Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boczek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

menu urodzinowe

Wiem że nie wypada się chwalić, więc nie będę opowiadać jaką to jestem szczęściarą (a jestem, naprawdę), ale tylko popatrzcie na moje cudne prezenty i menu urodzinowe
Krakersy serowe 
100 g masła w temp pokojowej
175-200 g sera z niebieską pleśnią np. lazur
1 żółtko
sól do smaku
125 g mąki pszennej
50 g mąki kukurydzianej lub kaszy manny

Masło wymieszać z pokruszonym serem i żółtkiem (i solą), dodać suche składniki i zagnieść ciasto. Odłożyć je na 30 min. do lodówki. Rozwałkować na grubość ok 5 mm  i wykrawać dowolne kształty.
Piec 10-15 min w temp. 175*C, studzić na kratce.
przepis z "How to be domestic Godess" Nigelli

kanapki z :

pastą z jabłek i boczku(Æbleflæsk za Beą)
kilkanaście cienkich plastrów bekonu / boczku
4-5 jabłek (np. odmiana Boscop)
2 szalotki (lub 1 średnia cebula)
Plastry bekonu wytopić i zrumienić na patelni (najlepiej z wysokimi brzegami), przełożyć na ręcznik papierowy lub na talerz (tłuszcz pozostawiamy na patelni).
Szalotki / cebulę obrać i pokroić.
Jabłka umyć, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w ósemki.
Szalotki / cebulę przełożyć na patelnię i zrumienić kilka minut na tłuszczu; następnie dodać jabłka, dokładnie przykryć pokrywką i dusić na wolnym ogniu kilkanaście minut, aż jabłka będą odpowiednio miękkie. Kilka minut przed końcem dodać odłożone plastry boczku.

pastą z gorgonzoli  i ziarenkami granata
1 opakowanie gorgonzoli (ok. 150 g)
1/3 szklanki  śmietany (u mnie 30%)
ziarenka wyłuskane z niedużego granatu

gorgonzolę pokruszyć do garnuszka, dodać śmietankę i podgrzewać na małym ogniu, mieszając, aż ser się rozpuści. Wystudzić, rozsmarować na kanapkach i posypać ziarenkami granata lub innymi drobnymi owocami


tort makowy konfiturą pomarańczową i kremem z białą czekoladą
ciasto
300g maku
270 g cukru
8 dużych jajek (żółtka i białka oddzielnie)
3 łyżki kaszy manny (u mnie 5  zamiast migdałów)
2 łyżki mielonych migdałów
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki ekstraktu z migdałów
krem (moja modyfikacja*)
800g serka mascarpone
200 g białej czekolady

150 ml konfitury z pomarańczy (u mnie ta - jest boska)
ew.poncz 50 ml likieru pomarańczowego +2 łyżki wody

Mak dzień wcześniej zalać wrzątkiem i zostawić na noc lub zalać wodą i gotować 20 min od momentu zawrzenia, a następnie odcisnąć i zemleć 2-krotnie przez maszynkę (ja kupiłam suchy, zmielony mak).
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodać mak, kaszę mannę, migdały, proszek do pieczenia i ekstrakt migdałowy i zmiksować. Następnie ubić białka na sztywną pianę i delikatnie wmieszać do masy makowej (najpierw1/3, żeby rozluźnić, a potem resztę). Dno tortownicy (⌀23 cm, ale u mnie była kwadratowa i trochę większa) wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć do niej ciasto. Piec ok 45 min (do suchego patyczka) w temperaturze 175*C. Studzić w uchylonym piekarniku.


Białą czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, wmiksować do serka.Wystudzone ciasto przekroić na 3 blaty, dolny posmarować konfiturą pomarańczową (można wcześniej nasączyć 1/3 ponczu, ale nie jest to konieczne tort i tak jest dość wilgotny), przełożyć kremem z białą czekoladą, przykryć kolejnym blatem (można nasączyć ponczem), ponownie przełożyć kremem i przykryć kolejnym blatem. Resztę kremu rozsmarować na wierzchu  i na bokach. Dowolnie przyozdobić.
przepis z  "Moich deserów i wypieków" Doroty Świątkowskiej z Moje Wypieki


* osobiście nie mam jakoś szczęścia do kremów z białą czekoladą. Tym razem zrobiłam tak jak w przepisie z częścią bitej śmietany (chociaż tam jest waniliowy a nie z czekoladą), ale krem wyszedł mi za rzadki i lekko grudkowaty. Dlatego następnym razem robię na samym serku mascarpone.

