Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cebula. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

obiad na rozgrzewkę

Zima znów przyatakowała Londyn. Nie jest to mróz i śnieżyca jak w Polsce, raczej przenikliwy wiatr i szybko topniejący śnieg. Mimo wszystko zimno, wilgotno i nieprzyjemnie.
Jakbym coś przeczuwała, od tygodnia chodził za mną bogracz. Powoli kompletowałam składniki, na kilka razy przypominając sobie co tam jeszcze było (i oczywiście na koniec okazało się, że pomidory w puszce się skończyły i zapomniałam dodać marchewki) Efekt olśniewający, wart każdej minuty poświęconej na przygotowanie dania i wreszcie dogadałam się z wołowiną. Serio jeden z najlepszych obiadów jakie ostatnio jedliśmy (choć zapiekanka z ziemniaków z mięsem mielonym i rozmarynem też była niczego sobie).

bogracz 
przepis z Kwestii Smaku z moimi modyfikacjami
ok 500 g mięsa gulaszowego (wołowiny/cielęciny/baraniny/jagnięciny)
ok 200 g boczku
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
3 papryki,
3 pomidory
5 ziemniaków
2 łyżki masła i1 łyżka oliwy
4 łyżeczki mielonej wędzonej papryki (lub słodkiej)
3 łyżki sosu sojowego (opcjonalnie)
1 łyżka koncentratu pomidorowego(użyłam zamiast tego 1/3 puszki pomidorów)
2 średnie marchewki
gorąca woda lub domowy bulion

Przygotować składniki: mięso pokroić w około 2cm kostkę i ocieplić do temperatury pokojowej. Boczek pokroić w plasterki a następnie w 2 cm cienkie paseczki. Cebulę drobno posiekać, czosnek przetrzeć przez praskę lub posiekać.
Do kociołka/garnka włożyć boczek i obsmażyć go dokładnie aż będzie lekko chrupiący i wytopiony.
Dodać masło i oliwę, gdy tłuszcz będzie gorący dodać cebulę i smażyć ją na umiarkowanym ogniu, lekko ją rumieniąc. Pod koniec dodać czosnek i smażyć jeszcze przez 1-2 minuty.
Włożyć mięso (kociołek/garnek musi być bardzo dobrze rozgrzany) i dokładnie obsmażyć je z każdej strony. Mięso najlepiej smażyć partiami, wkładając do garnka po 3 - 4 kawałki mięsa jednocześnie, tak aby temperatura w garnku się nie zmniejszyła. Mięso musi być szybko i dokładnie obsmażone na większym ogniu, wówczas zachowa soczystość i po ugotowaniu nie będzie suche.
Dodać mieloną paprykę w proszku, sos sojowy i koncentrat pomidorowy, wymieszać. Pod chwili wlać 1 szklankę gorącej wody, doprawić solą i pieprzem, zagotować. Gdy gulasz będzie już równomiernie bulgotał, ustawić umiarkowany ogień (na minimalnym ogniu z uchyloną przykrywką) i gotować przez około 2 godziny, do czasu aż mięso będzie miękkie . W międzyczasie uzupełniać gorącą wodę lub bulion, w miarę jak będzie ich ubywało, tak aby mięso było prawie całe przykryte.
Dodać ziemniaki, posolić i delikatnie wymieszać. W razie potrzeby dodać wody lub bulionu. Gotować przez około 15 minut lub do czasu aż ziemniaki będą prawie miękkie, ale jeszcze jędrne w środku.
Dodać pokrojoną w kostkę paprykę, marchewkę w talarkach i gotować przez około 5 minut. Dodać pomidory, delikatnie wymieszać, gotować przez około 1-2 minuty i zdjąć z ognia.
Podawać z pieczywem. (Najlepiej świeżym i z masłem,alei czerstwa bułka do maczania się nada)

Zapiekanka ziemniaczana z mięsem mielonym i rozmarynem
5-6 sporych ziemniaków
ok 200-250 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego)
1 spora cebula
spora garść świeżego rozmarynu
skórka starta z połówki cytryny
1/3 szklanki śmietany
oliwa z oliwek

Cebulę pokroić w drobną kostkę, zeszklić na oliwie; dorzucić mięso mielone. Smażyć kilka minut, aż przestanie być surowe, dorzucić posiekany rozmaryn, skórkę z cytryny.
Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki, dorzucić do smażącego się mięsa. Podgrzewać parę minut, dodać śmietanę, wymieszać, posolić. Przełożyć do naczynia do zapiekania i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na ok 20 minut (aż ziemniaki będą miękkie)

P.S.kupiłam sobie w sobotę na dzień kobiet przepiękne jaskry w kolorze fioletu i czerwonego wina i ile razy na nie nie spojrzę to mnie zachwycają

poniedziałek, 11 lutego 2013

hi, hello how are You ?


