Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

menu urodzinowe

Wiem że nie wypada się chwalić, więc nie będę opowiadać jaką to jestem szczęściarą (a jestem, naprawdę), ale tylko popatrzcie na moje cudne prezenty i menu urodzinowe
Krakersy serowe 
100 g masła w temp pokojowej
175-200 g sera z niebieską pleśnią np. lazur
1 żółtko
sól do smaku
125 g mąki pszennej
50 g mąki kukurydzianej lub kaszy manny

Masło wymieszać z pokruszonym serem i żółtkiem (i solą), dodać suche składniki i zagnieść ciasto. Odłożyć je na 30 min. do lodówki. Rozwałkować na grubość ok 5 mm  i wykrawać dowolne kształty.
Piec 10-15 min w temp. 175*C, studzić na kratce.
przepis z "How to be domestic Godess" Nigelli

kanapki z :

pastą z jabłek i boczku(Æbleflæsk za Beą)
kilkanaście cienkich plastrów bekonu / boczku
4-5 jabłek (np. odmiana Boscop)
2 szalotki (lub 1 średnia cebula)
Plastry bekonu wytopić i zrumienić na patelni (najlepiej z wysokimi brzegami), przełożyć na ręcznik papierowy lub na talerz (tłuszcz pozostawiamy na patelni).
Szalotki / cebulę obrać i pokroić.
Jabłka umyć, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.
Szalotki / cebulę przełożyć na patelnię i zrumienić kilka minut na tłuszczu; następnie dodać jabłka, dokładnie przykryć pokrywką i dusić na wolnym ogniu kilkanaście minut, aż jabłka będą odpowiednio miękkie. Kilka minut przed końcem dodać odłożone plastry boczku.

pastą z gorgonzoli  i ziarenkami granata
1 opakowanie gorgonzoli (ok. 150 g)
1/3 szklanki  śmietany (u mnie 30%)
ziarenka wyłuskane z niedużego granatu

gorgonzolę pokruszyć do garnuszka, dodać śmietankę i podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż ser się rozpuści. Wystudzić, rozsmarować na kanapkach i posypać ziarenkami granata lub innymi drobnymi owocami


tort makowy konfiturą pomarańczową i kremem z białą czekoladą
ciasto
300g maku
270 g cukru
8 dużych jajek (żółtka i białka oddzielnie)
3 łyżki kaszy manny (u mnie 5  zamiast migdałów)
2 łyżki mielonych migdałów
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki ekstraktu z migdałów
krem (moja modyfikacja*)
800g serka mascarpone
200 g białej czekolady

150 ml konfitury z pomarańczy (u mnie ta - jest boska)
ew.poncz 50 ml likieru pomarańczowego +2 łyżki wody

Mak dzień wcześniej zalać wrzątkiem i zostawić na noc lub zalać wodą i gotować 20 min od momentu zawrzenia, a następnie odcisnąć i zemleć 2-krotnie przez maszynkę (ja kupiłam suchy, zmielony mak).
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, kaszę mannę, migdały, proszek do pieczenia i ekstrakt migdałowy i zmiksować. Następnie ubić białka na sztywną pianę i delikatnie wmieszać do masy makowej (najpierw1/3, żeby rozluźnić, a potem resztę). Dno tortownicy (⌀23 cm, ale u mnie była kwadratowa i trochę większa) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej ciasto. Piec ok 45 min (do suchego patyczka) w temperaturze 175*C. Studzić w uchylonym piekarniku.


Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, wmiksować do serka.Wystudzone ciasto przekroić na 3 blaty, dolny posmarować konfiturą pomarańczową (można wcześniej nasączyć 1/3 ponczu, ale nie jest to konieczne tort i tak jest dość wilgotny), przełożyć kremem z białą czekoladą, przykryć kolejnym blatem (można nasączyć ponczem), ponownie przełożyć kremem i przykryć kolejnym blatem. Resztę kremu rozsmarować na wierzchu  i na bokach. Dowolnie przyozdobić.
przepis z  "Moich deserów i wypieków" Doroty Świątkowskiej z Moje Wypieki


* osobiście nie mam jakoś szczęścia do kremów z białą czekoladą. Tym razem zrobiłam tak jak w przepisie z częścią bitej śmietany (chociaż tam jest waniliowy a nie z czekoladą), ale krem wyszedł mi za rzadki i lekko grudkowaty. Dlatego następnym razem robię na samym serku mascarpone.

P.S. Nie należy do rozpuszczonej białej czekolady dodawać żadnych aromatów ani alkoholi bo się zważy !

środa, 16 kwietnia 2014

wieczorne ciasto

ostatnio wieczorami nie chcę iść jeszcze spać (mimo, że jestem zmęczona). Powinnam, ale będzie to oznaczało szybsze nadejście Bardzo Złego, Bardzo Wczesnego Ranka, kiedy to trzeba iść do pracy, znowu.
Rozwlekam więc wieczory i choć niezbyt to mądre, to całkiem przyjemne.
Jak jedzenie tortów wieczorem.

