Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2015

iglaki górą

byle nie w ogródku ^^
Ogólnie uważam je za pożyteczne i ładne rośliny.
Tylko że należą do tej grupy roślin "obowiązkowych", tych które ogrodnikom wylewają się uszami.
Pokutuje przekonanie, że w zimie to tylko iglaki wyglądają dobrze. No a poza tym są "bezobsługowe", mało wymagające i ogólnodostępne.
Dlatego na widok cisu* zaciskam pięści, na samą myśl o "tujce" mnie trzęsie, a przy bluszczu i bukszpanie powstrzymuję wycie.
Owszem w naszym klimacie nie ma zbyt wielkiego wyboru roślin zimozielonych, ale iglaki nie są jedynymi roślinami, które wyglądają atrakcyjnie w zimie.
Zresztą ta ich "bezobsługowość" jest im przyznawana trochę na wyrost. Zwłaszcza jeśli ktoś chce mieć jeszcze trawnik. Najlepiej pod nimi.
Poza tym żeby żywopłoty z żywotników (łac. Thuja) wyglądały atrakcyjnie należy je posadzić w odpowiedniej rozstawie, podlewać od czasu do czasu (zwłaszcza w trakcie suszy, na jesieni i w czasie mrozów**), czyścić (ze starych igieł, żeby był przepływ powietrza i nie wchodziły choroby, no i dla wyglądu) i związywać żeby ich śnieg nie rozłamywał.
Ale nie nadużywaniu iglaków w ogrodach chciałam.
Chciałam o wykorzystaniu iglaków w gospodarstwie domowym.


Gałązki modrzewia mogą zostać wykorzystane do, moim zdaniem, uroczych aranżacji czy to w wazonach, koszyczkach z kwiatami cebulowymi, czy zamrożone w wodzie robić za dekoracje i lampiony na zewnątrz .
Pędy sosny mają zaś różnorakie kulinarne zastosowanie. U mnie zmielone z solą nadawały delikatny aromat polędwicy wołowej. A w formie nalewki (dostaliśmy) z dodatkiem wody sodowej i cząstki czerwonego grapefruita nadawały drinkowi orzeźwiający kwaskowato-gorzki posmak.

Kuszą mnie też krakersy z sosną i czarną solą, ale tą drugą muszę jeszcze zakupić. A na razie żeby zobaczyć że zastosowanie sosny nie ogranicza się do masztów, lasów i syropu na kaszel polecam zajrzeć tu.
A w lutym rozglądać się za brzozą.






*a cis to taka fajna roślina. I taka cenna. Dawniej z jej wytrzymałego i bardzo elastycznego drewna robiono łuki i została niemal przez to wytępiona. Teraz z igieł wytwarza się jeden z popularniejszych leków anty-nowotworowych stosowanych przy chemioterapii. A ptaki jadają słodkie czerwone osnówki z owocków i chowają się w gęstych zimozielonych krzewach.
** jak są igły (liście), to jest nadal transpiracja (parowanie), ale jak ziemia jest zamarznięta, to nie ma dostępu do wody. Dlatego należy roślinie pomagać. Zwłaszcza na jesieni zanim przyjdą mrozy.

poniedziałek, 6 października 2014

obiadki środowe

Teraz kiedy nie mieszkamy już "na końcu świata" ludzie jakby chętniej nas odwiedzają. I muszę powiedzieć, że możliwość spędzania większych ilości czasu ze znajomymi i to jeszcze we własnym domu (nie muszę wracać potem, bo już tu jestem) jest bajeczną perspektywą.
Dlatego wymyśliłam (z małą pomocą Krzysia) Obiadki Środowe.
Króle Poniatowskim nie jestem, ale gotuję nieźle i na tym na razie się skupiłam.
Kombinuję wprawdzie może z jakimiś filmami, a może coś jeszcze ciekawszego wyskoczy, ale na razie formuła sprowadza się do spotkania znajomych, dla których ja gotuję dobry obiad (a potem zrzucamy się na składniki).
Pierwsze dwa były na sprawdzonych przepisach.
Najpierw był bogracz
A za drugim razem ziemniaki z bzikiem + zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami + pieczone jabłko na deser. (światowy dzień wegetarianizmu)

Z czego tylko zupy ziemniaczanej nie było jeszcze na tym blogu :]

Zupa ziemniaczana z kremem serowym i orzechami włoskimi
ok 1 kg ziemniaków
włoszczyzna
cebula
majeranek
łyżka masła

ser typu roquefort
2 łyżki śmietany (18%)

drobno posiekane orzechy włoskie

W dużym garnku zarumienić na maśle pokrojoną drobno cebulę z majerankiem. Zalać wrzątkiem,wrzucić obraną włoszczyznę: marchewki, pietruszki selera. Zagotować bulion (z kostką rosołową jeśli ktoś lubi, a co). Dorzucić pokrojone w drobną kostkę ziemniaki. Gotować aż zaczną się rozpadać, zmiksować na gładko.
Przed samym podaniem drobno posiekać orzechy włoskie i przygotować krem serowy. Roqueforta pokroić na drobniutkie kawałeczki i podgrzewać na małym ogniu na patelni aż się rozpuści. Wymieszać ze śmietaną. Podawać z zupą i orzechami w formie
małych kuleczek (zrobionych łyżeczką do herbaty), bardzo "esencjonalny", wyrazisty.

