Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

śniadanko

Ostatnimi czasy nasze niedzielne śniadania są ... mniej standardowe. Wynika to z faktu, że w sobotę zapominam kupić pieczywa i w niedzielę rano trzeba kombinować.
A jedną z moich ostatnio ulubionych kombinacji jest różowy grapefruit z miodem.
Pyszotka. (świetny deser po obiedzie)

Pancakes:
(na 2 osoby)
1 szklanka mąki
1 jajko
3/4 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
40g roztopionego masła
2 łyżki cukru
szczypta soli
Mąkę przesiać.
Przesianą mąkę połączyć z proszkiem do pieczenia, cukrem i solą. Następnie roztrzepać jaja, połączyć z mlekiem i masłem, dodać do mąki. Smażyć na suchej patelni. Podawać najlepiej z miodem i cząstkami różowego grapefruita.

sobota, 22 lutego 2014

śniadanie mistrzów

Stosunkowo proste i szybkie, ale za to jakie dobre!
 Opiera się  w dużej mierze na dobrej jakości składników. Więc dobrze jest żeby bagietka była pyszna i świeża, brie dość intensywny w smaku, a jabłko miękkie i słodkie (wyjątkowo).

kanapka
(2 porcje)
bagietka
ser brie (ok. 120 g)
pół jabłka - najlepiej 'Golden delicious'
garstka orzechów włoskich
liście (u mnie szpinak, ale sałata lub liść mieszany są równie dobre jak nie lepsze)

Bagietkę przekroić na pół, ser pokroić w grube plastry, jabłko umyć przekroić na ćwiartki i wyciąć gniazdo nasienne, pokroić w dość grube plasterki. Na bagietce ułożyć warstwą ser, orzechy na ser i lekko docisnąć żeby się przykleiły- nie będą wypadać. Na to plasterki jabłek i liście; przykryć drugą połową bagietki i spożywać. 

poniedziałek, 22 października 2012

4

Stół ma cztery rogi, cztery nogi i cztery odsłony. Od piątku (czyli już czwarty dzień) jest paskudnie. Weekend spędziłam zawinięta w kołdrę czytając książki, wyściubiając nos z domu tylko, kiedy było to absolutnie niezbędne.


  Na kilka razy wracaliśmy z M. do rozmowy na temat tego czy sztuka powinna ranić. M. uwielbia takie dysputy, podobnie jak, wraz ze swoim ulubionym (martwym już) poetą, uwielbiają sypać sól do otwartej rany. Chyba nigdy tego nie pojmę. Co dobrego jest w nurzaniu swojej duszy we wszystkich brudach tego świata ? A jednak cenię jeśli dzieło wywołuje niepokój. Zbyt spokojni osiadamy na laurach, przestajemy marzyć i dążyć, zbyt zranieni nie mamy ochoty dążyć i marzyć, w ludziach widzimy tyko wady i ułomności.
Dlatego "Przeczucie - cztery pory niepokoju" jednego z naszych wspólnych z M. ulubionych poetów-wykonawców - Jacka Kaczmarskiego



Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane 
(przepis Liski podzielony przez 2)
50 g mąki kukurydzianej
150 g mąki pszennej
50 g ugotowanych ziemniaków, utłuczonych
1/2 łyżeczki drożdży instant +1 łyżeczka cukru
3/4 łyżeczki soli (ja następnym razem zmniejszę ilość)
125 ml wody
1/2 łyżki masła
1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki przesiać/wsypać wlać do miski. Zagnieść ciasto - powinno być miękkie, elastyczne i nie kleić się do rąk. Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na 1 h. Z wyrośniętego ciasta, dłońmi posmarowanymi oliwą formować bułeczki (powinny wyjść ok. 4 średniej wielkości bułki). Układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrastania na 30-40 minut. Posypać kaszką kukurydzianą lub mąką. Piekarnik nagrzać do 210 st C. Wstawić bułeczki. Piec 12 minut. Następnie nastawić termoobieg (180 st C) i rumienić bułeczki kolejne kilka minut (może się okazać, że już podczas pieczenia w temp. 210 st, bułeczki są zrumienione, wówczas można zrezygnować z ich dopiekania). Upieczone bułeczki delikatnie spryskać wodą i odstawić do ostygnięcia.


