Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytryny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cytryny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 stycznia 2014

wow będzie





Uparłam się i przy drugim podejściu zostały wykonane łabędzie z ptysiowego ciasta i cytrynowego kremu mascarpone. Nie wyglądają jak te"oryginalne", cukierniane, ale są. 
W moim wykonaniu składały się głównie z tego kremu, bo "korpusy" zrobiłam zdecydowanie za małe. Pan w cukierni , jak się dowiedziałam, robi je za pomocą szprycy z końcówką o kształcie gwiazdki. Musi mieć dużą szprycę :).
W każdym razie ciasto ptysiowe jest bardzo proste, a efekt wizualny zakładam, że zależy od zdolności/wyćwiczenia.

ptysiowe łabędzie
125 ml wody (pół szklanki)
szczypta soli
50g masła
75 g mąki
2 jajka
opakowanie serka mascarpone (250g)
kilka łyżek (do smaku) lemon curda* 
ew. cukier puder

Wodę i masło umieścić w garnuszku (ja dodałam jeszcze łyżkę cukru), podgrzewać aż masło się rozpuści i emulsja zacznie wrzeć. Zdjąć z ognia, wrzucić mąkę i mieszać aż masa będzie w miarę gładka i odchodzić od ścianek. Ostudzić** ciasto, ubić jajka (ze szczyptą soli) i wymieszać z masą. Nałożyć do szprycy i wyciskać kształty (proponuję z tej ilości 2-3 kadłuby wielkości pięści +4-5 głów, w razie gdyby "się zepsuły"). Piec w piekarniku nagrzanym do 200*C przez ok 30 minut. Przekuć (żeby powietrze sobie mogło wyjść), ostudzić.Wierzch odkroić, przekroić na pół, to będą skrzydła.
Mascarpone wymieszać z lemon curdem***, nałożyć (można za pomocą szprycy, ale widelec też się nada) do korpusów, wetknąć głowy i skrzydła. Można oprószyć cukrem pudrem.

* można kupić, można zrobić
** ważne! Ptysie nie będą chciały rosnąć jeśli jajka zostaną dodane do gorącego ciasta
*** można wymieszać mascarpone pół na pół z ubitą śmietaną kremówką, żeby było bardziej kremowe

niedziela, 17 listopada 2013

różowe migdały

Ostatnio zastanawiałam się jakie jest moje ulubione ciasto, albo jakie są moje ulubione kwiaty. I wychodzi mi, że nie mogę się zdecydować. Oczywiście są typy które lubię bardziej niż inne. Na przykład uwielbiam jaskry.
Choć skłonność do różowego, to nowa rzecz :D
A szarlotki i ciasta z jabłkami lubi chyba każdy...
Ta jabłkowa tarta jest na tyle dobra, że do zdjęć udało się dotrwać tylko jednemu, jedynemu, odłożonemu zawczasu kawałkowi.
Co oczywiście nie przeszkodzi mi trochę pomarudzić, bo jest moim zdaniem trochę za słodka. Następnym razem część marcepanu (i tak użyłam mniej, bo w przepisie podane było 225-250g na 500 g jabłek) zastąpię dodatkową porcja płatków migdałowych i na pewno zrezygnuję z posypywania ciasta cukrem.






Marcepanowo-cytrynowa tarta z jabłkami  
Na spód:
100 g mielonych migdałów
125 g mąki tortowej
2,5 łyżki soku z cytryny
1 łyżka miodu ( u mnie golden surup)
2 łyżki dobrze schłodzonego Amaretto (wody lub innego alkoholu)
110 g zimnego masła
2 łyżki jogurtu naturalnego
szczypta soli
Na warstwę jabłkową:
600 g startych jabłek
225g zimnego marcepanu *
2-3 łyżki płatków migdałowych
sok z połowy cytryny
skórka otarta z całej cytryny

Zagnieść spód. Połączyć sypkie składniki (mąkę, migdały i sól), zrobić zagłębienie dodać płynne składniki (miód, jogurt sok z cytryny alkohol) oraz masło. Zgnieść. Blachę (dużą, np. z wyposażenia piekarnika) wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć ciasto i cienko rozwałkować (by uzyskać placek o średnicy minimum 30 cm). Wstawić blachę z ciastem do lodówki na min 2 h Na pół godziny przed wyjęciem ciasta z lodówki nagrzać piekarnik do temperatury 175 stopni i przygotować jabłka: na tarce do jarzyn zetrzeć jabłka, pokropić sokiem z cytryny, dodać skórkę i zacząć ucierać marcepan. Żeby się nie sklejał ucierać go partiami i od razu mieszać z jabłkami. Jabłka przełożyć na tartę wyjętą z lodówki. Brzegi założyć do środka. Jeżeli się połamią nic nie szkodzi.Posypać jabłka płatkami migdałowymi i wstawić blaszkę do piekarnika i piec 25- 35 minut z nawiewem. Warto sprawdzić w czasie pieczenia czy ciasto zbyt szybko się nie przyrumienia – jeśli tak, przykryć je folią aluminiową i piec dalej.