Dawno mnie tu nie było. Zwyczajnie się nie wyrabiam z życiem. Wracam do domu i padam na twarz, na gotowanie czasu ani siły nie ma. Praca ta ma zarówno kilka znaczących plusów i jak i kilka rażących minusów. Do tych ostatnich należą godziny, płaca i tempo w jakim drenuje mnie z sił witalnych, zaś do plusów należy moja wzrastająca zdolność do posługiwania się językiem angielskim, a także pozytywne wibracje w ekipie i ogólnie wśród ludzi. Gdyby ktoś mi miesiąc temu powiedział, że w siąpiącym deszczu będę pracując przechadzać się po londyńskich ulicach z uśmiechem na twarzy, nucąc, tańcząc i witając się z każdym przechodniem przez 6 godzin dziennie, to wyśmiałabym go bez litości. A tak jest. Uczę się wszędzie szukać pozytywów, nakręcać się na pozytywne myślenie, prowadzić small talk'i, a także zarządzać ludźmi, marketingu i ogólnie sporo o ludziach (zaskakująco grzeczni i pozytywnie nastawieni są londyńczycy).
Szkoda tylko, że gotować mam czas tylko w niedziele.
Tym razem szybki i nieskomplikowany, delikatny w smaku i lekki
 
Kurczak w tymiankowym sosie z różowego wina*
2 średnie piersi kurczaka (ok. 1/2 kg)
2-3 cebulki cukrowe ze szczypiorem (spring onions)
szklanka różowego/białego wina
suszony/liofilizowany tymianek (lub zioła prowansalskie)
spora garść świeżego tymianku
60 ml śmietany kremówki lub odpowiednika
czosnkowa oliwa lub oliwa + 1/2 ząbka czosnku

Na patelni na oliwie delikatnie podsmażyć  suszony tymianek, cebulkę (i ew. czosnek) pokrojoną w krążki (część szczypioru dodałam dopiero później). Piersi umieścić na patelni zakrzywioną stroną do dołu i smażyć pod przykryciem, na małym ogniu przez około 5 minut (jeśli cebulka się przypala ułożyć ją na kurczaku). Mięsko obrócić, dolać wina. Kiedy wino się zagotuje posolić całość, przykryć pokrywką, zmniejszyć ogień i dusić jeszcze ok 10 minut. Sprawdzić czy kurczak nie jest surowy (naciąć w najgrubszym miejscu i patrzeć czy sok wylatuje klarowny - jeśli tak kurczak jest gotowy). Odłozyć piersi a podgrzane talerze. Do pozostałego płynu dodać śmietany, drobno posiekanego świeżego tymianku zamieszać doprowadzić do wrzenia, doprawić do smaku polać piersi sosem.
Smacznego

*w oryginale kurczak był w sosie estragonowym z białego wina lub wermutu, a przepis pochodzi z "Kitchen" Nigelli

poniedziałek, 1 października 2012

obiad urodzinowy mamy

Tuż przed moim wyjazdem mama obchodziła urodziny. Miałam w związku z tym dobre chęci i ambitne plany. Wykonałam zaproszenie na uroczysty obiad urodzinowy, wyznaczyłam datę, ułożyłam III zestawy do wyboru (i podciągnęłam pod ten prezent mojego młodszego, spłukanego, ale bardzo kochanego braciszka, zapominając, że ten będzie w szkole i mi nic, a nic nie pomoże). Mama wybrała oczywiście zestaw obiadowy nr. II zawierający : zupę grzybową, tartę cukiniową z kurczakiem, boczkiem i serkiem ricotta oraz jesienną panią Walewską (przepis tu - jeszcze ją zrobię!). W wyznaczonym dniu okazało się, że prądu niet i że nie będzie go do godziny 15 (obiad był ustalony na 15.30). Hurra! Zmiana planów. Zamiast tarty będzie sałatka z grillowanych warzyw z kurczakiem i tzatzikami (oryginalnie występujące w zestawie III), a zamiast pani Walewskiej mus czekoladowy z serka mascarpone (pisałam o nim tu)






Sałatka jest łatwa, choć niezwykle czasochłonna w wykonaniu. Dodatkowym jej plusem jest dość duża elastyczność jeśli chodzi o składniki. Jeśli się nie lubi grillowanej papryki, albo pomidorów można je pominąć, dodać więcej cukinii jeśli się ją wyjątkowo (jak ja) lubi. Można też dorzucić pieczoną dynię, albo buraka.
grillowana sałatka
min. 1 średnia cukinia (u mnie 1 zielona 1 żółta)
min. 1 papryka żółta lub czerwona (lub obie)
opcjonalnie 1 średni bakłażan (ja nie przepadam)
2-3 garści pieczarek
1 duża/2 małe czerwone lub cukrowe cebule
spora pierś z kurczaka
1-2 pomidory
1/2 sałaty lodowej/ mieszanka sałat *
Warzywa kroi się w plastry lub paski i grilluje lub smaży na patelni beztłuszczowej, albo tak jak ja robi obie rzeczy równolegle. Podobnie postępuje się z kurczakiem (dobrze jest przed obróbką termiczną posolić, dodać przypraw). Zresztą zanim się wszystko zrobi to pierwsze składniki i tak są już dawno zimne i dobrze jest mieć na podorędziu mikrofalę lub nagrzany piekarnik, ponieważ znacznie lepsza jest na ciepło. Nie podgrzewamy sałat ani pomidorów dlatego te lepiej jest umieścić w osobnej misce i np. udekorować jadalnymi kwiatami (nasturcja, bratki)