A w przyszłym tygodniu planuję kurczaka w sosie gruszkowym z parmezanem i rukolą, a na deser "róże" gruszkowe

wtorek, 18 marca 2014

przedwiośnie

Ta zupa kojarzy mi się właśnie z przedwiośniem. Jest gęsta i kremowa, z zimowymi dodatkami, ale kolor (choć taki blady), szparagi i cukinia są już raczej wiosenne.
Świetnie komponuje się nie tylko z kaparami (które ostatnio dodaję absolutnie do wszystkiego), ale też suszonymi pomidorami, także jako dodatek że wystąpić jedno, drugie albo oba razem. A z bułeczką z suszonymi pomidorami do zagryzania jest jeszcze lepsza.

zupa krem ze szparagami i cukinią
3-4 średnie ziemniaki
duży pęczek szparagów (ok. 500g)
jedna nieduża cukinia
ok. 11/2 l bulionu
1 nieduża cebula
oliwa z oliwek/masło
kapary (w dużych ilościach) i/lub pomidory suszone

Cebulę pokroić w drobną kostkę, w większe kostki pokroić ziemniaki i cukinię, poddusić razem na małym ogniu, dorzucić szparagi pokrojone w kawałki, podsmażać wszystko ok. 10 min. Zalać bulionem i gotować aż szparagi będą miękkie ale wciąż jędrne. Zmiksować, podawać z kopiastą łyżką kaparów lub/i suszonych pomidorów


poniedziałek, 2 września 2013

pomyłkowe muffinki bananowe



 Ostatnio przez nieuwagę kupiłam Nesquika bananowego (?!). Zdecydowanie powinny wyraźniej na opakowaniu zaznaczyć, że nie jest czekoladowy. Zwłaszcza, że ja nie znoszę "smaku bananowego" (choć lubię banany i jadam ciasta z bananami). I co ja mam teraz zrobić z tym zakupem ?
M. po spróbowaniu stwierdził, że sam proszek smakuje jak cukier wanilinowy, tylko zamiast wanilinowy jest bananowy. Ok. Z tym mogę pracować.

muffinki bananowe z kremem karmelowym
ok. 120 g mąki
ok. 100 g proszku Nesquik o smaku bananowym
1/2
szklanki mleka
1 jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy
łyżeczka proszku do pieczenia
(krem karmelowy)
1/2 szklanki cukru
2 łyżki wody
1/3 szklanki mleka
opakowanie serka mascarpone
ew. do przybrania żelki bananowe

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugiej. Połączyć (konsystencja gęstej śmietany; jeśli za mokre lub za suche dodać odpowiednio więcej mieszanki suchej lub mleka), nakładać do foremek do 1/2 objętości, piec 10-15 minut w temp. 180*C
(krem) Cukier wymieszać z wodą w rondelku, postawić na małym ogniu i podgrzewać mieszając aż woda wyparuje i cukier zacznie się znowu rozpuszczać tworząc złocisty syrop, dolać mleka (najlepiej podgrzanego, wtedy karmel nie stwardnieje tak bardzo), podgrzewać aż cała karmelowa skorupa się znów rozpuści. Odstawić, ostudzić. Chłodny wymieszać z serkiem i wstawić  do lodówki żeby przybrał bardziej stała konsystencję. Muffinom ściąć wierzch (żeby krem nie zjeżdżał) i nakładać krem. Można udekorować bananową żelką

niedziela, 1 września 2013

muffinki jeżynowe z Malibu

Przyznaję, Malibu jest tu praktycznie nie wyczuwalne, bardzo delikatna nuta, ale nadal muffiny są taaakie dobre!
muffinki jeżynowe z Malibu
ok 120 g mąki
1/2 szklanki cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
jajko
1/3 szklanki oleju/oliwy z oliwek
1/4 szklanki likieru kokosowego(Malubu)
ok.1/4 szklanki mleka
700ml jeżyn

W jednej misce wymieszać składniki suche, w drugiej mokre (z wyjątkiem jeżyn), połączyć zawartości obu misek. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Dla uzyskania odpowiedniej konsystencji można dolać odrobinę więcej mleka, lub dosypać mąki. Wmieszać jeżyny i przełożyć do foremek. Piec w temp. 180*C przez ok 20 minut, do "suchego patyczka"

niedziela, 23 czerwca 2013

na obiad czy na deser ?

Czarny bez w oczy kole tymi swoimi białymi baldachami. Jest wszędzie przy ulicy, albo w cudzym ogrodzie, a stamtąd jak wiadomo, zrywać i zjadać nie za bardzo...
W końcu udało mi się krzaka w parku upolować.