P.S. Nie należy do rozpuszczonej białej czekolady dodawać żadnych aromatów ani alkoholi bo się zważy !

niedziela, 4 sierpnia 2013

na szybko czy na szybciej ?

 Polędwica wieprzowa i szparagi - świetne połączenie. W wersji bardziej skomplikowanej (choć nadal szybkiej) z serem z niebieską pleśnią, w wersji szybszej z boczkiem.

Obiad wersja 1*
(2 porcje)
kawałek polędwicy wieprzowej długości dłoni
pęczek szparagów (spory)
ok 50 sera pleśniowego (blue cheese/ blue Danish)
łyżka masła/oleju

Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce. Garści szparagów obciąć końcówki i te końcówki zblanszować (wrzucić na 2 min do gotującej się wody), resztę ugotować w osolonej wodzie jak to szparagi. Polędwicę podzielić na 2 kawałki, które rozbić/rozwałkować na cienkie plastry. Delikatnie posolić i popieprzyć. Na każdym plastrze ułożyć kilka zblanszowanych szparagów, dodać pokruszony ser (troszkę) i zawinąć spinając wykałaczką/ami. Przełożyć  na rozgrzaną patelnię(posmarowaną masłem/olejem) smażyć z każdej strony na średnim ogniu 3-5 minut. Podawać z resztą szparagów posypanych resztą pokruszonego sera

Wersja 2
kawałek polędwicy wieprzowej długości dłoni
pęczek szparagów (może być mały)
ok 80 g boczku/bekonu

Boczek, polędwicę i szparagi pociąć na drobne kawałki. Wrzucać, w tej kolejności, na rozgrzaną patelnię (polędwicę jak się z boczku z grubsza wytopi tłuszcz, szparagi, kiedy polędwica jest ścięta). Po dodaniu szparagów  przykryć pokrywką i dusić kilka minut aż będą miękkie. dosolić, dopieprzyć do smaku.

* oryginalny przepis pochodzi z nr 3 Kukbuka i jest na polędwicę wołową. Zakłada marynowanie jej w sosie sojowym z miodem i dodanie jeszcze dymki do środka. Druga wersja jest "resztkówką" po pierwszej

wtorek, 23 kwietnia 2013

wiosna ?


 M. nie zachwycił się sałatką, ale on nie przepada za boczkiem. Mnie bardzo smakowała - od dawna miałam ochotę na ziemniaczki z nutą boczku, a do tego owoce i twist że na ciepło. Jedyne co bym zmieniła to rukiew która robiła u mnie za "liście". Następnym razem zrobię z mieszanką sałat i dorzucę kilka listków mięty.
sałatka na ciepło
garść drobnych ziemniaczków
3-4 średnie pieczarki
1/2 średniego ananasa
ziarna z połowy granatu
paczka liści (rukola/rukiew wodna/mieszanka sałat)
ok 150g wędzonego boczku
łyżka masła (opcjonalnie)
kilka listków mięty

Ziemniaczki, podgotować, odcedzić pokroić w połówki lub ćwiartki. Boczek pokroić w drobną kostkę lub cienkie paski, wytopić z niego tłuszcz (jeśli jest chudy można dodać trochę masła), dorzucić pieczarki, pokrojone ziemniaczki, podsmażyć, na koniec dodać ananasa, podgrzewać jeszcze parę minut i wyłożyć na umyte osuszone liście, dodać ziarna grantu.

poniedziałek, 11 marca 2013

obiad na rozgrzewkę

Zima znów przyatakowała Londyn. Nie jest to mróz i śnieżyca jak w Polsce, raczej przenikliwy wiatr i szybko topniejący śnieg. Mimo wszystko zimno, wilgotno i nieprzyjemnie.
Jakbym coś przeczuwała, od tygodnia chodził za mną bogracz. Powoli kompletowałam składniki, na kilka razy przypominając sobie co tam jeszcze było (i oczywiście na koniec okazało się, że pomidory w puszce się skończyły i zapomniałam dodać marchewki) Efekt olśniewający, wart każdej minuty poświęconej na przygotowanie dania i wreszcie dogadałam się z wołowiną. Serio jeden z najlepszych obiadów jakie ostatnio jedliśmy (choć zapiekanka z ziemniaków z mięsem mielonym i rozmarynem też była niczego sobie).