Ten tort kojarzy mi się z mrokiem i zmierzchem. Wilgotny aromatyczny, ciemny.
Zrobiłam na urodziny babci i chyba trafiłam w jej gust. Mocno kakaowy biszkopt, kwaśny dżem i śmietanowy krem. Proste, a dobre

wieczorny tort
5 jajek
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
2/3 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki kakao
3/4 szklanki cukru

kwaśny dżem ( u mnie mrożone owoce -mieszanka truskawek, malin, porzeczek i wiśni podsmażona z odrobiną cukru i szczyptą żelatyny
)

opakowanie serka mascarpone (250g)
250ml śmietany kremówki
ok. 1/4 szklanki cukru pudru (do smaku)

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (np. mikserem, na bardzo wolnych obrotach ).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm (lub jak u mnie keksówkę) wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (do suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek i cukier.
Blaty przełożyć dżemem i kremem. Schłodzić



niedziela, 3 marca 2013

rocznice

Maciej pojawił się na tym padole łez ćwierć wieku temu, a londyńskie metro ma go na koncie aż półtora (wieku).
Z okazji urodzin metra w muzeum transportu odbywa się wystawa najlepszych plakatów związanych z metrem. A że plakaty tfl są niesamowite, z jajem i zabawne, to chętnie wybraliśmy się obejrzeć 150 plakatów, które uznano za najlepsze.








 Nasz ranking wygrał plakat ze ślimakami. Niestety ciężko było mu zrobić zdjęcie, bo światła się w szybce odbijały...

Najwyraźniej przygotowują się już  także do dwusetnej rocznicy...





Z okazji urodzin M. tort musiał się pojawić nawet jeśli na imprezę nie było miejsca ani czasu.

tort cytrynowo-limonkowy
(biszkopt "rzucany" z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

1/2 opak. serka mascarpone
1/2 opak śmietany kremówki

lemon curd* limonkowo-cytrynowy

sok wyciśnięty i skórka otarta z 1 1/2 cytryn i 2 limonek 
2 żółtka
2 jajka
100 g cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki na lemon curd, prócz oliwy umieścić w garnuszku (odłożyć łyżkę skórek do dekoracji) i zagotować, mieszając. Pogotować, mieszając, przez 2 minuty. Jeśli będą grudki przetrzeć przez sitko lub zmiksować blenderem. Dodać oliwę i znów pogotować przez 2 minuty. Ostudzić
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek , a pod koniec ubijania powoli lemon curd do smaku (może być konieczność trochę dosłodzić w stosunku do oryginalnego przepisu zmniejszyłam ilość cukru o połowę).
Biszkopt pokrojony na blaty posmarować resztką lemon curda, po czym przełożyć kremem i udekorować skórkami 

*ja zrobiłam z podwójnej porcji (3 cytryny, 3 limonki) z założeniem, że chcę, żeby mi kremu zostało na kanapki

niedziela, 11 listopada 2012

11.11


Ze względu na Święto Niepodległości postanowiłam zrobić coś biało - czerwonego.
Od jakiegoś czasu kusiło mnie już Red Velvet Cake zobaczone ongiś na "Moich Wypiekach", a tu jeszcze zobaczyłam coś takiego i postanowiłam też zrobić. Żałuję że nie zrobiłam z połowy porcji, ponieważ jak na załączonym obrazku widać blaty wyszły mi za grube i ciastko ciężko ugryźć, przetransportować... i wygląda gorzej. Dodatkowo resztek z z wycinania wyszło mi tyle, że zrobiłam jeszcze 3 ciasteczkowe słoiki . Zdecydowanie za dużo tego wszystkiego zrobiłam, dlatego przepis podaję na połowę.
A tak swoją drogą - zaczepieni na ulicy potrafilibyście powiedzieć co dokładnie upamiętnia Święto Niepodległości ? Czemu akurat 11 listopada? Którego roku się to stało? Po ilu latach niewoli ?
Czy z okazji takie Święta mówi się "wszystkiego najlepszego" ?
Red Velvet cupcakes
1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1/2 łyżki kakao
1/2 łyżeczki soli
1 duże jajko
3/4 szklanki oleju słonecznikowego
1/2 szklanki maślanki (kefiru/zsiadłego mleka)
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (u mnie 1 łyżka wody różanej)
1/2 łyżki winnego octu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
30 ml czerwonego barwnika w płynie

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę, kakao i sól przesiać do miski. Dodać cukier, wymieszać.
W drugiej misce jajka lekko roztrzepać widelcem, dodać oleju, maślanki, barwnika, ekstraktu i wymieszać do połączenia (również widelcem).
Składniki mokre przelać do suchych, wymieszać widelcem na gładką masę (mieszając tylko w jednym kierunku).
Do szklanki wlać ocet, dodać sodę, wymieszać. Powstanie piana. Od tego momentu trzeba działać szybko - pianę wlać do ciasta, wymieszać. Ciasto podzielić równo między dwie tortownice dla uzyskania 2 blatów (lub wlać do jednej i potem trzeba będzie przeciąć blat).
Piec w temperaturze 180ºC przez około 30 minut, lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Przestudzić w formie, wyjąć i całkowicie ostudzić.
Masa kremowa:
1 opakowanie (300 g)serka kremowego Philadelphia
100 g masła, w temperaturze pokojowej
3/4 szklanki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (pominęła)

W misie miksera utrzeć masło na puszystą i jasną masę. Dodawać stopniowo cukier, ucierając. Dodać wanilię, serek i zmiksować. Masę warto włożyć do lodówki na 30 - 45 minut do lekkiego stężenia.
Wykonanie:
Przestudzone ciasto (jeśli pieczone w jednej formie przekroić) przełożyć grubą warstwą kremu, wycinać okrągłą formą kółka (lub w odwrotnej kolejności). Można też wierzch posmarować cienką warstwą kremu i posypać okruszkami). Przechowywać w lodówce.
Resztki z wycinania można wrzucać do słoika, przykrywać warstwą kremu (najwygodniej jest krem nakładać za pomocą rękawa cukierniczego) i powtarzać aż się słoik zapełni.

