pierwotnym planie, część rozgniecioną widelcem, zamiast jajka) i zostałam w domu.
Przyznaję, że plasterek banana tworzy "zakalcowate" miejsca, więc można po prostu całego banana dodać do ciasta, ew. zostawić kilka plasterków do dekoracji, ale ogólnie ciastka są naprawdę dobre, nie za skłodkie lekko kwaskowate z wyczuwalną nutą cytryny i pomarańczy.
muffiny cytrusowo-bananowe 
(bez mleka i jajek, wychodzi 5-6)
150 g mąki
60 g brązowego cukru*
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok i skórka z 1 cytryny
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/3 szklanki soku pomarańczowego
1 spory banan
ok. 20 g gorzkiej czekolady (wiórki)

Mąkę wymieszać z cukrem i proszkiem do pieczenia. Pół banana rozgnieść dokładnie widelcem na papkę, wymieszać z sokiem z cytrusów i oliwą. Składniki suche wymieszać z mokrymi. Nakładać do foremek łyżka ciasta, plasterek banana (opcjonalnie dodać całego banana do ciasta). Wymieszać resztę ciasta z czekoladą (wiórki albo drobno posiekana) i dalej nakładać podobnym sposobem.

środa, 7 listopada 2012

in the colours of the rainbow



sałatka owocowa z sosem curry
na 2 osoby
1 czerwony grapefruit (można zamienić na pomarańczę, albo ją  dodać)
1 średnie (lub 2 małe) jabłko 
1 banan plantain (lub zwykły)
1 średnia marchewka
mieszanka sałat (ok. 1/2 paczki)
1/3 szklanki mleka kokosowego (lub pół na pół mleka kokosowego i soku pomarańczowego)
1/2 łyżeczki pasty curry ( u mnie łagodna) lub proszku curry
łyżka masła

Grapefruita obrać ze skórki i z "błonek" - gorzkie. Banana i marchewkę obrać, pokroić na plasterki i podsmażyć na maśle (marchewka potrzebuje trochę krócej). Obrać też jabłko i pokroić w kostkę. W między czasie podgrzać (lub po prostu porządnie wymieszać) mleko kokosowe z curry. Wszystkie składniki wrzucić do miski; wymieszać.

słówko dnia : mulled wine - grzane wino

niedziela, 16 września 2012

banan, beza, bita śmietana

Kiedy zobaczyłam ten wpis u Cukrowej Wróżki nabrałam strasznej ochoty na tort bananowy z bezą. Pomysł chodził za mną przez jakiś czas i czekał na okazję, więc w rezultacie wyewoluował w coś takiego:Prawdę mówiąc myślałam, że zawierając bananowy biszkopt i banana w plasterkach będzie bardziej bananowy (dlatego postanowiłam lekko złamać ten smak bazylią w bitej śmietanie, ale jej dałam za mało) i jako całość przepis nie będzie przeze mnie powtarzany, ale sam bananowy biszkopt jest grzechu warty (już zrobiłam drugi i zniknął w oka mgnieniu), a i bita śmietana z bazylią też może być ciekawym dodatkiem do deseru.

tort bananowy

2 banany
5 jajek + 2 białka (na beziki)
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej + łyżka
1/2 szklanki brązowego cukru
opakowanie śmietany 30 lub 36 %
spora garść liści bazylii
100 g drobnego cukru

bananowy biszkopt: Białka ubić na sztywno, stopniowo, dalej miksując, dodawać do nich brązowy cukier (po łyżce), potem stopniowo dodawać mąki (ja zwykle przesiewam do miski, naprzemiennie z dodawaniem żółtek), po jednym żółtku (dodać 3, 2 nam zostaną), a na końcu 3/4 bardzo dokładnie rozgniecionego widelcem banana. Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (jest to modyfikacja tego przepisu).
Pozostałe 2 białka bić na sztywno, stopniowo dodawać cukier i łyżkę mąki ziemniaczanej (można dodać troszkę soku z cytryny lub octu winnego) łyżką wyłożyć masę na papier do pieczenia (lub wycisnąć szprycą w ładne "kopczyki") piec w temp ok 150*C przez 15-25 minut
Ubić śmietanę, bazylię drobno poszatkować, wymieszać. Resztę bananów, pokroić. Zostawić kilka plasterków do dekoracji resztę rozłożyć na wystudzonym biszkopcie. Przykryć bitą śmietaną, dołożyć bezy (część pokruszyć) i plasterki zostawione do dekoracji.