bogracz 
przepis z Kwestii Smaku z moimi modyfikacjami
ok 500 g mięsa gulaszowego (wołowiny/cielęciny/baraniny/jagnięciny)
ok 200 g boczku
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
3 papryki,
3 pomidory
5 ziemniaków
2 łyżki masła i1 łyżka oliwy
4 łyżeczki mielonej wędzonej papryki (lub słodkiej)
3 łyżki sosu sojowego (opcjonalnie)
1 łyżka koncentratu pomidorowego(użyłam zamiast tego 1/3 puszki pomidorów)
2 średnie marchewki
gorąca woda lub domowy bulion

Przygotować składniki: mięso pokroić w około 2cm kostkę i ocieplić do temperatury pokojowej. Boczek pokroić w plasterki a następnie w 2 cm cienkie paseczki. Cebulę drobno posiekać, czosnek przetrzeć przez praskę lub posiekać.
Do kociołka/garnka włożyć boczek i obsmażyć go dokładnie aż będzie lekko chrupiący i wytopiony.
Dodać masło i oliwę, gdy tłuszcz będzie gorący dodać cebulę i smażyć ją na umiarkowanym ogniu, lekko ją rumieniąc. Pod koniec dodać czosnek i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.
Włożyć mięso (kociołek/garnek musi być bardzo dobrze rozgrzany) i dokładnie obsmażyć je z każdej strony. Mięso najlepiej smażyć partiami, wkładając do garnka po 3 - 4 kawałki mięsa jednocześnie, tak aby temperatura w garnku się nie zmniejszyła. Mięso musi być szybko i dokładnie obsmażone na większym ogniu, wówczas zachowa soczystość i po ugotowaniu nie będzie suche.
Dodać mieloną paprykę w proszku, sos sojowy i koncentrat pomidorowy, wymieszać. Pod chwili wlać 1 szklankę gorącej wody, doprawić solą i pieprzem, zagotować. Gdy gulasz będzie już równomiernie bulgotał, ustawić umiarkowany ogień (na minimalnym ogniu z uchyloną przykrywką) i gotować przez około 2 godziny, do czasu aż mięso będzie miękkie . W międzyczasie uzupełniać gorącą wodę lub bulion, w miarę jak będzie ich ubywało, tak aby mięso było prawie całe przykryte.
Dodać ziemniaki, posolić i delikatnie wymieszać. W razie potrzeby dodać wody lub bulionu. Gotować przez około 15 minut lub do czasu aż ziemniaki będą prawie miękkie, ale jeszcze jędrne w środku.
Dodać pokrojoną w kostkę paprykę, marchewkę w talarkach i gotować przez około 5 minut. Dodać pomidory, delikatnie wymieszać, gotować przez około 1-2 minuty i zdjąć z ognia.
Podawać z pieczywem. (Najlepiej świeżym i z masłem,alei czerstwa bułka do maczania się nada)

Zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym i rozmarynem
5-6 sporych ziemniaków
ok 200-250 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
1 spora cebula
spora garść świeżego rozmarynu
skórka starta z połówki cytryny
1/3 szklanki śmietany
oliwa z oliwek

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić na oliwie; dorzucić mięso mielone. Smażyć kilka minut, aż przestanie być surowe, dorzucić posiekany rozmaryn, skórkę z cytryny.
Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki, dorzucić do smażącego się mięsa. Podgrzewać parę minut, dodać śmietanę, wymieszać, posolić. Przełożyć do naczynia do zapiekania i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok 20 minut (aż ziemniaki będą miękkie)

P.S.kupiłam sobie w sobotę na dzień kobiet przepiękne jaskry w kolorze fioletu i czerwonego wina i ile razy na nie nie spojrzę to mnie zachwycają

czwartek, 9 lutego 2012

na mrozy

Mrozy - 20*C to niestety nie pora na zwiedzanie Krakowa. Po Kazimierzu i po Starówce powinno się spacerować i tylko od czasu do czasu przycupnąć w barze/knajpce/pubie, tylko jak wybrać skoro mróz zapędza nas do tej pierwszej z brzegu ?
W muzeum Fabryce "Emalia" Oskara Schindlera radzę nie oddawać kurtki - przynajmniej jak sa takie mrozy na zewnątrz
A do Muzeum Inżynierii Miejskiej wybrać się w miarę wcześnie. Na pewno nie 2 h przed zamknięciem :]

