Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 października 2012

dynia w muzeum ?

Post planowany był na wczoraj wieczorem, ale nie wyszło, bo się zaczytałam. Wychynęłam z odmętów książki przed chwilą i śpieszę nadrobić zaległości. W czwartek byłam w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej. W pierwszej chwili doszłam do wniosku, że pies drapał wszystkie eksponaty w muzeum. Sam budynek jest bajeczny. Z zewnątrz wygląda jak bajkowy pałac od wewnątrz zapiera dech w piersiach. Swobodnie można by było w nim kręcić Harrego Pottera i udawać, że to Hogwart.







 Kiedy już trochę ochłonęłam, zrobiłam kilka zdjęć i udało mi się domknąć usta ruszyłam na wycieczkę, tym razem już zwracając uwagę na eksponaty (choć ewolucję człowieka nadal pominęłam - wiem na ten temat i tak więcej niż bym chciała) i doszłam do sali z minerałami i kamieniami szlachetnymi. Faaajne zbiory. Pobawiłam się w rozsądną srokę, która tylko patrzy na błyskotki, ale ich nie zabiera.
plaster marmuru - malowała natura :D
kamień pochodzenia organicznego - wapień

opale

największy znaleziony kryształ złota i w dodatku jak dla mnie ma ewidentny kształt rzeźby

turkusy, chyba

turmaliny

topazy i rubiny



piryt


Podobała mi się też część "darwinistyczna"-pomarańczowa muzeum z wielkim "kokonem" (znacznie brzydsza część pod względem architektonicznym - zbyt nowoczesna jak dla mnie) tłumacząca jak się archiwizuje i łapie zbiory, jak się rozpoznaje gatunki, jak organizuje wyprawy... Tu nie było dla mnie zbyt wielu nowości- to wszystko już wiedziałam, ale podobała mi się interaktywność wystawy, podobały mi się zielniki i kolorowe owady na długich szpilkach. A dla kogoś kto nie musiał się uczyć entomologii, nie oznaczał roślin z kluczem i nie robił zielników na botanikę... myślę że byłoby to fascynujące.





konik polny i motyl en face
 Kawałek dalej w pomarańczowej części muzeum (kolor oznacza jaka to część zbiorów) weszłam do kuchni szalonego naukowca. Przerażającej i fascynującej. Pełnej roślin i zwierząt w słoikach wypełnionych alkoholem lub formaliną.



Na dinozaury czasu nie starczyło, ale rzuciłam okiem i wyglądały imponująco. Wrócę z M. je pooglądać. W końcu każdy mały chłopiec interesował się kiedyś dinżarłami. Może mi jakąś bajkę opowie ?


Anyway it would be a hell of Halloween party at there! Można by zabrać podwójnie dyniowe drożdżówki, puścić muzykę i nie martwić się dekoracjami.

podwójnie dyniowe drożdżówki
(przepis na ciasto stąd)
ok. 1/2 kg dyni (ważonej przed upieczeniem) upieczonej
300 g mąki
50+50 g brązowego cukru (do ciasta i do nadzienia)
45g masła
1 łyżeczka drożdży instant
niecała 1/2 szklanki mleka kokosowego
1/2 łyżeczki gram marsala
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu
łyżeczka skrobi (maki) ziemniaczanej lub kukurydzianej

Upieczoną dynię zmiksować lub przetrzeć przez sito (można przetrzeć tylko trochę do ciasta, a resztę przecierać jak ciasto będzie wyrastało). 2-3 łyżki wymieszać z rozpuszczonym tłuszczem i mlekiem, w drugim naczyniu wymieszać suche składniki (50 g cukru, mąkę, drożdże), dodawać powoli mokre, zagnieść elastyczne ciasto, odstawić na godzinę do wyrastania. Resztę dyni wymieszać  z cukrem, skrobią i przyprawami. Wyrośnięte ciasto zagnieść podzielić na w miarę równe kulki (9-10). Z każdej kulki zrobić placuszek, umieszczać 2 łyżeczki  przecieru z dyni i zlepiać jak pieroga. Porolować chwilę (żeby lepiej się skleiło i znów było w miarę kulką) układać na blaszce do pieczenia sklejeniem do dołu. Zostawić do wyrośnięcia (ok. 30 minut) pod przykryciem. Piec w 180°C około 20 minut.