słówko dnia - Rozbiory Polski - Partitions of Poland

wtorek, 28 lutego 2012

torty dwa

aaaa były sobie torty dwa...
Sprawa wygląda następująco: urodziny M. były 25, a ja bezczelnie i totalnie egoistycznie pojechałam na Gardenię 24. Wróciłam wprawdzie na popołudnie 25, ale było za późno żeby piec tort (no chyba, że zamierzałam się z jubilatem w ogóle nie spotykać). Tort nr 1 czyli ananasowy powstał więc w niedzielę. Miał w sumie powstać w środę, ale była przecież Środa Popielcowa... jakoś tak się z nim nie składało mimo, że wymyśliłam go przecież zawczasu, zakupiłam wszystkie składniki i wystarczyło upiec. Tylko nie miał kto jeść.
Składa się z: cytrynowego biszkoptu (przepis zaczerpnęłam od Liski), musu ananasowego (pomysł na mus i dekorowanie liśćmi ananasa ściągnęłam z Kwestii Smaku]) oraz kremu aromatyzowanego ananasowym karmelem (z pieczonego ananasa).

Tort był delikatny i nie za słodki. Jak dla mnie odrobinę zbyt śmietanowy w smaku, ale wszyscy inni chwalili.
Jestem za to bardzo zadowolona z dekoracji-patrzę na ten ananasowy kwiatek i pękam z dumy.

tort ananasowyLink1,5 średniej wielkości ananasa (tyle będzie potrzeba, ale polecam tego drugiego upiec w całości)
szklanka cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
na blaty
5 dużych jajek, w temperaturze pokojowej
80 ml oleju roślinnego
Sok i skórka starta z 1 cytryny
150 g mąki pszennej, przesianej przez sitko
1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g cukru
krem
250 ml śmietany kremówki
250g sera masacarpone


Na początek upiec ciasto -Piekarnik nagrzać do 175 st C. (funkcja: pieczenie góra-dół)
Miękkim masłem posmarować spód formy do pieczenia
Żółtka połączyć w średniej misce z olejem, skórką i sokiem z cytryny i dobrze ubić.
Mąkę przesiać przez sitko, połączyć z proszkiem do pieczenia i używając drewnianej łyżki, wmieszać suche składniki do masy z żółtkami uważając, by nie było grudek.
Aby zrobić bezę, białka wlać do miski i ubijać - najpierw na wolnych obrotach by białka napowietrzyć, dodać cukier, zwiększyć obroty do jak najwyższych i ubijać ok. 5 minut, aż masa będzie sztywna.
Używając łopatki, delikatnie wmieszać bezę do masy.
Przełożyć masę do formy. Wygładzić wierzch i piec 35-45 minut. Ciasto powinno by rumiane.
Formę z ciastem wyjąć z piekarnika i ostudzić zanim je z niej wyjmiemy.

Ananasy obrać (wymyć nóż, w skórce są substancje, które mogą powodować podrażnienia, można zostawić kilka ładnych listków do dekoracji) Podgrzać cukier (szklanka) z 2 łyżkami wody, a kiedy nabierze złotego koloru i się rozpuści, dolać wody i mieszać aż wszystko ponownie się rozpuści. Podgrzać piekarnik do temperatury 200°C. Ananasa umieścić w naczyniu żaroodpornym polać owoc karmelem i wstawić do piekarnika. Piec jakieś 45 minut przewracając co jakiś czas i polewając karmelem.
Drugiego ananasa pokroić w kostkę i zmiksować. Pulpę anansową (można odcisnąć trochę soku, żeby potem dodać go do karmelu) podgrzewać w garnuszku do wrzenia. Mąkę ziemniaczaną rozmieszać 2 łyżkami wody i dodać do gotującej się masy ananasowej, wymieszać (pulpa zgęstnieje -kisiel) . Ostawić wszystkie składniki (łącznie z pieczonym ananasem) do ostygnięcia.

Po ostudzeniu wszystkiego pokroić ciasto na 3 blaty. Ubić na wysokich obrotach śmietanę kremówkę (mocno schłodzoną!), na sztywno i stopniowo dodawać ser mascarpone. Pod koniec ubijania dodać po łyżce karmelu w którym był pieczony ananas (do smaku). Skroić połowę pieczonego ananasa i wymieszać z pulpą-kisielem ananasowym. Przekładać ciasto - od dołu mus ananasowy, druga warstwa ciasta, krem, trzecia warstwa ciasta, krem i dekoracja.
Kwiatek jest z cienkich plastrów pieczonego ananasa - należy wykroić z nich środek (łykowaty) pierwszy ułożyć spiralnie na środku ciasta, resztę pokroić na mniejsze fragmenty i delikatnie wciskać pod pierwszy plaster. Obramować pozostawionymi liśćmi.

Uwaga:
Ja piekłam w małej tortownicy o średnicy 20 cm (i część ciasta powędrowała do foremek na muffinki - mój brat, który odmówił jedzenia tortu był bardzo z tego powodu szczęśliwy) jeśli forma będzie większa, trzeba zwiększyć ilość kremówki, bo kremu zabraknie.
Natomiast musu mi zostało (i wylądował jako farsz do naleśników mlask!), więc o to martwić się nie trzeba