słówko dnia to talk shop- rozmowy o pracy

wtorek, 25 października 2011

zmeczenie materiału


To było kilka naprawdę ciężkich dni, a tydzień się jeszcze nie skończył.
Dziś na przykład spałam 4 h, wczorajszy dzień poświęciłam prezentacjom i referatom, a w niedzielę szlajałam się po mokrej i zimnej Majkowsi robiąc zdjęcia krzunom i chwastom, po uprzednim podwiezieniu dziadkom ostatniego ciasta (które robiłam w piątek i sobotę). Razem wyszły 2 torty, biszkopt, placek ze śliwkami, babka kokosowa i ciasto z owocami i budyniem (oba "lekko" spalone) A w czwartek albo środę było ciasto (chlebek) dyniowo-bananowe z przepisu Asi z Kwestii Smaku.
Ale zdjęć nie ma. Aparat też jest zmęczony (i głodny) robi "brudne" zdjęcia i takie "pin-ping", które znaczy "spierdalaj, póki nie dostanę nowych baterii nie robię", a ja nie mogę ani znaleźć akumulatorków, ani się zdecydować żeby zakupić nowe.

Chlebek dyniowo-bananowy pachnie i smakuje jak piernik, trochę się rozpada przy krojeniu i jest b. dobry z dżemem (obniżyłam trochę ilość cukru, zastąpiłam kilka składników w stosunku do oryginału)
150 g pieczonej dyni (zważonej po upieczeniu)
2 szklanki mąki razowej (u mnie 3 zboża)
11/2 szklanki płatków owsianych + do posypania formy
1/4 szklanki cukru
2 płaskie łyżeczki sody
pół łyżeczki cynamonu
50 g masła roztopionego
1/4 szklanki oliwy extra vergine
1/3 szklanki płynnego miodu/ syropu klonowego
2 czubate łyżki dżemu
2 jajka
1 duży banan

zmiksować razem wszystkie składniki mokre, suche zmieszać w misce i połączyć (krótko wymieszać) z mokrymi. Wyłożyć ciasto do przygotowanej (wysmarowanej i posypanej bułką/mąką/kaszą manną) formy. Piec 45 minut lub do suchego patyczka w temp 170*C


poniedziałek, 19 września 2011

Hura Hura Hura !

M. wrócił. Cały, może nie do końca zdrowy, ale bez trwałych uszkodzeń i jestem z tego tytułu szczęśliwa.
Zamówił sobie dobre ciasto na powrót, a że chciałam być pewna, że zamówienie zostanie zrealizowane zrobiłam dwa: sernik bananowy Nigelli, ale lekko zmodyfikowany i również lekko zmodyfikowaną tartę z gruszkami.
A oprócz tego zapisałam się na intensywny, trzytygodniowy kurs rosyjskiego (co jest kolejnym powodem do szczęścia), a mimo to damy radę wpaść na kilka dni do Gdańska, bo kurs jest w godzinach porannych od poniedziałku do czwartku. Absolutny amok. Stęskniłam się i za Maćkiem i za rosyjskim i za morzem. I mogę to wszystko mieć. Naraz.

ciasta synchroniczne*

spód do obu ciast:
200 g masła
225 g mąki
25 g gorzkiego kakao
25 g ( 2 łyżki stołowe) cukru pudru

ciasto zagnieść, wylepić nim formy, wstawić do lodówki. Zabrać się za przygotowanie reszty ciast.