*marcepan powinien być zimny żeby łatwiej się ścierać i mniej sklejać

sobota, 14 września 2013

śliwka nocą

 Ostatnio się zwyczajnie niem wyrabiam. Dostałam skrzynkę kwaśnych śliwek  i dwoję się i troję żeby je przerobić na coś zanim odejdą z tego padołu łez. Palce z pozadzieranymi skórkami pieką żywym ogniem przy obieraniu kwaśnych owoców, a śliwki bezczelne za nic nie chcą oddawać pestek. O zdjęciach nawet nie ma co wspominać, bo wracam ostatnio o 19 do domu kiedy dobre światło dzienne do zdjęć jest tylko wspomnieniem.
 Jak na razie mam dwie partie dżemu ze śliwek z czarnym bzem z przepisu lo. Polecam użyć kwaśnych śliwek - mnie kwaskowaty dżem smakuje bardziej i do ciast też będzie lepszy. No i ciasto z kwaśnymi owocami. Użyłam kwaśnych zarówno śliwek jak i jabłuszek (spady) dlatego do oryginalnego przepisu dorzuciłam dodatkowe 50 g cukru i 2 łyżki miodu ( a także skórkę cytrynową dla smaku). Ciasto wyszło pyszne i kwaskowate; może nie tak ładne, ale ze śliwkami o poszarpanych krawędziach i misją żeby upchnąć ich na cieście jak najwięcej (w końcu po coś obrałam ich aż tyle !) należało się tego spodziewać.

Jogurtowe ciasto z kwaśnymi owocami

295 g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
150 g drobnego cukru do wypieków
2 duże jajka
100 g płynnego miodu lub golden syrupu
1 szklanka (250 ml) jogurtu naturalnego, najlepiej greckiego
150 ml oleju słonecznikowego lub rzepakowego
skórka otarta z 1 cytryny
1 kg śliwek (lub więcej!)
3-4 kwaśne jabłka

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej (czyli najpier wyjąc z lodówki). Śliwki wypestkować, jabłka obrać i pokroić w dorobną kostkę.
Mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cukier - przesiać, odłożyć.
Do większego naczynia wbić jajka, dodać miód, jogurt, olej i skórkę cytrynową. Wszystko wymieszać widelcem do połączenia. Wsypać suche przesiane składniki i wymieszać widelcem (mieszając w jednym kierunku), tylko do połączenia.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Jabłka wysypać w miarę równą warstwą na dnie. Przełożyć na nie ciasto, wyrównać (jest gęste). Na wierzchu poukładać (gęsto) odpestkowane śliwki, rozcięciem ku górze. Ciasto można piec w większej prostokątnej blaszce lub okrągłej o średnicy 25 cm. Im mniej ciasta a więcej śliwek, tym smaczniejsze :-).
Piec w temperaturze 175ºC przez około 50 minut, ale zazwyczaj dłużej (zależy to od owoców), do suchego patyczka. Wyjąć, lekko przestudzić w formie, następnie uwolnić z formy. Wystudzone lub lekko ciepłe oprószyć cukrem pudrem i podawać.

wtorek, 13 sierpnia 2013

agrestowo-cytrynowy głupiec, na jogurcie

Tak właściwie, to gooseberry fool jest deserem z duszonego agrestu wymieszanego z custardem lub (w wersji "dietetycznej") mieszanką bitej śmietany z jogurtem. W mojej wersji celem zachowania kwaskowatego smaku agrestu jest on wymieszany z jogurtem naturalnym (a przy okazji jest to bardziej dietetyczne) i służy do przełożenia biszkoptu (a to już mniej, ale za to jakie dobre!). Również celem zachowania kwaskowatości agrest dusiłam z minimalną ilością cukru, tak tylko, żeby puścił sok i się nie przypalał oraz wymieszałam lemon curd z jogurtem.

Ciasto jest bardzo orzeźwiające, kwaskowate i "lekkie". Pyszne. Polecam zwłaszcza zdodatkiem skórki cytrynowej do biszkoptu.

mój agrestowo-cytrynowy głupiec, na jogurcie
350 g agrestu
1/2 słoiczka lemon curdu*
2 opakowania (250g) gęstego jogurtu naturalnego
5 jajek
3/4 szklanki cukru +3 łyżki
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
opcjonalnie: świeżo starta skórka cytrynowa

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto (można wmieszać skórkę cytrynową - polecam). Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Agrest umyć odszypułkować, włożyć do garnuszka, zasypać 3 łyżkami cukru i wstawić na mały ogień. Dusić pod przykryciemaż zrobi się miękki, ale nie rozpadający się. Wystudzić.
Kiedy już wszystko wystygnie wymieszać agrest z 1 1/2 opakowania jogurtu. Z pozostałym jogurtem wymieszać 3-4 duże łyżki lemon curda. Obiema masami przełożyć biszkopt.
*u mnie tym razem kupny, ale można zrobić

wtorek, 7 maja 2013

szybko, szybko

Zrobienie tego obiadu zajmuje jakieś 10 -15 minut tyle ile ugotowanie makaronu. Maciejowi do gustu nie przypadł (za kwaśny), ale mnie smakował. Nie powala na kolana, ale to połączenie smaków jest zadziwiająco dobre.
cytrynowe spaghetti
(przepis pochodzi z "Moich notatek kuchennych Gwyneth Paltrow)
makaron typu spaghetti (350 g)
1 cytryna
100 g sera parmezan lub grand padano
garść bazylii
sół, pieprz

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu zostawiając ok. pół szklanki wody z gotowania. Ser wymieszać w
misce z sokiem i otartą skórką z cytryny oraz odlaną wodą (będzie potrzeba kilka łyżek, należy dodawać w miarę potrzeby zaczynając od 3-4) wrzucić gorący odcedzony makaron, wymieszać (w miarę potrzeby dolać więcej wody jeśli "sos" nie będzie rozprowadzał się równomiernie) dodać porwanąlub pociętą bazylię i podawać.