*u mnie lodowa + rukola, a ponieważ rukola zakwitłą nam w ogródku to dorzuciłam równiej jej kwiatki, a jak już kwiatki to i nasturcja (wyjątkowo pyszna)

P.S. słówko dnia to :trimming(s) - przycinanie roślin, (dodatki do obiadu takie jak ziemniaki czy sałatka)

środa, 5 października 2011

pa...ździernik

I nadszedł ten dzień. Straszny, kiedy to po cokolwiek nieudanej próbie zamordowania budzika podnoszę głowę i szczerze nienawidząc parszywego świata stwierdzam, że jest ciemno. Wyciągam budzik i ponownie sprawdzam godzinę. Nie, dobrze, jest 6. I jest ciemno. W takich chwilach nienawidzę równiutko całego świata. Jestem zbyt nieprzytomna jeszcze by uświadamiać sobie, że jest to wynik paru czynników takich jak : nasza strefa klimatyczna, mój rozkład zajęć, odległość domu od uczelni i fakt, że zdecydowałam się kontynuować studia. I to decyzje powzięta przez moich przodków (żeby osiedlić się właśnie w Polsce), rodziców (wyprowadzić się poza miasto) czy moje (uczelnia) zasługują (jeśli coś w ogóle zasługuje) na moje ciepłe uczucia. To zacznę uświadamiać sobie za jakąś godzinę (jeśli dobrze pójdzie) kiedy moje szare komórki się już nagrzeją, zastartują i podejmą pracę. Na razie przegryzając upieczony wczoraj placek z szynką parmeńską i figami nienawidzę świata troszkę mniej. Nurkuję w szafce w poszukiwaniu pudełka, na tenże mój, najnowszy wypiek, żeby wziąć go na uczelnię celem spożycia drugiego śniadania, skarmienia znajomych i przy okazji pochwalenia się trochę...
Usiłuję nie dostać paniki poszukując kluczyków. Za oknem już robi się jasno. Z braku przytomności nie uświadamiam sobie, że jeszcze kilka dni i pierwszą moją czynnością po wyjściu z domu będzie skrobanie szyby, po ciemku. Na razie nie jest jeszcze źle.
Wczorajszy dzień na przykład był może trochę nudny, ale całkiem przyjemny. Kiedy wstałam rano było jeszcze już jasno, był co drugi wtorek który mam wolny, więc pojechałam tylko na rosyjski, wróciłam pospałam i na Maćkowe pytanie:
"Co dziś ciekawego robiłaś?"
powiedziałam : "Gołąbki, z kaszą gryczaną i grzybami" zupełnie zgodnie z prawdą zresztą

Placek z figami i szynką parmeńską
cytuję za Arkiem

250g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki soli
¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
50g plastrów szynki parmeńskiej (drobno pociętych)
4 figi pocięte w ćwiartki
2 jajka
50ml mleka
1 łyżka oliwy z oliwek extra virgin + 1-2 łyżki do skropienia przed pieczeniem
1 łyżka masła
½ czerwonej cebuli pociętej w piórka

Rozgrzej piekarnik do 180ºC.
Wyłóż blachę do pieczenia papierem i lekko posmaruj olejem.

Żeby zrobić ciasto wymieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sól i gałkę muszkatołową a następnie dodaj jajka, mleko, oliwę i masło. Mieszaj aż składniki połączą się a ciasto będzie miało gęstą konsystencję, wtedy dodaj szynkę i lekko je zagnieć. Ułóż na blasze i uformuj prostokąt, następnie zaaranżuj na nim figi i cebulę. Skrop oliwą. Piecz przez 35-40 minut na środkowej półce piekarnika.