Z zalet naszych "zimowych ferii"
Byłam wreszcie w Cafe Camelot
Codziennie jedliśmy w restauracji (!)
Zobaczyłam śliczne mieszkanie, wynajmowane przez siostrę M. - te drzwi są obłędne, a to że jest troszkę ciasne i zagracone dodaje mu tylko uroku. Tworzy się eklektyzm.
Mieszkanie mojego brata jest tez super - bardziej wygodne i nagrzane, ale troszkę mniej urocze jak wyrwane z katalogu IKEA
Pojeździłam na desce - po raz pierwszy od 3 lat i trochę mnie wszystko boli (6h bądź co bądź) i nawet -10*C mi nie straszne.
ot co !

Wiem Kraków to nie Śląsk, ale leży Śląska bliżej niż Warszawa. Na pocieszenie na mrozy.
Ja robiłam z przepisu z Kwestii Smaku i ten przepis podaję, ale zamiast gorgonzoli (której u nas na wsi kupić się nie da) były skwarki z boczku i bryndza z kubeczka

Kluski śląskie:

1 kg ziemniaków*
około 8 łyżek mąki ziemniaczanej
1 małe jajko (można pominąć)

ok 200 g wędzonego boczku
opakowanie bryndzy

Ziemniaki obrać, opłukać, większe podzielić na połówki. Włożyć do dużego garnka, zalać zimną wodą, posolić i zagotować. Gotować do czasu aż ziemniaki będą miękkie, ale nierozgotowane. Odcedzić i od razu zmielić w maszynce lub przecisnąć przez praskę. Dokładnie ostudzić i odparować, nie przykrywać podczas studzenia. (MOŻNA ZROBIĆ DZIEŃ WCZEŚNIEJ) Sprawdzić czy ziemniaki są odpowiednio słone, jeśli nie - posolić do smaku.Wyłożyć na stolnicę lub blat kuchenny podsypany mąką ziemniaczaną, zrobić wgłębienie i wbić w nie jajko (jeśli je używamy) oraz wsypać 7 łyżek mąki ziemniaczanej. Zagnieść gładkie ciasto (trwa to chwilkę), łącząc składniki w kulkę, w razie potrzeby podsypać 2 - 3 łyżki mąki ziemniaczanej. Ciasto podzielić na 4 części, kolejno formować średnio grube wałki, odcinać 3 - 4 cm kawałki ciasta i formować z nich kulki, palcem lub końcem drewnianej łyżki zrobić dziurkę w środku. Zagotować osoloną wodę w dużym garnku. Gdy będzie wrząca włożyć pierwszą partię klusek i jak tylko wypłyną na powierzchnię,wyłowić je łyżką cedzakową na talerz. Powtórzyć z resztą ciasta.

W międzyczasie boczek pokroić w drobną kostkę, wrzucić na patelnie, smażyć na średnim ogniu aż tłuszcz się wytopi. Kluski podać polane tłuszczem i posypane skwarkami, a bryndzę jak kto woli

wtorek, 7 czerwca 2011

kwiaty kwiaty

jak już się rozpędziłam to nie mogę się zatrzymać, czyli akcja kwiatożerstwa trwa.
Na początek coś całkiem prostego czyli serek biały z kwiatem szczypiorku. Niby nic, smakuje niemal tak samo jak po prostu ze szczypiorkiem, ale jakie wartości estetyczne, no i wystarczy jeden kwiatostan na miskę serka i nie trzeba kroić obrywa się poszczególne kwiatki dosłownie w 15 sekund - przydatna wiadomość na rano.





