Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2016

obiad na szybko

ostatnio tak mi się nie chce...
przedpołudnia spędzam snując się po mieszkaniu, a popołudnia, kiedy się budzę na kursie krawieckim (bardzo fajny zresztą, uszyłam swoją pierwszą w życiu spódnicę !)
W rezultacie za obiad zabieram się zwykle późnym wieczorem, kiedy głodni i zmęczeni wracamy do domu.
I wtedy musi być szybki.
Jedną z takich pozycji jest nieśmiertelny klasyk mojego dzieciństwa : 

ryż ze śmietaną i cynamonem:
torebka ryżu na osobę,
opakowanie śmietany
owoce (mogą być jabłka, lub dowolne mrożone owoce - ja najbardziej lubię z wiśniami)
cukier,
cynamon, 
sól (ryż trzeba osolić)

Ryż ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu. Owoce zasypać (szczodrze) cukrem i podsmażąć na wolnym ogniu aż zrobi się żel lub w przypadku jabłek - papka z pojedynczymi kawałkami.
Śmietanę wymieszać z cukrem i cynamonem (do smaku, ale cynamonu dużo!)
Nakładać do miseczek w dowolnych proporcjach.

Drugą nieortodoksyjny, szybki makaron na orientalną nutę, z pysznie rozpływającym się kozim serem, mlekiem kokosowym i ostrymi akcentami z chilli i czarnuszki 

makaron z mlekiem kokosowym, serem kozim i czarnuszką
makaron
1 mała cukinia
kostka (ok 200 g) twardego sera koziego
kawałek pora
ok. 1/2 szklanki bulionu
ok. 200 ml mleka kokosowego lub śmietanki
czarnuszka
oliwa z oliwek, najlepiej z chilli
sól, pieprz do smaku

Makaron ugotować na bardzo 'al dente', odcedzić. Pora pokroić dość drobno i zeszklić na oliwie, dodać cukinię i dusić przez kilka minut, a następnie dolać bulionu i podgrzewać na wolnym ogniu kolejne parę minut. Dodać mleko kokosowe lub śmietankę kokosową (jeżeli mleko nam się rozwarstwi nie mieszać, tylko dodać samą gęstą część pozostałą odlewając - można potem wykorzystać np. do zrobienia pysznego kakao), wymieszać, dorzucić makaron i podgrzewać mieszając od czasu do czasu, aż wchłonie nadmiar płynu. Na koniec przed samym podanie dorzucić kozi ser pokrojony w kostkę, wymieszać i posypać czarnuszką.


wtorek, 7 maja 2013

szybko, szybko

Zrobienie tego obiadu zajmuje jakieś 10 -15 minut tyle ile ugotowanie makaronu. Maciejowi do gustu nie przypadł (za kwaśny), ale mnie smakował. Nie powala na kolana, ale to połączenie smaków jest zadziwiająco dobre.
cytrynowe spaghetti
(przepis pochodzi z "Moich notatek kuchennych Gwyneth Paltrow)
makaron typu spaghetti (350 g)
1 cytryna
100 g sera parmezan lub grand padano
garść bazylii
sół, pieprz

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu zostawiając ok. pół szklanki wody z gotowania. Ser wymieszać w
misce z sokiem i otartą skórką z cytryny oraz odlaną wodą (będzie potrzeba kilka łyżek, należy dodawać w miarę potrzeby zaczynając od 3-4) wrzucić gorący odcedzony makaron, wymieszać (w miarę potrzeby dolać więcej wody jeśli "sos" nie będzie rozprowadzał się równomiernie) dodać porwanąlub pociętą bazylię i podawać.

środa, 1 maja 2013

i pasta!