a resztę pieczonego ananasa można spożytkować zgodnie z oryginalnym przepisem

Drugi tort można nazwać puszkowym. Pytałam M. jaki chciałby tort. Jaki owoc, jaki tylko chcesz. Myślałam raczej o dowolnie egzotycznym owocu, ale On zażyczył sobie tortu brzoskwiniowego! Nie brzoskwinio- marakujowego. Brzoskwiniowego. Ze względu na brak sezonu brzoskwinia była z puszki i ze słoika.
Wydaje mi się, że tort, a zwłaszcza krem był trochę za mokry przez co dekoracja trochę kulała (jakby ktoś miał wątpliwości to postać na torcie porusza się o lasce - staruch już z tego M.), ale mus brzoskwiniowy był naprawdę dobry, kwaskowaty i niezbyt słodki (podobnie krem był niezbyt słodki). Najwięcej słodyczy było w biszkopcie.
tort brzoskwiniowy (z puszki)
duża puszka brzoskwiń w syropie
słoik dżemu brzoskwiniowego niedosłodzonego
sok z jednej cytryny
250 ml śmietany kremówki
500 g serka masacrpone
miodu (do smaku )
łyżka stołowa żelatyny
łyżka stołowa mąki ziemniaczanej
(biszkopt "rzucany" z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej


Brzoskwinie wyjąć z zalewy (którą zostawiamy), zmiksować połączyć w garnuszku z sokiem z cytryny i dżemem i podgrzewać. Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości wody i dodać do brzoskwiń. Całość zagotować, mąkę ziemniaczaną rozprowadzić niewielką ilością wody i dodać do wrzącego musu (żeby zagęścić), rozmieszać dokładnie i odstawić do ostygnięcia.
(biszkopt)
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.

Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek , a pod koniec ubijania powoli zalewę z brzoskwiń (można dosłodzić do smaku miodem). Przekładac biszkopt najpierw porządnie schłodzonym musem, potem kremem, resztę kremu można zabarwić i użyć do dekoracji.

wtorek, 6 grudnia 2011

moje torty urodzinowe

nr 1 delikatny kwiatowy - na świętowanie z dziadkami
tort różano-malinowy
biszkopt (stąd)
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka).

poncz:
1/2 szklanki syropu malina z dziką różą Herbapolu
1/2 szklanki wódki
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
wszystkie składniki wymieszać i nasączyć wystudzony i przekrojony biszkopt, przekładając kremem
krem:
500g śmietany kremówki 36%
250g serka mascarpone
ok. 1/3-1/2 szklanki syropu z płatków róży
śmietanę ubić pod koniec ubijania dodać ser i po trochu dolewać syrop (do smaku)

tort nr 2 dla dorosłych dzieci - ani trochę subtelny (nawet poszły żarciki typu "no pij swój tort, toast trzeba wznieść")
tort czekoladowy z brandy
biszkopt
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru
* 1/2 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
* 1/4 szklanki kakao
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki i kakao wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia, boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka)
poncz
łyżka cukru
3/4 szklanki brandy
1 1/2 szklanki przegotowanej wody
nasączyć wystudzony i pokrojony biszkopt przekładając kremem
krem
ok600g sera mascarpone
150 g gorzkiej czekolady
czekoladę połamać, rozpuścić w kąpieli wodnej. Ser delikatnie ubi c i stopniowo dodawać rozpuszczoną czekoladę

Niestety zdjęć nie ma i nie będzie, bo aparat był upadł i się zepsuł

sobota, 5 listopada 2011

suprprise !


pies w balonikach i mrożony* tort dla wielbiciela nutelli

mrożony tort nutellowy
6 białek
szczypta soli
1 szklanka drobnego cukru
3/4 szklanki zmielonych, podpieczonych orzechów laskowych (bez skórki)
1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej

duży (670 g) słoik nutelli
szklanka śmietany kremówki

Białka ubić na sztywną pianę z solą, powoli dodawać cukru, mąkę ziemniaczaną a na koncu dodać orzechy i krótko wymieszać, wyłożyć na 3 wyrysowane na papierze do pieczenia koła (ok 22 cm) i piec przez 50 minut w temp 140*C (mnie jeden blat się spalił więc zastąpiłam dopieczonym na szybko zwykłym blatem bezowym). Kiedy blaty się wystudzą ubić śmietanę i po trochu dodawać do niej nutelli (ok 450-500 g; do smaku, bo masa wychodzi bardzo słodka). Przłozyć bezy masą i wstawić do zamrażarki na min 8 h. Podawać udekorowane posiekanymi lub tartymi orzechami, z minimalną ilością świeczek

uwagi:
1. przepis na blaty bezowe wzięłam stąd
2. blaty wychodzą bardzo płaściutkie (a może to tylko u mnie?) więc można podwoić ilość składników i zrobić 4 blaty
3. na zutylizowanie żółtek polecam bretońskie ciasteczka maślane z przepisu od Ani

*naprawdę był mrożony, ale 50 płonących, magicznych świeczek cokolwiek zdefasonowało wierzchnią warstwę...

niedziela, 9 października 2011

gorzko gorzko

tort dla Teściówki. Starałam się żeby był jak najmniej słodki, gdyż słodyczy to ona nie lubi. Kostka gorzkiej czekolady starcza jej na tydzień, a mleczna i biała mogą dla niej nie istnieć. Szczęściara.
Tort więc gorzko-czekoladowy z nuta pomarańczy. A przy okazji odkryłam sposób na szybki, idealny mus czekoladowy - świetna konsystencja, dobry i dla miłośników gorzkiej czekolady i dla tych którzy wolą mleczną. Nie za słodki.