syrop z kwiatów czarnego bzu*, który za nic nie chce się zamrozić mimo, że wymyśliłam sobie, iż będę go w postaci kostek do drinków lub zimnej wody gazowanej dodawać. Podły.
Przepisy były dwa: stąd i stąd i jako, że nie mogłam się zdecydować który to połączyłam je wyszedł mój misz-masz.
syrop z kwiatów bzu czarnego
ok 30 baldachów kwiatowych
250 g cukru
1/2 l wody
sok z 1 cytryny
kilka listków melisy

w ramach łączenia zalałam kwiaty (oczyszczone poprzez rozłożenie ich na papierze celem umożliwienie robactwu ucieczki, oraz dokładne odszypułkowanie) wrzącą wodą z cukrem i cytrynowym sokiem, dorzuciłam listki i odstawiłam. Raz dziennie przez 3 dni doprowadzałam do wrzenia i ponownie odstawiałam. Na koniec syrop przesączyłam i wlałam do woreczka (w którym nadal leżakuje w zamrażarce. Może potrzebuje więcej czasu ?)

potem deser majowy czyli truskawki z lekką różaną nutą, na które przepis w oryginale pochodzi z naszego ściennego kalendarza i który uznałam za fajny, ale mało różany. A brzmiał:

"Weź: *kilo dorodnych truskawek *garść świeżych lub suszonych płatków róży *czubatą szklankę cukru Zagotuj szklankę wody i zalej nią płatki róży. Przykryj i zostaw na 3 godziny, przecedź. Wlej do rondla, dodaj cukier i ugotuj syrop. Truskawki umyj, usuń szypułki. Połowę wrzuć do miksera, zalej syropem różanym, zmiksuj na gładko. Pozostałe przekrój na pół, rozłóż do miseczek, polej sosem. Odstaw do lodówki na godzinę i podawaj udekorowane płatkami róży"


Ja płatki zalałam już gorącym syropem (było go trochę więcej, bo i płatków miałam sporo), odstawiłam wprawdzie na krócej, ale nie odcedzałam i połowę truskawek zmiksowałam razem z syropem i płatkami. I dekorowałam kleksem bitej śmietany.

A na koniec dnia jakby na dobitkę zrobiłam bułeczki już nie z kwiatami (Ania ciągle się skarży, że nie może już przeze mnie na słodycze patrzeć, więc musiały być na słono), ale w kształcie kwiatków. Bułeczki w sam raz dla ogrodników. Drożdżowe, w kształcie róży z paprykowym serkiem lub boczkiem do wyboru**
po przepis odsyłam do Komarki u której go wypatrzyłam
i jeszcze tylko narzeknę, że nie znoszę robić ciast drożdżowych (chyba z wzajemnością) i że jakoś tak zawsze jakiś przepis mnie skusi, a potem stoję i klnąc na czym świat stoi wyrabiam ciasto i męczę się z nim znacznie dłużej niż powinnam
i że burza za oknem piękna i groźna i woda przelewa się przez rynny huk za hukiem, a mój kotek burzy się bojący nie wrócił do domu. Martwię się



*M. za każdym razem marudnym głosem powtarza że on wcale czarny nie jest
**te drugie wszystkim bardziej. Antoni nawet mnie poinformował, że mogę częściej nie uczyć się do biologii molekularnej.

środa, 18 maja 2011

lekkie zakończenie ciężkiego dnia

czyli o białych szparagach w postaci sałatki i na kolację.
Wariacja na temat przepisu z majowej"Werandy". W wersji oryginalnej szparagów był kilogram a do nich tylko rabarbar, cytryna i kolendra. Tą ostatnią zastąpiłam miętą (suszoną) a od siebie dodałam boczek.

sałatka z białych szparagów
pęczek szparagów
garść pokrojonego w bardzo drobną kostkę boczku wędzonego
1,5-2 łodygi (ogonki liściowe) rabarbaru
2-3 łyżki oleju
cytryna (umyta osuszona ze starta skórka i kilka kropel soku)
kilka listków świeżej/suszonej mięty/kolendry

szparagi ugotować w osolonej wodzie, ostudzić, pokroić na połówki
boczek zrumienić na oleju, zdjąć z patelni i na tym samym tłuszczu krótko podsmażyć rabarbar, dodać skórkę z cytryny (ew. łyżeczkę cukru), zdjąć z ognia zanim się się rabarbar rozpadnie. Ładnie ułożyć szparagi udekorować rabarbarem i boczkiem, posypać miętą, polać "resztką" oleju.