Maciej ostatnio stwierdził, że lubi kalafiora ( a niewiele warzyw tego zaszczytu dostąpiło), więc nieustannie poszukuję nowych metod przygotowania cobym ja się na śmierć nie zanudziła. Zrozumiały więc będzie mój zachwyt gdy znalazłam ten przepis.
Moje zapominalstwo weszło mi jednak w drogę i zarówno w fazie kompletowania składników jak i przygotowywania dania zapomniałam o parmezanie i papryczkach (zmieniłam też trochę proporcje i świadomie zrezygnowałam z octu i pietruszki). Wyszło danie całkowicie vege i w dodatku naprawdę dobre. Delikatne w smaku, śmieszne w konsystencji. Było czuć i kalafiora i migdały i śmiesznie chrupały pod zębami. Pycha też na zimno.

makaron kalafiorowymi grudkami
po garstce orzechów laskowych i migdałów
1/3 średniego kalafiora
1/2 ząbku czosnku
1 suszony pomidor
1 łyżeczka kaparów
3 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz
makaron
kila łyżek wody z gotowania makaronu

Makaron ugotować według instrukcji na opakowaniu (do 'al dente') Orzechy i migdały (u mnie w płatkach) podprażyć na suchej patelni*,odłożyć do ostygnięcia. Kalafiora podzielić na różyczki i zmielić w robocie kuchennym do konsystencji kuskusu, podobnie postąpić z orzechami i migdałami. Czosnek, suszonego pomidora i kapary drobno posiekać wymieszać z kalafiorem i orzechami. Podsmażyć chwilę na oliwie (ja wymieszałam zwykłą z zalewą z suszonych pomidorów), uważając żeby nie przypalić, dolać wodę z gotowania makaronu i dorzucić odcedzony makaron.Wymieszać, doprawić do smaku, podawać od razu.

*(orzechy aż zacznie pękać i łatwo schodzić skórka, migdały na złotawy kolor)

poniedziałek, 5 września 2011

Rozstania i powroty*

aparat wrócił. rodzice też.
zdążyłam odkurzyć i podlać kwiatki (do których mama się momentalnie dorwała i spędziła 4 godziny skubiąc i uszczykując) ale obiad już robiłam jak przyjechali.
Ponieważ ostatnie dni są śliczne i zimne (cieeerpię!) zrobiłam coś lekkiego w smaku i konsystencji ale już bardziej jesiennego niż letniego (a lata w cale nie było w tym roku i kiedy ludź miał sobie podładować akumulatory?!)

makaron w sosie gruszkowym
ok. 375g makaronu (u mnie razowe tagliatelle)
opakowanie serka mascarpone (250g)
2 spore gruszki
pól szklanki muscato
szklanka bulionu lub 2 kostki rosołowe i szklanka wody

Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu. Gruszki obrać, pokroić na kostki. Połowę gruszkowych kosteczek wrzucić na patelnię zalać bulionem i muscato i gotować aż zmiękną. Całość sosu (i "woda i gruszki") zmiksować na gładką masę z serkiem mascarpone, przelać z powrotem na patelnię, zacząć podgrzewać i dorzucić resztę gruszek i makaron. Podgrzewanie skończyć kiedy będzie wystarczająco ciepłe do jedzenia

a oprócz tego przyszła paczka, a w niej moje nowe, piękne ciuszki z tego sklepu. Będą jak znalazł na tą imprezę* (tak po prawdzie do sklepu trafiłam z ich strony). Ja na nią idę , a Wy ?
czy nie są śliczne ?
i jeszcze plakat

*jakoś tak wyszło, że pasuje mi do posta, a zarazem jest tytułem imprezy - warszawski plener fotograficzny w klimatach steampunk oraz neovictorian "Steam Memories: Rozstania i Powroty"

poniedziałek, 25 lipca 2011

dlaczemu?

Co sprawia, że jednych ludzi, opowiadań słuchamy chętniej, a innych wcale chociaż niby podobni? Co sprawia, że dania biedaków lądują na stołach wykwintnych restauracji,a "tracą" rację bytu na stołach tych, którzy dali im początek? I czemu są miejsca, które jednostronnie sprzyjają dobrym, albo złym wspomnieniom ?

makaron typu "pusta lodówka"
250 g suchego makaronu (kokardki, świderki)
4 ząbki czosnku
2 marchewki
kawałek papryki (czerwona/żółta, opcjonalnie)
pół cebuli
2/3 szklanki oliwy z oliwek z czosnkiem i chilli