masa sernikowa
500 g białego sera
3 b. dojrzałe banany
4 jajka
sok z połówki cytryny
3-4 łyżki cukru

Ser jeśli zachodzi taka potrzeba zmielić (na koniec zmielić też banany, odpada połowa roboty z czyszczeniem maszyny), jeśli nie "rozdziabdziać" banany widelcem, dodać sok z cytryny i wymieszać z resztą składników.

schłodzone ciasto włożyć do piekarnika na 10-15 minut, po podpieczeniu to w formie do tarty odstawić do wystygnięcia.
Masę serową, wylać na drugi z podpieczonych spodów i w kąpieli wodnej (druga, większa blaszka wypełniona do połowy wrzątkiem, dookoła sernikowej) piec ok. godziny w temp 180*C

wierzch gruszkowy
3/4 kg małych gruszek ulęgałek( lub 2-3 standardowe)
2-3 łyżki śmietany (u mnie 18%)
2 jajka
opakowanie cukru waniliowego/ wanilinowego
2-3 łyżki soku z cytryny
100 g gorzkiej czekolady ( 70% kakao)


czekoladę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, gruszki obrać, pokroić na dość grube (1,5 - 2 cm) plastry i pozbawić gniazd nasiennych tudzież łykowatych części. Śmietanę wymieszać z jajkami, sokiem z cytryny, cukrem.
Startą czekoladę wysypać w miarę równo na ostudzone, podpieczone ciasto, ułożyć na niej ciasno plastry gruszek (ponakrawać je na wierzchu) i zalać masą jajeczono-śmietanową, tak by nie polać gruszek po wierzchu.
Piec 30 minut w temp 180*C

*pieczone równolegle

P.S. pierwsze zdjęcie jest właśnie z maćkowego wyjazdu. M. jest strasznie oburzony, że wybrałam właśnie to, bo on zrobił znacznie ładniejsze z tarasu schroniska Cappena Margherita i optował za wybraniem właśnie tamtego. Ale to bardziej pasuje do mojej wizji artystycznej i kropka.

wtorek, 9 sierpnia 2011

odmiana

ciągle grzyby i grzyby u mnie, więc dla odmiany: letni obiad. Chociaż nie zwiało mi włosów z głowy z zachwytu nad tym sosem, to sprawił, że obiad ma lekki, letni charakter z nutką orientu. Jak wakacje.

grillowany kurczak z bananowym sosem cioci Ewy*
duża podwójna pierś z kurczaka
1 banan
2-3 łyżki jogurtu naturalnego (lub 50:50 z majonezem)
łyżeczka curry
łyżeczka ziół prowansalskich lub innej mieszanki
oliwa z oliwek (u mnie bazyliowa)
sól, pieprz

Pierś natrzeć oliwą, posypać ziołami, posolić. Zgrillować (np. na patelni beztłuszczowej) w całości do uzyskania złotego koloru. Pociąć na plastry, ponownie zgrillować/ podsmażyć aż przestanie być różowa.
Banana rozgnieść za pomocą widelca na papkę, dodać jogurt i curry, ew. dosolić dopieprzyć.
Wyłożyć kurczaka na talerz, polać sosem, posypać mieszanką orzechów lub nasion do dekoracji. Sos jest również dobry do grillowanych warzyw, warzyw na parze, ryby

*strasznie długa nazwa, przeczytanie jej zajmuje prawie tyle czasu ile zrobienie

niedziela, 17 kwietnia 2011

egzotyka za rogiem


spełniło się moje małe, malutkie marzenie
odwiedzenie knajpki* na rogu, po drodze do Mai
i było dobrze (choć nie tanio) mimo wielu negatywnych o niej opinii
w internecie

do tego dodałam kwiat bananowy** i taki sernik Nigelli
a na obiad były cykorie zapiekane w beszamelu*** rodem z Amelii

sernik bananowy
"Kitchen" Nigella Lawson
4 średnie b.dojrzałe lub przejrzałe banany
60 ml soku cytrynowego
700 g kremowego sera białego w temp. pokojowej (na sernik)
6 jajek
150 g jasnego brązowego cukru (ja dodałam 1,5 łyżki zwykłego)

spód (mogą być zmielone ciasteczka z masłem, lub standardowe ciasto kruche, u mnie to drugie)
ew. sos karmelowy lub masa krówkowa