mus czekoladowy
250 g serka mascarpone
100 g gorzkiej czekolady
2-3 łyżki dowolnego likieru

czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, zacząć miksować mascarpone, dodawać sto0pniowo likier, a następnie stopioną czekoladę, dokładnie lecz nie za długo wymieszać.Przełożyć do miseczek (wychodzi ok. 6 niedużych porcji) Przetrzymywać w lodówce, ale chwilę przed podaniem wyjąć żeby się ogrzał (w lodówce twardnieje)

tort czekolada z pomarańczą
(bazę stanowił ten przepis pomniejszony o ilość cukru i dodałam troszkę więcej kakao)
2 nieduże pomarańcze lub 1 duża (z cienką skórką), o wadze w sumie ok. 375 g
6 jajek
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
200 g zmielonych migdałów
175 g drobnego cukru do wypieków
60 g kakao
masa:
mus czekoladowy (patrz wyżej) w wersji z likierem pomarańczowym i kilkoma kroplami aromatu

Pomarańcze (w całości) włożyć do garnuszka i zalać wodą do ich przykrycia. Doprowadzić do wrzenia i gotować 2 godziny, pod przykrywką. Wyłączyć, odlać wodę, pomarańcze całkowicie wystudzić (można zrobić to dzień wcześniej).
Ugotowane pomarańcze (w całości) włożyć do malaksera i zmiksować na lekką pulpę. Dodać pozostałe składniki i zmiksować, do połączenia.Ciasto przelać do formy i piec w temperaturze 180ºC przez 45 - 60 minut, w zależności od piekarnika, do tzw. suchego patyczka.
Ciasto całkowicie wystudzić, przekroić na pół. Przygotować mus, przełozyć nim połówki (na dekorację jest go trochę mało) Wstawić do lodówki na min godzinę. Podawać udekorowany skórką pomarańczową

niedziela, 2 października 2011

sezon tortowy

i na pierwszy ogień idzie tort z bitą śmietaną lekko grapefruitowy - ten dla mojej mamy
zamówiony mam już podobny tylko żurawinowy i jeszcze jeden, który mogę sama skomponować.
Jeszcze są urodziny mamy M. za jakiś tydzień, a miesiąc później ojca M. ...
sezon tortowy uważam za otwarty

tort grapefruitowy z bitą śmietaną
biszkopt ( z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

białka ubić na sztywną pianę, stopniowo dodawać (nadal ubijając):
cukier
żółtka po jednym
przesiane mąki
ciasto wlać do formy 20-22 cm wyłożonej tylko na dnie papierem do pieczenia piec 30-40 min w temp 160-170*C po upieczeniu spuścić na podłogę z wysokości ~60 cm
wystudzić w uchylonym piekarniku, pokroić na 3-4 blaty

poncz
sok z 2 sporych różowych grapefruitów
1/2 szklanki przegotowanej wody
1/4 szklanki spirytusu
łyżka cukru

masa śmietankowa(pożyczony stąd):
900 ml śmietany kremówki (36%)
250 g serka mascarpone
kilka łyżek cukru pudru, do smaku
ekstrakt pomarańczowy

śmietanę ubić, pod koniec dodać cukier i ekstrakt (nie za dużo) i krótko wymieszać z serkiem


biszkopt pokroić na blaty, nasączyć grapefruitowym ponczem, przełożyć masą (można do któreś warstwy dorzucić dżem, najlepiej pomarańczowy lub grapefruitowy, ale u mnie była śliwka ze skórką pomarańczową) wstawić do lodówki na min 3 h

środa, 6 lipca 2011

tort urodzinowy Anny



Anna już od paru miesięcy wytyka mi, że przez ilości słodyczy jakie pochłaniam ona nawet już spojrzeć na słodkości nie może.
Dlatego jej tort urodzinowy musiał być słony. Mięsny , bo Anna jest bardzo mięsożerna i kolorowy bo miało być widać warstwy.
Na podobny pomysł wpadłyśmy z Mają równolegle i przez tydzień odbywało się gorączkowe ustalanie, co jak , z czym. W końcu stanęło na mojej wersji nie tylko dlatego że mam wyjątkowy dar przekonywania (:P), ale głownie dlatego, że wersja Mai zmieniała się wraz z podmuchem wiatru. Dla niej było niezrozumiałe jak to możliwe, że ja stając przy kuchni już wiem co chcę zrobić (zwykle). Często pomysł jak to zrobić zmienia się w trakcie robienia, kiedy okazuje się, że to co chciałam zrobić jest niewykonalne, ale wtedy zmieniam metodę dążąc dalej do tej idei posiłku, która siedzi w mojej głowie.
Ale wracając do tortu. Ostateczna wersja składała się z kruchego ciasta na spodzie i brzegach (celem utrzymania całości "w kupie"), najniższej warstwy wieprzowo-paprykowej, środkowej, warzywnej, cukiniowo-serowej oraz najwyższej warstwy pieczeni rzymskiej z indyka, marchewki i curry. Spora część osób uznała, że na swoje urodziny też chce tort mięsny, a niektorzy nawet grozili swoim połówkom przykrymi konsekwencjami jeśli dostaną słodkie ciasto.

mięsny tort poliA-nny*
kruche ciasto:
200g miękkiego masła (1 standardowa kostka)
ok. 250g mąki pszennej
1 żółtko
łyżeczka soli
czerwona warstwa paprykowa:
600-700 g mielonego mięsa wieprzowego
pomidory w puszcze, krojone, raz
1 czerwona papryka
1 cebula
1 jajko
3-4 łyżki bułki tartej
łyżka słodkiej papryki,
łyżeczka ostrej (lub do smaku jak kto woli)
pieprz, sól
zielona warstwa cukiniowa
opakowanie sera ricotta (250g)
2 jajka
2 nieduże cukinie
sól, pieprz
pomarańczowa warstwa curry
2 spore filety z piersi indyka (też ok 600-700g)
3 marchewki
jajko
3/4 opakowania przyprawy curry
sól, pieprz