Makaron ugotować wg przepisu na opakowaniu. W międzyczasie podgrzać na sporej patelni oliwę, dorzucić drobno posiekany czosnek, cebulę. Obrać marchewkę i pokroić w plasterki/półplasterki dorzucić na patelnię. Na koniec pokroić paprykę także wrzucić na patelnię. Dolać ze dwie łyżki wody z gotowania makaronu, makaron odcedzić, wrzucić na patelnię i dokładnie "unurzać" w sosie. Doprawić solą, pieprzem (chilli) i podawać. Porcja na dwa głodomory lub 3 mniejjadków

wtorek, 19 lipca 2011

salads & subway



Ile razy nie wyjdę z naszego lokum tyle razy zaczyna padać. Dziś w sumie przejechałam się tylko metrem i zrezygnowałam. Teraz czekam na M. żebyśmy w ramach obiadu wykończyli wczorajszą sałatkę (której jak zwykle zrobiłam za dużo)

sałatka z kurczakiem i gruszką

opakowanie mieszanki sałat (lub 1/2 małej głowki sałaty lodowej)

2 pojedyńcze/1podwójny filet z piersi kurczaka (ok.400g)

200-250 sera gorgonzola

2 garści ugotowanego makaronu

1 1/2- 2 gruszki ( u mnie konferencja)

50 g suszonych wiśni (można zastąpić żurawiną)

2 łyżki mąki

2 łyżeczki ziół prowansalskich

pół szklanki cydru

sól pieprz

Filety z kurczaka pokroić w poprzek na nieduże plastry, mąkę wymieszać z solą i łyżeczką ziół prowansalskich, obtoczyć kotleciki w mieszance i obsmażyć z obu stron na złoto. Gruszki obarać i pokroić w dość drobną kostkę. Wrzucić do miski razem z sałatą, pokruszonym serem, makaronem, wiśniami. Cydr wymieszać z ziołami i solą zalać sałatę i porządnie wymieszać


środa, 1 czerwca 2011

ogród na ścianie truskawki na talerzu

Bez fałszywej skromności powiem, że zrobiłam dziś pyszny obiad.
i lekki i pożywny i ciekawy
.

makaron serowy z truskawkami:
200-250 g makaronu (u mnie kokardki- farfalle)
topiony ser pleśniowy (jak na zdjęciu - ja zużyłam 2/3 opakowania)
2-3 garści truskawek

Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odlać jedną łyżkę wody z gotowania i wymieszać, podgrzewając na patelni z serem, wrzucić makaron, dokładnie wymieszać i przełożyć do talerza dodać pokrojone truskawki i konsumować.
proste szybkie (podane ilości są na dwie porcje)


M. stwierdził, że nie brzmi dobrze kiedy mu z przejęciem opowiadałam co będzie na obiad.
Podobny stosunek miał zresztą do ogrodów wertykalnych które ostatnio, za sprawą kolegi Ryby mnie fascynują. Są niesamowicie niesamowite.

Mają szereg zalet do których należy:
estetyka (pierwsza reakcja to otwarcie ust i chłonięcie są przepiękne),
zagospodarowanie powierzchni, które zwykle uważamy za niedostępne dla roślin
dodatkowa izolacja cieplna dla budynku
wygłuszenie (wytłumienie)
pochłanianie dwutlenku węgla i innych zanieczyszczeń (a tych jest w powietrzu, zwłaszcza w pomieszczeniu sporo i to zaskakująco dużo zaskakująco różnych)
wydzielanie tlenu
nie zajmują dużo powierzchni
poprawa samopoczucia (nie od dziś wiadomo że zielony wpływa uspokajająco)

i kilka zdjęć ze strony pomysłodawcy ogrodów wertykalnych (ang. Vertical garden, franc. Le Mur Vegetal) Patrica Blanca http://www.verticalgardenpatrickblanc.com/#/en/home

a do wad ogrodów wertykalnych należą:
drogie
w naszym klimacie przemarzałyby, więc tylko do wnętrz
nikt w naszym pięknym kraju nie zajmuje się tym
nie wszędzie się da