Po ostygnięciu można namalować roztopioną czekoladą czaszkę na wierzchu drożdżówek czyniąc z nich Halloweenowe danie (choć nie jest to konieczne- po prostu moje drożdżówki w założeniu miały mieć kształt czaszek, ale ciasto było zbyt rzadkie na manipulowanie nim w ten sposób)
 

słówko dnia : indignant-oburzony

poniedziałek, 22 października 2012

4

Stół ma cztery rogi, cztery nogi i cztery odsłony. Od piątku (czyli już czwarty dzień) jest paskudnie. Weekend spędziłam zawinięta w kołdrę czytając książki, wyściubiając nos z domu tylko, kiedy było to absolutnie niezbędne.


  Na kilka razy wracaliśmy z M. do rozmowy na temat tego czy sztuka powinna ranić. M. uwielbia takie dysputy, podobnie jak, wraz ze swoim ulubionym (martwym już) poetą, uwielbiają sypać sól do otwartej rany. Chyba nigdy tego nie pojmę. Co dobrego jest w nurzaniu swojej duszy we wszystkich brudach tego świata ? A jednak cenię jeśli dzieło wywołuje niepokój. Zbyt spokojni osiadamy na laurach, przestajemy marzyć i dążyć, zbyt zranieni nie mamy ochoty dążyć i marzyć, w ludziach widzimy tyko wady i ułomności.
Dlatego "Przeczucie - cztery pory niepokoju" jednego z naszych wspólnych z M. ulubionych poetów-wykonawców - Jacka Kaczmarskiego



Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane 
(przepis Liski podzielony przez 2)
50 g mąki kukurydzianej
150 g mąki pszennej
50 g ugotowanych ziemniaków, utłuczonych
1/2 łyżeczki drożdży instant +1 łyżeczka cukru
3/4 łyżeczki soli (ja następnym razem zmniejszę ilość)
125 ml wody
1/2 łyżki masła
1 łyżeczka oliwy

Wszystkie składniki przesiać/wsypać wlać do miski. Zagnieść ciasto - powinno być miękkie, elastyczne i nie kleić się do rąk. Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na 1 h. Z wyrośniętego ciasta, dłońmi posmarowanymi oliwą formować bułeczki (powinny wyjść ok. 4 średniej wielkości bułki). Układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrastania na 30-40 minut. Posypać kaszką kukurydzianą lub mąką. Piekarnik nagrzać do 210 st C. Wstawić bułeczki. Piec 12 minut. Następnie nastawić termoobieg (180 st C) i rumienić bułeczki kolejne kilka minut (może się okazać, że już podczas pieczenia w temp. 210 st, bułeczki są zrumienione, wówczas można zrezygnować z ich dopiekania). Upieczone bułeczki delikatnie spryskać wodą i odstawić do ostygnięcia.


A wieczorem będzie o tym co robiłam w czwartek :)
 słówko dnia: to know one's (your) onions - znać się na czymś

wtorek, 16 października 2012

World Bread Day

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!
As it's an international holiday (?) I can try writing a note in English. Why not ? For my debiut I picked an easy (I have to admit they are unbelievably easy to do)  bread rolls from Liska's Pracowni wypieków. Actually it was a baguette.  My changes was adding italian, mixed herbs instead of gingerbread spices and making baguettes from half portion - M. doesn't eat bread almost and I couldn't make it through 6 pieces before they went stale.
Anyway polish recipe is from Liska's page and english is translated by combined forces of me and Google Tranlate :)

Spicy baguette
250 g of wheat flour
3/4 teaspoon of salt
1/2 tablespoon sugar
1/2 tablespoon vegetable oil
1/2 teaspoon italian herbs
150 ml of warm water
1/2 teaspoon dried instant yeast

Stir yeast, a teaspoon of sugar, 2-3 tablespoons of water in a bowl and let stand for 15 minutes (I know that instant yeast are not supposed to be soaked, but I did anyway).
In a large bowl siew flour, salt, sugar and spices. Mix. Pour the yeast, oil, and slowly add water stirring. Knead the spring, but not stiff dough (if necessary, you can add water).
Transfer to oiled bowl, cover with a cloth and set aside to grow for about an hour. It should double in volume.
Then divide the dough into 3 parts and form of them small baguettes or bagels. Place them in the form of a baguette or on a large baking tray lined with baking paper.
Formed rolls aside to grow for 30-40 minutes.
Preheat oven to 230 st C.
Put the rolls, previously it with a sharp knife or cutting the razor, spray the oven with water. After 10 min, reduce the temperature to 210 degrees and sting even 15-30 minutes (baking time depends on the size of the rolls).
Cool on wire rack kitchen.