A wieczorem będzie o tym co robiłam w czwartek :)
 słówko dnia: to know one's (your) onions - znać się na czymś

wtorek, 16 października 2012

World Bread Day

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!
As it's an international holiday (?) I can try writing a note in English. Why not ? For my debiut I picked an easy (I have to admit they are unbelievably easy to do)  bread rolls from Liska's Pracowni wypieków. Actually it was a baguette.  My changes was adding italian, mixed herbs instead of gingerbread spices and making baguettes from half portion - M. doesn't eat bread almost and I couldn't make it through 6 pieces before they went stale.
Anyway polish recipe is from Liska's page and english is translated by combined forces of me and Google Tranlate :)

Spicy baguette
250 g of wheat flour
3/4 teaspoon of salt
1/2 tablespoon sugar
1/2 tablespoon vegetable oil
1/2 teaspoon italian herbs
150 ml of warm water
1/2 teaspoon dried instant yeast

Stir yeast, a teaspoon of sugar, 2-3 tablespoons of water in a bowl and let stand for 15 minutes (I know that instant yeast are not supposed to be soaked, but I did anyway).
In a large bowl siew flour, salt, sugar and spices. Mix. Pour the yeast, oil, and slowly add water stirring. Knead the spring, but not stiff dough (if necessary, you can add water).
Transfer to oiled bowl, cover with a cloth and set aside to grow for about an hour. It should double in volume.
Then divide the dough into 3 parts and form of them small baguettes or bagels. Place them in the form of a baguette or on a large baking tray lined with baking paper.
Formed rolls aside to grow for 30-40 minutes.
Preheat oven to 230 st C.
Put the rolls, previously it with a sharp knife or cutting the razor, spray the oven with water. After 10 min, reduce the temperature to 210 degrees and sting even 15-30 minutes (baking time depends on the size of the rolls).
Cool on wire rack kitchen.

Bagietka z ziołami
250 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżki cukru
1/2 łyżki oleju roślinnego
1/2 łyżeczki przyprawy włoskich (ziół)
150 ml ciepłej wody
1/2 łyżeczki suszonych drożdzy instant

Drożdże, łyżeczkę cukru, 2-3 łyżki wody, wymieszać w miseczce i odstawić na 15 minut.
Do dużej miski przesiać mąkę, sól, cukier, przyprawy. Wymieszać. Wlać zaczyn, olej i miejszając powoli dodawać wodę. Zagnieść sprężyste, ale niezbyt twarde ciasto (w razie potrzeby można dolać wody).
Przełożyć do miski posmarowanej olejem, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na ok. godzinę. Powinno podwoić objętość.
Następnie podzielić ciasto na 3 części i uformować z nich bagietki lub małe bułeczki. Ułożyć je w formie do bagietek lub na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Uformowane bułki odstawić do wyrastania na 30-40 minut.
Piekarnik nagrzać do 230 st C.
Wstawić bułki, uprzednio je nacinając ostrym nożem lub żyletką, spryskać piekarnik wodą. Po 10 minutach zmniejszyć temp. do 210 st. i dopiekać jeszcze 15-30 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułek).
Ostudzić na kuchennej kratce.

English word of the day: uncanny -niesamowity - very strange and difficult to explain
 

poniedziałek, 23 maja 2011

lubimy maj za...

śniadania.
choć rodzinka może mnie oskalpować za miksowanie truskawek o 6 rano. Dobrze że wracam późno.

koktajl truskawkowy
1/2 kg truskawek
2-3 łyżki śmietany
2-3 łyżki cukru

wiem w prawdzie, że w naturze owoce nie łączą się z białym cukrem, ale w sumie w naturze też nie przerabiają się na mus truskawkowy, więc ja dodaję tak do smaku, a śmietana jest głownie po to żeby "zrobić poślizg" przy miksowaniu

czwartek, 24 lutego 2011

mysz twardzielka i mięciutka wiewiórka


mysz twardzielkę wynosiłam dziś dwa razy - poznałam, że to ona bo kawałek ogona już wcześniej straciła w jakiejś potyczce o życie.
Trzeba przyznać, że walczyła dzielnie, skakała jak szalona; ale jak ją wypuściłam to dała się złapać drugi raz...

A Wiewiórka jeśli chce to potrafi być milutka, urocza i mięciutka. Ma takie aksamitne futerko. Druga wiewiórka, ta z tego przepisu nie za bardzo ma wybór. Jest mięciutkim wilgotnym ciastem, do upieczenia którego pretekstem była utylizacja miękkich* jabłek.
(Dwie wiewiórki na jednym zdjęciu )

wiewiórka
(przepis podaję za Dorotus)
Składniki:

* 4 jajka
* 3/4 szklanki cukru
* 2 szklanki mąki
* 2/3 szklanki oleju
* szklanka grubo posiekanych orzechów włoskich
* 4 - 5 jabłek
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 1 łyżeczka sody
* 1 łyżeczka cynamonu


Jabłka obrać, zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Orzechy dość grubo posiekać.