P.S.
znam kogoś kto by się podjął zrobić coś takiego

piątek, 7 stycznia 2011

szaro buro i ponuro

Dziś o dziwo, jak nie ja, jestem bardzo zorganizowaną osóbką.
Zwlekłam się z łoża o planowanym czasie (no dobrze telefon, który musiałam odebrać pomógł)
Ugotowałam kotom śniadanie (ryba z jajkiem)
Zabrałam się za pracę inżynierską
byłam w sklepie
i zrobiłam sobie obiad do pracy
(i zaraz muszę wychodzić buuu)

sałatka jesienno-wiosenna (jak krajobraz za oknem)
ok.1/4 paczki makaronu ryżowego (choć równie dobrze może być sojowy)
4-5 pieczarek
1/2 piersi z kurczaka
4-5 rzodkiewek
trochę migdałów w płatkach lu orzechów włoskich
oliwa z oliwek, ocet balsamiczny, sól, pieprz


Makaron należy przygotować według instrukcji na opakowaniu (choć ja solę wodę, bo niesłony jest niedobry), kurczaka pokroić w drobną kostkę, wymieszać z łyżką oliwy, łyżeczką octu balsamicznego, solą i pieprzem; odstawić. Pieczarki pokroić w grubą kostkę, podsmażyć (z solą), gdy będą złoto-brązowe dorzucić kurczaka. Gdy mięso będzie gotowe zdjąć patelnię z ognia wymieszać dokładnie makaron z zawartością patelni i przełożyć dom miski. Dodać migdały i pokrojoną w słupki rzodkiewkę.
Można przyrządzić jogurtowy sos koperkowy, koperkowo-czosnkowy lub czosnkowy, ale nie jest to konieczne. (Porcja jest przewidziana dla 1 osoby)

Przepis inspirowany tą sałatką znalezioną tu

piątek, 24 grudnia 2010

24 XII



W świętach lubię wybieranie prezentów - jestem w tym naprawdę dobra i sprawia mi to przyjemność (choć w tym roku miałam problem z wybraniem tych najłatwiejszych - dla siebie, dla Młodego i dla mamy)
Lubię choinkę ze światełkami ( w tym roku mamy śliczną jodełkę) i kolorowy papier.
Lubię śmieszne kształty pierniczków i wymyślać jak powinna być ubrana choinka
Lubię dania wigilijne pierogi, łazanki, choć łazanki powinny być z boczkiem a ryb i barszczu nie lubię ale są jeszcze ciasta...

Nie lubię tłoku w sklepach, że nigdzie nie ma akurat tego, co wymyśliłam, łamać się opłatkiem z "bliskimi", ani chodzić na Wigilię do dziadków. Tego, że M. wyjeżdża i że nie mogę mieć mojej własnej Wigilii gdzie będą tylko naprawdę bliskie mi osoby.

O pierniczkach i daniach wigilijnych nie powiem za dużo. Tylko tyle, że jestem zachwycona kształtami foremek, które kupiłam sobie ongiś w Ikei i pomysłem, który przewędrował przez kilka rodzin zanim dotarł do mnie i w tym roku został wreszcie wykorzystany. Mowa o "szkiełkach" w pierniczkach, które powstają poprzez pokruszenie landrynek i wsypanie po szczypcie okruszyn w dziurki w pierniczkach przed pieczeniem. Wychodzi świetnie.

a teraz kilka przepisów z poprzedniego posta:

spaghetti alla carbonara (z książki "Kuchnia Miriano")

500g spaghetti nr 7
200g boczku (najlepiej w cienkich plastrach)
60 g startego parmezanu (lub sera pecorino)
4 jajka
2 łyżki oliwy
pieprz, sól

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, boczek kroimy w paseczki bądź kosteczki i podsmażyć do chwili aż tłuszcz zrobi się przezroczysty. Jajka roztrzepać w dużej misce, dodać ser, sól, pieprz, dobrze wymieszać i postawić jak najbliżej garnka z gotującym się makaronem (w celu ogrzania masy). Makaron odcedzić, przełożyć na patelnię z boczkiem i zalać masą jajczaną (oryginalny przepis podaje żeby makaron i boczek dorzucić do miski z jajkami, ale ja po prostu zmniejszam ogień do minimum i manewruję na patelni). Kiedy jajka zgęstnieją tworząc kremowy sos należy natychmiast makaron podać ( w tym celu dobrze mieć przygotowane talerze)

Podany przepis to porcja na 4 osoby i przepis podstawowy można z boczkiem podsmażać cebulę, albo dodawać czosnku, a nawet robić wegetariańskie carbonara ( z cukinią). Osobiście jest chyba moim ulubionym rodzajem włoskiego makaronu, stosunkowo szybkie w wykonaniu i potrzeba raptem 3 składniki.