A przy okazji, ostatnio dowiedziałam się, że w Anglii owoce czarnego bzu nie mają tak silnych przeczyszczających właściwości jak u nas.

Kwiaty czarnego bzu w cieście naleśnikowym z truskawkami
(2 porcje)
4 spore baldachy kwiatów czarnego bzu (ścięte razem z "ogonkiem")
ok 250 g truskawek
1jajko
ok. 3/4 szklanki mleka
ok. 3/4 szklanki mąki
3 łyżki cukru
1/2 łyżeczki wody różanej
tłuszcz do patelni


Jajko, mleko i mąkę wraz z 2 łyżkami cukru zmiksować na gęste ciasto naleśnikowe (po zanurzeniu palca zostaje on poryty dość grubą warstwą ciasta). Patelnie rozgrzewam na średnim ogniu (trochę mniejszym niż normalnie bym smażyła naleśniki, bo tu będą grubaśne - będą więc potrzebowały trochę większej ilości czasu, a nie chcemy ich spalić). Baldachy trzymając za ogonek umoczyć dokładnie w cieście (można sobie pomóc widelcem lub łyżką, żeby obie strony były pokryte ciastem), przełożyć na patelnię i za pomocą nożyczek pozbyć się zielonych ogonków, docisnąć kwiaty mocniej w ciasto za pomocą widelca, obrócić kiedy spód będzie mocno brązowy. Powtórzyć z resztą kwiatów.
Truskawki umyć, obrać z szypułek, pokroić na ćwiartki. Wraz z resztą cukru i wodą różaną wrzucić na ciepłą patelnię i podgrzewać ze 2 minuty. Przełożyć na naleśniki.

Uwagi:
*Do smażenia kwiatów używam ciasta słodszego i gęstszego niż zwykle. 
** Moje truskawki były dość wodniste i gąbczaste (tak to jest jak się zapragnie truskawek o 20 w sobotę), więc podgrzanie zdecydowanie dobrze im zrobiło. Można dodać troszkę więcej wody różanej - smak będzie bardziej wyczuwalny (ja nie chciałam żeby zagłuszył aromat bzu)
***Danie jest dość sycące, ale pyszne. Truskawki świetnie współgrają z kwiatowymi aromatami, a zwłaszcza aromat bzu jest tu dość silny (i słodki).

niedziela, 2 czerwca 2013

foraging walk

Ostatnio jestem dość zapracowana, co chyba zresztą widać na blogu. Planuję cały czas post o community gardens (p.s. ogrody komunalne brzmią kretyńsko - lepiej by było chyba tłumaczyć to jako ogrody społecznościowe lub dla społeczności), ale w chwili obecnej tyle jest imprez powiązanych z tym tematem, że cały czas się wstrzymuję, bo przecież będę miała więcej materiału.
A na razie: foraging walk.
Najlepszym tłumaczeniem dla foraging jakie ja znajduję jest "żerowanie". Wikipedia twierdzi, że jest to proces poszukiwania przez zwierzęta jedzenia, często powiązane z terytorium.
Żerowanie w naszym wykonaniu polegało na spacerze po parku pod kierownictwem Jasona, który pokazywał nam jadalne rośliny, które można znaleźć w mieście (bez większego trudu zresztą) i które można włączyć do swojej diety. Oczywiście wymieniał charakterystyczne cechy po których można rozpoznać daną roślinę, ostrzegał przed podobnymi lub spokrewnionymi roślinami trującymi, a także ewentualnymi skutkami ubocznymi.
Jeżeli by mnie kto pytał, to jest to moim zdaniem wycieczka dla laików (o sporej części roślin wiedziałam więcej niż prowadzący) no i brakowało mi trochę całościowego podejścia do tematu. Jason kilkakrotnie wspomniał, że rośliny mogą zmieniać wygląd w trakcie sezonu, ale już nie powiedział co i jak (np. ani przy jarzębinie, głogu ani przy bzie nie podał jakiego koloru będą te jadalne jagody które się pojawią)
 Za to nauczyłam się trochę angielskich nazw (a z takim założeniem tam poszłam)
babka na początku kwitnienia

To jest babka lancetowata (Plantago lanceolata) jadalne z niej są zarówno liście jak i kwiatostany. Kwiatostany mają lekko grzybowy posmak i ponoć można z nich zrobić zupę grzybowopodobną.
U nas mam wrażenie bardziej popularna jest babka zwyczajna o bardziej jajowatych liściach i bez grzybowego posmaku. Dodatkowo u obu gatunków, przyłożone liście hamują krwawienie z rozbitych kolan, a zmiażdżone (przeżute) pomagają na  ugryzienia komarów (ale to chyba każde dziecko wie)
babka w pełni kwitnienia


czosnaczek pospolity (Alliara petiolata) (garlic mustard)

kwitnie na zeszłorocznych pędach

a to są jego tegoroczne liście



Barszcz zwyczajny (Heracleum sphondylium)(hogweed) jak wiadomo jest niebezpieczny ze względu na działanie fotouczulające (powoduje oparzenia słoneczne podobnie jak niesławny barszcz Sosnowskiego, ale znacznie mniej) należy go zbierać w rękawiczkach, a je się po usmażeniu. Ponoć bardzo chrupki.