poniedziałek, 11 marca 2013

obiad na rozgrzewkę

Zima znów przyatakowała Londyn. Nie jest to mróz i śnieżyca jak w Polsce, raczej przenikliwy wiatr i szybko topniejący śnieg. Mimo wszystko zimno, wilgotno i nieprzyjemnie.
Jakbym coś przeczuwała, od tygodnia chodził za mną bogracz. Powoli kompletowałam składniki, na kilka razy przypominając sobie co tam jeszcze było (i oczywiście na koniec okazało się, że pomidory w puszce się skończyły i zapomniałam dodać marchewki) Efekt olśniewający, wart każdej minuty poświęconej na przygotowanie dania i wreszcie dogadałam się z wołowiną. Serio jeden z najlepszych obiadów jakie ostatnio jedliśmy (choć zapiekanka z ziemniaków z mięsem mielonym i rozmarynem też była niczego sobie).

bogracz 
przepis z Kwestii Smaku z moimi modyfikacjami
ok 500 g mięsa gulaszowego (wołowiny/cielęciny/baraniny/jagnięciny)
ok 200 g boczku
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
3 papryki,
3 pomidory
5 ziemniaków
2 łyżki masła i1 łyżka oliwy
4 łyżeczki mielonej wędzonej papryki (lub słodkiej)
3 łyżki sosu sojowego (opcjonalnie)
1 łyżka koncentratu pomidorowego(użyłam zamiast tego 1/3 puszki pomidorów)
2 średnie marchewki
gorąca woda lub domowy bulion

Przygotować składniki: mięso pokroić w około 2cm kostkę i ocieplić do temperatury pokojowej. Boczek pokroić w plasterki a następnie w 2 cm cienkie paseczki. Cebulę drobno posiekać, czosnek przetrzeć przez praskę lub posiekać.
Do kociołka/garnka włożyć boczek i obsmażyć go dokładnie aż będzie lekko chrupiący i wytopiony.
Dodać masło i oliwę, gdy tłuszcz będzie gorący dodać cebulę i smażyć ją na umiarkowanym ogniu, lekko ją rumieniąc. Pod koniec dodać czosnek i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.
Włożyć mięso (kociołek/garnek musi być bardzo dobrze rozgrzany) i dokładnie obsmażyć je z każdej strony. Mięso najlepiej smażyć partiami, wkładając do garnka po 3 - 4 kawałki mięsa jednocześnie, tak aby temperatura w garnku się nie zmniejszyła. Mięso musi być szybko i dokładnie obsmażone na większym ogniu, wówczas zachowa soczystość i po ugotowaniu nie będzie suche.
Dodać mieloną paprykę w proszku, sos sojowy i koncentrat pomidorowy, wymieszać. Pod chwili wlać 1 szklankę gorącej wody, doprawić solą i pieprzem, zagotować. Gdy gulasz będzie już równomiernie bulgotał, ustawić umiarkowany ogień (na minimalnym ogniu z uchyloną przykrywką) i gotować przez około 2 godziny, do czasu aż mięso będzie miękkie . W międzyczasie uzupełniać gorącą wodę lub bulion, w miarę jak będzie ich ubywało, tak aby mięso było prawie całe przykryte.
Dodać ziemniaki, posolić i delikatnie wymieszać. W razie potrzeby dodać wody lub bulionu. Gotować przez około 15 minut lub do czasu aż ziemniaki będą prawie miękkie, ale jeszcze jędrne w środku.
Dodać pokrojoną w kostkę paprykę, marchewkę w talarkach i gotować przez około 5 minut. Dodać pomidory, delikatnie wymieszać, gotować przez około 1-2 minuty i zdjąć z ognia.
Podawać z pieczywem. (Najlepiej świeżym i z masłem,alei czerstwa bułka do maczania się nada)

Zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym i rozmarynem
5-6 sporych ziemniaków
ok 200-250 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
1 spora cebula
spora garść świeżego rozmarynu
skórka starta z połówki cytryny
1/3 szklanki śmietany
oliwa z oliwek

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić na oliwie; dorzucić mięso mielone. Smażyć kilka minut, aż przestanie być surowe, dorzucić posiekany rozmaryn, skórkę z cytryny.
Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki, dorzucić do smażącego się mięsa. Podgrzewać parę minut, dodać śmietanę, wymieszać, posolić. Przełożyć do naczynia do zapiekania i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok 20 minut (aż ziemniaki będą miękkie)

P.S.kupiłam sobie w sobotę na dzień kobiet przepiękne jaskry w kolorze fioletu i czerwonego wina i ile razy na nie nie spojrzę to mnie zachwycają

niedziela, 3 marca 2013

rocznice

Maciej pojawił się na tym padole łez ćwierć wieku temu, a londyńskie metro ma go na koncie aż półtora (wieku).
Z okazji urodzin metra w muzeum transportu odbywa się wystawa najlepszych plakatów związanych z metrem. A że plakaty tfl są niesamowite, z jajem i zabawne, to chętnie wybraliśmy się obejrzeć 150 plakatów, które uznano za najlepsze.








 Nasz ranking wygrał plakat ze ślimakami. Niestety ciężko było mu zrobić zdjęcie, bo światła się w szybce odbijały...

Najwyraźniej przygotowują się już  także do dwusetnej rocznicy...