Oddzielić białka od żółtek. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodawać cukier, dalej ubijając. Dodać żółtka, olej, dalej ubijać. Mąkę przesiać, wymieszać z proszkiem, sodą i cynamonem. Wsypać do masy jajecznej, wymieszać.

Jabłka i orzechy dodać do reszty ciasta, wymieszać.

Ciasto wlać do formy wyłożonej papierem do pieczenia (33 x 22 cm), piec około 45 - 55 minut w temperaturze 165ºC, do tzw. suchego patyczka. Ostudzone posypać cukrem pudrem.A ja dostaję paniki OBRONA zbliża się wielkimi krokami, powinnam się przygotowywać, a zamiast tego wpadam w panikę. Nie taką dobrą która mobilizuje do działania tylko taką, która każe siedzieć cichutko w kąciku, pooglądać telewizję i mieć nadzieję, że jakoś to będzie, może prezentacja sama się zrobi, albo może zdam bez zdawania...
Ale są plusy mam na co zwalić szaleńcze zakupy (owoc jednych z nich powyżej dźwiga śniadanie M.)
Ale następnego kawałka wiewiórki nie zjem dopóki nie zrobię i nie zagram w Cesarza. To będą nagrody.

*większość owoców preferuję twarde i kwaśne, takie żeby uderzać można było nimi zabić...

niedziela, 20 lutego 2011

czekoczekolada


czekoladowego weekendu ciąg dalszy. Od razu przyznaję, że jestem leniwa i zamiast to wszystko ugniatać miksować i wyrastać wrzuciłam składniki do maszyny do chleba, nacisnęłam "dough" i wróciłam do łóżka na te 1,5 godziny kiedy maszyna pracowała za mnie. Więc może moje bułeczki nie są tak mięciutkie i wyrośnięte ale za to się wyspałam.

czekoladowo-maślane bułeczki z rodzynkami
125ml ciepłego mleka
30g suchych 14 świeżych drożdży
450g mąki pszennej
50g kakao
100 g cukru
1 łyżeczka soli
2 duże jajka
łyżeczka esencji waniliowej
skórka z cytryny i pomarańczy (zrezygnowałam)
125 g miękkiego masła
90 g drobno-połamanej gorzkiej czekolady
100 g namoczonych rodzynek (i 60ml płynu z ich moczenia)
żółtko do posmarowania

mleko wymieszać z drożdzami i odstawić na 15 min do wytworzenia piany, dodać 75g mąki i płyn z rodzynek (ok 60ml), wymieszać, przykryć zostawić (30 min do podwojenia objętości)
w dużej misce wymieszać składniki sypkie ze skórką i esencją, dodać zaczyn i za pomocą miksera wmieszać w to masło. Zamocować do miksera hak do ciasta i na średnich obrotach wyrobić wszystko na jednolitą masę. Odstawić w wysmarowanej olejem misce do podwojenia objętości (ok 1h). Wyrobić urośnięte ciasto, podzielić je na 19-20 mniej więcej jednakowych porcji i łyżką nakładać do środka czekoladę wymieszaną z rodzynkami. zawijać w kulki, odstawić do wyrośnięcia (30 min). Rozgrzać piekarnik do 200*C, posmarować bułeczki żółtkiem i piec ok 10-15 minut.

Polecam z kwaśnym dżemem. np. takim
O i pochwalę się zakupami, dość spontanicznymi, wczorajszymi.
Odkryłam empik outlet i zaowocowało to książką Wojciech Amaro, która choć o gotowaniu traktuje, to do kucharskich bym jej nie zaliczyła. Bo w warunkach domowych te przepisy brzmią trochę nierealnie (przynajmniej w mojej kuchni, gdzie używam miksera starszego ode mnie i takiegoż blendera), ale inspiracją zdecydowanie być może, no i ma piękne zdjęcia.
A na torbę wpadłam poszukując drożdży i avocado i jakoś tak musiałam ją mieć