1. przygotować sobie spód (ciasteczka zmielić z masłem 250g ciastek na 75 g masła ew. wykonać ciasto kruche i podpiec)
2. rozgrzać piekarnik do 170*C i zagotować wodę w czajniku
3. rozgnieść banany widelcem na dość gładką masę, dodać sok cytrynowy i odstawić
4. rozpocząć miksowanie sera, dodawać kolejno po jednym jajku, następnie cukier i banany
5. wylać masę serową do wyłożonej podwójną warstwą papieru lub folii tortownicy (śr 23 cm) w której znajduje się spód
6. wstawić tortownicę do większej formy, którą następnie wypełnić wrzątkiem, mniej więcej do połowy wysokości tortownicy. wstawić do piekarnika
7 piec około 1 godziny + ew 10 minut
8 studzić "obrawszy" z form, Nigella poleca pozostawić przez noc w lodówce i podawać z sosem karmelowym

cykoria zapiekana w beszamelu
przepis na beszamel pochodzi z "Kuchni Miriano" reszta to moja radosna twórczość
4-5 niedużych cykorii sałatowych
sos:
100 g masła
3 łyżki mąki pszennej
1 litr mleka
gałka muszkatołowa, sól, pieprz
ew. parmezan do posypania

masło z mąką utrzeć w rondelku na gładką masę, postawić na ogniu i rozpuścić mieszając. Wlewać powoli i stopniowo gorące mleko ( cały czas mieszając!). Gotować ok 10 minut, doprawić gałką, solą, pieprzem.

cykorie umyć, przekroić na pół (szybciej się upieką) i ułożyć w żaroodpornym naczyniu, zalać gorącym sosem i wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15-20 minut(lub aż będą miękkie) w temp. 150*C przed podaniem posypać parmezanem


*Dżonka
Hoża 54
Warszawa
**trochę przekwitły i niezbyt reprezentacyjny
*** M. stwierdził że smakują jak gorzkawe szparagi. Myślę, że to niezła charakterystyka

P.S.
"Zabrałam żakiet babci i jest super, choć trochę zapierdala naftaliną. Ale przez to czym spaliłam sobie włosy i tak nie czuję"
z dedykacją dla Ani i Mai

poniedziałek, 21 czerwca 2010

wieczorowa suknia z kwiatu berberysu tkana...

Maciek radośnie zapytał co robię we weekend* po czym oznajmił, że chciałby, żebym coś ugotowała; w niedzielę. Jego rodzice robią imprezę/nasiadówkę/spotkanie ze znajomymi i każda z zaproszonych par (choć i pojedyncze sztuki są) ma przygotować jedno danie na taką obiado-kolację. Pomysł świetny, aż kusi żeby zostać...

A ja swoją drogą ostatnio czytałam o trendzie urządzania "restauracji" we własnym mieszkaniu. Odbywa się to tak: ludzie, często zupełnie nieznajomi, zgłaszający się przez internet przychodzą do mieszkania organizatora (i szefa kuchni w jednym). Opłata jest dość symboliczna - na pokrycie zakupionych składników, a przygoda i szansa nawiązania nowych znajomości niesamowita. Takie przybytki nie otwierają się często - raz na 1-2 tygodnie i zazwyczaj gdzie są i kiedy jest kolacja dowiemy się dopiero jeśli i kiedy organizatorzy odpowiedzą na nasze zgłoszenie. Ma to oczywiście angielską nazwę, ale wypadła mi z głowy.

Jest to też, moim zdaniem świetny pomysł na spotkanie ze znajomymi i już zaczynam układać menu...