Po wyjęciu lekko ostudź, potnij na kwadraty i podawaj.

gołąbki z kaszą gryczaną
inspiracją był ten przepis. Sporo zmieniłam z racji specyfiki posiadanych produktów, ale nadal jest bardzo podobny. Jeśli coś dobrego wynikło z tej historii, to fakt, że przyciągnął moją uwagę do gołąbków gryczanych :)
1 glowka bialej lub rzymskiej kapusty
1 szklanka(3 torebki) kaszy gryczanej
2 garści spore suszonych grzybów
4-5 pieczarek
200g żóltego sera
1 jajko
2 ząbeki czosnku
1 duza szalotka
suszona pietruszka,suszony tymianek, majeranek (do smaku)
sol
pieprz czarny
bulion(ja użyłam grzybowych kostek rosołowych, ale może być warzywny)

Duży garnek napełnić woda. Kapustę obrać z wierzchnich liści i włożyć do garnka z gotującą się woda (kapusta powinna być cala przykryta). Przykryć garnek i blanszować kapustę na małym ogniu bardzo delikatnie obracając główkę jeden raz. Zblanszowaną kapustę ostrożnie wyjąc z garnka, delikatnie zdjąć liście i odłożyć do przestygnięcia. Z liści pościnać grube nerwy.
Kaszę gryczaną i grzyby(osobno) ugotować. Wywar grzybowy zostawić.
Na patelni rozgrzać 2 łyżki oleju i podsmażyć drobno pokrojona szalotkę. Gdy będzie szklista dodać ząbek czosnku, a następnie obrane, pokrojone pieczarki. Po chwili odcedzone i posiekane grzyby.
Gdy całość poddusi się, zdjąć z patelni, dodać do ugotowanej kaszy i całość doprawić przyprawami. Na samym końcu dodać lekko roztrzepane jajko i starty ser.
Na każdym liściu kapusty położyć łyżkę farszu i zwinąć do środka boki liścia, zagiąć nasadę tak by przykryła zawinięte boki i delikatnie zrolować cały liść.
Dno garnka z nieprzypalającymi rączkami (rzymskiego) zalać niewielka ilością bulionu, wyścielić pozostałymi liśćmi kapusty i ułożyć na nich gołąbki zawinięciem do dołu, ciasno jeden obok drugiego. Zalać gołąbki bulionem. Przykryć garnek pokrywka i piec w piekarniku ok. 1-1.5 godz w temp. 180 st C.
Gołąbki podawać z sosem z wywaru grzybnego

środa, 16 lutego 2011

egzotyka i ziemniaki


Aż ciężko uwierzyć o ile łatwiej, szybciej i przyjemniej jeździ się po Warszawie w czasie ferii.
Nie żebyśmy z Olą z tego skorzystały jakoś specjalnie. Musiałyśmy wrócić do domu zanim dojechałyśmy do miejsca przeznaczenia.
Ale za to obiad był ... ciekawy i jak na mnie dość "egzotyczny"
Głównym daniem było tofu z trójkolorowym ryżem cukinią i fasolką w sosie z masła orzechowego i imbiru, na deser był mus z mango ze śmietanką, były też "chlebki" bananowe z tego przepisu, a zupa była już zwyczajniejsza ziemniaczana z cebulą i czosnkiem.
Koleżanka z pracy jest wegetarianką (jak się okazuje Ola, siostra M. też) i opowiadała jakie to dobre jest podsmażane tofu. Zaciekawiona zakupiłam kostkę i tak sobie leżała w lodówce czekając aż wymyślę jak dokładnie ją zużytkować. Przyjechała Ola i zyskałam towarzyszkę przy jedzeniu tofu (podejrzewałam, że M. nie będzie chciał ruszyć, ale miło mnie zaskoczył nie tylko zjadając posiłek, chwaląc, ale też wcześniej domagając się żeby mu dać bo chce spróbować [i pożyczając mi aparat]) no i byłam w nowo otwartym supermarkeciku w naszej miejscowości. Byłam mocno rozczarowana, bo masło orzechowe na patelni za nic nie chciało się zachowywać jak masło, no ale następnym razem użyję odrobiny innego tłuszczu do podsmażenia tofu, a masło dodam potem. Z deserem też nie poszło idealnie, bo okazuje się, że bita śmietana za nic nie chce osiągnąć pożądanej konsystencji i nie wiem naprawdę co robię źle, ale w rezultacie wyszedł całkiem smakowity.

Tofu z ryżem w imbirowym maśle orzechowym
kostka sera (tofu z tych twardszych, ok 200g)
torebka ryżu
garść płaskich fasoli szparagowych
cukinia
2 spore łyżki masła orzechowego
kawałek obranego kłącza* imbiru ok 15-20 g
szklanka bulionu
odrobina oleju