Zagnieść kruche ciasto, wylepić nim sporą tortownicę, ponakłuwać i wstawić do lodówki. Marchewki obrać, ugotować. Pokroić cebulę, podsmażyć na sporej patelni, dodać mięso mielone, jak się zetnie dodać pomidory z puszki i na małym ogniu podgrzewać aż prawie cała woda oparuje, dorzucić drobno pokrojoną paprykę, przyprawy. Ponownie odparować odstawić do przestudzenia. Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika (180*C) podpiec do złotego koloru, wyjąć. Cukinie umyć zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Wymieszać z serem i jajkami, doprawić. Ugotowaną, przestudzoną marchewkę zemleć razem z indykiem, dodać curry i jajko. Do przestudzonej paprykowej warstwy dodać jajko i tyle bułki, żeby tworzyło dość zwartą masę. Wyłożyć na podpieczone ciasto, wyrównać. Nałożyć masę cukiniową i ostrożnie nałożyć warstwę curry. Wstawić do piekarnika i piec około godziny.

*ogonki poliA są charakterystyczną cechą mRNA (czyli informacyjnego RNA) pozwalającą na oddzielenie go od reszty kwasów nukleinowych.
A kim była Pollyanna to chyba każda kobieta wie ...

sobota, 26 lutego 2011

tort o zmierzchu

(wczoraj)
urodziny Macieja
trochę jak prezent dla mnie
trochę prezentu dla Niego
i tort specjalnie spóźniony(na dziś)*
spacer wieczorem i choć zimą to tęskniłam za tym

mrożony tort cytrynowy z bezą**
przepis podaję za Dorotus

Składniki na blaty bezowe:

* 6 białek (nie mrożonych wcześniej)
* 1,5 szklanki drobnego cukru
* 2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
* 2 łyżeczki soku z cytryny


Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania stopniowo (!) dodawać cukier, dalej miksując. Wmiksować mąkę ziemniaczaną, wanilię i sok z cytryny.

Blachy wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować 4 okręgi o średnicy 22 cm. Masę bezową wyłożyć na narysowane koło, wyrównać.
Piec około 45 - 60 minut w temperaturze 150ºC. Ostudzić.
Trochę problemów może być z pieczeniem wszystkich blatów jednocześnie - jeśli nie macie
wystarczająco dużej blaszki (najlepiej do pieczenia ciasteczek), polecam pieczenie w dwóch turach, ale również przygotowanie masy bezowej w dwóch turach. Ja piekłam na dwóch dużych blachach - jedna niżej, druga wyżej - jednocześnie.

Składniki na masę cytrynową:

* 1 i 1/4 szklanki cukru***
* 75 g masła
* 1 łyżka otartej skórki z cytryny
* 1 szklanka świeżo wyciśniętego soku z cytryny (potrzeba na to 4 - 5 cytryn)
* 6 jajek
* 1,5 szklanki śmietany kremówki

W garnuszku umieścić masło, cukier, sok i skórkę z cytryny. Podgrzewać, mieszając, aż wszystko się rozpuści i masa będzie gładka, natychmiast zdjąć z palnika. W miseczce ubić jajka (ja zrobiłam to mikserem z przystawką do ubijania białek, nie ma też potrzeby oddzielania białek). Do masy jajecznej wlać ciepłą masę cytrynową (nie gorącą!), wymieszać, przelać z powrotem do garnuszka. Podgrzewać, cały czas mieszając, aż masa zgęstnieje, zacznie wrzeć, pogotować na średniej mocy około 1 minuty.
Masę przelać do szerszej miseczki, przykryć folią (folia powinna dotykać masy), by nie utworzyła się skorupa. Schłodzić (masę można też przygotować dzień wcześniej). Kremówkę ubić na sztywno. Delikatnie wymieszać z zimną masą cytrynową.

Wykonanie tortu:

Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć folią aluminiową (ja zrobiłam dodatkowo 'kołnierz' wokół - od środka tortownicy - na wszelki wypadek, gdyby tort był wyższy). Na dno wyłożyć najmniej ciekawy blat bezowy, na niego wylać 1/3 masy cytrynowej. Powtórzyć czynność jeszcze 2 razy. Na górę pokruszyć 4, ostatni blat. Wstawić do zamrażalnika na minimum całą noc. Po tym czasie tort będzie się miękko kroił i już nadawał do jedzenia, po 24 h będzie bardziej zmrożony i twardy - wtedy przed pokrojeniem wyjmujemy go na 45 minut do temperatury pokojowej.

*nie mogłam pójść spać bo bezy się piekły, o zmierzchu dnia więc nie wiadomo wczoraj (25) czy dziś
**M. jak zobaczył na "moich wypiekach" tak się zachwycił pomysłem, że nie było mowy o zrobieniu innego tortu. I powie więcej mrożony tort to świetny pomysł i następny koniecznie też będzie mrożony, nie rozwala się.
***zapomniałam o cukrze, dodałam potem, ale nie całą połowę tego co miało być i tak wyszedł pyszny, a nawet lepszy

niedziela, 13 lutego 2011

smutno mi

Trochę smutno. Dostałam słownego kopa od każdego u kogo szukałam wsparcia - to było wczoraj. Wczoraj upiekłam też bardzo smaczny, ale i bardzo kłopotliwy* tort na urodziny moich dwóch koleżanek.
Dzisiaj stałam się złą panią dla swojego ukochanego kotka. A wszystko to dlatego, że uparcie robię to co uważam za słuszne**.