Kopczyki kreta

3 garście płatków owsianych
3/4 szklanki cukru
3-4 łyżki gorzkiego kakao
2-3 łyżki mąki pszennej
skórka z 3 mandarynek lub 1 pomarańczy
1/5 szklanki wody
ew. 2-3 krople aromatu pomarańczowego

Skórkę należy pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć z cukrem na patelni, gdy się ładnie zarumienią zalać wodą i zagotować syrop, dodać kakako i mąkę i dokładnie wymieszać, do dość gęstego syropu dodać płatki za zamieszać tak żeby całe się pokryły syropem. Wkładać na papier do pieczenia i piec ok 30 min w 175*C. Ciasta są miękkie i mokre o ciekawym posmaku.

P.S.
Śpieszyłam się więc zapomniałam o paru rzeczach, takich jak zdjęcia czy najważniejsze:

Wesołych Świąt
żeby ten raz do roku żołądek był pojemniejszy
świat (na co dzień) jakby trochę bardziej sprawiedliwy i przyjemniejszy
żeby spędzić go z rodziną
i dużo prezentów pod choiną

(tak wiem głupie częstochowskie rymy)

grudzień

środa, 1 września 2010

ciepło-zimno

mokro.

Ja wiem, że zwolnienie lekarskie nie obejmuje pisania bloga
ale chory człowiek nie ma ochoty nawet myśleć o jedzeniu.

Dlatego obiad powinien być szybki, sycący, dobry i na ciepło i na zimno.
I ten taki jest












makaron z tuńczykiemgarść makaronu (do ugotowania)
tuńczyk z puszki (w sosie własnym lub oleju)
sos pesto z bazylii (świeże liście bazylii, olej, orzeszki piniowe, sól, odrobina octu balsamicznego)
garść pestek słonecznika
ew. czarne oliwki pokrojone drobno*

Makaron (u mnie razowy, ale najlepszy będzie mieszany, taki kolorowy) ugotować, tuńczyka odsączyć (u mnie na całą paczkę makaronu poszły 4 puszki), sos utrzeć tudzież zmiksować, dodać oliwki i słonecznik-można go uprażyć, ale taki "zwykły" ma super konsystencję i cudownie sprężynuje pod zębami. Wymieszać. Podawać można na ciepło, albo zimno (ja wolę tą drugą opcję). Świetny na wzięcie do pracy, szkoły czy piknik.

przepis inspirowany (żeby nie powiedzieć ściągnięty) sałatką dostępną w sieci coffeehaeven

*ja nie dodałam, moi domowi Chłopcy nie przepadają za oliwkami, a M. w ogóle wzgardził, bo w obiedzie była ryba

środa, 14 kwietnia 2010

orzechowy zawrót głowy


Zupełnie niechcący wyszedł mi orzechowy tydzień. Zaczęło się od tego przepisu. Już o nim pisałam i strasznie na niego chorowałam. W rezultacie z oryginalnego przepisu zostały tylko śliwki, a mnie wyszła wariacja na temat dwóch przepisów która zaowocowała dobrze mi znanym mazurkiem cioci Boni*, który kojarzy mi się głównie z Bożym Narodzeniem. Oczywiście Ona robi inny spód**, orzechy w masie nie są zmielone i znaleźć tam można jeszcze rodzynki, ale tego smaku pomylić się nie da.
Ale, ciągle piszę, że to mazurek i dorzucam do niego Boże Narodzenie. Powód jest prosty. Wielkanoc kojarzy mi się z lekkimi owocowymi ciastami, a w tym mazurku jest zbyt dużo dobrego i ciężkiego na raz.