Fasolkę i cukinię pokroiłam z grubsza w kostkę i dusiłam do miękkości w bulionie. W tym czasie ugotowałam ryż, starłam na tarce z drobnymi oczkami imbir i pokroiłam tofu. Należy je delikatnie podsmażyć, dodać masło i imbir (pozwolić masłu się trochę rozpuścić, ale nie za dużo bo się przypala), ryż i warzywa. Dokładnie wymieszać, podgrzać do odpowiedniej temperatury i podawać. Można dodać więcej imbiru, trochę chilli albo tabasco jeśli ktoś lubi

deser mango
1 spory b. dojrzały owoc mango
200 ml śmietanki 30% albo 36%
2 łyżki cukru pudru

ubić śmietankę z cukrem, mango obrać, pokroić i zblendować do postaci musu. wmieszać do śmietany i pozostawić do stężenia. udekorować kleksem śmietany przed podaniem
"przepis" to uproszczona wersja tego deseru

zupa ziemniaczana z cebulą
8 średnich ziemniaków
3 średnie cebule
4 ząbki czosnku
1,5-2 litry bulionu (w trakcie gotowania bulionu dorzuciłam ząbek doń)
2 - 3 łyżki oliwy z oliwek

Ziemniaki należy umyć, obrać (nie wyrzucać skórek- ułożyć na wysypanej warstwą soli blaszce i wrzucić do piekarnika celem poduszenia) i pokroić we w miarę drobna kostkę.Wysuszone skórki dorzucić do buliony i jeszcze chwilę pogotować (nadadzą zupie posmak pieczonych ziemniaków). Cebule pokroić na "prążki" i razem z grubo posiekanym czosnkiem zrumienić na oliwie. Odstawić. Zalać bulionem pokrojone ziemniaki (odławiając skórki) i gotować aż zmiękną, wtedy dorzucić cebulę i czosnek, pogotować z 15 minut i doprawić do smaku.


* o imbirze pisałam tu

niedziela, 9 stycznia 2011

rodzice wracają !

trzeba skończyć projekt, odkurzyć i zrobić obiad...
To ostatnie chyba najprostsze.

Wołowa łopatka pokrojona na plastry, posolona, posypana granulowanym czosnkiem i kolorowym pieprzem wylądowała w naczyniu żaroodpornym. Została zasypana drobno pokrojoną cebulą i czosnkiem, zalana łyżką lub dwiema oliwy z oliwek. Wylądowały w nagrzanym do 150*C piekarniku, a ja przyrządziłam bulion z mnóstwem przypraw. Z czosnkiem, z pieprzem w całości, z suszoną bazylią i odrobiną rozmarynu. Kiedy bulion był gotowy zalałam nim mięso i pod przykryciem piekło się czy dusiło jeszcze jakieś 1,5 godziny. Po upieczeniu do sosu dołączyła śmietana i gotowe.

ziołowe mięsiwo
4-5 plastrów wołowiny, grubość ok. 1,5 cm
2 nieduże cebule
główka czosnku
suszona bazylia
suszony rozmaryn
pieprz kolorowy w ziarnach
bulion
oliwa z oliwek

sobota, 27 listopada 2010

na sen zimowy się piszę


taaak sen zimowy to byłoby to !
a na razie trzeba drżąc jak barani ogon przemierzać ulice, posypiać w dzień i wymyślać obiad jeśli mama zrobi rybę. Więc może coś jarskiego ? I zostało dużo ziemniaków, więc może obiad resztkówkowy ? Na ten przykład:


ruskie bez pieroga
ugotowane ziemniaki
biały ser
cebula
jajko
sól, pieprz
bułka tarta

ziemniaki i objętościowo równą im ilość sera zagnieść, wymieszać z jajkiem. Celublę pokroić podsmażyć i wmieszać do masy. Z masy formować "kotlety" i obtaczać w bułce tartej zupełnie tak jakby się robiło kotlety mielone. Usmażyć.

wtorek, 10 sierpnia 2010

imieniny miesiąca

w imieniny miesiąca* siedząc z miską jogurtu naturalnego, wzbogaconego miodem, nad kartkami z kalendarza i przepisami zastanawiałam się co i jak zrobić na przyjazd M. tak żeby było już gotowe a jeszcze świeże kiedy wróci mu apetyt po wizycie u babć**. Padło na tartę cebulową, gdyż M lubi i cebularz i zupę cebulową..., więc uznałam, że powinno mu pasować (no i składniki miałam w lodówce), a do tego chlebek gryczany z tego przepisu zmodyfikowany o owoce ( u mnie brzoskwinia, nektarynka, maliny i duuużo suszonej żurawiny) oraz brak mąki razowej.

tarta cebulowa z kartki z kalendarza
na ciasto:
250g mąki
125g miękkiego masła (w przepisie pół na pól margaryny i oleju)
szczypta soli
szczypta proszku do pieczenia
0,5 szklanki zimnej wody

na farsz
0,5kg cebuli
2 łyżki mąki
1,5 szklanki zimnego mleka
3 żółtka
płaska łyżeczka curry (u mnie czubrica)
sól pieprz

Ze składników na ciasto należy zagnieść ciasto, wylepić nim formę (uwaga sypkie). Cebulę pokroić w grube plastry i zeszklić(nie rumienić). Kiedy się już zeszkli dodać mąkę, dokładnie wymieszać.Powoli dolewać zimne mleko. Powinien powstać gęsty sos (uwaga na grudki). Zdjąć patelnię z ognia i dokładnie mieszając wbić 2 żółtka. Doprawić, przełożyć masę cebulową na ciasto, 3 rozbełtanym żółtkiem posmarować wierzch tarty. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200*C na ok 20 minut

Tarta wychodzi delikatna i kremowa, zaskakująco delikatna i słodkawa.


