Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stolica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stolica. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 stycznia 2015

maruda

Dwa marudne artykuły-posty. Zupełnie różne.
Podczas gdy pierwszy, jakkolwiek nieco chaotycznie napisany, jest merytoryczny i bardzo ciekawy. Nie sądzę jednak by cokolwiek zmienił, bo czyje sumienie miałby poruszyć?
A nadal sądzę że warto przeczytać.

Drugi . Natychmiast znalazło się stado marud, z autorem na czele.
Że głośno, że biedne psy, ptaki, ludzie chorzy i zwierzęta w Zoo.
Więc po pierwsze profesjonalne fajerwerki nie mają na celu ogłuszyć widzów - nie są tak głośne jakby się zdawało oceniając na podstawie petard sylwestrowych. Wybuchają naprawdę wysoko, co jeszcze zmniejsza ilość decybeli.
A i informacja o imprezie jest podawana z 9 (!) miesięcznym wyprzedzeniem. Jeśli ktoś troszczy się o zdrowie psychiczne swojego psa, kanarka czy papugi zawsze może swojego pupila spakować  i na tą jedną sobotę wywieźć na bezpieczną odległość. Psa np. można zabrać na długi spacer do Kampinosu. Zresztą ile z tych gdakających osób rzeczywiście mieszka w bezpośrednim sąsiedztwie Narodowego? Ile jest szpitali?
Na Narodowym zresztą zwykle jest głośno, więc okoliczne dzikie zwierzęta albo mają trochę instynktu i same trzymają się z daleka, albo już dawno przywykły. A te z ogrodu Zoologicznego będą w budynkach, a i też nie jest znowu aż tak blisko.
Kolejny zarzut. 7 godzin fajerwerków. Czy ludzie naprawdę wierzą, że przez cały czas trwania imprezy będą strzelać?! W samym artykule jest powiedziane, że będą 4 pokazy po 20 minut.

Smród, smog i chemikalia oraz - wisienka na torcie:

"Warszawa ma za mało smogu! Jesteśmy tylko w czołówce najbardziej zanieczyszczonych miast europejskich, a zasługujemy na pozycję lidera!"
To akurat gówno prawda, bo akurat Warszawa ma to szczęście mieć pod bokiem park narodowy i to w dodatku tak usytuowany, że przeważające w naszym kraju wiatry zachodnie lub południowo-zachodnie spychają nad stolicę czyste powietrze. Szacuje się, że powietrze nad Wawą co 3 dni wymienia się na świeże. Zresztą sama aglomeracja ma 30% terenów zielonych, a nawet park krajobrazowy nad  Wisłą.
Oczywiście nie oznacza to, że jest całkiem różowo, bo Polska jako kraj ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w UE i normy zanieczyszczeń, na rok, w większości miast są przekraczane już w kwietniu. Ale jest to raczej kwestia tego, że każda polska rodzina musi mieć co najmniej 2 samochody i że te samochody nie spełniają norm emisji (ile się widzi starych gruchotów na ulicy, z ilu rur wydechowych wydobywa się czarny dym ?!). Że korki są gigantyczne, że wszyscy muszą wjechać do centrum, bo jeździć komunikacją to chyba obciach...
63% zanieczyszczenia powietrza w Warszawie to właśnie zanieczyszczenia komunikacyjne. I pokaz fajerwerków naprawdę nie ma szans konkurować z emisją tysięcy samochodów codziennie stojących w korkach na warszawskich ulicach.
A i autor tego komentarza chyba nie wie co to jest smog ...

Jeszcze oczywiście kwestia pieniędzy. Jak to biletowanie? Czemu tak drogo? I kto niby kupi bilety skoro można sobie zobaczyć z mostu na Wiśle... I że koszty się nie zwrócą z biletów, bo przecież nie sprzedadzą ich wystarczająco dużo.
Wydaje mi się że tego typu imprezy zwykle mają sponsorów, a czy bilety są drogie czy tanie i czy to się wszystko zwróci, to już nie mój problem.
Ja osobiście się cieszę, że na Narodowym się jednak coś dzieje a i na pokazy chętnie pójdę.