Bagietka z ziołami
250 g mąki pszennej
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżki cukru
1/2 łyżki oleju roślinnego
1/2 łyżeczki przyprawy włoskich (ziół)
150 ml ciepłej wody
1/2 łyżeczki suszonych drożdzy instant

Drożdże, łyżeczkę cukru, 2-3 łyżki wody, wymieszać w miseczce i odstawić na 15 minut.
Do dużej miski przesiać mąkę, sól, cukier, przyprawy. Wymieszać. Wlać zaczyn, olej i miejszając powoli dodawać wodę. Zagnieść sprężyste, ale niezbyt twarde ciasto (w razie potrzeby można dolać wody).
Przełożyć do miski posmarowanej olejem, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na ok. godzinę. Powinno podwoić objętość.
Następnie podzielić ciasto na 3 części i uformować z nich bagietki lub małe bułeczki. Ułożyć je w formie do bagietek lub na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia.
Uformowane bułki odstawić do wyrastania na 30-40 minut.
Piekarnik nagrzać do 230 st C.
Wstawić bułki, uprzednio je nacinając ostrym nożem lub żyletką, spryskać piekarnik wodą. Po 10 minutach zmniejszyć temp. do 210 st. i dopiekać jeszcze 15-30 minut (czas pieczenia zależy od wielkości bułek).
Ostudzić na kuchennej kratce.

English word of the day: uncanny -niesamowity - very strange and difficult to explain
 

sobota, 15 września 2012

jabłka? winne! I cytrynowa kruszonka

Taki milutki wypiek do sobotniej popołudniowej kawy czy herbaty, ale najlepszy popijany winem, które zostaje po "marynowaniu" jabłek - wychodzi taka jasna sangria.
Pomysł na jabłka marynowane w białym winie znalazłam we wrześniowym numerze "Kuchni", ale jak to ja zrobiłam wszystko po swojemu.

strucla z winnymi jabłkami i cytrynową kruszonką
przepis stąd, mocno zmodyfikowany
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka
1 duże jajko
3 czubate łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli
3 łyżki masła, roztopionego
7 g drożdży świeżych

2 jabłka
1,5 szklanki białego wina wytrawnego, lub półwytrawnego
2 łyżki stołowe cukru z prawdziwą wanilią i kardamonem
garstka goździków
skórka otarta z 1/2 cytryny

2 łyżki masła
4 łyżki mąki
3 łyżki cukru
starta skórka i trochę soku z cytryny

Zrobić zaczyn* dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając roztopiony tłuszcz. Wyrabiać tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do miski, przykryć lnianym ręczniczkiem, pozostawić do podwojenia objętości (około 90 minut).
W tym czasie wino z cukrem i przyprawami zagotować, wrzucić pokrojone w grubą kostkę jabłka i gotować jeszcze pół minuty. Zostawić do ostygnięcia (w oryginale było na godzinę).
Kiedy ciasto wyrośnie, krótko je wyrobić (można podzielić na 2 części lub zrobić jedną dużą struclę). Rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 35 cm, lub trochę większy, delikatnie podsypując mąką. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć nadzienie (czyli odsączone jabłka, wino można przelać przez sitko i spożyć pycha) tylko na środku, wzdłuż dłuższego boku. Ciasto zwinąć w roladę, składając na 3 części (pierwszą, dolną częścią ciasta przykrywamy część z nadzieniem, następnie składamy raz jeszcze, zwijając jak roladę; boki podkładamy pod spód).
Gotową struclę ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (lub ułożyć w okrągłej blaszce z kominkiem, albo keksówce), oprószyć mąką, przykryć lnianą ściereczką, pozostawić do ponownego wyrośnięcia (około 30 minut). Przed samym pieczeniem struclę naciąć wzdłuż ostrym nożem, prawie do samej blaszki nie przecinając końców strucli, należy zostawić około 5 cm z każdej strony nie rozcięte oraz posmarować jajkiem/żółtkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka, posypać kruszonką
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 minut, do złotego koloru. Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach przełożyć na kratkę, wystudzić.