A na koniec był poczęstunek (zawijańce z ciasta filo z pokrzywą i fetą, z komosą* i cytryną, a także pesto z czosnku niedźwiedziego i herbata z bluszczyka kurdybanka )
*inny sposób na przygotowanie komosy u Pinkcake

czwartek, 23 maja 2013

piątek nadciąga !

A może piknik ?
 W menu : kurczak w pistacjowej panierce i poniedziałkowa sałatka ze szparagami (przepis Bei modyfikowany). Lekko i przepysznie. Wszystko pieczone.

kurczak w pistacjowej panierce
(oryginalny przepis z "Realfood cookbook" na udka z kurczaka)
4-5 małych filetów z kurczaka (lub 1 1/2 dużego pociąć na mniejsze)
2 garści pistacji bez skorupek
pół szklanki mąki
1 jajko
2 łyżki mleka
sól, papryka (u mnie wędzona), pieprz + inne ulubione przyprawy do smaku

 Rozgrzać piekarnik do 220*C. Pistacje, 2 łyżki mąki sól i przyprawy wrzucić do blendera. Miksować do momentu, aż pistacje będą z grubsza posiekane. Wysypać na talerz. Na drugim talerzu wymieszać mąkę z przyprawami, a na trzecim jajko z mlekiem ("rozbełtać"). Kurczaka obtoczyć w doprawionej mące, dokładnie "zmoczyć" w jajku i obtoczyć w miksie pistacjowym. Powtórzyć z resztą kawałków kurczaka, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok. 10 minut. 
szparagowa sałatka poniedziałkowa z mango:
mieszanka sałat/rukola
pęczek szparagów
2 słodkie ziemniaki
1 dojrzałe mango
garść ugotowanej komosy*
5 łyżek oliwy z oliwek,
1/2 łyżeczki octu balsamicznego

Ziemniaki obrać.Pokroić w plastry, a te na ćwiartki. Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce (wystarczy ugiąć łamią się w dobrym miejscu) pokroić w kęso-kawałki. Ułożyć ziemniaki i szparagi na blaszce. Przy pomocy pędzelka posmarować oliwą (można wcześniej, dla aromatu dodać do niej skórkę z cytryny/wcisnąć ząbek czosnku/odrobinę wędzonej papryki) i delikatnie posolić. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220*C na 10 minut.
Mango obierać nad misą blendera (najpierw odkroić połówki od pestki, potem od strony miąższu, nie przecinając skórki, pokroić wzdłuż, a następnie w poprzek, a następnie nacisnąć od spodu wypychając  kostki mango do góry (kostki do sałatki). Odkroić je od skórki, tak żeby sok (i mniejsze kawałki) ściekał do środka. Zeskrobać resztki miąższu ze skórki do blendera, dodać kilka mniej kształtnych kostek mango, 2 łyżki oliwy troszkę octu balsamicznego, szczyptę soli i zmiksować.

Do przewozu proponuję sałatę i sos wziąć osobno, a resztę składników wrzucić do jednego pojemnika.
A ponieważ składniki do sałatki i kurczak pieką się w tej samej temperaturze i potrzebują mniej więcej tyle samo czasu, to bardzo ładnie się to zrównolegla.
Kurczak dobrze się przewozi w dowolnym pudełku i jest też dobry na zimno.
Jak widać kosz piknikowy jakkolwiek bardzo stylowy i fajny nie jest do pikniku niezbędny, a w butelce jest Malibu z mlekiem :D

Czas na piknik z home&you - półmetek!

*po informacje o komosie i jak się gotuje komosę odsyłam do Bei

poniedziałek, 6 maja 2013

(m)rrrr!

Tarta z  różanym rabarbarem (i jajeczną pianką) (m)rrrr...
Jakiś czas temu w sklepie z ukraińską żywnością trafiłam na konfiturę z płatków róży, którą bez namysłu kupiłam. Już w domu okazało się, że jest trochę dziwna. Ma ciemny różowy kolor, jest cierpka w smaku, a płatki wyglądają jakby były podsuszone.
Ponieważ nie smakowała mi tak jak te kupowane w Polsce ( i nie wyżarłam jej łyżeczką prosto ze słoika) zeszło tak z pół słoika i dalej tak sobie stał i czekał co wymyślę z nim zrobić. W końcu wymyśliłam i oto efekt:


tarta z różanym rabarbarem i jajeczną pianką:
 kruche ciasto do wylepienia formy (ja zrobiłam "na oko" )
ok 400 g rabarbaru
ok 175 g konfitury różanej*
3 jajka (żółtko jednego z nich wykorzystałam do ciasta)
3-4 łyżki cukru
łyżeczka ekstraktu waniliowego lub wody różanej
łyżeczka mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej

Kruchym ciastem wylepić formę, schłodzić, podpiec. Rabarbar obrać, pociąć a około 1 cm kawałki i podsmażać z konfiturą aż będzie miękki, ale nie rozpadający się. Dodać mąkę ziemniaczaną wymieszaną z 1,5 łyżki zimnej wody i dokładnie zamieszać. Kiedy masa zacznie się "żelować" zdjąć z ognia i trochę ostudzić. Ubić białka na sztywną pianę, a potem dodać cukier, żółtka i ekstrakt. Na podpieczony spód wyłożyć najpierw masę rabarbarową, a potem jajeczną piankę. Piec wtem ok 180*C  przez ok. 15 minut aż pianka będzie dość sztywna i lekko brązowa na wierzchu.

*Myślę, że swobodnie, a nawet lepiej poradzi sobie zwykła konfitura, bo tu smak róży był słabo wyczuwalny, dlatego też dodałabym następnym razem wody różanej zamiast ekstraktu waniliowego do pianki.

  

wtorek, 8 stycznia 2013

challenge nr 1 part 3

W dniu wczorajszym częściowo mi się nie chciało, częściowo mi się zapomniało napisać posta, a może zapomniałam, bo mi się nie chciało ? W każdym razie zamierzam zwalić choć część winy na M., który nie napisał ocen (zabrał się za to już po 12). Skoro nie miałam wszystkich materiałów, to jak mogłam pisać posta ?
Przy okazji złamałam zasadę (zasady są po to żeby je łamać) i nie-zasadę. Pierwsze to użyłam 2 razy jednego składnika, drugie - okazuje się, że Maciej mówiąc "obiad" myśli "danie", a wczorajszy obiad składał się z dwóch dań.
Pierwsze czyli zupa z zielonej soczewicy jest lekko tylko zmodyfikowaną wersją tego przepisu. Ode mnie dostała tylko czarooką fasolkę, trochę papryki w proszku i świeże pomidory zamieniłam na puszkowane. Jestem z niej o tyle zadowolona, że smaczna i sycąca nadaje się nie tylko na obiad, ale też na lunch do pracy.

Składniki z wyzwania: soczewica zielona, "czarnooka" fasola, pomidory w puszce
Dodatkowo: marchew
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 (Zupa w typie grochówki, można byłoby położyć jakieś warzywo na górze celem ozdoby...)
Kreatywność: 5 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 7.5 (Naprawdę dobra zupa, trochę lepsza niż wczorajszy obiad, ale znowu nie mam poczucia, że się jakoś specjalnie wybija) 

Zupa z zielonej soczewicy
250 g zielonej soczewicy
1/2 puszki black eyed beans
puszka krojonych pomidorów
4 łyżki oliwy (lub więcej, wg upodobań)
2  małe marchewki
1 cebula pokrojona w kostkę
ząbek czosnku
1 listek laurowy
oregano
sól i pieprz
2 łyżeczki octu z czerwonego wina

Na oliwie przesmażyć czosnek i cebulę (w dużym garnku na zupę). Dodać marchewkę i listek laurowy, chwilę smażyć. Następnie dodać opłukaną soczewicę i zalać 1 l zimnej wody (ja proponuję 3/4). Gotować, aż soczewica zmięknie.
Do miękkiej soczewicy dodać pomidory, fasolę i pozostałe przyprawy. Gotować kolejny kwadrans. Na koniec dodać ocet, wymieszać.

Drugie danie. Czyli sałatka ze szparagami podpatrzona została na Kwestii Smaku. Ale z oryginalnej sałatki zostawiłam tylko szparagi, jajko w koszulce i sałatę. Resztę zastąpiłam wyrazistym sosem serowym (który w moim wykonaniu składał się z dwóch serów i masła, ale podaję wykonanie ze śmietaną/śmietanką, bo tak będzie wyglądał lepiej i nie będzie zastygał).

Składniki z wyzwania: szparagi, sałata, jajka
Dodatkowo: roquefort, żółty ser
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 Sałatka wyglądała bardzo ładnie ze szparagami i tak dalej przed dodaniem jajka w dziwnym kształcie (jak widać koncepcja jajka w koszulce niespecjalnie przypadła M. do gustu) i polaniem sosem o podejrzanym kolorze
Kreatywność: 7 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 8.5 (Najwyraźniej mam słabość do roqueforta, jego połączenie ze szparagami i liśćmi bardzo mi odpowiada, gdyby nie jajko psujące trochę efekt to dałbym 9)

sałatka ze szparagami i jajkiem w koszulce z ostrym serowym sosem
1 jajko na głowę
4-5 szparagów na głowę
mieszanka sałat (2 garści na głowę)
ser roquefort
garść sera cheddar lub mozzarella
1/3 szklanki śmietanki 30% lub 1/2 szklanki 18 lub 12%*