A tym czasem nurzam się w błogości czerwca.Ostatnio stwierdziłam, że jest to mój ulubiony (na równi z listopadem) miesiąc w roku - mnóstwo pysznych, świeżych owoców i warzyw, pysznych i dostępnych jedynie teraz:

młody bób,fasolka szparagowa, żółta, czereśnie.

Wszystko to są produkty do których się dosiadam i wstaję dopiero kiedy miska/garnek/sitko są puste.
i jeszcze są pyszne słoneczne i nareszcie tanie truskawki

i kwitną maki!

to chyba najbardziej pozytywne kwiaty pod słońcem. Nawet pojedyńczy mimo, że drobny delikatny i eteryczny wybija się z tłumu na łące, potrafi rozjaśnić najsmutniejszy, najbardziej szary dzień.


*mówiłam mu już że wstępnie jedziemy z tatą do NT, bo Tat 25 lat temu szkołę tam skończył i jest zjazd.
W końcu jednak tata wybrał wcześniej umówiony wyjazd brydżowy e\więc z czystym sumieniem zostałam.
Na niedzielę zrobiłam tartę z bananami i creme brulee cytrynowym.
Krem zrobiłam z tego przepisu (z modyfikacją, że 1/2 szklanki śmietanki zastąpiłam serkiem mascarpone i zużyłam tylko połowę karmelu). ciasto na tartę z tego (śmietana nadaje ciastu kruchemu sprężystość i elastyczność, ale przez to spód wyszedł mi zdecydowanie za gruby)
Spód:
250 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki soli
2-3 łyżki śmietany
130 g zimnego masła, pokrojonego w kostkę
krem
1,5 szklanki śmietany 30 lub 36% (najlepiej UHT)
1/4 szklanki świeżo utartej skórki z cytryny lub torebka suszonej skórki cytryny
3/4 szklanki cukru
1/4 szklanki wody
4 żółtka
sok z 1 cytryny
szczypta soli

3 dojrzałe banany pokrojone w plasterki

Składniki na ciasto zagnieść, wylepić cienką warstwą ciasta formę do tarty, podpiec ok 10 minut w temp 200*C.
Śmietanę, skórkę cytrynową i nasiona kolendry umieścić w garnuszku i zagotować. Zdjąć z ognia. Przykryć i odstawić.
Cukier i wodę umieścić w drugim garnuszku i gotować do czasu, aż zrobi się karmel (na dużym ogniu zajmie to ok. 5-7 minut). Powoli wlewać karmel do ciepłej śmietany. Mieszać.
Żółtka wymieszać z sokiem z cytryny i solą. Nie miksować! Powoli wlewać do żółtek masę karmelową, cały czas dokładnie mieszając łyżką.
Plasterki bananów ułożyć na podpieczonym spodzie, zalać masą śmietanowo-karmelowo-żółtkową i piec w temp. 185*C przez 30 minut.
Przed podaniem schłodzić co najmniej godzinę w lodówce

sobota, 3 kwietnia 2010

mało świątecznie

Nie żebym zwykle czuła atmosferę świąt w powietrzu. Z Bożym Narodzeniem jeszcze jak cie mogę, ale z Wielkanocą zawsze jest trudno. Lubię tylko niedzielne śniadania. Reszta trochę mnie irytuje. Sprzątanie, Maciek w Gdańsku, mama zła i tak dalej.
Ze złych marudzących rzeczy powiem jeszcze , że mam praktyki i swoją porcję sprzątania (mój pokój) wykonałam dopiero w Wielki Piątek* (w który też do 12 siedziałam na uczelni praktykując) i że mama piecze "mazurek" z masą krówkową. Wszystkie podobne odpadają. Gdyby M. nie wyjeżdżał wybór byłby prosty - mazurek z masą cytrynową i bezą, ale M. wyjechał, mama nie lubi cytrynowych ciast**, ja jakoś nie mam ochoty robić mazurka pomarańczowego, czekoladowy*** istnieje dla mnie jako bożonarodzeniowy i co by tu zrobić ?
Na koniec dobił mnie tata odmawiając kupowania produktów "na te moje eksperymenty". Gdyby jeszcze całkiem sama wymyślała te przepisy to ... ale ja widziałam przepis (tu) na mazurek "śliwka w czekoladzie"! Uwielbiam śliwki w czekoladzie. Oczywiście najlepsze są te nałęczowskie z kakaową masą dookoła śliwki**** i których teraz nie mogę, ponieważ mam postanowienie.