czwartek, 27 listopada 2014

cuda wianki


 Od tygodnia polowałam na te zdjęcia, bo koniecznie chciałam podzielić się dobrą nowiną. Te maty montowane są przed zimą, żeby zapobiegać spychaniu i rozbryzgiwaniu na trawniki słonego śniegu, błota pośniegowego itp. Osłaniają trawnik i krzewy przed skutkami zasolenia i areozolu solnego (sól biała śmierć). Jest to naprawdę potrzebne, wręcz konieczne i bardzo się cieszę, że Warszawa wreszcie wykonała krok w tym kierunku. Szkoda tylko, że jest to jedyne miejsce gdzie zauważyłam taką konstrukcję. A przydałaby się przy każdej większej ulicy, zwłaszcza jeśli rosną przy niej blisko rośliny, a jeszcze bardziej jeśli są to rośliny młode lub/i niedawno posadzone.

poniedziałek, 19 listopada 2012

chwileczka

Na chwilę wpadliśmy "do domu" korzystając z krótkiego window of the oportunity. "Do domu" czyli do Warszawy, do rodziców podczas gdy przynajmniej tymczasowo dom znajduje się w Londynie.
Na pogaduchy ze wszystkimi moimi Milusińskimi zrobiłam sernik, który podzielony na kilka pudełek jeździł ze mną na kolejne spotkania. Podobno idealnie utrafiłam w gusta faceta Majki i nieźle zdziwiłam matkę mojego M. (gdyż sernik piekłam o 12 w nocy w sobotę). Przepis chodził za mną coś koło tygodnia odkąd zobaczyłam go tu, został jednak zmodyfikowany: 1. zamiast gruszek jabłka*,  2. więcej kajmaku zero cukru 3. kruchy spod zamiast mielonych ciasteczek

sernik ziomowy
500g mielonego sera na serniki (ja dałam troszkę więcej)
400 g (cała puszka) kajmaku
3 spore jajka
1,5 łyżki mąki

ok. 70g (1/3) kostki masła
kopiasta łyżeczka przyprawy do piernika
ok 80 g mąki

3-4 jabłka obrane, pokrojone w drobną kostkę
2-3 łyżeczki cynamonu

Mąkę, masło i przyprawę do piernika zagnieść i ciastem wylepić dno tortownicy o śr. 20 cm. Podpiec na złoto w temp180*C ostudzić. Ser zmiksować z kajmakiem, jajkami i ew. mąką (ja dodałam bo ciasto wydało mi się bardzo rzadkie). Wylać na przestudzone ciasto. Jabłka dokładnie wymieszać z cynamonem (tak, żeby każda kosteczka była pokryta) rozsypać równomiernie na wierzchu masy sernikowej. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na 40-45 minut. Brzeg powinien lekko się zrumienić, a środek pozostać wilgotny i drgający przy poruszeniu. Jeżeli wierzch za szybko się rumieni, trzeba go przykryć kawałkiem folii aluminiowej. Wyłączyć piekarnik, otworzyć drzwiczki i pozostawić sernik do wystudzenia. Wstawić do lodówki na noc.
UWAGA: Kroić na bardzo małe kawałki, bo piekielnie słodki, ale równie dobry. Można też zmniejszyć ilość kajmaku oczywiście :D
Wspomniałam może że  tej wersji robi się go naprawdę szybciutko ?


A z miasta tęskniłam najbardziej oczywiście za Pałacem, zwłaszcza w tych uroczych kolorkach.

*jabłka trzeba było zutylizować - mama dostała, a my nie przepadamy za najpopularniejszymi, polskimi jabłkami jakimi są Szampiony (Šampiony lub Shampiony) jest to odmiana francuska dlatego napisy na straganach Championy, Czampiony czy Czempiony są z gruntu złe i błędne. A oprócz tego odmiana charakteryzuje się żółtawo-zieloną skórką w podłużne smugi czerwieni (niemalże jabłko w pionowe paski) oraz żółtawym, słodkim i lekko ziarnistym miąższem.

słówko dnia z dedykacją dla Ani : soft-boiled egg- jajko na miękko

sobota, 22 września 2012

Dzisiaj był Parking day.Nie wiedziałam,że to dziś a nawet gdybym wiedziała to zupełnie nie miałam czasu żeby się przyłączyć i znów mnie coś ominęło. Muszę przyznać, że te warszawskie nie za bardzo mi się podobają, wieje od nich prowizorką, niedbałością, ale sama idea mi się bardzo podoba, a opiera się ona na pokazaniu, że ogród, a wręcz mini park miejski może mieć nawet powierzchnię jednego miejsca parkingowego, więc nie zajmuje wcale dużo miejsca, prawda ? (klik)

środa, 12 września 2012

tęsknię...