*to sformułowanie zawsze i nieodmiennie mnie zachwyca. Czyni z takiego 08.08, albo 03.03 dzień absolutnie magiczny
** wizyta u babć w trakcie powrotu z gór, ale zawsze . Na moją nie działa nawet niezjedzenie śniadania, przed pójściem na obiad (M. twierdzi, że pościł 20 godzin przed babcinym obiadem i nadal umierał)

P.S.
a nektarynka to właściwie też brzoskwinia, tylko taka specjalna odmiana bez meszku. To co u nas sprzedają jako brzoskwinie ufo też jest odmianą - tą akurat wyhodowano specjalnie dla cesarzy Chin, bo nie kapie tak na ubranie (i nie ma problemu z przebieraniem ceremonialnych szat).

środa, 7 kwietnia 2010

wyobraźnia a dusza cebuli


MARMOLADA CEBULOWO-POMARAŃCZOWA

1 duża cebula (lub dwie mniejsze)
1 duża pomarańcza
1/2 suszonej papryczki chili
15 dag cukru
4 łyżki białego octu winnego

Cebulę obieramy i grubo siekamy. Pomarańczę obieramy i kroimy na kawałki (nie filetujemy).
Do garnuszka wkładamy cebulę, pomarańczę i pokruszoną papryczkę. Gotujemy na małym ogniu ok. 30 minut, mieszając co jakiś czas. Następnie dodajemy 1/2 łyżeczki soli, cukier, ocet. Mieszamy składniki i gotuję ok. 1 godziny. Marmolada powinna zgęstnieć i nabrać połysku.
Przelewamy marmoladę do wyparzonego, małego słoiczka. Podaję do pasztetów i serów pleśniowych.
(ja zrobiłam z 2 średnich cebul, 2 malutkich z racji swej szalotkowatości szalotek, 2 pomarańczy i ok 180g cukru. dodałam za dużo chili. Trochę za bardzo octowa wyszła ta marmolada moim zdaniem no i się nie przelewała tylko ja ją przełożyłam łyżką)

Przy okazji prezentowania tego przepisu Ania pisała o wyobraźni smakowej.
Taka wyobraźnia jest powodem, dla którego, sposobem w jaki wybieram przepisy. Maciek się ze mnie śmieje mówiąc, że w książce kucharskiej najpierw patrzę na obrazki, potem na składniki, pobieżnie czytam przepis (albo i nie) i i tak robię po swojemu. Jest to prawda, nie zamierzam się wypierać, ale M. zapomniał o nazwie potrawy. Ona też musi być smakowita. Czasem czytam nazwę*, wyobrażam sobie danie i jestem rozczarowana (lub mile zaskoczona) gdy składniki i wykonanie odbiegają od moich wyobrażeń.
Czasem mam problem z wybraniem co by tu dziś zrobić? Może to, to a może to ? Niestety w takich sytuacjach M. jest bezużyteczny. Ja mu opowiadam co możemy zjeść smakując każde słowo i powietrze wokół niego (słowa). Każdy składnik z osobna i wszystkie połączone w harmonijną całość.
Specjalnie wolno, z pieszczotą i niemal mlaszcząc wypowiadam każdy wyraz, a moje kubki smakowe delikatnie drżą z rozkoszy zalewane napływającymi z mózgu wspomnieniami i fantazjami smakowymi.
M. tego nie czuje, nie rozumie i zawsze patrzy na mnie jak na wariatkę (albo osobę bardzo pijaną). Zawsze odpowiada, że nie wie i żebym zrobiła to co uważam; a przecież jak pytam to znaczy, że nie wiem ! (No dobrze, może troszkę dlatego, że smakowanie słów jest nadzwyczaj przyjemne**)
Nie rozumie też jak ważne jest żeby pochwalić to co upichciłam***. Dla Niego jak coś jest dobra to jest dobre i tyle. Nie ma stopniowania, nie ma jakiś szczególnych odczuć. Nie potrafi tez chwalić ubrań****, ale to nie jest tak ważne (bo ja wiem, że wyglądam dobrze), to potrafi pokazać inaczej, nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy.
Ale przecież spora część tego co gotuję lub piekę jest dla Niego i "pod" Niego i wtedy koniecznie życzę sobie znać Jego opinię!
Tak jak ten przepis (no ja chciałam bezę, a, że cytrynowa to po maćkowemu )

Składniki:

  • 6 białek
  • 300 g miałkiego cukru
  • 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej (można zastąpić ją skrobią ziemniaczaną)
  • 1 łyżeczka białego octu winnego

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce miałkiego cukru, łyżeczkę mąki kukurydzianej i łyżeczkę octu.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec 1,5 godziny. Studzić w uchylonym piekarniku.