Z okazji urodzin M. tort musiał się pojawić nawet jeśli na imprezę nie było miejsca ani czasu.

tort cytrynowo-limonkowy
(biszkopt "rzucany" z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej

1/2 opak. serka mascarpone
1/2 opak śmietany kremówki

lemon curd* limonkowo-cytrynowy

sok wyciśnięty i skórka otarta z 1 1/2 cytryn i 2 limonek 
2 żółtka
2 jajka
100 g cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki na lemon curd, prócz oliwy umieścić w garnuszku (odłożyć łyżkę skórek do dekoracji) i zagotować, mieszając. Pogotować, mieszając, przez 2 minuty. Jeśli będą grudki przetrzeć przez sitko lub zmiksować blenderem. Dodać oliwę i znów pogotować przez 2 minuty. Ostudzić
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.
Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek , a pod koniec ubijania powoli lemon curd do smaku (może być konieczność trochę dosłodzić w stosunku do oryginalnego przepisu zmniejszyłam ilość cukru o połowę).
Biszkopt pokrojony na blaty posmarować resztką lemon curda, po czym przełożyć kremem i udekorować skórkami 

*ja zrobiłam z podwójnej porcji (3 cytryny, 3 limonki) z założeniem, że chcę, żeby mi kremu zostało na kanapki

poniedziałek, 28 stycznia 2013

słoneczna cytrynka

Śnieg na szczęście już stopniał i zrobiło się cieplej. Chodzenie cały dzień w mokrych butach i spodniach jest żadną przyjemnością. Kupowanie kwiatów w śniegu wydaje się dziwne, a jak wiadomo każda ilość śniegu w Londynie jest klęską żywiołową. Teraz wymówek na "nie chce mi się iść do pracy" jest mniej i nie chce się jeszcze bardziej. Poprawiam sobie więc humor słonecznym, żółtym swetrem i żółtymi rajstopami, spódnicą, wysokimi obcasami i cytrynową tartą.

tarta cytrynowa*
2 cytryny
3 jajka
120 g masła
4 kopiaste łyżki mąki psennej
2  kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej/kukurydzianej
ok. 100 g cukru

Trochę ponad połowę (ok 80 g) masła pokroić na drobną kosteczkę i zagnieść z przesianymi mąkami (odłożyć 1/2 łyżki mąki pszennej) żółtkiem (odłożyć białko) , łyżką cukru i odrobiną skórki cytrynowej. Wylepić formę (u mnie keksówka i i jedna tartaletka) wstawić do lodówki. Cytryny mocno naciskając przeturlać po blacie, zetrzeć skórkę i wycisnąć sok do rondelka, dorzucić resztę masła i 1/2 łyżki mąki, wymieszać i podgrzać. W jednym jajku z grubsza oddzielić żółtko od białka (tak żeby 1/2 białka odłożyć, a żółtko z resztą wrzucić do miseczki i) wymieszać z pozostałym jajkiem i ok 40 g cukru (50 lub więcej jeśli wolimy krem cytrynowy słodki nie kwaśny) na w miarę jednolitą masę, wlać połowę gorącego soku z cytryny, wymieszać, przelać do rondelka z resztą gorącego soku i podgrzewać cały czas mieszając aż zgęstnieje. Nagrzać piekarnik na 180*C podpiec ciasto na złoto (ok 10 min, najlepiej z papierem i fasolą lub kulkami do pieczenia na wierzchu), rozsmarować krem cytrynowy w wystudzonym , podpieczonym cieście1 1/2 odłożonego białka ubić z resztą cukru (ok 50 g) na sztywną pianę, którą rozsmarować na wierzchu (można zrobić ładne wzorki). Wstawić całość do piekarnika na 10-15 minut aż piana na wierzchu będzie lekko złota.  








*przepis znalazłam na kombajnie, zmniejszyłam proporcje o ok 1/3 i ilość cukru (bo chciałam krem kwaśny)

wtorek, 11 grudnia 2012

muffiny cytrusowo-bananowe

Ciastka zainspirowane lenistwem. Już właściwie byłam w butach i drzwiach w drodze po jajka, kiedy pomyślałam sobie "Zaraz, zaraz przecież Pinkcake zawsze robi muffiny bez jajek. Ciekawe czego dodaje zamiast?". Okazuje się, że niczego.
Mimo, że nie jestem alergiczką i nie muszę się tym przejmować, to do muffinów z owocami, zwłaszcza cytrusowych, praktycznie nigdy nie dodaję mleka - jakoś nie idzie dobrze z zawartym w owocach kwasem (za to świetnie idą z nimi inne owoce np. wiśnie). Ponieważ i tak zamierzałam zrobić muffiny z zawartością banana, to po chwili namysłu postanowiłam, że po prostu dodam go trochę więcej (część w postaci plasterków, jak w pierwotnym planie, część rozgniecioną widelcem, zamiast jajka) i zostałam w domu.
Przyznaję, że plasterek banana tworzy "zakalcowate" miejsca, więc można po prostu całego banana dodać do ciasta, ew. zostawić kilka plasterków do dekoracji, ale ogólnie ciastka są naprawdę dobre, nie za skłodkie lekko kwaskowate z wyczuwalną nutą cytryny i pomarańczy.
muffiny cytrusowo-bananowe 
(bez mleka i jajek, wychodzi 5-6)
150 g mąki
60 g brązowego cukru*
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok i skórka z 1 cytryny
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/3 szklanki soku pomarańczowego
1 spory banan
ok. 20 g gorzkiej czekolady (wiórki)

Mąkę wymieszać z cukrem i proszkiem do pieczenia. Pół banana rozgnieść dokładnie widelcem na papkę, wymieszać z sokiem z cytrusów i oliwą. Składniki suche wymieszać z mokrymi. Nakładać do foremek łyżka ciasta, plasterek banana (opcjonalnie dodać całego banana do ciasta). Wymieszać resztę ciasta z czekoladą (wiórki albo drobno posiekana) i dalej nakładać podobnym sposobem.

sobota, 15 września 2012

jabłka? winne! I cytrynowa kruszonka

Taki milutki wypiek do sobotniej popołudniowej kawy czy herbaty, ale najlepszy popijany winem, które zostaje po "marynowaniu" jabłek - wychodzi taka jasna sangria.
Pomysł na jabłka marynowane w białym winie znalazłam we wrześniowym numerze "Kuchni", ale jak to ja zrobiłam wszystko po swojemu.