Bar Sałatkowy u Peli zaproszenie



P.S. a zaległości jak się ogarnę

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

obiad prawie z Nigelli


wypiłam dziś najdroższą kawę w moim życiu (doliczając cenę mandatu)
pojechałam z rodzicami na zakupy i przeraziłam się sumą jaką mamy zapłacić, choć na nich nie zrobiła większego wrażenia
zrobiłam obiad
według Nigelli
prawie

ryż kokosowy*
300g ryżu basmati lub tajskiego
4 cebule cukrowe, lub szczypior z 4 cebul, pokrojony w krążki
2 łyżeczki nasion czarnuszki (Nigella damascena)
400 ml (1 puszka) mleka kokosowego
600 ml wrzątku
1 łyżeczka soli/ do smaku
sok z jednej cytryny/do smaku
łyżka oleju czosnkowego

rozgrzać olej w patelni lub woku, dorzucić szczypior i nasiona czarnuszki, podgrzewać przez około minutę mieszając. Dorzucić ryż i wymieszać tak by pokrył się warstewką oleju i dokładnie wymieszał w resztą zawartości. Mleko kokosowe wlać do menzurki i dopełnić wrzątkiem do litra. Zalać ryż kokosowym wrzątkiem i dodać soli. Wymieszać całość w garnku, przykryć pokrywką i gotować na wolnym ogniu około 15 minut od czasu do czasu mieszając. Wciągu tego czasu ryż powinien wchłonąć cały płyn i być gotowy do podania. Należy go tylko doprawić solą i sokiem z cytryny.

Bardzo smakowity tylko należy uważać z ilością czarnuszki, która jest ostra i nie każdemu może smakować. Do ryżu był wiosenny kurczak, z pewnymi zmianami, z braku niektórych produktów.

wiosenny kurczak*
140g drobno-pokrojonego boczku/słoniny wieprzowej lub pancetty
12 kawałków kurczaka (przepis mówi o takich z kośćmi) [u mnie były 4]
1 por [zastąpiony połówką cebuli ze szczypiorem]
1 seler naciowy [ 1 nieduża cukinia pokrojona w kostkę]
3 ząbki czosnku drobno posiekane
łyżka oleju roślinnego
500ml wytrawnego cydru [zastąpiony szklanką piwa, szklanka soku jabłkowego]
300 g mrożonego zielonego groszku
łyżka musztardy Dijon [zrezygnowałam]
2 małe główki sałaty drobno pokrojone [1/2 kapusty pekińskiej]
estragon [brak]

olej rozgrzać na dużej głębokiej patelni lub w casserole, wrzucić boczek, lub zamienniki i podsmażyć aż się zarumieni i zacznie "puszczać sok". Dodać kurczaka, obsypać go boczkiem i smażyć na wolnym ogniu przez około 5 minut, obrócić i dodać seler, czosnek i pora wymieszane wraz z pieprzem i estragonem. Dać mieszance kolejne 5 minut, a następnie wlać cydr i dorzucić zielony groszek. Przykryć pokrywką, gotować na małym ogniu około 40 minut (sprawdzać co jakiś czas. Odkryć, wmieszać musztardę (o ile się chce) dorzucić pokrojoną sałatę i podgrzewać jeszcze chwilę by całość serwowana była ciepła

*oba przepisy pochodzą z "Kitchen" Nigelli
mogą w nich być błędy bądź kulawizny językowe jakoże mój egzemplarz jest prezentem od M. z Anglii i tłumaczyłam sama. Wprawdzie rozumiem co do mnie piszą i mówią, tłumaczem jestem jednak raczej marnym i raczej początkującym.
Practice makes a master

sobota, 8 stycznia 2011

zaklinanie wiosny



- Maćku, nie było na dole innej włoszczyzny?
- No, była taka biała marchewka...
- Mhm, pietruszka, prosiłam żebyś przyniósł.
- Nie, pietruszka to takie zielone liście, co pływają w zupie...

rozmowa jest autentyczna, dzisiejsza. Naprawdę się załamałam.
Zielona, groszkowa zupa, na którą przepis można znaleźć tu. Polecam do niej odrobinę tabasco.