Moje modyfikacje polegały na dodaniu odrobiny aromatu cytrynowego, zamiast octu winnego białego użyłam odrobiny czerwonego i trochę soku z cytryny, a skrobia była ziemniaczana, ale wygląda na to że wyszła mi ta beza jako pierwsza, choć próbowałam już kilkakrotnie




* zwykle już wtedy wiem czy spróbuję przepisu czy nie
** a czasem pytając podejmuję decyzję. Jak się ubierze w słowa możliwości to jawią się zupełnie inaczej niż jako myśli w głowie
*** upichcić może się odnosić i do gotowania i do pieczenia, dlatego tu pasuje. ^^
****zestawów ubraniowych, poszczególnych ciuchów nie wymagam

niedziela, 28 marca 2010

fioletowe sny



fioletowe bo mama kupiła mi 2 fioletowe bluzki. To jest mój aktualny kolor sezonu (miewam różne, zwykle dosyć intensywne, był już pomarańczowy i połączenie czerwonego z jasnym zielonym). Podobno nawet mi w nim dobrze. Mam też fioletowy tusz, który został wykorzystany do zrobienia moich naukowych pomocy z rosyjskiego* a normalnie służy do pisania pamiętnika (co trochę zarzuciłam). Mnie najbardziej podoba się "pomoc" w futrze, choć czarownica w ogrodniczkach jest mi bliska**, a kurtka w ręku bejsbolistki jest małym powodem do dumy. Ciekawe czy pomoże mi się to uczyć ?
Sny bo niewyspana jestem (praktyki ksssss) i bo ta niedziela jest jak sen ...
Zrobiłam to chilli con carne i paschę z tego przepisu i zmęczyłam się strasznie.Muszę przyznać, że oba przepisy mnie trochę rozczarowały. chilli M. jadł niedawno w knajpie i było o wiele lepsze. Temu "mojemu" czegoś brakowało...
tylko nie wiem czego, a składniki były takie:
  • 2,5 cebul
  • ząbek czosnku
  • 2,5 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 1/3 łyżeczki chilli (w proszku) lub drobno posiekanej świeżej papryczki
  • 1 1/3 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1 1/3 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
  • 5 ziarenek kardamonu, zmiażdżonych
  • 1,5 czerwone papryki
  • 1 kg zmielonej wołowiny
  • 2,5 puszki (400 g każda) posiekanych pomidorów
  • 5 łyżek keczupu pomidorowego (dobrej jakości)
  • 5 łyżek przecieru pomidorowego
  • 1 1/3 łyżki kakao (proszku)
  • puszka czerwonej fasoli
  • 1/2 dużej lub mała puszka kukurydzy (mój dodatek)
  • sól i pieprz cayenne do smaku
Przepis wzięłam stąd i choć zmniejszyłam ilość wszystkiego o 1/3 to porcja wyszła solidna ( na 7 osób z górką). A wykonanie choć czasochłonne nie jest trudne. To co da się należy pokroić w kostkę. Na (dużą!) patelnie i oliwę wrzucać w kolejności :
1. cebula i czosnek
2. przyprawy
3. papryka
4 . mięso (posolić, popieprzyć, zbrązowić)
5. pomidory z puszki, ketchup, przecier
6.fasola (zagotować)
7. kakao chilli pieprz i inne ostrości
ostatnim punktem jest gotowanie tego przez pewien czas na wolnym ogniu (w przepisie półtorej godziny pod przykryciem, ale my preferujemy gęste więc było bez przykrycia, dodatku wody, który był w przepisie i jakieś 45 minut)
Natomiast pascha rozczarowała mnie bo spodziewałam się ... sama nie wiem czego chyba innej konsystencji. Świetna by była na kruchym spodzie jako sernik, albo nadzienie do naleśników (i tak chyba będzie się u mnie pojawiać), ale sama jest zbyt nijaka. Przepis podaję za Anią ze Strawberries from Poland

CYTRUSOWA PASCHA Z ŻURAWINAMI

400 g półtłustego twarogu
2 żółtka
1/2 szklanki suszonych żurawin
8 płaskich łyżek cukru pudru
skórka otarta z: 1 pomarańczy 1 cytryny i 1 limonki ( u mnie 1 pomarańcza jeden grapefruit)
1/4 szklanki przegotowanej wody
gaza


W małym rondelku rozpuszczam cytrusowe skórki, wodę i 3 łyżki cukru pudru. Mieszam, dopóki cukier się nie rozpuści, następnie zmniejszam gaz i gotuję skórki ok. 15 minut, co jakiś czas je mieszając. Następnie wrzucam do rondelka żurawiny i gotuję ze skórkami do czasu wyparowania niemal całej wody. Ściągam rondelek z gazu, odkładam do wystygnięcia.