strucla z winnymi jabłkami i cytrynową kruszonką
przepis stąd, mocno zmodyfikowany
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka
1 duże jajko
3 czubate łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli
3 łyżki masła, roztopionego
7 g drożdży świeżych

2 jabłka
1,5 szklanki białego wina wytrawnego, lub półwytrawnego
2 łyżki stołowe cukru z prawdziwą wanilią i kardamonem
garstka goździków
skórka otarta z 1/2 cytryny

2 łyżki masła
4 łyżki mąki
3 łyżki cukru
starta skórka i trochę soku z cytryny

Zrobić zaczyn* dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając roztopiony tłuszcz. Wyrabiać tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do miski, przykryć lnianym ręczniczkiem, pozostawić do podwojenia objętości (około 90 minut).
W tym czasie wino z cukrem i przyprawami zagotować, wrzucić pokrojone w grubą kostkę jabłka i gotować jeszcze pół minuty. Zostawić do ostygnięcia (w oryginale było na godzinę).
Kiedy ciasto wyrośnie, krótko je wyrobić (można podzielić na 2 części lub zrobić jedną dużą struclę). Rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 35 cm, lub trochę większy, delikatnie podsypując mąką. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć nadzienie (czyli odsączone jabłka, wino można przelać przez sitko i spożyć pycha) tylko na środku, wzdłuż dłuższego boku. Ciasto zwinąć w roladę, składając na 3 części (pierwszą, dolną częścią ciasta przykrywamy część z nadzieniem, następnie składamy raz jeszcze, zwijając jak roladę; boki podkładamy pod spód).
Gotową struclę ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (lub ułożyć w okrągłej blaszce z kominkiem, albo keksówce), oprószyć mąką, przykryć lnianą ściereczką, pozostawić do ponownego wyrośnięcia (około 30 minut). Przed samym pieczeniem struclę naciąć wzdłuż ostrym nożem, prawie do samej blaszki nie przecinając końców strucli, należy zostawić około 5 cm z każdej strony nie rozcięte oraz posmarować jajkiem/żółtkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka, posypać kruszonką
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 minut, do złotego koloru. Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach przełożyć na kratkę, wystudzić.

* dla nowicjuszy - podgrzać mleko (ciepłe, ale nie parzy w palec, ja zwykle zużywam całe podane w przepisie do tego celu), wsypać łyżkę cukru, 2 łyżki mąki, wkruszyć drożdże, wymieszać na jednolito. Odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów na jakieś 15-20 minut. Niekonieczne jeśli korzystamy z drożdży suszonych, ale wtedy używa się połowę ilości (4 g)

słówko dnia sth went pear -shaped - coś poszło nie tak jak było zaplanowane
(u nas kształt gruszki ma jakby ładniejsze znaczenie - z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt, zdefiniuj kształt gruszki [ Jaskier z Wiedźmina cytowane z pamięci])

niedziela, 15 kwietnia 2012

babeczki z mascarpone

Moja nowa miłość - serek mascarpone.
Odkryłam że świetnie nadaje się do wyrobu wszelkiej maści kremów, świetnie się nakłada, trzyma i formuje, ma kremową konsystencję, ładnie "przyjmuje smaki" i w ciągu ostatniego tygodnia dwukrotnie robiłam babeczki z różnymi kremami na bazie tegoż serka. Gdyby jeszcze nie był tak wściekle kaloryczny!

bazą są kruche spody, ja robiłam je z resztki ciasta na mazurek, ale można zagnieść ciasto specjalnie po to, a nawet kupić gotowe spody. Ciastka są niezwykle proste i szybkie w wykonaniu,a także bardzo efektowne i zadziwiająco smaczne
Większe biało-czarne ciastka robiłam, bo mnie naszło, a maluchy dla babci zamiast tortu, bo w piątek miała urodziny ( a moja rodzinka bezczelnie wyjechała akurat na ten weekend) i uznałam że we 3nawet małego tortu nie zjemy. Najbardziej chyba efektowna i intensywna masa to krem-mus czekoladowy, M. najbardziej smakuje krem cytrynowy, a największy szok wywoła krem o smaku fiołków (biały)

krem-mus czekoladowy
proporcje: 1 opak.(250g) serka mascarpone -80 g gorzkiej czekolady
powstaje przez zmiksowanie do połączenia serka z roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą (można część gorzkiej zastąpić mleczną wedle uznania)
Reszta kremów powstaje analogicznie.

krem cytrynowy
1 opak.(250g) serka mascarpone - 3-4 łyżki lemon curd*

krem fiołkowy
1 opak.(250g) serka mascarpone - 4-5 łyżek syropu fiołkowego**
(można wykorzystać też inne syrop różany, lawendowy, ale też irish, kawowy czy malinowy)

krem różany
1 opak.(250g) serka mascarpone - 200g konfitury z płatków róży
tutaj nie miksujemy - należy delikatnie acz dokładnie wymieszać składniki za pomocą widelca. Dobrze pasują tu podprażone płatki migdałów do dekoracji


*lemon curd można oczywiście kupić, ale wykonanie jest na tyle proste ( i można sobie samemu dobrać ilość cukru, żeby był bardziej lub mniej kwaskowaty), że proponuję wykonać samemu.
lemon curd
(przepis stąd)
sok wyciśnięty z 3 cytryn i skórka z nich otarta
2 żółtka
2 jajka
200 g cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka oliwy

Wszystkie składniki (oprócz oliwy) umieścić w garnuszku i zagotować, mieszając.
Pogotować, mieszając, przez 2 minuty. Jeśli będą grudki przetrzeć przez sitko
lub zmiksować blenderem. Dodać oliwę i znów pogotować przez 2 minuty.
Umieścić w słoiczku. Można przechowywać w lodówce do tygodnia czasu.