Stanęło na zrobieniu blondies, czyli białego murzynka

blondies
  • 150 g białej czekolady, połamanej
  • 80 g masła
  • 1/3 szklanki drobnego cukru
  • 2 jajka
  • 3/4 szklanki mąki
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki posiekanych obranych migdałów
  • 50 g czekolady białej, posiekanej
Masło roztopić w niedużym garnuszku, dodać połamaną czekoladę (150 g), podgrzewać do rozpuszczenia się czekolady, cały czas mieszając. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę, cukier, sól, proszek do pieczenia. Dodać jajka, ekstrakt z wanilii i ciepłą czekoladę, zmiksować na gładką masę. Na końcu wrzucić posiekane migdały i białą czekoladę (50 g), wymieszać.
Piec w temperaturze 180ºC około 25 - 30 minut. Wystudzić, pokroić.
Nie wiem czy dobre, bo idą z nami do dziadków, ale pachnie obłędnie.
Są jeszcze 2 plusy dnia dzisiejszego.
Pierwszy to babeczki, które zdążyłam jeszcze przed wyjazdem Maćka zrobić i mu wręczyć.
Wprawdzie tak się spieszył, że parząc palce wyciągaliśmy gorące, o zdjęciach nie było mowy, ale za to wyszły pycha, bo te dałam radę spróbować. Aha przepis stąd
Babeczki cytrynowe z bananem
200 g mąki
130-150g drobnego cukru
1 cytryna (sok i starta skórka)
1/2 łyżeczki aromatu cytrynowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 jajka
2 łyżki oleju
+ 1 banan pokrojony w plasterki*****

Wszystkie składniki wymieszać w misce ( za wyjątkiem banana). Nakładać do foremek na zasadzie : cienka warstwa ciasta, warstwa banana, cienka warstwa ciasta... aż foremeka będzie pełna. Piec 15-20 minut w temp 180*C.
Ciastka ślicznie się zarumieniły, pachniały dobrze i smakowały zadziwiająco dobrze! Byłam naprawdę zaskoczona jak dobre jest to połączenie. Czasem warto poeksperymentować, bo mimo gniotów (o jednym z nich za chwilę) powstają nowe klasyki smaku.
Ale wracając do gniotów. Jeden udało mi się dziś popełnić. Okazuje się, że pasta z fety, żółtek, soku z cytryny i mięty jest paskudna.
(ale wyglądała ładnie)dopisujemy do rzeczy "nie próbować ponownie" (razem z ciastkami z kukurydzy z puszki...), a na koniec wrócimy w weselsze rejony. Osoba memu sercu droga obchodzi niedługo urodziny. Jutro będę piekła ciastka (mam już upatrzony przepis) a do tego taka kartka (choć pewnie coś tam jeszcze do nie dodam)



* a to jeden z powodów "mama zła", a zła była, że bez kija nie podchodź.
**jak również tych z marcepanem, czekoladowych i własciwie wszystkich dobrych, lub lubianych przez Maćka. Ona lubi ciasta maślane ciężkie, kruche i francuskie
*** koniecznie cioci Boni !
**** oprócz śliwek w czekoladzie, które jadam tylko nałęczowskie są jeszcze krówki, które jadam tylko ciągutki i tylko z Milanówka w charakterystycznym żóltym papierku z paskami, brązowymi napisami i krówką nie za dużą, nie za małą i przypominająca prawdziwą krowę, a nie zmutowane niewiadomoco
***** można robić w wersji z wiśniami wtedy 2-3 garści wiśni, mogą być mrożone (wersja też przepyszna, ale dla mnie już nie nowa), ja zrobiłam pól porcji z bananem i pół z wiśniami

piątek, 19 lutego 2010

żólto-zielono-pomarańczowo


Dziś od rana gotował się w domu dżem. Pomarańczowy z tego przepisu i z mojej listy rzeczy do zrobienia. Wprawdzie mama zakupiła niezaładne pomarańcze ( i tata twierdził że kwaśne, ale może to lepiej-przetrwały i mogłam dżem zrobić)