* dla nowicjuszy - podgrzać mleko (ciepłe, ale nie parzy w palec, ja zwykle zużywam całe podane w przepisie do tego celu), wsypać łyżkę cukru, 2 łyżki mąki, wkruszyć drożdże, wymieszać na jednolito. Odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów na jakieś 15-20 minut. Niekonieczne jeśli korzystamy z drożdży suszonych, ale wtedy używa się połowę ilości (4 g)

słówko dnia sth went pear -shaped - coś poszło nie tak jak było zaplanowane
(u nas kształt gruszki ma jakby ładniejsze znaczenie - z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt, zdefiniuj kształt gruszki [ Jaskier z Wiedźmina cytowane z pamięci])

środa, 12 września 2012

tęsknię...


Tęsknię rozpaczliwie wręcz za M., ale tęsknię też już trochę za Warszawą, Pałacem Kultury i beztroskim życiem, chociaż przecież jeszcze tu jestem. Przeprowadzam się już i dopiero za 2 tyg. i jestem lekko przerażona.Na razie jednak mogę jeszcze robić zdjęcia jagodowego Pałacu zza szarej zasłony deszczu, podejrzliwie spoglądać na tęczę ze sztucznych kwiatów na Placu Zbawiciela (podobno stoi tam od czerwca) i piec serową struclę z jagodami.Serowa strucla z jagodami
przepis stąd, mocno zmodyfikowany
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka
1 duże jajko
3 czubate łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli
3 łyżki masła, roztopionego
7 g drożdży świeżych

Zrobić zaczyn* dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając roztopiony tłuszcz. Wyrabiać tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do miski, przykryć lnianym ręczniczkiem, pozostawić do podwojenia objętości (około 90 minut).
Nadzienie z twarogu:
300 g twarogu półtłustego lub tłustego
1 żółtko (+ 1 i łyżkę masła jeśli rezygnujemy z ajerkoniaku)
kilka łyżek cukru (więcej jeśli rezygnujemy z ajerkoniaku), może być waniliowy
1/3 szklanki ajerkoniaku
garść płatków migdałowych
+ opcjonalnie 2-3 garści jagód (u mnie borówki amerykańskiej)

Przygotować nadzienie: wszystkie składniki włożyć do miski, rozgnieść (widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków) i wymieszać (nie ma konieczności mielenia twarożku, dobrze smakuje, jeśli są wyczuwalne grudki).
Wyrośnięte ciasto krótko wyrobić rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 35 cm, lub trochę większy, delikatnie podsypując mąką. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć nadzienie tylko na środku, wzdłuż dłuższego boku. Ciasto zwinąć w roladę, składając na 3 części (pierwszą, dolną częścią ciasta przykrywamy część wysmarowaną nadzieniem, na brzegu przykrycia dorzucamy rządkiem jagody, następnie składamy raz jeszcze, zwijając jak roladę; boki podkładamy pod spód).
Gotową struclę ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (lub ja u mnie ułożyć w okrągłej blaszce z kominkiem), oprószyć mąką, przykryć lnianą ściereczką, pozostawić do ponownego wyrośnięcia (około 30 minut). (Przed samym pieczeniem można struclę naciąć wzdłuż ostrym nożem, prawie do samej blaszki nie przecinając końców strucli, należy zostawić około 5 cm z każdej strony nie rozcięte oraz posmarować jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka, posypać kruszonką).
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 minut, do złotego koloru. Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach przełożyć na kratkę, wystudzić.

* dla nowicjuszy - podgrzać mleko (ciepłe, ale nie parzy w palec, ja zwykle zużywam całe podane w przepisie do tego celu), wsypać łyżkę cukru, 2 łyżki mąki, wkruszyć drożdże, wymieszać na jednolito. Odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów na jakieś 15-20 minut. Niekonieczne jeśli korzystamy z drożdży suszonych, ale wtedy używa się połowę ilości (4 g)