Anyway, tort składał się z kremu z tego przepisu. Jakoś tak się składa, że jak mam zrobić tort to ląduję na "moich wypiekach" w poszukiwaniu inspiracji. Tym razem jednak biszkopt był "książkowy", konkretniej ze "Złotej Księgi Czekolady" baaardzo czekoladowy. Pyszny, nawet sam. Polecam. Kubuś twierdził, że słodycz czekoladowego biszkoptu idealnie się uzupełniała z kwaskowatym kremem (to była najbardziej elokwentna wypowiedź, reszta zgodnie stwierdziła, ze tort jest zajebisty).

tort czekoladowo-cytrynowy
przepis na krem cytuję za Dorotus i dodam tylko, że trudny jest w wykonaniu

biszkopt:
350 g gorzkiej czekolady
300g mąki
50 g kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki soli
90 g masła
250g cukru pudru
4 duże jajka
125 ml mleka
2 łyżki oleju roślinnego

czekoladę rozpuścić i odstawić do ostygnięcia. sypkie składniki z wyjątkiem cukru wymieszać w misce. masło z cukier ubić mikserem na dużych obrotach, na puszystą masę.dodawać po jednym jajku. zmniejszyć obroty i dodawać na przemian składniki suche, czekoladę, mleko i olej. przełożyć ciasto do formy (23cm średnicy) i piec 50-60 minut w temp. 180*C do "suchego patyczka"

Składniki na krem:
2 szklanki mleka
3/4 szklanki soku z cytryny (około 4 - 5 cytryn)
starta skórka z 3 cytryn
4 łyżki mąki pszennej (z lekką górką)
5 łyżek mąki ziemniaczanej (z lekką górką)
4 jajka
1 i 1/4 szklanki cukru
370 g masła, miękkiego

W garnuszku zagotować jedną szklankę mleka z cukrem.
Drugą szklankę mleka zmiksować (najlepiej blenderem) z mąkami i jajkami i skórką z cytryny, na gładką masę. Mleko z jajkami i mąką wlać do wrzącego mleka, mieszać (cały czas!), gotując gęsty budyń na niedużym ogniu i czekając, aż masa zgęstnieje.
Odstawić do ostudzenia.
Po wystudzeniu do budyniu dodać sok z cytryny (dodawać stopniowo) i cały czas miksując z masą na najwyższych obrotach.Masło ubić na puszystą masę. Stopniowo dodawać do niego ostudzony cytrynowy budyń, cały czas miksując (zbyt szybkie dodanie budyniu do masła może spowodować, że masa się zwarzy).





*zdawałoby się że 4 godziny to wystarczająco na upieczenie jednego tortu, ale nie i w dodatku się bezczel rozpadał. W rezultacie okrajania go żeby ładnie wyglądał zmniejszył swoja średnicę o połowę.
**kotek przyniósł myszkę.żywą. pod łózko rodziców. i puścił. żeby złapać. Jakkolwiek nawet będąc wyjątkowo sprawnym drapieżnikiem jest słodka (kotka) nie zdzierżyłam zabawy żywą myszą. Dla Wiewiórki taka zabawa nie jest okrutna i rozumiem, że instynkt każe jej złapać jak coś się rusza, nie mam większych problemów z tym, że złowi sobie kilka myszek. W końcu jeśli złapał je domowy kot to raczej nie były te the fittest. I jakby ją zjadła to też nie byłoby problemu. Ale jednak tym razem złapałam kota, zaniosłam do łazienki i po krótkiej walce żeby kot został po drugiej stronie zamykających się drzwi wróciłam do myszy. Na szczęście była zbyt przerażona żeby uciekać i wystarczająco żywa żeby wyjść spod listwy przy podłodze (i żeby mnie nie dręczyły wyrzuty sumienia). Nie wiem jak bym ja wyciągnęła gdyby zdecydowała się jednak pożegnać z tym padołem łez. Mam nadzieję, że poradzi sobie sama na dworze (myszki chyba o tej porze powinny jeszcze spać) i że Wiewióra nie zrobiła jej jakiejś krzywdy (ciężką ma tą łapę).
Sera nie chciała, ale jakby mną się kot bawił to też pewnie byłabym zbyt przerażona i stłamszona żeby jeść.

P.S. Zdjęć nie będzie, rodzice wyjeżdżając zabrali aparat

niedziela, 7 marca 2010

cynamonowy żywot mój

Ten weekend ( i co z tego że 4-dniowy?) upłyną pod znakiem cynamonu i lenistwa. Wczesnie chodziłam spać i choć napracowałam się przy cynamonowym torcie Macieja, to przecież z włąsnej woli i ciekawości i dało mi to wiele radości.
Najpierw w piątek upiekłam 4 blachy Bardzo Cynamonowego Biszkopta.

Składniki na biszkopt do tortownicy 20 - 22 cm:

* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru

* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę.
Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.
Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wył
ożyć papierem do pieczenia (ja piekłam w 20 cm, biszkopt
urósł do wysokości formy).
Boków formy niczym nie
smarować, papierem wykładamy tylko dno. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.