Marmolada z pomarańczy z whisky i z imbirem

1 kg pomarańczy (najlepiej sewilskich bo mają dużą zawartość pektyn, mało pestek i są soczyste - ja użyłam Nevado)
1 cytryna (niewoskowana)
1kg cukru
1 kawałek świeżego korzenia imbiru
100-150 ml whisky dobrej jakości

muślin
zester
sznurek
duży garnek z grubym dnem

Pomarańcze porządnie szorujemy pod ciepłą bieżącą wodą i przekrawamy na połówki.
Nad miską wyciskamy z nich sok i zachowujemy go na później.
Metalową łyżeczką wyskrobujemy pestki, błonki i cały miąższ. Zachowujemy.
Kawałek muślinu (30x30cm) wkładamy do oddzielnej miski. Umieszczamy w nim całe ‘wnętrzności’ pomarańczy razem z pestkami.
Umytą cytrynę przekrawamy na pół, wyciskamy z niej sok, który dodajemy do soku wyciśniętego z pomarańczy, a cała resztę przekładamy do muślinu.
Muślin zawiązujemy ciasno sznurkiem.
Skórki z pomarańczy obieramy za pomocą zestera lub dzielimy na trzy kawałki i kroimy ostrym nożem na cienkie paski uprzednio pozbywając się białych skórek.
Do dużego garnka (koniecznie z grubym dnem) umieszczamy muślin z całą zawartością, sok z pomarańczy i cytryny, pokrojone skórki z pomarańczy i 2 litry zimnej wody.
Przykrywamy pokrywką, wstawiamy do lodówki i zostawiamy na całą noc.
Na drugi dzień rondel wraz z całą zawartością stawiamy na palniku i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na małym ogniu przez około godzinę, aż skórki pomarańczy będą przeźroczyste,a ilość płynu zmniejszy się o 1/3.
Zestawiamy z palnika i zostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie przygotowujemy słoiki – myjemy je w ciepłej wodzie i suszymy w gorącym piekarniku. Trzymamy w cieple.
Muślin wyjmujemy z garnka i (trzymając go nad garnkiem) bardzo dokładnie wyciskamy całą jego zawartość. Nie oszukujemy . Stąd pochodzą pektyny
Do garnka dodajemy cukier oraz starty imbir.
Powoli doprowadzamy do wrzenia, ciągle mieszając, aż cały cukier rozpuści się.
Do zamrażalnika wstawiamy mały talerzyk.
Marmoladę gotujemy na silnym ogniu przez 15 minut (na tym etapie marmolady nie mieszamy) i robimy test na talerzyku (zgęstnieje do postaci gęstego karmelu).Jeśli ktoś ma termometr, marmolada powinna być gotowa przy temperaturze 105C.
Jeśli po 15 minutach nasza marmolada nie jest gotowa, gotujemy ją dalej. Może to zająć nawet do 45 minut.
Gdy marmolada jest już gotowa dodajemy whisky i gotujemy jeszcze przez chwilę.
Gorącą marmoladę przekładamy do ciepłych słoików, zakręcamy, dokręcamy i ustawiamy na zakrętkach do całkowitego ostygnięcia.

a dżem wyszedł pysznościowy nawet przy zastąpieniu muślinu gazą i dodaniu jeszcze mniejszej ilości cukru Smak dominuje nuta imbiru (wiem, że to dziwnie brzmi), a alkoholu ja prawie nie czuję. Z powodu dodatku tegoż imbiru dżem jest bardzo rozgrzewający (zwłaszcza na ciepłej grzance) więc chyba z czystym sumieniem może trafić tu.