Tęsknię rozpaczliwie wręcz za M., ale tęsknię też już trochę za Warszawą, Pałacem Kultury i beztroskim życiem, chociaż przecież jeszcze tu jestem. Przeprowadzam się już i dopiero za 2 tyg. i jestem lekko przerażona.Na razie jednak mogę jeszcze robić zdjęcia jagodowego Pałacu zza szarej zasłony deszczu, podejrzliwie spoglądać na tęczę ze sztucznych kwiatów na Placu Zbawiciela (podobno stoi tam od czerwca) i piec serową struclę z jagodami.Serowa strucla z jagodami
przepis stąd, mocno zmodyfikowany
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka
1 duże jajko
3 czubate łyżki cukru
1/4 łyżeczki soli
3 łyżki masła, roztopionego
7 g drożdży świeżych

Zrobić zaczyn* dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając roztopiony tłuszcz. Wyrabiać tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do miski, przykryć lnianym ręczniczkiem, pozostawić do podwojenia objętości (około 90 minut).
Nadzienie z twarogu:
300 g twarogu półtłustego lub tłustego
1 żółtko (+ 1 i łyżkę masła jeśli rezygnujemy z ajerkoniaku)
kilka łyżek cukru (więcej jeśli rezygnujemy z ajerkoniaku), może być waniliowy
1/3 szklanki ajerkoniaku
garść płatków migdałowych
+ opcjonalnie 2-3 garści jagód (u mnie borówki amerykańskiej)

Przygotować nadzienie: wszystkie składniki włożyć do miski, rozgnieść (widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków) i wymieszać (nie ma konieczności mielenia twarożku, dobrze smakuje, jeśli są wyczuwalne grudki).
Wyrośnięte ciasto krótko wyrobić rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 35 cm, lub trochę większy, delikatnie podsypując mąką. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć nadzienie tylko na środku, wzdłuż dłuższego boku. Ciasto zwinąć w roladę, składając na 3 części (pierwszą, dolną częścią ciasta przykrywamy część wysmarowaną nadzieniem, na brzegu przykrycia dorzucamy rządkiem jagody, następnie składamy raz jeszcze, zwijając jak roladę; boki podkładamy pod spód).
Gotową struclę ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (lub ja u mnie ułożyć w okrągłej blaszce z kominkiem), oprószyć mąką, przykryć lnianą ściereczką, pozostawić do ponownego wyrośnięcia (około 30 minut). (Przed samym pieczeniem można struclę naciąć wzdłuż ostrym nożem, prawie do samej blaszki nie przecinając końców strucli, należy zostawić około 5 cm z każdej strony nie rozcięte oraz posmarować jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka, posypać kruszonką).
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 minut, do złotego koloru. Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach przełożyć na kratkę, wystudzić.

* dla nowicjuszy - podgrzać mleko (ciepłe, ale nie parzy w palec, ja zwykle zużywam całe podane w przepisie do tego celu), wsypać łyżkę cukru, 2 łyżki mąki, wkruszyć drożdże, wymieszać na jednolito. Odstawić w ciepłe miejsce bez przeciągów na jakieś 15-20 minut. Niekonieczne jeśli korzystamy z drożdży suszonych, ale wtedy używa się połowę ilości (4 g)

P.S. słówko dnia to culture vulture - dosłownie sęp na sztukę, czyli ktoś obyty, kulturalny i na bieżąco

piątek, 10 sierpnia 2012

zły dzień, zły ogród

Ten dzień i tak jest zły: ponury i bezcelowy, więc mogę nie psując sobie humoru napisać o czymś, co też jest złe: źle zaprojektowane, zaniedbane i przykre. Tym czymś jest ogród dachowy BUWu.
Z dachu wystaje kopuła i kilka filarów, które w założeniu miały być obrośnięte pnączem, a pod nimi posadzono rośliny cieniolubne. W pełnym słońcu cienioluby ledwie zipią, wymarzły wszystkie berberysy i 3/4 irg. Cytryniec chiński (dość mrozoodporne pnącze) choruje (za blisko wylotu wentylacji ?, za bardzo w mieście), a dookoła panoszy się masa chwastów.
Architekt w swojej wizji pominął też fakt, że BUW stoi w środku miasta i przy bardzo ruchliwej trasie. Posadził więc gatunki wrażliwe na zanieczyszczenia.