**w moim przypadku syrop jest kupny (firma Rioba, do kupienia w Makro), ale tu można znaleźć przepis jak zrobi samemu syrop z fiołków, a przy okazji chciałabym dodać wpis do:

P.S.Na pierwszym zdjęciu babeczce w foremce wystaje kawałek papieru - jest to niesamowite ułatwienie przy wyciąganiu tych kruchych spodów bez szkody podpatrzony u Ani o tu

wtorek, 28 lutego 2012

torty dwa

aaaa były sobie torty dwa...
Sprawa wygląda następująco: urodziny M. były 25, a ja bezczelnie i totalnie egoistycznie pojechałam na Gardenię 24. Wróciłam wprawdzie na popołudnie 25, ale było za późno żeby piec tort (no chyba, że zamierzałam się z jubilatem w ogóle nie spotykać). Tort nr 1 czyli ananasowy powstał więc w niedzielę. Miał w sumie powstać w środę, ale była przecież Środa Popielcowa... jakoś tak się z nim nie składało mimo, że wymyśliłam go przecież zawczasu, zakupiłam wszystkie składniki i wystarczyło upiec. Tylko nie miał kto jeść.
Składa się z: cytrynowego biszkoptu (przepis zaczerpnęłam od Liski), musu ananasowego (pomysł na mus i dekorowanie liśćmi ananasa ściągnęłam z Kwestii Smaku]) oraz kremu aromatyzowanego ananasowym karmelem (z pieczonego ananasa).

Tort był delikatny i nie za słodki. Jak dla mnie odrobinę zbyt śmietanowy w smaku, ale wszyscy inni chwalili.
Jestem za to bardzo zadowolona z dekoracji-patrzę na ten ananasowy kwiatek i pękam z dumy.

tort ananasowyLink1,5 średniej wielkości ananasa (tyle będzie potrzeba, ale polecam tego drugiego upiec w całości)
szklanka cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej
na blaty
5 dużych jajek, w temperaturze pokojowej
80 ml oleju roślinnego
Sok i skórka starta z 1 cytryny
150 g mąki pszennej, przesianej przez sitko
1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g cukru
krem
250 ml śmietany kremówki
250g sera masacarpone


Na początek upiec ciasto -Piekarnik nagrzać do 175 st C. (funkcja: pieczenie góra-dół)
Miękkim masłem posmarować spód formy do pieczenia
Żółtka połączyć w średniej misce z olejem, skórką i sokiem z cytryny i dobrze ubić.
Mąkę przesiać przez sitko, połączyć z proszkiem do pieczenia i używając drewnianej łyżki, wmieszać suche składniki do masy z żółtkami uważając, by nie było grudek.
Aby zrobić bezę, białka wlać do miski i ubijać - najpierw na wolnych obrotach by białka napowietrzyć, dodać cukier, zwiększyć obroty do jak najwyższych i ubijać ok. 5 minut, aż masa będzie sztywna.
Używając łopatki, delikatnie wmieszać bezę do masy.
Przełożyć masę do formy. Wygładzić wierzch i piec 35-45 minut. Ciasto powinno by rumiane.
Formę z ciastem wyjąć z piekarnika i ostudzić zanim je z niej wyjmiemy.

Ananasy obrać (wymyć nóż, w skórce są substancje, które mogą powodować podrażnienia, można zostawić kilka ładnych listków do dekoracji) Podgrzać cukier (szklanka) z 2 łyżkami wody, a kiedy nabierze złotego koloru i się rozpuści, dolać wody i mieszać aż wszystko ponownie się rozpuści. Podgrzać piekarnik do temperatury 200°C. Ananasa umieścić w naczyniu żaroodpornym polać owoc karmelem i wstawić do piekarnika. Piec jakieś 45 minut przewracając co jakiś czas i polewając karmelem.
Drugiego ananasa pokroić w kostkę i zmiksować. Pulpę anansową (można odcisnąć trochę soku, żeby potem dodać go do karmelu) podgrzewać w garnuszku do wrzenia. Mąkę ziemniaczaną rozmieszać 2 łyżkami wody i dodać do gotującej się masy ananasowej, wymieszać (pulpa zgęstnieje -kisiel) . Ostawić wszystkie składniki (łącznie z pieczonym ananasem) do ostygnięcia.

Po ostudzeniu wszystkiego pokroić ciasto na 3 blaty. Ubić na wysokich obrotach śmietanę kremówkę (mocno schłodzoną!), na sztywno i stopniowo dodawać ser mascarpone. Pod koniec ubijania dodać po łyżce karmelu w którym był pieczony ananas (do smaku). Skroić połowę pieczonego ananasa i wymieszać z pulpą-kisielem ananasowym. Przekładać ciasto - od dołu mus ananasowy, druga warstwa ciasta, krem, trzecia warstwa ciasta, krem i dekoracja.
Kwiatek jest z cienkich plastrów pieczonego ananasa - należy wykroić z nich środek (łykowaty) pierwszy ułożyć spiralnie na środku ciasta, resztę pokroić na mniejsze fragmenty i delikatnie wciskać pod pierwszy plaster. Obramować pozostawionymi liśćmi.