Drugą pyszną pozycją dnia dzisiejszego były pierogi ruskie. Zrobiłyśmy właściwie tylko ciasto i ulepiłyśmy ponieważ farsz leżał sobie w zamrażalniku od ostatniego razu kiedy to rozpędziłam się i zrobiłam całą furę pierogów. Były z makiem - świąteczne, z kaszą gryczaną - ciekawe i właśnie te ruskie, bardziej tradycyjne, które smakowały wszystkim najbardziej. Przepisy na farsze wzięłam z Every Cake You Bake, a konkretnie:


z makiem
15 dkg maku - sparzonego i zmielonego,
3-4 łyżki miodu,
5 dkg masła,
2-3 łyżki cukru pudru,
pół szklanki rodzynek,
pół szklanki mielonych migdałów,
łyżka skórki
pomarańczowej

Masło rozpuścić z miodem, wlać do maku.
Wymieszać z cukrem pudrem i bakaliami
(można dodać więcej cukru jeżeli nadzienie będzie za mało słodkie)


z kaszą
1 szklanka kaszy gryczanej,
20 dkg twarogu,
2 cebule,
pieprz,
sól

Kaszę gryczaną ugotować na sypko i ostudzić.
Twaróg przecisnąć przez praskę lub ro
zgnieść
dokładnie widelcem. Cebule posiekać drobno i
zeszklić na oliwie. Do kaszy dodać twaróg i cebulę,
wymieszać i przyprawić do smaku solą i pieprzem.
Pierogi gotować w osolonej wodzie.



ruskie

ok. 1 kg ziemniaków,
ok. 25 dkg twarogu,
cebula,
boczek (kilka plastrów)

sól, pieprz
Ziemniaki ugotować, ostudzić i zmielić z twarogiem. Posiekaną drobno cebulę podsmażyć do zarumienienia razem z boczkiem pokrojonym w drobną kostkę. Dodać do ziemniaków z twarogiem. Doprawić solą i pieprzem.

Na ciasto pierogowe przepis jest prosty: kupka mąki, jajko, szczypta soli i woda. Zagniatamy wszystko dozując wodę, tak by uzyskać pożądaną konsystencję. Proste.*

Ruskie smakowały wszystkim, z kaszą były trochę mało słone, a te z makiem moi absolutni faworyci przez rodziców zostały całkiem wzgardzone** . Maciek zjadł ze smakiem, ale się nie zachwycił. Ci ludzie zupełnie się nie znają, ale ja już wiem, że na moim wigilijnym stole ich nie zabraknie.

Ale dziś były tylko ruskie, które nawet spotkały się z pochwałą mojego brata "Jak na ruskie to całkiem niezłe", choć w wolnym tłumaczeniu pochwała brzmiała "Jak na coś co ugotowałaś to nawet smaczne".

Dorzucę jeszcze zdjęcia tego czym się raczę gdy czekolady nie ma lub jeść nie mogę i pójdę robić prezent dla M.

Ten deser jest do zrobienia w minutę, sycący i bardzo słodki. I był pierwszym moim pomysłem co zrobić z bananami zbyt dojrzałymi***. Składniki to: 1 dojrzały banan pokrojony w plasterki śmietanka w spray'u lub bita śmietana i łyżka kakaa rozpuszczalnego lub w wersji bardziej ekskluzywnej gorzkiej startej czekolady.


*jedyną moją bolączką jeśli o pierogi chodzi jest to, że nie umiem zawijać takich ślicznych brzeżków jak moja mama (która ich zresztą nie lubi). Dzięki nim pierogi robią się od razu takie zgrabne i śliczne.

**tak jak wszystkie moje wymysły ,wymagające ich udziału i próbowania. Od zielarstwa począwszy na kulinarnych eksperymentach skończywszy

***ja jadam tylko zielone lub ledwie żółte