Szparagom obciąć zdrewniałe końce, ugotować w osolonej wodzie. Sałaty opłukać ułożyć na talerzu, śmietanę/śmietankę podgrzać z serami aż utworzą jednolity sos.
Zrobić jajka w koszulkach. Do garnka wlać około 1 litra wody i zagotować dodając 1 - 2 łyżeczki octu winnego lub soku z cytryny (opcjonalnie) oraz szczyptę soli. Ustawić umiarkowany ogień. Do miseczki wbić jajko i delikatnie wylać je do gotującej się wody (wodę wcześniej zamieszać i utworzyć wir). Gotować przez około minutę, wyjąć łyżką cedzakową i ocenić czy całe białko jest już ścięte, żółtko natomiast ma pozostać płynne. Możemy gotować jajka jednocześnie, w jednym garnku.

* śmietanka będzie lepsza, ale wiadomo jest bardziej tłusta no i jak się nie ma to nie trzeba lecieć do sklepu można zastąpić normalną śmietaną
Oceny końcowe:
Ocena: 5 (Dania orbitowały wokół 7, -1 za 2 dania zamiast jednego ostatniego dnia, -1 za 2x roquefort)

Końcowy komentarz: Z perspektywy czasu trochę za wysoko oceniłem curry w stosunku do sałatki z pierwszego dnia, jednak różnica między poszczególnymi daniami była trochę większa. Natomiast zupę oceniłbym dokładnie w środku pomiędzy curry, a sałatkami więc to wyszło dobrze.

niedziela, 6 stycznia 2013

challenge nr 1 part 2

Z tej części wyzwania nie jestem zbyt zadowolona. Głównie ze względu na pastę curry. Planowałam użyć czerwonej pasty ze względu zarówno na kolor, jak i stopień ostrości (średni). Niestety "w praniu" okazało się, że pasta dostała grzyba i musiałam ją wymienić na zieloną pastę curry innej firmy, która w dziewiczo nietkniętym opakowaniu stała sobie w głębi szafki. Na tej paście zawiodłam się strasznie. Mało ostra, choć zielona powinna być najostrzejszym rodzajem, mało curry i jeszcze w dodatku kolor paskudny. Na trzy razy dodawał jej więcej, w rezultacie zużywając pół słoiczka, zanim byłam ... usatysfakcjonowana, a sos dalej nie był specjalnie ostry.
Dlatego też w przepisie podaję ogólnie, pasta curry - ilość i kolor zależą od upodobań, marki i jakości pasty.

curry z wołowiną i mango
(porcja na 2 osoby)
ok. 300 g wołowiny pokrojonej w paski
1 lub 11/2  mango
2 małe marchewki
1/3 puszki  kukurydzy (duża puszka-340g)
1/2 puszki mleka kokosowego
1/3 szklanki bulionu
1/3 cebuli pokrojonej w drobną kostkę
pasta curry
łyżka oliwy z oliwek 
sól, pieprz, chili  do smaku
można dodać także cukinii, papryki (najlepiej czerwonej lub żółtej) albo fasolki

Cebulę zeszklić na oliwie, pastę z łyżką lub dwiema mleka kokosowego rozgrzać na tej samej patelni. Wrzucić wołowinę i krótko podsmażyć. 1/3 mango drobno pokroić, zmiksować z mlekiem kokosowym i bulionem, zalać mieszanką podsmażoną wołowinę i gotować kilka minut na wolnym ogniu.W tym czasie obrać i pokroić na plasterki marchewki. Wrzucić je wraz z kukurydzą (i mango jeśli jest twarde), dać całości kilka minut, a następnie dorzucić mango (jeśli jest miękkie i dojrzałe) pokrojone w dużą kostkę.
Podawać w miseczkach, z ryżem lub chlebem.

Składniki z wyzwania: mango, kukurydza, wołowina,
Dodatkowo: marchew, mleko kokosowe, pasta curry (M. ją dopisał mimo, że przyprawy mi wolno)(cebula ewidentnie pełniła rolę przyprawową)
Oceny Maćka:
Wygląd: 3 (Brudno-zielona pulpa...)*   
Kreatywność: 6.5 (Dla mnie nowość, ale wg. google curry-mango to częste połączenie)**    
Smak: 7 (Takie szkolne solidne 4+, smaczne, ale nie wybija się dostatecznie na "piątkę")    
Ogółem: 6.5 (Wyraźnie lepszy obiad niż przeciętnie***, ale jak spojrzę tutaj za miesiąc, czy dwa to nie powiem "o, to zrób jeszcze raz")

*trudno się nie zgodzić ... 
** A przecież curry pochodzi z Indii będących również ojczyzną mango, a tu jeszcze jak pokroić mango
***fuk fuk fuk!

sobota, 5 stycznia 2013

challenge nr 1 part 1

Dość spontanicznie zaczęliśmy naszą zabawę - wyzwanie, więc na wymyślenie i zrobienie pierwszego obiadu nie miałam dużo czasu - w brzuchach zaczynało już burczeć. Wybrałam więc stosunkowo najprostszą formę czyli sałatkę (a jeszcze zobaczyłam ten przepis), składniki też stosunkowo proste, no i ... Maciej szpinak najbardziej lubi w formie nieprzetworzonej, a w dodatku uznałam, że to składnik najbardziej "psujny". Od siebie dorzuciłam kurczaka i moją ukochaną blanszowaną cukinię, która sama w sobie jest dość neutralna w smaku i doskonale "przyjmuje" inne smaki. Ni i maliny zamieniłam na syrop malinowy.