Uwaga:
Ja piekłam w małej tortownicy o średnicy 20 cm (i część ciasta powędrowała do foremek na muffinki - mój brat, który odmówił jedzenia tortu był bardzo z tego powodu szczęśliwy) jeśli forma będzie większa, trzeba zwiększyć ilość kremówki, bo kremu zabraknie.
Natomiast musu mi zostało (i wylądował jako farsz do naleśników mlask!), więc o to martwić się nie trzeba

a resztę pieczonego ananasa można spożytkować zgodnie z oryginalnym przepisem

Drugi tort można nazwać puszkowym. Pytałam M. jaki chciałby tort. Jaki owoc, jaki tylko chcesz. Myślałam raczej o dowolnie egzotycznym owocu, ale On zażyczył sobie tortu brzoskwiniowego! Nie brzoskwinio- marakujowego. Brzoskwiniowego. Ze względu na brak sezonu brzoskwinia była z puszki i ze słoika.
Wydaje mi się, że tort, a zwłaszcza krem był trochę za mokry przez co dekoracja trochę kulała (jakby ktoś miał wątpliwości to postać na torcie porusza się o lasce - staruch już z tego M.), ale mus brzoskwiniowy był naprawdę dobry, kwaskowaty i niezbyt słodki (podobnie krem był niezbyt słodki). Najwięcej słodyczy było w biszkopcie.
tort brzoskwiniowy (z puszki)
duża puszka brzoskwiń w syropie
słoik dżemu brzoskwiniowego niedosłodzonego
sok z jednej cytryny
250 ml śmietany kremówki
500 g serka masacrpone
miodu (do smaku )
łyżka stołowa żelatyny
łyżka stołowa mąki ziemniaczanej
(biszkopt "rzucany" z tego przepisu)
5 jajek
3/4 szklanki cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej


Brzoskwinie wyjąć z zalewy (którą zostawiamy), zmiksować połączyć w garnuszku z sokiem z cytryny i dżemem i podgrzewać. Żelatynę rozpuścić w niewielkiej ilości wody i dodać do brzoskwiń. Całość zagotować, mąkę ziemniaczaną rozprowadzić niewielką ilością wody i dodać do wrzącego musu (żeby zagęścić), rozmieszać dokładnie i odstawić do ostygnięcia.
(biszkopt)
Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania stopniowo dodawać cukier, dalej ubijając. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając. Mąki wymieszać, przesiać i delikatnie wmieszać do ciasta (ja to robię na bardzo wolnych obrotach miksera).
Tortownicę o średnicy 20 - 22 cm wyłożyć papierem do pieczenia Wyłożyć ciasto. Piec w temperaturze 160 - 170ºC około 30 - 40 minut (lub dłużej, do tzw. suchego patyczka).
Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 60 cm opuścić je (w formie) na podłogę. Odstawić do uchylonego piekarnika do ostygnięcia. Całkowicie wystudzić. Przekroić na 3 - 4 blaty.

Śmietanę ubić na sztywno, dodawać stopniowo serek , a pod koniec ubijania powoli zalewę z brzoskwiń (można dosłodzić do smaku miodem). Przekładac biszkopt najpierw porządnie schłodzonym musem, potem kremem, resztę kremu można zabarwić i użyć do dekoracji.

czwartek, 1 września 2011

powtarzalność

Ostatnio 3 razy zrobiłam to samo ciasto. Rzadko mi się zdarza wracać do wypróbowanych już przepisów, a jeśli to z drobnymi modyfikacjami.
A tutaj nie dosyć że w przeciągu tygodnia trzykrotnie zrobiłam takie samo ciasto z rabarbarem (ale za każdym razem dla innej osoby) to jeszcze poprawiłam ciastem cytrynowym ze starego przepisu (dostałam go zaraz na początku jak poznałam siostrę M. to już ze 4 lata !) i błyskawicznym obiadem czyli drobiem z patelni grillowej z sosem cioci Ewy. Wszystkie te rzeczy były pycha i wyszły tylko ...
Moja rodzina i znajomi nie rozumieją niechęci to powtarzania przepisów w niezmienionej formie, ale tym co mnie zwykle przyciąga w danej recepturze jest nowe połączenie smaków, albo faktur, ciekawość co z tego wyjdzie i możliwość wykorzystania jakiegoś nowego składnika. Uwielbiam ten moment kiedy czytając opis i składniki niemal czuję na języku poszczególne smaki. Trochę tak jakby neurony w moim mózgu były strunami, tylko że zamiast palcy mam słowa, a zamiast dźwięku smaki. potem staram się odgadnąć jaki smak będzie miała całość czy będzie połączeniem, w którym można wyczuć poszczególne składniki czy może stworzy nową jakość ?
Kiedy już znam smak to cała ta zabawa z "wyobraźnią smakową" bierze w łeb. Znacznie zmniejsza to radość gotowania.
Więc na koniec tygodnia pozwoliłam sobie na eksperyment, ale bezpieczny. Czyli cytrynowe drożdżówki, w moim ulubionym kształcie serduszek. O dziwo (bo nieznoszę ciast drożdżowych) wyrabiało się łatwo i przyjemnie.

rabarbarowa pianka
inspirowana tym przepisem choć zmieniłam proporcje tak, że na cienkim biszkopciku ułożona jest spora porcja wilgotnej pianki z rabarbarem i to ona w cieście gra pierwsze skrzypce.
Ciasto:
* 2 żółtka
* 1/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 11/2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 21/2 łyżeczki mleka
* 11/2 łyżki masła
Beza:
* 3 białka
* 3/4 szklanki cukru
* 750 g obranego i drobno pokrojonego rabarbaru
* 2 łyżki soku z cytryny
* szczypta soli

Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę. Na przemian dosypywać mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i dolewać mieszankę mleka z rozpuszczonym masłem. Przelać do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub wyłożonej papierem formy(ja używam formy do tarty) i podpiec w temp. 200*C przez 10 minut. Białka ubić na sztywną pianę powoli dodając cukier, sok i sól (ja w międzyczasie obieram i kroję rabarbar). Kiedy piana będzie ubita delikatnie wymieszać z pokrojonym rabarbarem i wyłożyć na podpieczone ciasto. Wstawić na kolejne 15-20 minut do piekarnika.