I deser podpatrzony w sieci zupnej Marak, kiedy jeszcze do niej chodziliśmy*. Bardzo prosty.

deser serkowy
300g serka homogenizowanego, waniliowego
100g orzechów laskowych
łyżka stołowa miodu
+ garść rodzynek lub żurawin jak kto lubi ( u mnie była żurawina)

Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i wstawić do lodówki na 2-3h. Deser musi się dobrze "przegryźć" żeby orzechy były sprężyste i chrupkie i nie takie suche. Porcja na 2-3 osoby, zależnie od apetytu



*niestety się opuścili i zupy nie są już tak dobre, bułeczki tak świeże i w ogóle to chyba zaczynają bankrutować

piątek, 24 grudnia 2010

24 XII



W świętach lubię wybieranie prezentów - jestem w tym naprawdę dobra i sprawia mi to przyjemność (choć w tym roku miałam problem z wybraniem tych najłatwiejszych - dla siebie, dla Młodego i dla mamy)
Lubię choinkę ze światełkami ( w tym roku mamy śliczną jodełkę) i kolorowy papier.
Lubię śmieszne kształty pierniczków i wymyślać jak powinna być ubrana choinka
Lubię dania wigilijne pierogi, łazanki, choć łazanki powinny być z boczkiem a ryb i barszczu nie lubię ale są jeszcze ciasta...

Nie lubię tłoku w sklepach, że nigdzie nie ma akurat tego, co wymyśliłam, łamać się opłatkiem z "bliskimi", ani chodzić na Wigilię do dziadków. Tego, że M. wyjeżdża i że nie mogę mieć mojej własnej Wigilii gdzie będą tylko naprawdę bliskie mi osoby.

O pierniczkach i daniach wigilijnych nie powiem za dużo. Tylko tyle, że jestem zachwycona kształtami foremek, które kupiłam sobie ongiś w Ikei i pomysłem, który przewędrował przez kilka rodzin zanim dotarł do mnie i w tym roku został wreszcie wykorzystany. Mowa o "szkiełkach" w pierniczkach, które powstają poprzez pokruszenie landrynek i wsypanie po szczypcie okruszyn w dziurki w pierniczkach przed pieczeniem. Wychodzi świetnie.

a teraz kilka przepisów z poprzedniego posta:

spaghetti alla carbonara (z książki "Kuchnia Miriano")

500g spaghetti nr 7
200g boczku (najlepiej w cienkich plastrach)
60 g startego parmezanu (lub sera pecorino)
4 jajka
2 łyżki oliwy
pieprz, sól

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, boczek kroimy w paseczki bądź kosteczki i podsmażyć do chwili aż tłuszcz zrobi się przezroczysty. Jajka roztrzepać w dużej misce, dodać ser, sól, pieprz, dobrze wymieszać i postawić jak najbliżej garnka z gotującym się makaronem (w celu ogrzania masy). Makaron odcedzić, przełożyć na patelnię z boczkiem i zalać masą jajczaną (oryginalny przepis podaje żeby makaron i boczek dorzucić do miski z jajkami, ale ja po prostu zmniejszam ogień do minimum i manewruję na patelni). Kiedy jajka zgęstnieją tworząc kremowy sos należy natychmiast makaron podać ( w tym celu dobrze mieć przygotowane talerze)

Podany przepis to porcja na 4 osoby i przepis podstawowy można z boczkiem podsmażać cebulę, albo dodawać czosnku, a nawet robić wegetariańskie carbonara ( z cukinią). Osobiście jest chyba moim ulubionym rodzajem włoskiego makaronu, stosunkowo szybkie w wykonaniu i potrzeba raptem 3 składniki.

Kopczyki kreta

3 garście płatków owsianych
3/4 szklanki cukru
3-4 łyżki gorzkiego kakao
2-3 łyżki mąki pszennej
skórka z 3 mandarynek lub 1 pomarańczy
1/5 szklanki wody
ew. 2-3 krople aromatu pomarańczowego

Skórkę należy pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć z cukrem na patelni, gdy się ładnie zarumienią zalać wodą i zagotować syrop, dodać kakako i mąkę i dokładnie wymieszać, do dość gęstego syropu dodać płatki za zamieszać tak żeby całe się pokryły syropem. Wkładać na papier do pieczenia i piec ok 30 min w 175*C. Ciasta są miękkie i mokre o ciekawym posmaku.

P.S.
Śpieszyłam się więc zapomniałam o paru rzeczach, takich jak zdjęcia czy najważniejsze:

Wesołych Świąt
żeby ten raz do roku żołądek był pojemniejszy
świat (na co dzień) jakby trochę bardziej sprawiedliwy i przyjemniejszy
żeby spędzić go z rodziną
i dużo prezentów pod choiną

(tak wiem głupie częstochowskie rymy)

grudzień