A ja głupia zastanawiałam się czemu nikt ze znajomych ogrodników nie chce pójść ze mną obejrzeć.

Jedyne co wygląda naprawdę ładnie to milin amerykański (Campsis radicans) o pięknych czerwonych trąbkach i imponującej masie, posadzony przy wejściu do ogrodu oraz powojnik tangucki (Clematis tangutica)'Lambton Park' panoszący się wszędzie na dachu, ze swoimi żółtymi kwiatkami w kształcie lampionów, przypominającymi miechunkę i "włochatymi" owockami charakterystycznymi dla Clematisów.
No i może słońce odbijające się w szybach...

poniedziałek, 23 lipca 2012

Warszawa jakiej nie znałam

Niby wiedziałam, że 30% powierzchni stolicy, zwłaszcza tereny nad Wisłą to zieleń. A jednak jazda na rowerze 8 km przez las w środku miasta to całkiem ciekawe przeżycie. Wychylające się od czasu do czasu widoczki miasta na tle zieleni... Wieżowce wyrastające prosto ze ściany lasu,
albo plaża pod mostem, a pomiędzy nimi typowy wiejski krajobraz.


Można podjechać pod sam stadion, lub przejechać mostem i podziwiać (lub przeklinać) w całej okazałości, pójść do centrum Kopernika, albo na lanserskiego drinka, po prostu pospacerować deptakiem,, zajrzeć co tam w okolicy fontann się dzieje albo (po pierwszej stronie) pobawić się na placu zabaw

wtorek, 15 listopada 2011

Cmentarzysko Zapomnianych Książek



"W Warszawie codziennie na śmietnik trafia około trzystu książek !!! Rocznie to aż 100 000 egzemplarzy !!! Dlaczego tak się dzieje w mieście, które walczy o miano Europejskiej Stolicy Kultury? Czy można te woluminy uratować?

Dużą cześć książek można by uratować, znaleźć im nowy dom gdyby zmienić model dystrybucji.- mówi Waldemar Szatanek warszawski antykwariusz - Tzn. dziś książka jest za tania lub za droga. A często jedno i drugie na raz . Paradoks? Pozornie. Otóż niektóre książki są bowiem za tanie by z ekonomicznego sensu opłacało się je trzymać na półkach w antykwariacie, mieć je w sprzedaży. Wynika to oczywiście z cen lokali w Warszawie, kosztów prowadzenia biznesu itp.
A za drogie ? Ludzi nie stać by je masowo kupowali. Tak przynajmniej twierdzą pytani: Dlaczego tak mało kupują książek?
Od lat antykwariusze, bibliotekarze zastanawiają się co robić . Lokale nie są bowiem z gumy i nie są w stanie pomieścić wszystkich książek które do nas trafiają. A jako przyjaciele książek nie możemy przecież spokojnie patrzeć jak lądują na śmietniku."

Regulamin

W Cmentarzysku nie kupujesz książek , stąd zabierasz książki by nie trafiły na makulaturę.

Płacisz przy wejściu , dostajesz za to torbę możesz dzięki niej wynieść tyle książek do niej zmieścisz.

Książki w Cmentarzysku są używane, w stanie różnym i może się zdarzyć że nie znajdziesz tylu książek ilu byś chciał. Zastanów się przed wejściem . Nie zwracamy za bilety nawet jeśli nic nie wybierzesz.

Cennik
- 30 zł - bilet normalny
- 25 zł - bilet ulgowy
(studencki, emerycki lub gdy przyniesiesz i zostawisz przynajmniej 10 książek)
- 5 zł - bilet dla Twojego znajomego , rodziny , przyjaciela - jeśli wybieracie do jednej torby