cytrynowe drożdżówki
podstawa przepisu i formowanie stąd

* 160 ml mleka
* 5 łyżek cukru
* pół łyżeczki soli
* 1 jajko
* 21/2 szklanki mąki pszennej
* 2 łyżki roztopionego masła
* 7 g drożdży suchych (1 opakowanie) lub 15 g drożdży świeżych
* skórka starta z 2 cytryn
* sok z 1 cytryny
* 2-3 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki z wyjątkiem soku z cytryny i cukru pudru umieścić w misce i wyrobić (z drożdżami świeżymi należy wcześniej zrobić rozczyn). Nie dosypywać więcej mąki, by ciasto nie było zbyt twarde. Wyrabiać długo, aż ciasto nie będzie lepkie, natomiast będzie sprężyste i będzie odchodzić od ręki. Uformować w kulę, przykryć lnianym ręczniczkiem i pozostawić do podwojenia objętości w ciepłym miejscu.
Z soku z cytryny i cukru zagotować gęsty syrop, odstawić do przestygnięcia. Podzielić ciasto na 8-10 kulek. Każdą rozwałkować na placuszek
, posmarować syropem, zawinąć w rulonik, następnie rulonik złożyć na pól. Od strony "złożenia" przeciąć go w wzdłuż na pół zostawiając nieprzecięty "kikut" długości ok. 2 cm. Przecięte fragmenty wywinąć na zewnątrz i mamy serduszko. (wiem że z opisu słownego ciężko to sobie wyobrazić. Tu lub tu mozna zobaczyć poszczególne etapy)
Teraz przyszłe drożdżówki należy umieścić na blasze, posmarować żółtkiem i odstawić na chwilę do napuszenia. Piec 15-17 minut w temp. 180*C
Polecam podawać z budyniem.


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

pół na pół

czyli robienie konserw ze słowiczych języczków - pół słowiczego języczka na pół konia :)
zdjęcie już z Warszawy*, a przepis jeszcze z Londynu.
wołowina w sosie cytrynowym
ok 400 g chudej wołowiny (steków)
3 cytryny
oliwa z oliwek bazyliowa**
łyżka mąki
kostka rosołowa lub 1/2 szklanki bulionu

Cytryny umyć, wyparzyć. Z 2 zetrzeć skórkę i podgrzać na patelni razem z oliwą. Wołowinę pokrojoną w plastry posolić, podsmażyć z obu stron, zalać sokiem cytrynowym wymieszanym z bulionem, gotować 20-30 minut. Łyżkę lub 1,5 oliwy podgrzać na osobnej patelence, wymieszać z mąką i dodać do mięsa pod koniec gotowania celem zagęszczenia sosu. Doprawić solą, pieprzem podawać z kuskusem, pokropionym i sosem i oliwą bazyliową (kuskus z sosem może być osobnym daniem, zwłaszcza po dodaniu rodzynek).


*fontanny między Wisłostradą, a starówką - odremontowane i ponoć nawet multimedialne
** można kupić, albo zalać oliwą zwykłą, posiekaną bazylię i odstawić na jakiś czas

czwartek, 21 kwietnia 2011

wczorajszy dzień



z tym "jutro" opisaniem zastosowania stokrotkowych łepków mi nie wyszło, gdyż wczoraj podpierając oczy na zapałkach redukowałam syrop, pakując w blogowy "słoik" jedno miłe wspomnienie na chude czasy. Ale to na końcu. Bo na początku dnia spotkała mnie niespodzianka i to ze strony najmniej spodziewanej czyli Państwa reprezentowanego przez Urząd Skarbowy. Weszłam, załatwiłam wyszłam w przeciągu 5 minut! serio

Ale zakupienie guzików okazało się znacznie trudniejsze. Jak już wybrałam model, to trzeba go było poszukać i nie znaleziono. Jak prawie się zdecydowałam na inny, to usłyszałam, że może bym wpadła popołudniu, albo jutro, bo później przyjdzie koleżanka, która bardziej się orientuje i może ona znajdzie. Trochę zła (może dlatego, że buty mnię uwierały) zastosowałam się do rady i tu kolejna niespodzianka. Znalazły się. Stałam się więc posiadaczką 14 ślicznych, czerwonych guzików (wykupiłam do cna), które przyszyję w miejsce niezbyt urodziwych brązowych guzików, ledwie wiszących* u mojego nowego płaszcza.

A w płaszczu będę chodzić na spacery, słuchać świergotu wróbli w krzakach i wdychać zapach czeremchy myśląc o Grechucie tak jak przy zbieraniu stokrotkowych łepków (choć było to znacznie bardziej meczące niż spacery) co prowadzi mnie znów do przepisu.



syrop stokrotkowy
( przepis stąd)
250g stokrotek
800 ml wody
1/2 - 1 nieobranej cytryny w cząstkach
400g cukru

kwiaty wrzucamy do miski, zalewamy wrzątkiem, dorzucamy cytrynę i odstawiamy. Następnego dnia odsączamy płyn przez gazę, dodajemy do niego cukier i redukujemy na wolnym ogniu aż syrop zgęstnieje




*niestety chińszczyzna, ale z drugiej strony jakby były przyszyte dobrze, to nie zdecydowałabym się na zmianę guzików mimo, iż te mi się nie podobają. Ale płaszczyk jest śliczny. Tak biję się z myślami, zwłaszcza w obliczu słabej jakości wykonania czy by sobie nie zakupić od razu i drugiego, by mieć jak ten się zniszczy. Nie będę musiała biegać po sklepach i szukać, no i wtedy już nie będę się natykać na panie w tym samym. Tylko drogi był :(