P.S. słówko dnia to culture vulture - dosłownie sęp na sztukę, czyli ktoś obyty, kulturalny i na bieżąco

czwartek, 1 września 2011

powtarzalność

Ostatnio 3 razy zrobiłam to samo ciasto. Rzadko mi się zdarza wracać do wypróbowanych już przepisów, a jeśli to z drobnymi modyfikacjami.
A tutaj nie dosyć że w przeciągu tygodnia trzykrotnie zrobiłam takie samo ciasto z rabarbarem (ale za każdym razem dla innej osoby) to jeszcze poprawiłam ciastem cytrynowym ze starego przepisu (dostałam go zaraz na początku jak poznałam siostrę M. to już ze 4 lata !) i błyskawicznym obiadem czyli drobiem z patelni grillowej z sosem cioci Ewy. Wszystkie te rzeczy były pycha i wyszły tylko ...
Moja rodzina i znajomi nie rozumieją niechęci to powtarzania przepisów w niezmienionej formie, ale tym co mnie zwykle przyciąga w danej recepturze jest nowe połączenie smaków, albo faktur, ciekawość co z tego wyjdzie i możliwość wykorzystania jakiegoś nowego składnika. Uwielbiam ten moment kiedy czytając opis i składniki niemal czuję na języku poszczególne smaki. Trochę tak jakby neurony w moim mózgu były strunami, tylko że zamiast palcy mam słowa, a zamiast dźwięku smaki. potem staram się odgadnąć jaki smak będzie miała całość czy będzie połączeniem, w którym można wyczuć poszczególne składniki czy może stworzy nową jakość ?
Kiedy już znam smak to cała ta zabawa z "wyobraźnią smakową" bierze w łeb. Znacznie zmniejsza to radość gotowania.
Więc na koniec tygodnia pozwoliłam sobie na eksperyment, ale bezpieczny. Czyli cytrynowe drożdżówki, w moim ulubionym kształcie serduszek. O dziwo (bo nieznoszę ciast drożdżowych) wyrabiało się łatwo i przyjemnie.

rabarbarowa pianka
inspirowana tym przepisem choć zmieniłam proporcje tak, że na cienkim biszkopciku ułożona jest spora porcja wilgotnej pianki z rabarbarem i to ona w cieście gra pierwsze skrzypce.
Ciasto:
* 2 żółtka
* 1/4 szklanki cukru
* 3/4 szklanki mąki pszennej
* 11/2 łyżki mąki ziemniaczanej
* 1 łyżeczka proszku do pieczenia
* 21/2 łyżeczki mleka
* 11/2 łyżki masła
Beza:
* 3 białka
* 3/4 szklanki cukru
* 750 g obranego i drobno pokrojonego rabarbaru
* 2 łyżki soku z cytryny
* szczypta soli

Żółtka ubić z cukrem na puszystą masę. Na przemian dosypywać mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i dolewać mieszankę mleka z rozpuszczonym masłem. Przelać do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą lub wyłożonej papierem formy(ja używam formy do tarty) i podpiec w temp. 200*C przez 10 minut. Białka ubić na sztywną pianę powoli dodając cukier, sok i sól (ja w międzyczasie obieram i kroję rabarbar). Kiedy piana będzie ubita delikatnie wymieszać z pokrojonym rabarbarem i wyłożyć na podpieczone ciasto. Wstawić na kolejne 15-20 minut do piekarnika.

cytrynowe drożdżówki
podstawa przepisu i formowanie stąd

* 160 ml mleka
* 5 łyżek cukru
* pół łyżeczki soli
* 1 jajko
* 21/2 szklanki mąki pszennej
* 2 łyżki roztopionego masła
* 7 g drożdży suchych (1 opakowanie) lub 15 g drożdży świeżych
* skórka starta z 2 cytryn
* sok z 1 cytryny
* 2-3 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki z wyjątkiem soku z cytryny i cukru pudru umieścić w misce i wyrobić (z drożdżami świeżymi należy wcześniej zrobić rozczyn). Nie dosypywać więcej mąki, by ciasto nie było zbyt twarde. Wyrabiać długo, aż ciasto nie będzie lepkie, natomiast będzie sprężyste i będzie odchodzić od ręki. Uformować w kulę, przykryć lnianym ręczniczkiem i pozostawić do podwojenia objętości w ciepłym miejscu.
Z soku z cytryny i cukru zagotować gęsty syrop, odstawić do przestygnięcia. Podzielić ciasto na 8-10 kulek. Każdą rozwałkować na placuszek
, posmarować syropem, zawinąć w rulonik, następnie rulonik złożyć na pól. Od strony "złożenia" przeciąć go w wzdłuż na pół zostawiając nieprzecięty "kikut" długości ok. 2 cm. Przecięte fragmenty wywinąć na zewnątrz i mamy serduszko. (wiem że z opisu słownego ciężko to sobie wyobrazić. Tu lub tu mozna zobaczyć poszczególne etapy)
Teraz przyszłe drożdżówki należy umieścić na blasze, posmarować żółtkiem i odstawić na chwilę do napuszenia. Piec 15-17 minut w temp. 180*C
Polecam podawać z budyniem.