Poniedziałek - piątek :11.00 - 19.00
Sobota :11.00 - 14.00
Niedziela - nieczynne

Szadkowkiego 2A Warszawa Bemowo

poniedziałek, 5 września 2011

Rozstania i powroty*

aparat wrócił. rodzice też.
zdążyłam odkurzyć i podlać kwiatki (do których mama się momentalnie dorwała i spędziła 4 godziny skubiąc i uszczykując) ale obiad już robiłam jak przyjechali.
Ponieważ ostatnie dni są śliczne i zimne (cieeerpię!) zrobiłam coś lekkiego w smaku i konsystencji ale już bardziej jesiennego niż letniego (a lata w cale nie było w tym roku i kiedy ludź miał sobie podładować akumulatory?!)

makaron w sosie gruszkowym
ok. 375g makaronu (u mnie razowe tagliatelle)
opakowanie serka mascarpone (250g)
2 spore gruszki
pól szklanki muscato
szklanka bulionu lub 2 kostki rosołowe i szklanka wody

Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu. Gruszki obrać, pokroić na kostki. Połowę gruszkowych kosteczek wrzucić na patelnię zalać bulionem i muscato i gotować aż zmiękną. Całość sosu (i "woda i gruszki") zmiksować na gładką masę z serkiem mascarpone, przelać z powrotem na patelnię, zacząć podgrzewać i dorzucić resztę gruszek i makaron. Podgrzewanie skończyć kiedy będzie wystarczająco ciepłe do jedzenia

a oprócz tego przyszła paczka, a w niej moje nowe, piękne ciuszki z tego sklepu. Będą jak znalazł na tą imprezę* (tak po prawdzie do sklepu trafiłam z ich strony). Ja na nią idę , a Wy ?
czy nie są śliczne ?
i jeszcze plakat

*jakoś tak wyszło, że pasuje mi do posta, a zarazem jest tytułem imprezy - warszawski plener fotograficzny w klimatach steampunk oraz neovictorian "Steam Memories: Rozstania i Powroty"

sobota, 3 września 2011

jak pech to pech

Nowe, warszawskie fontanny multimedialne pechową inwestycją są ;)
Najpierw z miesiąc po uruchomieniu przytkały się topolowym puszkiem (i dzwoniono do Profesora, żeby spytać czy topolowy puszek mógł to spowodować... nawet pięcioletnie dziecko wie że mógł i powinni byli na etapie projektu się nad tym zastanowić...) i przez dwa tygodnie pokazów nie było.
Teraz strzelił w nie piorun i pokazów nie będzie do października.
I jeszcze 350 tys. zł na naprawę.

czwartek, 4 sierpnia 2011

lodowe olśnienie



dzisiaj miło być o czym innym
ale spóźniłam się na spotkanie z Weną Twórczą, bo byłam na lodach.
Nie byle jakich lodach, ale bardzo drogich, warzywnych lodach włoskich
w nowo otwartej lodziarni na Nowym Świecie.
Same w sobie, tak w wafelku jako deser nie były super. Ogórkowe były wręcz niedobre, marchewkowe, buraczkowe i paprykowe ok, ale bez fajerwerków.
Ale potem pomyślałam, że gdyby gałkę lodów paprykowych sparować z dobrze wysmażonym stekiem to byłoby mind-blowing, jak mówią Anglicy.
Tu widzę dla takich lodów przyszłość.
Lodziarnia Limoni
Nowy Świat 52
Warszawa

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

pół na pół

czyli robienie konserw ze słowiczych języczków - pół słowiczego języczka na pół konia :)
zdjęcie już z Warszawy*, a przepis jeszcze z Londynu.
wołowina w sosie cytrynowym
ok 400 g chudej wołowiny (steków)
3 cytryny
oliwa z oliwek bazyliowa**
łyżka mąki
kostka rosołowa lub 1/2 szklanki bulionu

Cytryny umyć, wyparzyć. Z 2 zetrzeć skórkę i podgrzać na patelni razem z oliwą. Wołowinę pokrojoną w plastry posolić, podsmażyć z obu stron, zalać sokiem cytrynowym wymieszanym z bulionem, gotować 20-30 minut. Łyżkę lub 1,5 oliwy podgrzać na osobnej patelence, wymieszać z mąką i dodać do mięsa pod koniec gotowania celem zagęszczenia sosu. Doprawić solą, pieprzem podawać z kuskusem, pokropionym i sosem i oliwą bazyliową (kuskus z sosem może być osobnym daniem, zwłaszcza po dodaniu rodzynek).