Żółtka ucieram do białości z 2 łyżkami cukru pudru. Ser trzykrotnie przepuszczam przez maszynkę (można też zmiksować go w blenderze), po czym dodaję do niego resztę cukru pudru i zawartość rondelka (odkładam łyżeczkę skórek do ozdoby). Dokładnie mieszam.

Średniej wielkości miskę wykładam gazą, przekładam doń masę serową i lekko ją ubijam. Na wierzch miseczki kładę talerzyk, a na nim coś ciężkiego i taki pakunek chowam na noc do lodówki. Przed podaniem wyciągam paschę z miseczki i układam na talerzu, delikatnie ściągając z niej gazę, po czym ozdabiam wierzch odrobiną kandyzowanych skórek i żurawin.

* tata się spytał czy muszą być takie seksowne, ale co mu to przeszkadza?
**jakieś alter ego?

piątek, 5 lutego 2010

świeckie tradycje

tradycją się stało, że Maciek wyjeżdżając gdzieś (zwłaszcza w góry) dostaje ode mnie prowiant w postaci ciastek, zwykle muffinów*. Dlatego też dzisiaj zabieram się już za pieczenie. Na pierwszy ogień idą muffiny pomarańczowe zachwalane na Strawberries from Poland. wybrałam je z kilku powodów. Po pierwsze Maciek lubi wypieki cytrusowe, pod drugie, podobał mi się dodatek mielonych migdałów w przepisie i po trzecie były naprawdę zachęcająco opisane. Nie byłabym jednak sobą gdybym przepisu nie zmodyfikowała.

POMARAŃCZOWE MUFINY ŚNIADANIOWE
(z książki „Nigella gryzie”)

75 g masła
250 g mąki
25 g mielonych migdałów
½ łyżeczki sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
75 g cukru
skórka z 1 pomarańczy
100 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
100 ml mleka
jajko

Masło rozpuścić, suche składniki wymieszać ze sobą , mokre ze sobą, a następnie połączyć, nie mieszając zbyt długo.
(oryginalny przepis)
Moje modyfikacje polegały na tym, że :
* do każdego muffina włożyłam łyżeczkę dżemu grapefruitowego, takiego z sporymi kawałkami skórki
* migdałów wsypało mi się więcej ok 30g
* nie doczytałam przepisu, nie zauważyłam mleka, więc go nie dodałam, ale za to soku pomarańczowego dodałam chyba więcej niż trzeba
*ponieważ tata kupił dużo mąki krupczatki połowę mąki dałam właśnie takiej a połowę zwykłej pszennej (nadal nie wiem czym się różnią w wypiekach, bo na oko to widzę różnicę)

Ciasto już przed włożeniem do piekarnika było miękkie i leciutkie i aż miałam ochotę wziąć łyżkę i na surowo wpakować do paszczy. Piszac tego posta oczywiście się zasiedziałam, więc wyjęłam je z piekarnika troszkę za późno, efektem jest z jednej strony bardzo chrupiący wierzch, a z drugiej nie do końca pożądana barwa ciastek. Są jednak bardzo smaczne, Konsystencją przypominają babkę paskową, smakiem trochę szwedzkie pierniczki sprzedawane w Ikei. Całości dopełnia dżem grapefruitowy, który sprawia, że nie są takie suche, ale mam wrażenie, że zagłusza odrobinę ich subtelny smak.
Zdjęcie tylko takie, ponieważ nie zdążyłam dobiec z aparatem jak M. jadł, żeby zrobić zdjęcie środka, a te które tu są jadą w góry.

Oprócz tego zrobiłam ulubioną zupę Macieja - cebulową. Chociaż sama nie przepadam za cebulą, ani w wersji surowej ani w wersji przetworzonej, więc nie przepadam za zupą cebulową to lubię ją robić. Lubię kroić cebulę na ósemki** i palcyma rozdzielać te "piórka" przed wrzuceniem na patelnię, lubię obserwować jak powoli przybierają złocisty kolor, lubię komponować do nich grzanki i wreszcie lubię patrzeć na Maćka kiedy je.
Pierwszą moją zupę cebulową robiłam w oparciu o przepis Liski z White Plate, ale teraz robię bez rozmarynu, który ona najwyraźniej lubi, a my z M. nie bardzo. Dzisiaj robiłam tylko z dwóch cebulek (na jeden talerz dla Maćka) i dodałam majeranku.
* podobnie jak świecką tradycją jest już, że niezależnie od tego, które z nas wyjeżdza, ani na jak długo po powrocie czekają lub przychodzą dla Niego listy
** połówki ćwiartek