Składniki z wyzwania: szpinak, cukinia, roquefort, pierś z kurczaka
Oceny Macieja:
Wygląd: 6.5 (Smacznie wyglądająca sałatka, ale bez fajerwerków)
Kreatywność: 4 (Sałatka z kurczakiem, jakimś serem i słodkim sosem pojawia się na naszym stole dość często)
Smak: 8.5 (Bardzo smakowało mi połączenie słodkiego kurczaka z ostrym smakiem roqueforta)
Ogólna: 7.5 (Nie bardzo oryginalne, moim zdaniem, ale naprawdę dobre. Chętnie bym postawił 8)

sałatka szpinak- roquefort
ok. 100 g sera roquefort
ok. 100 g świeżych liści szpinaku
2 małe lub 1 duża pierś z kurczaka
1 mała cukinia
1/3 szklanki syropu malinowego
2 łyżki stołowe octu balsamicznego
1 łyżka stołowa oliwy z oliwek
pół garści płatków migdałowych
sól, pieprz

Na suchej patelni uprażyć płatki migdałów, odłożyć na później. Pierś z kurczaka podzielić na 2-3 porcje, posolić.  Wymieszać syrop malinowy, ocet, oliwę z oliwek (jeśli syrop mało słodki można dorzucić ze 2 łyżeczki cukru), podgrzać na patelni. Umieścić w tak przygotowanym sosie kurczaka, "obsmażyć" z obu stron. W tym czasie umyć szpinak i cukinię. Zagotować wodę, cukinię pokroić na półplasterki wrzucić do osolonego wrzątku, odstawić aż zrobią się lekko przejrzyste. Wyjąć kurczaka, pokroić na plastry i podgrzewać w sosie, aż znikną "surowe plamy". Szpinak, odsączoną cukinię, pokruszony ser i ciepłe plastry kurczaka (oprószone świeżo mielonym pieprzem) umieścić w misce lub na talerzu, posypać prażonymi  płatkami migdałów i polać resztką sosu.

słówko dnia: spruce - świerk, ale też wymuskany, schludny, a nawet choinkowy

challenge!

Maciej zaproponował zabawę- wyzwanie.
Zasady są proste : On kupuje określoną ilość składników, a ja mam  przygotować z nich określoną ilość obiadów. Składniki mają się nie powtarzać między obiadami, muszę wykorzystać wszystkie...
I to z grubsza tyle.
Z dodatkowych zasad doprecyzowujących wyzwanie to przypraw (zwłaszcza soli), oliwy, czy octu winnego nie uznajemy za składniki, podobnie makaronu czy ryżu (chyba, że mówimy o ryżu arobio, albo jakimś "wypasionym" makaronie) jednak wtedy danie bazujące na ryżu czy makaronie będzie trochę oszustwem. Nie powinno się też dodawać zbyt dużej ilości składników nie umieszczonej w wyzwaniu.

Poszczególne zadania mogą mieć zasady dodatkowe, typu : "trzeba użyć mąki", "offline", albo dostaję mniej składników i określoną sumę pieniędzy, żeby dokupić sobie co uważam za słuszne...

Na chwilę obecną ustaliliśmy 1 wyzwanie na miesiąc, ale M. wymyślił już 2 następne...

Wyzwanie nr 1: 3 obiady
Jajka
Szparagi
Mango
Cukinia
Szpinak (świeży, liście)
Roquefort
Soczewica
Pierś z kurczaka
Wołowina w kawałkach (kostka?)
Kukurydza
Pomidory w puszce
"Czarnooka" fasola
Sałata (mieszanka sałat)

Swoją drogą wyzwaniem było też upchnięcie zakupów w naszej maleńkiej lodówce*...
 Ach, i Maciej będzie oceniał każdą potrawę pod względem wyglądu, smaku i kreatywności, a także całe wyzwanie w skali od 1 do 10 (za nie użycie składników, lub użycie zbyt dużej ilości"pomocniczych" składników - punkty karne)