niedziela, 16 maja 2010

w czasie deszczu koty się nudzą


Znowu pada. Od rana. Leje właściwie. Deszcz bębni o każdą powierzchnię, zlewając się ze stukotem klawiatury.
Przynajmniej wczoraj nie padało, bo połowa możliwości z nocy muzeów spełzałaby na niczym. A tak było fajnie.
Nauczona doświadczeniem z nocy poprzednich wybrałam dla mnie i Macieja takie atrakcje, które są akcjami jednorazowymi, organizowanymi przez nie-muzea. Do samych muzeów, zwłascza tych które się postarały, są koszmarne kolejki i po odstaniu swojego dość często byłam rozczarowana. A na regularną wystawę mogę pójść w tygodniu, kiedy nie ma kolejek i w spokoju, w swoim tempie wszystko obejrzeć. Jasne nie będzie to noc muzeów i wejście za darmo, ale bilety do muzeów nie są takie drogie, a nawet jeśli, to można zawsze pójść w ten dzień, kiedy wstęp jest wolny.
Tak więc byliśmy na Próżnej. Cafe Próżna organizowała tam koncert, pochowane w starych (trochę rozpadających się) kamienicach były warsztaty rzemieślników, gdzie bardzo ciekawie o swojej pracy opowiadali wytwórca szczotek, rękawiczek, był introligator, zegarmistrz, szewc, krawiec i hafciarka. Miał być pokaz dmuchania szkła, ale pan, który miał to robić uległ wypadkowi. Mam nadzieję, że nic bardzo poważnego
.
Była pani przewodnik, która bardzo ciekawie, wspomagana przez radnego Śródmieście (tak Próżna leży w dzielnicy Śródmieście) opowiadała, co było i co będzie. Poleciła inne wycieczki po mieście i poleciała prowadzić kolejną wycieczkę (szlakiem muzeów, które dopiero będą - gdyby nie to, że była na rowerach na nią też byśmy się wybrali)

Cóż, należy chyba wrócić do dnia dzisiejszego?
Nie znosze rano wstawać. Po prostu nienawidzę. Dzisiaj znów przed 8 rano wstać musiałam (tym razem dyżur, wczoraj joga na którą się spóźniłam i nie weszłam w związku z tym, a jutro ostatni tydzień praktyk)
Zafundowałam sobie niezbyt zdrowe śniadanko : na początek lodzik romero* (uwielbiam tą cienką, łamiącą się z trzaskiem polewę z czekolady),potem dwa croissanty, bułka i kakao w slicznej puszcze, kojarzącej mi się z puszkami na zupę z Ameryki z lat 60-tych. Śniadanie jednocześnie studenckie i nie studenckie. Porządny student za 9 zł żywi się dwa dni, a nie zjada śniadanie (zresztą ja też zwykle jak kupuję to bułkę i serek). Ale z drugiej strony słyszałam, że rosyjscy studenci kiedy krucho u nich w zimie** z kasą kupują zamiast obiadu lody. Są tańsze od przeciętnego obiadu, a kalorii mają prawie tyle samo.
A skoro o kaloriach mowa:
Z tego przepisu zmodyfikowane tak, że wyszły 2 mniejsze orzechowe drożdżówki.
W sam raz na bardzo deszczową niedzielę przy kakale, książce lub telewizorze. Szkoda tylko że skończyłam z nimi dopiero koło 22.

Drożdżowe orzechowe

Składniki:

  • 250 g mąki pszennej
  • 50 mielonych orzechów laskowych
  • 1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
  • pół szklanki letniego mleka (125 ml)
  • 1 jajko
  • 50 g roztopionego masła
  • 45 g cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • garść posiekanych lub połamanych orzechów włoskich
  • kruszonka (u mnie w równych proporcjach : masło, mielone orzechy, cukier puder i mąka)
Zastąpiłam 50 g z 300 (oryginalnych) mielonymi orzechami. Wszystkie składniki prócz kruszonki i orzechów włoskich wrzuciłam do maszyny do robienia chleba. Włączyłam program "dough" i po jakiś 45 minutach dorzuciłam orzechy (jak zaczęła piszczeć sygnalizując że mogę). Wróciłam po 1,5h (od rozpoczęcia) delikatnie wyrobiłam ciasto. Podzieliłam na 6 kulek. Po trzy ułożyłam w małych foremkach do pasztetu, wysmarowanych masłem. Posypałam szczodrze kruszonką i piekłam w 180*C przez 35 minut.