wtorek, 7 czerwca 2011

kwiaty kwiaty

jak już się rozpędziłam to nie mogę się zatrzymać, czyli akcja kwiatożerstwa trwa.
Na początek coś całkiem prostego czyli serek biały z kwiatem szczypiorku. Niby nic, smakuje niemal tak samo jak po prostu ze szczypiorkiem, ale jakie wartości estetyczne, no i wystarczy jeden kwiatostan na miskę serka i nie trzeba kroić obrywa się poszczególne kwiatki dosłownie w 15 sekund - przydatna wiadomość na rano.





syrop z kwiatów czarnego bzu*, który za nic nie chce się zamrozić mimo, że wymyśliłam sobie, iż będę go w postaci kostek do drinków lub zimnej wody gazowanej dodawać. Podły.
Przepisy były dwa: stąd i stąd i jako, że nie mogłam się zdecydować który to połączyłam je wyszedł mój misz-masz.
syrop z kwiatów bzu czarnego
ok 30 baldachów kwiatowych
250 g cukru
1/2 l wody
sok z 1 cytryny
kilka listków melisy

w ramach łączenia zalałam kwiaty (oczyszczone poprzez rozłożenie ich na papierze celem umożliwienie robactwu ucieczki, oraz dokładne odszypułkowanie) wrzącą wodą z cukrem i cytrynowym sokiem, dorzuciłam listki i odstawiłam. Raz dziennie przez 3 dni doprowadzałam do wrzenia i ponownie odstawiałam. Na koniec syrop przesączyłam i wlałam do woreczka (w którym nadal leżakuje w zamrażarce. Może potrzebuje więcej czasu ?)

potem deser majowy czyli truskawki z lekką różaną nutą, na które przepis w oryginale pochodzi z naszego ściennego kalendarza i który uznałam za fajny, ale mało różany. A brzmiał:

"Weź: *kilo dorodnych truskawek *garść świeżych lub suszonych płatków róży *czubatą szklankę cukru Zagotuj szklankę wody i zalej nią płatki róży. Przykryj i zostaw na 3 godziny, przecedź. Wlej do rondla, dodaj cukier i ugotuj syrop. Truskawki umyj, usuń szypułki. Połowę wrzuć do miksera, zalej syropem różanym, zmiksuj na gładko. Pozostałe przekrój na pół, rozłóż do miseczek, polej sosem. Odstaw do lodówki na godzinę i podawaj udekorowane płatkami róży"


Ja płatki zalałam już gorącym syropem (było go trochę więcej, bo i płatków miałam sporo), odstawiłam wprawdzie na krócej, ale nie odcedzałam i połowę truskawek zmiksowałam razem z syropem i płatkami. I dekorowałam kleksem bitej śmietany.

A na koniec dnia jakby na dobitkę zrobiłam bułeczki już nie z kwiatami (Ania ciągle się skarży, że nie może już przeze mnie na słodycze patrzeć, więc musiały być na słono), ale w kształcie kwiatków. Bułeczki w sam raz dla ogrodników. Drożdżowe, w kształcie róży z paprykowym serkiem lub boczkiem do wyboru**
po przepis odsyłam do Komarki u której go wypatrzyłam
i jeszcze tylko narzeknę, że nie znoszę robić ciast drożdżowych (chyba z wzajemnością) i że jakoś tak zawsze jakiś przepis mnie skusi, a potem stoję i klnąc na czym świat stoi wyrabiam ciasto i męczę się z nim znacznie dłużej niż powinnam
i że burza za oknem piękna i groźna i woda przelewa się przez rynny huk za hukiem, a mój kotek burzy się bojący nie wrócił do domu. Martwię się



*M. za każdym razem marudnym głosem powtarza że on wcale czarny nie jest
**te drugie wszystkim bardziej. Antoni nawet mnie poinformował, że mogę częściej nie uczyć się do biologii molekularnej.