*szczególnie dumna jestem z patentu z gumką recepturką trzymającą jajka

wtorek, 11 grudnia 2012

muffiny cytrusowo-bananowe

Ciastka zainspirowane lenistwem. Już właściwie byłam w butach i drzwiach w drodze po jajka, kiedy pomyślałam sobie "Zaraz, zaraz przecież Pinkcake zawsze robi muffiny bez jajek. Ciekawe czego dodaje zamiast?". Okazuje się, że niczego.
Mimo, że nie jestem alergiczką i nie muszę się tym przejmować, to do muffinów z owocami, zwłaszcza cytrusowych, praktycznie nigdy nie dodaję mleka - jakoś nie idzie dobrze z zawartym w owocach kwasem (za to świetnie idą z nimi inne owoce np. wiśnie). Ponieważ i tak zamierzałam zrobić muffiny z zawartością banana, to po chwili namysłu postanowiłam, że po prostu dodam go trochę więcej (część w postaci plasterków, jak w pierwotnym planie, część rozgniecioną widelcem, zamiast jajka) i zostałam w domu.
Przyznaję, że plasterek banana tworzy "zakalcowate" miejsca, więc można po prostu całego banana dodać do ciasta, ew. zostawić kilka plasterków do dekoracji, ale ogólnie ciastka są naprawdę dobre, nie za skłodkie lekko kwaskowate z wyczuwalną nutą cytryny i pomarańczy.
muffiny cytrusowo-bananowe 
(bez mleka i jajek, wychodzi 5-6)
150 g mąki
60 g brązowego cukru*
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok i skórka z 1 cytryny
1/3 szklanki oliwy z oliwek
1/3 szklanki soku pomarańczowego
1 spory banan
ok. 20 g gorzkiej czekolady (wiórki)

Mąkę wymieszać z cukrem i proszkiem do pieczenia. Pół banana rozgnieść dokładnie widelcem na papkę, wymieszać z sokiem z cytrusów i oliwą. Składniki suche wymieszać z mokrymi. Nakładać do foremek łyżka ciasta, plasterek banana (opcjonalnie dodać całego banana do ciasta). Wymieszać resztę ciasta z czekoladą (wiórki albo drobno posiekana) i dalej nakładać podobnym sposobem.

wtorek, 6 listopada 2012

"f"

 Zamiast naszych Zaduszek i Wszystkich Świętych w Anglii na początku listopada (oprócz obchodzenia Halloween) jest podwójne święto. 5 jest Guy Faweks Day (/Night zwany też Plot Night lub Bonfire Night) obchodzony na pamiątkę wykrycia Spisku Prochowego z 1605 kiedy to nie udało się wysadzić Parlamentu. Jakiś czas temu tak się jeszcze złożyło, że 4 listopada urodził się książę William.
A jak takie święto wypada pod koniec weekendu, to od piątku do poniedziałku codziennie w różnych częściach miasta są fajerwerki. Byliśmy z M. na pokazach w sobotę, niedzielę i poniedziałek (poprzedni post zawiera zdjęcia z soboty). Najbardziej podobał nam się pokaz w niedzielę, mimo że miał ewidentnie najmniejszy budżet, to wycisnęli z tych fajerwerków ile się dało. Pokaz skomponowany był do muzyki, kolorami, kształtami, a do tego puszczali jeszcze sztuczny dym i strzelali "zwykłym" ogniem w tle (niestety zdjęcia nie wyszły). Wczorajszy pokaz był też przemyślany i skomponowany do muzyki, ale mniej podobały mi się same kawałki i  zestawienia kolorów. Natomiast sobotni zawierzał dużo dużych i "wypasionych" fajerwerków, ale przemyślany był znacznie gorzej.







Do pirotechnicznych zachwytów dołączę jeszcze przepis na sałatkę z pomarańczy i fenkułu (co nieco nawet przypominającą fajerwerki). Akurat w czasie akcji "Barku sałatkowego" sponsorowanego prze literkę "f"* natknęłam się w książeczce z przepisami na "tapas" (czyli przekąski) na ten przepis. Usunęłam z niego oliwki i pietruszkę, bo nie lubimy, a M. na koniec i tak wyjadł samego pomarańcza :]

pomarańcz z fenkułem
na 2 osoby
2 spore pomarańcze
1/2 kopru włoskiego (fenkułu) 
1/2 białej cebuli
kilka czarnych oliwek
łyżeczka oliwy
garść pieruszki
opcjonalnie ostra papryczka   



Zetrzeć skórkę z 1 pomarańczy, obie obrać pokroić na poprzeczne plastry i ułożyć na talerzu. Startą skórkę i sok wypływający z pomarańczy podczas krojenia i obierania (warto to robić nad miseczką) wymieszać z oliwą, drobno posiekaną pietruszką i ew. papryczką (ja dodałam trochę kolorowego pieprzu). Fenkuł i cebulę pokroić bardzo bardzo cienko na plasterki, rozsypać na pomarańczach, wykończyć pokrojonymi w plasterki czarnymi oliwkami i sosem


*uważam to za cokolwiek dyskryminujące, że jak sponsoruje "f" to nie ma fasoli....

słówko dnia : fathom - pojąć, zrozumieć