* bo rozpuściłby się zanim bym zjadła resztę śniadania
** w Rosji lody jada się zimą, nie tak jak u nas latem
P.S.
Wytrawne ciasto z szparagami dało się zjeść (nawet bez sera). Mi i M nie smakowałao, ale oboje moi rodzice powiedzieli, że smaczne.

czwartek, 13 maja 2010

majowe śniadanie


Twarożek "wiosenny", kompot rabarbarowy i kawałek bułki.
Nie ukrywajmy, że to moje drugie śniadanie, bo na pierwsze czasu mało i ochoty też nie dużo.
Zrobiłam więc twarożek, spakowałam resztę śniadania (to drugie jest naprawdę potężne*), wypiłam kompot, chwyciłam banana i wypadłam z domu.
Jak zwykle spóźniona.
Ale przynajmniej śniadanie miałam dobre.Wiosennym twarożkiem moja mama nazywa taki z dodatkiem świeżego ogórka i chyba faktycznie robi go tylko wiosną i to dosyć rzadko ( a twarożek z rzodkiewką bywa w domu)
Maciek byłby zgorszony widząc ten proceder "Jak można zniszczyć taki dobry twarożek ze szczypiorkiem** za pomocą ogórka?! fu!"Fakt, że ja zwykle też wolę serek bez dodatku ogórka, dziś akurat miałam ochotę. Preferuję też twarożek raczej rzadki (używam dużych ilości śmietany 9% lub 18% by osiągnąć ten efekt) i słony.
Choć raczej nie solę zbyt dużo i rodzina ze zgrozą patrzy na nieposolonego pomidora, czy jajko na miękko, to twarożek należy do tej grupy jedzenia która musi być słona.
Tak więc w twarogu wylądowały:
  • 1/4 świeżego ogórka sałatkowego
  • 2 rzodkiewki
  • kilka piórek szczypiorku z własnego ogrodu***
  • trochę bazylii
  • dużo soli
  • sporo śmietany 9%
A kompot był wprawdzie gotowany w poniedziałek, ale jakoś mi umknął przy pisaniu posta. Zainspirowany przez Truflę, został wykonany z jej przepisu. Nie miałam wprawdzie kurkumy(więc dodałam kilka ziaren kardamonu) i chyba niepotrzebnie obrałam rabarbar. Może gdybym zaniechała nie rozpadłby się aż tak bardzo ?
Wyszedł mało słodki mocno kwaśny, ale przecież mogłam posłodzić ile chciałam więc idealny.

No cóż. Oprócz małych radości w życiu są również małe przykrości. Takie z gatunku telefonu, w sprawie pracy, na który czekałam cały dzień, a który zadzwonił jak byłam w metrze, albo projektu podnoszenia kwalifikacji, z urzędu miasta do którego się nie kwalifikuję, bo się uczę. A chciałam zostać czeladnikiem, a może i mistrzem cukiernikiem (cukiernicą) czy piekarzem. Nic z tego ze studiów tuż przed końcem przecież nie zrezygnuję, ale nad tym piekarzem może warto się zastanowić ?Na obiad była dziś jajecznica (nie mam totalnie siły na coś bardziej wymyślnego, a z powodu filmów ostatnio nie dosypiam****) z bazylią i mozzarellą. Kiedy robiłam zdjęcie Maciek się spytał czy zamierzam podawać przepis na jajecznicę. Z takim trochę przekąsem, a przecież mimo, że to jedno z najprostszych dań ever to każdy ma na nie jakiś swój sposób.
Ostatnio poznałam dziewczynę dla której jajecznica zawierała mąkę.
Ponoć mój wujek oddzielał białka od żółtek i białka smażył dopiero na koniec dodając żółtka, tak żeby one się nie ścięły i były jakby "na miękko"Niektórzy dodają troszkę mleka, żeby była bardziej puszysta
Inni jadają jajecznicę z pomidorami
na kiełbasie
na cebuli
ze szczypiorkiem
albo z serem i bazylią
A jak Wy ?

* 2 jogurty, banan, twarożek, jabłko, bułeczka
** Dla M. twarożek jest przede wszystkim ze szczypiorkiem (odwrotnie niż u mnie). Jest to jedna z niewielu zielonych rzeczy, które jada chętnie i w dużych ilościach. Jeśli w twarożku wyląduje jeszcze rzodkiewka to świetnie, ale można się bez niej doskonale obejść jeżeli szczypiorek jest (ja natomiast mogę się obejść bez, a nawet nie chcieć szczypiorku jak jest rzodkiewka)
***kiedyś się pojawił,nie nasza zasługa. Mama twierdzi, że po tym jak wytrzepałam wycieraczkę na rabatce. No i sobie jest, twardo się trzyma, a my się cieszymy
**** wczoraj był "Świetliki w ogrodzie" dobry film, ale taki troszkę jakby naiwny i bez puenty. Zostawił niedosyt, jakby historia została przerwana w połowie opowieści. Może tak właśnie miał ?