Ok to teraz już o przepisie. Ponieważ w domu po raz enty nie było migdałów, ani marcepanu to trzeba było improwizować (zwłaszcza, że żałoba narodowa-wszystko zamknięte). Mielone migdały lub orzechy laskowa zastąpiły orzechy włoskie. Ponieważ najbardziej lubię śliwki w czekoladzie nałęczowskie, a tam jest taka masa dookoła śliwki, ni to truflowa ni to kakaowa, również kakao wylądowało w masie. W międzyczasie okazało się, że mama wyrzuciła resztkę (całkiem pokaźną) ciasta, którego zamierzałam użyć. Tu z pomocą przyszedł ten przepis. Z niego wzięłam tylko spód, ale też zmodyfikowany, bo przecież migdałów nie miałam. Oto rezultaty mojej twórczej improwizacji na temat

Mazurek śliwkowo-kakaowy (tudzież cioci Boni)

spód:
75 g mąki pszennej35 g masła
20 g mielonych orzechów włoskich
20 g cukru pudru
5 5 kakao gorzkiego
1 żółtko
1 łyżka wody

Zagnieść ciasto z podanych składników, wylepić formę (u mnie 2 aluminiowe foremki na pasztet) wstawić na 30 minut do lodówki. Piec ~15 minut w temp 190*C
masa:
200 g suszonych śliwek
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki cukru
50 g mielonych orzechów włoskich
3 łyżki kakao
(+ ewentualnie garść rodzynek, garść łuskanych orzechów laskowych)
Z cukru i wody zagotować syrop. Pokroić śliwki, dorzucić do syropu razem z orzechami. Gotować aż masa zgęstnieje, dorzucić kakao.

Jest to ciasto za które dałabym się pokroić (choć w niczym nie przypomina śliwki w czekoladzie). Uwielbiam połączenie suszonych śliwek i kakaa. Koleżanki jak zwykle chwaliły spód, ale tym razem chyba miały rację - wyszedł wyjątkowo smakowity. Można ciasto polać jeszcze rozpuszczoną w kąpieli wodnej (z masłem i śmietanką) czekoladą, ale moim zdaniem jest wystarczająco słodkie, kaloryczne i czekoladowe bez niej. Aha porcja wychodzi dość mała*** więc do "standardowych" blaszek proponuję podwoić składniki.

Po mazurku zostało mi jeszcze sporo mielonych orzechów (sama mieliłam), które zostały wykorzystane dziś przy robieniu obiadu.
Wiosenny indyk z makaronem, brokułami i orzechowym sosem****

kawałek piersi z indyka pokrojony w kostki (2-3 garście)
3-4 spore pieczarki
1 nieduża cebula
2 garści mielonych orzechów włoskich (30-40 g)
świeża bazylia (15 g)
3/4 szklanki śmietany (u mnie 18%)
1 ząbek czosnku (lub czosnek granulowany, lub wcale)
1/2 papryki żółtej i pomarańczowe (czerwonej)
1 brokuł (pokrojony na drobne różyczki)
sól, pieprz
makaron ( u mnie nitki spaghetti)

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić, dorzucić pokrojone pieczarki, a po chwili kostki indyka. Przykryć pokrywką , poddusić, kiedy zmienią kolor zalać śmietaną wymieszaną z posiekaną bazylią, czosnkiem i solą. (wstawić wodę na makaron i do sparzenia brokułów)Dusić jeszcze z 10-15 minut dorzucić orzechy. Wrzcić makaron i brokuły do wrzątku. Makaron jak na opakowaniu, brokuły ze 3 minutki, aż nabiorą "wesołego" koloru i będą odpowiednio miękkie i elastyczne. Pokroić paprykę w kostki dorzucić do mięsa, tuż przed podaniem dorzucić brokuły i łączyć z ugotowanym makaronem. Smacznego.




*siostra taty, świetnie gotuje i piecze
** na smalcu przez co potem mam zgagę gigant, ale nie przeszkadza mi to zjeść pół blachy mazurka w ciągu 2 dni, a blacha jest duża
***ja musiałam ciasto dotransportować na uczelnię, a wożenie się przez pół miasta z blachą nie jest szczytem moich marzeń, więc wyszły dwie nieduże aluminiowe formy na pasztet (łatwo się pozbyć po zjedzeniu i lekkie) no i składników tak nie szkoda jakby nie wyszło.
**** miał być makaron z indykiem, ale skroiłyśmy z mamą do spółki zdecydowanie zbyt dużo indyka.