*fontanny między Wisłostradą, a starówką - odremontowane i ponoć nawet multimedialne
** można kupić, albo zalać oliwą zwykłą, posiekaną bazylię i odstawić na jakiś czas

piątek, 10 czerwca 2011

środa, 20 kwietnia 2011

mandala

misterne "rysunki" z piasku tak łatwe do starcia, zdmuchnięcia, skazane na zatarcie jak dobre wspomnienia. I dzisiejszy dzień z Anią i z Mają.
Niby nic: posiedziałyśmy u Ani, zjadłyśmy zapiekankę ryżową z serii wrzuć wszystko co masz pod ręką, dużo sera i będzie pycha (była). Obaliłyśmy Mateusza (wino, ale musiałam to właśnie w tej formie napisać), byłyśmy na lodach i w Mandali właśnie.

Zachwycałam się muralami, bananowym lassi (?) które zamówiła Maja i pociągałam mój sok pomarańczowo-limonkowy.
Choć zadziwia spójność tematyczna pod wodzą nagich biustów (ładnych nagich biustów) to twarze były ciekawsze i piękniejsze.




Choć ta szara z "afro" ma również fajny "tatuaż"


Mandala

ul. Emilii Plater 9/11
Warszawa

tel. 22 891 06 19

niedziela, 17 kwietnia 2011

egzotyka za rogiem


spełniło się moje małe, malutkie marzenie
odwiedzenie knajpki* na rogu, po drodze do Mai
i było dobrze (choć nie tanio) mimo wielu negatywnych o niej opinii
w internecie

do tego dodałam kwiat bananowy** i taki sernik Nigelli
a na obiad były cykorie zapiekane w beszamelu*** rodem z Amelii

sernik bananowy
"Kitchen" Nigella Lawson
4 średnie b.dojrzałe lub przejrzałe banany
60 ml soku cytrynowego
700 g kremowego sera białego w temp. pokojowej (na sernik)
6 jajek
150 g jasnego brązowego cukru (ja dodałam 1,5 łyżki zwykłego)

spód (mogą być zmielone ciasteczka z masłem, lub standardowe ciasto kruche, u mnie to drugie)
ew. sos karmelowy lub masa krówkowa

1. przygotować sobie spód (ciasteczka zmielić z masłem 250g ciastek na 75 g masła ew. wykonać ciasto kruche i podpiec)
2. rozgrzać piekarnik do 170*C i zagotować wodę w czajniku
3. rozgnieść banany widelcem na dość gładką masę, dodać sok cytrynowy i odstawić
4. rozpocząć miksowanie sera, dodawać kolejno po jednym jajku, następnie cukier i banany
5. wylać masę serową do wyłożonej podwójną warstwą papieru lub folii tortownicy (śr 23 cm) w której znajduje się spód
6. wstawić tortownicę do większej formy, którą następnie wypełnić wrzątkiem, mniej więcej do połowy wysokości tortownicy. wstawić do piekarnika
7 piec około 1 godziny + ew 10 minut
8 studzić "obrawszy" z form, Nigella poleca pozostawić przez noc w lodówce i podawać z sosem karmelowym

cykoria zapiekana w beszamelu
przepis na beszamel pochodzi z "Kuchni Miriano" reszta to moja radosna twórczość
4-5 niedużych cykorii sałatowych
sos:
100 g masła
3 łyżki mąki pszennej
1 litr mleka
gałka muszkatołowa, sól, pieprz
ew. parmezan do posypania

masło z mąką utrzeć w rondelku na gładką masę, postawić na ogniu i rozpuścić mieszając. Wlewać powoli i stopniowo gorące mleko ( cały czas mieszając!). Gotować ok 10 minut, doprawić gałką, solą, pieprzem.

cykorie umyć, przekroić na pół (szybciej się upieką) i ułożyć w żaroodpornym naczyniu, zalać gorącym sosem i wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15-20 minut(lub aż będą miękkie) w temp. 150*C przed podaniem posypać parmezanem


*Dżonka
Hoża 54
Warszawa
**trochę przekwitły i niezbyt reprezentacyjny
*** M. stwierdził że smakują jak gorzkawe szparagi. Myślę, że to niezła charakterystyka

P.S.
"Zabrałam żakiet babci i jest super, choć trochę zapierdala naftaliną. Ale przez to czym spaliłam sobie włosy i tak nie czuję"
z dedykacją dla Ani i Mai