środa, 5 maja 2010

po weekendzie przed weekendem

Chciałam napisać o weekendzie Majowym*, ale jako, że nie wzięłam swojego aparatu i zdjęcia robiłam maszynką Mai trzeba będzie to przełożyć, aż wyżebrzę od niej te zdjęcia. Dlatego o weekendzie cichosza. Po właściwym wypoczynku i trzydniowej labie był jeszcze jeden dzień leniuchowania i spędziłam go na sprzątaniu, czytaniu i trochę w rozjazdach (pojechałam na uczelnię podlać doświadczenie, ale była szczelnie i na głucho zamknięta** podobnie jak w niedzielę, kiedy wysłałam M*** i byłam na jodze). Leniuchowanie zaczęłam od śniadania - kakaa i "grzybka" jest to placek z mąki, jajek i cukru i nie wiem czemu mama go tak nazywa. Może z powodu kształtu jaki jej wychodzi kiedy go robi ? (ona dodaje proszku do pieczenia, który ja pomijam)
Podstawa "grzybka jest bardzo prosta : 2 jajka, 2-3 łyżki mąki pszennej, 2 łyżki cukru.
Zmienne są dodatki. Czasem dodaję cynamon, czasem kakao, zwykle rodzynki, albo żurawinę, ale czasem też migdały (dodatkowo do rodzynek/żurawin lub osobno) pestki słonecznika, czasem trchę więcej cukru (i koniecznie rodzynki!) i wtedy kroję go na trójkątne kawałki jak pizzę i zabieram jako drugie śniadanie do szkoły.Wczoraj był grzybek ze skórką cytrynową, cynamonem, żurawiną, posmarowany dżemem grapefruitowym z kleksem bitej śmietany.

"grzybek"
2 jajka
2-3 łyżki mąki (zależy od wielkości jajek)2 łyżki cukru

ewentualnie rodzynki/żurawina/ migdały lub inne bakalie
dżem , miód lub nutella do posmarowania

Wszystkie składniki połączyć i wylać na patelnię. Smażyć na złoty kolor.
Proste.

Wczoraj tez kupiłam pęczek zielonych szparagów, ale nie mam siły i pomysłu co z nimi zrobić. Dziś za to kupiłam wielki (1,5 kg) pęk rabarbaru i wiedziałam, że muszę go wykorzystać (zwłaszcza, że jutro pracuję i nie będę miała kiedy)
Zrobiłam więc dziś tartę z rabarbarem i serem (miał być sernik z tego przepisu, ale mamie wciśnięto, delikatnie mówiąc, nieświeży, biały ser. Trudno co się odwlecze to nie uciecze. Jest obiecany więc upiekę na pewno).
Tarta jest wyrównaniem rachunku za benzynę (warunek, ciasto ma być owocowe). Dla Mai.
Pomysł sklecony z kilku innych przepisów i zmodyfikowany, więc chyba można uznać, że mój.

Tarta rabarbarowo-serowa

Spód (z tego przepisu, Grodona Ramsaya)
  • 125g miękkiego masła
  • 90g miałkiego cukru (ja dodałam 50 g)
  • 1 duże jajko
  • 250g mąki
Ponieważ nie doczytałam zrobiłam trochę inaczej tzn wszystko zagniotłam i to dwukrotnie, bo zapomniałam dodać cynamon****,a po dodaniu należało wymieszać go z ciastem. Wyszło zaskakująco elastyczne i ładnie się trzymało formy przy pieczeniu (kruche ciasta mają tendencję żeby mi "zjeżdżać" z brzegów).

Na masę rabarbarową
  • 500g rabarbaru pociętego w paski
  • 2-3 łyżki płynnego miodu
  • 2 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej
  • jedno małe jabłko
Rabarbar z miodem podsmażyłam (z twardego w ciągu minuty zrobił się miękki i rozpadający, więc uwaga), odlałam wypływający sok. Wymieszałam z mąką (przestudzony!). Do rabarbaru wkroiłam jabłko i dolałam połowę soku z mąką. Krótko podgrzałam i wyłożyłam do formy oblepionej ciastem, oba wstawiłam do piekarnika na jakieś 7 minut (200*C).