Przepis cytuję za Dorotus, a moje modyfikacje polegały na tym że: 1. piekłam w blasze 30x40 cm 2. dodałam pól opakowania cynamonu do każdej porcji biszkopta ( co wyszło ok 6 g - nie wiedziałam że aż tyle) 3. nie zrzucałam biszkoptu z pól metra bo mama obawiała się o swoją podłogę

W przerwach między pieczeniem biszkoptów zrobiłam drożdżóweczki z cynamownem z innego przepisu Dorotus

Składniki na 2 duże blachy:

* 1 szklanka letniego mleka
* 2 jajka
* 4 szklanki mąki pszennej
* 6 łyżek cukru
* 1/2 kostki masła (125 g), roztopionego i ostudzonego
* 4 dag świeżych drożdży lub 2 dag drożdży instant
* szczypta soli

Na nadzienie:

* 1/4 kostki masła, roztopionego
* około pół szklanki cukru
* kilka łyżeczek cynamonu
* rodzynki (opcjonalnie)
* jajko do posmarowania

Z drożdży, 2 łyżek cukru, 2 łyżek mąki i połowy mleka zrobić zaczyn. Odstawić do wyrośnięcia do podwojenia objętości. Do miski przesiać mąkę, dodać sól, jajka, resztę mleka, resztę cukru i wyrośnięty zaczyn. Dobrze wyrobić i wlać masło. Wyrabiać, aż zacznie odchodzić od ręki, odstawić do wyrośnięcia. Kiedy podwoi objętość wyłożyć na stolnicę, podzielić na 4 części. Każdą rozwałkować, posmarować roztopionym masłem, posypać cukrem i cynamonem, jeśli ktoś lubi - w tym momencie można dodać również rodzynki. Zwinąć jak roladę, pokroić w plasterki, ułożyć na blaszce zachowując odstępy - sporo urosną. Posmarować roztrzepanym jajkiem.

Piec około 10 - 15 minut w temperaturze 180°C.
Metoda dla maszynistów:

Wszystkie składniki na ciasto umieścić w maszynie do pieczenia według kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta 'dough'. Po tym czasie ciasto wyjąć, uformować bułeczki i dalej postępować według powyższego przepisu.

Ja skorzystałam z wersji "dla maszynistów", zrobiłam z połowy porcji i dodałam rodzynki.Drożdżówki wyszły świetne i takie akurat na 2-3 kęsy.

W sobotę od rana kroiłam, układałam i klęłam. Dużo. Ale w końcu wyszło. Z pomocą modeliny, której najpierw nadałam, w przybliżeniu, kształt góry, a potem pokroiłam na plasterki, udało mi się uzyskać dla blatów odpowiedni kształt i ułożenie. Potem skończyłam z wiśniami* i z czekoladą. Bo tort przekładany jest masą z wiśni z dużą ilością cynamonu (znowu), małą cukru i pewną ilością wódki (której czuć nie było) oraz masy czekoladowej z cynamonem i chili. Przłożenie poukładanych już warst poszło całkiem gładko, ale wtedy zaczęła się mordęga. Lukrowa Masa Plastyczna. Będzie mi się po nocach śnić. Bezczelnie zupełnie lepiła się do stolnnicy, potem jak posłużyłam się mąką ziemniaczaną to się rozrywała, znowy lepiła się do stolnicy, a potem zaczęła wysychać. Wyschnię ta nie chciała się ze sobą lepić, więc wszelkie łączenia były aż nadto widoczne, każda poprawka tylko pogarszała sprawę (zwłaszcza próba zlepienia wodą), więc w końcu się poddałam, udekorowałam** tort za pomocą dwóch rodzajów cukru trzcinowego (które mi się zbryliły, więc udawały kamyczki) i odrobiny cynamonu i udałam się ni nim na imprezę.

Jubilat dostał ataku śmiechu na widok swojego tortu (ale wierzę, że się cieszył, a nie uznał, że jest tak pokraczny), a resztę fascynowała głownie "pokrywa śnieżna". B.L.*** nie mogła ni jak zrozumieć, co mam na myśli mówiąc, że to lukier i kupiłam go w postaci masy plastycznej.
Moim zdaniem wyszedł bardzo smakowity i myślę, że sama pozbawiłam go jakiś 25% objętości (choć lukier odkładałam - paskudny jest).
Należałoby, chyba podsumować robienie tortu, bo moje wywody mętne wyszły cokolwiek.

Cynamonowe Góry Macieja (tort)

4 blaty biszkoptu:
(na 1 blat)
* 5 jajek
* 3/4 szklanki cukru

* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
* 6g cynamonu

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę.Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, po kolei żółtka, mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (cały czas ubijając).
Dno blachy wyłożyć papierem do pieczenia,a boków formy niczym nie smarować. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut ( do tzw. suchego patyczka).
1/2 kg wiśni
6g cynamonu
5 łyżek brązowego cukru
1/4 szklanki wódki

3 łyżeczki żelatyny
kilka łyżek gorącej wody

wiśnie smażyć z cynamonem i cukrem dolewając porcjami wódkę, połowę wiśnie należy zmiksować przed końcem smażenia, wymieszać z pozostałymi, a na koniec masę z gorącą rozpuszczoną żelatyną. Odstawić do wystygnięcia.
200 g gorzkiej czekolady
250 ml śmietany kremówki 30 %
4 łyżki brązowego cukru
2 łyżeczki cynamony
łyżeczka chili

Śmietankę podgrzać z cukrem niemal do wrzenia. Wrzucić połamaną czekoladę i mieszać podgrzewając do rozpuszczenia czekolady, dodać cynamon i chili. Wymieszać. Odstawić do wystygnięcia.
1/2kg plastycznej masy lukrowej

Mając wszystkie składniki przygotowane, wycinamy z blatów pożądane kształty, przekładamy na zmianę czekoladą lub wiśniam
i. Lukier rozwałkowujemy na kilka pasków, którymi przykrywamy "górę" i nadajemy im odpowiedni wygląd.


*wiśnie smażyły się już od piątku, ale tak nieregularnie i jakby na drugim planie.
** to znaczy spróbowałam zasłonić najgorsze fragmenty
*** Babcia Lecha