W tym czasie wymieszałam składniki na masę serową:
  • serek waniliowy homogenizowany
  • 1 jajko
  • reszta soku z mąką ziemniaczaną
Wyjęłam ciasto z piekarnika, polałam masą i wstawiłam na kolejne 10 minut

A czy było dobre powiem jutro(albo pojutrze, ale powiem).
Dobranoc.
Zmęczona jestem i czekam już tylko na piątek. ( a tu jeszcze tyle rzeczy do zrobienia: np. spakowanie tyle jedzenia żeby na cały dzień starczyło i coś do czytania bo na recepcji można z nudów umrzeć).

A zapomniałabym wspomnieć o ratowaniu rabarbaru. Przy tej okazji wykonałam akcję, które , zdawać by się mogło zdarzają się tylko bohaterom kreskówek.
Na tarasie, gdzie stała moja nowa zdobycz***** pan zaczął ciąć płytki (remont zalanego pokoju) produkując przy tym sporo pyłu. Postanowiłam ratować barbar przed zapyleniem, więc wybiegłam, chwyciłam donicę i kilkoma dużymi susami zamierzałam przesadzić nasz zalany wodą trawnik. Ok buty się trochę zmoczyły, ale problem pojawił się kiedy postanowiłam zahamować. Noga mi podjechała i wylądowałam na plecach i pośladkach. Cała ziemia z doniczki wylądowała na mojej głowie, a z ubrania mi ciekło błoto.
Oczywiście wypadł także rabarbar i trochę się martwię czy dobrze go przykryłam uciekając się przebrać

*Majowy przez "M" bo przygarnięta zostałam przez Maję
** to znaczy katedra na której robię doświadczenie była zamknięta, bo do budynku można było swobodnie wejść i poczuć się jak faloutcie czyli żadnej żywej duszy
*** nie pojechał z nami z powodu nawału obowiązków, więc mógł się na uczelnię pofatygować
****moja modyfikacja
*****czyli rabarbar w donicy

sobota, 17 kwietnia 2010

wiosna w błotnym ogrodzie

Rozlazły dzień prawie jak trawnik w naszym ogrodzie. Piękna dziś pogoda, od razu nastraja człowieka i wiedźmę lepiej do świata. Obudzona pięknym słońcem postanowiłam że na śniadanie zjem pancakes. Wszystko szło gładko, znalazłam sobie przepis, zaczęłam smażyć przyjechał M, a potem się zorientowałam, że zamiast cukru dodałam 2 łyżki gorzkiego kakao (to znaczy totalnie zapomniałam o cukrze) [dzwięk dłoni uderzającej o czoło, w przybliżeniu plask] Przypomniałam sobie na 2 porcje placków przed końcem. Te nieposłodzone trzeba było utopić w syropie klonowym żeby w ogóle były jadalne i dosyć szybko miałam ich dosyć. Ale ta resztka z cukrem okazała się całkiem całkiem.
Co mnie zaskoczyło dodatek cukru diametralnie zmienił konsystencję i ciasto z gęstego i sprężystego zrobiło się rzadkie i cieknące. A przepis był taki:

Pancakes
300 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia

40 g drobnego cukru1 jajko
300 ml mleka
200 g zsiadłego mleka, kefiru lub jogurtu
75 g masła, stopionego i ostudzonego


Mąkę przesiać i połączyć z proszkiem do pieczenia i cukrem.
W drugiej misce zmiksować jajko, mleko, zsiadłe mleko i masło. Powoli wsypywać suche składniki, miksować do całkowitego połączenia się wszystkich składników.Patelnię z powlekanym dnem (na stalowej mogą się przypalać) rozgrzać z odrobiną oleju. Łyżką wlewać porcje ciasta i smażyć na złoto z obu stron (ok. 1 minuty na stronę).
Najlepiej smażyć placuszki na prawie suchej patelni, bez tłuszczu.
Ułożyć na talerzu, przykryć folią aluminiową, żeby za szybko nie stygły i dokończyć smażenie.
(podaję za Liską)

Potem odwiozłam Maćkową Rodzinkę na pociąg (jadą na Pogrzeb). Czy to nie trochę za ładny weekend na pogrzeby ?Wróciwszy do domu i odkurzywszy poczułam się straszniaście zmęczona. Po krótkiej bitwie z własną osobą, poszłam na kompromis z tą że paskudną personą - wyciągnęłam stół na środek tarasu, przykryłam kocem, przyniosłam kołdrę i poduszkę i poszłam spać na stole*. Wprawdzie mamy leżaki, ławki i krzesła, ale jakoś nie umiem się na nich ułożyć wygodnie. Za twardo żeby spać na brzuchu (lub źle wygięte jeśli o leżaki chodzi), za wąskie żeby zwinąć się w kłębek.
Po drzemce zabrałam się za "odświeżanie" naszej jeżyny. Pożyczyłam od rodziców rękawice spawalnicze, które to służą im jako dobrym weterynarzom do pacyfikowania kocich pacjentów niezbyt zachwyconych przymusową wizytą (czyli drapiących, gryzących, syczących i plujących)**. Do jeżyny też się sprawdziły. Nasza jeżyna ma dłuuugie pędy i lubi je zakorzeniać w dziwnych miejscach. Zwykle bardzo daleko od punktu z którego wyrosły. Szczególnie upodobała sobie rozrastanie się na stertę piaskowca zalegającą koło "zagonu"***. Tam gdzie ją posadziliśmy nie ma więc prawie w ogóle jeżyny, a między kamieniami wyrasta jeden drugi krzak, a za płotem u sąsiadów drugi.
A tak swoją drogą, a propos leżaków. Byliśmy wczoraj z M., przed moimi zajęciami z rosyjskiego w bardzo fajnym miejscu. Kafejko- bar właściwie o nazwie cafe kafka. Znajduje się na ulicy Oboźnej (3), a oprócz stolików wewnątrz i kilku na zewnątrz można sobie wziąć leżak właśnie i pójść z nim na trawnik obok i na leżaku na trawniku popijać kawkę (żeby tak zjeść obiad trzeba by już mieć większe samozaparcie). Pokazał mi to miejsce Michał (to znaczy mnie tam zabrał bo mijam Kafkę zawsze idąc na rosyjski i wcześniej już ją widziałam). Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jakością, a nawet wykwintnością serwowanych potraw. Nazwy nie wywołują we mnie natychmiastowej chęci pożarcia, ani nawet miłego mrowienia na języku. Są takie zwyczajne "sałatka z grillowanym kurczakiem" nie przygotowuje na zestaw pyszności, miękkie soczyste mięsko i prażony sezam w sałatce (sezam był baaardzo na plus), "naleśnik z szynką i mozzarellą"**** podobnie, a połączenie czosnkowej nuty, ciągnącej się mozzarelli i szyki jest naprawdę niesamowite (tu moja smakowa wyobraźnia mnie naprawdę zawiodła). z tego powodu już dwa razy mało brakowało a zrezygnowałabym z jedzenia, a wczoraj byłam na siebie wściekła. Jak zawsze w restauracjach wybrałam dla siebie najgorsze możliwe danie (pewnie komu innemu by smakowało). Zawsze tak jest! Cała rodzina zamawia coś pysznego, albo chociaż dobrego, tylko ja zamówię sobie coś niejadalnego, nawet jeśli nie jest specjalnie wymyślne (w końcu już znam swoje możliwości) to okazuje się, że akurat tu nie potrafią go przyrządzić. A tak bym chciała potrafić wybierać z menu ...
Ale nic, z tego co widziałam (i próbowałam) dania mają w kafce naprawdę dobre, nawet jeśli zwyczajne nazwy tego nie sugerują. Następnym razem wezmę coś innego i z pewnością będę zadowolona.
Wystrój też jest niezły. Podobają mi się panele z lampkami w kształcie chmur (zresztą sami zobaczcie tu) i pomysł z książkami na wagę.

No dobra muszę lecieć wyprowadzić Maćkowego psa adijos!

* czyli kompromis pomiędzy "iść spać", a "taka ładna pogoda trzeba wyjść na dwór"
** zabrzmiało to groźnie, ale te rękawice służą rodzicom do wyjścia cało, cieńsze rękawiczki nie wytrzymują starcia z kłami i pazurami, a czasem nie ma innej opcji jak chwycić toto zwierzę i przytrzymać
*** z braku lepszego sformułowania.
**** Maciek prawie się popłakał jak odkrył że włożyli mu "surowego" pomidora do środka naleśnika. M. jada tylko mocno przetworzone pomidory (ketchup sosy , przeciery, ogólnie tak, że pomidorowy jest tylko kolor)