Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2014

pleśniak

Jakoś w zeszłym tygodniu postanowiłam zrobić M przyjemność i upiec pleśniaka, bo daawno temu wspominał, że lubi, a jest to ciasto niewymagające żadnych specjalnych składników, z wyjątkiem kwaśnego (!) dżemu, który tak się składa, że miałam (robiłam specjalnie kwaśny z przeznaczaniem do wypieków). Okazało się, że M., jak to M. był sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, ale ciasto przerosło nasze (z Jego, to nie trudno, ale moje) oczekiwania. Pychota. Fakt, że w dużym stopniu zmieniłam proporcje: ciasto-dżem i pianka z białek (na korzyść dżemu i pianki). W styczniu piekłam już 2 razy i w obu przypadkach zniknęło błyskawicznie (zdjęcie zrobione ostatniemu kawałkowi, z drugiego "miotu", wieczorem tuż przed tym jak go pochłonęliśmy, więc jakość zdjęcia nie zachwyca). Pozwolę sobie tylko podkreślić, że warunkiem koniecznym smaczności ciasta jest kwaśny dżem.

Pleśniak
(mała porcja*)
100g masła
 3 jajka
1 i 1/2 szklanki mąki
łyżka kakao
3/4 łyżeczki proszku dopieczenia
1/3 szklanki + łyżka cukru
słoiczek kwaśnego dżemu**

Białka oddzielić od żółtek, odłożyć. Z masła, żółtek i mąki z łyżką cukru i proszkiem do pieczenia zagnieść ciasto (ja pomagałam sobie małymi ilościami zimnej wody, bo bardzo słabo się klei). Podzielić je na 3 części (jedna, na spód może być trochę większa), do jednej dodać kakao (i znów zagnieść), wszystkie włożyć  do lodówki na ok. 2 godziny aż stwardnieją. Tuż przed wyjęciem ciasta z lodówki ubić białka na sztywną pianę, pod koniec dodając 1/3 szklanki cukru (po trochu). Po wyjęciu ciasta z lodówki  rozdrobnić (ja robiłam palcami, ale przepis podaje żeby zetrzeć na tarce do jarzyn) większą jasną kule równomiernie na wyłożoną papierem blachę*, posmarować w miarę grubo i równomiernie dżemem, rozdrobnić na to ciemną kulę z kakao, przykryć to pianą z białek, a na wierzch rozdrobnić mniejszą jasną kulę.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180*C na 40-50 minut

*używałam formy do tart 10x40 cm
a korzystałam z przepisu na moich wypiekach, zmniejszając porcję z grubsza o połowę,
** mój słoiczek jest trochę mniejszy niż te do których byłam przyzwyczajona w Polsce, ma ok 200 ml

sobota, 14 września 2013

śliwka nocą

 Ostatnio się zwyczajnie niem wyrabiam. Dostałam skrzynkę kwaśnych śliwek  i dwoję się i troję żeby je przerobić na coś zanim odejdą z tego padołu łez. Palce z pozadzieranymi skórkami pieką żywym ogniem przy obieraniu kwaśnych owoców, a śliwki bezczelne za nic nie chcą oddawać pestek. O zdjęciach nawet nie ma co wspominać, bo wracam ostatnio o 19 do domu kiedy dobre światło dzienne do zdjęć jest tylko wspomnieniem.
 Jak na razie mam dwie partie dżemu ze śliwek z czarnym bzem z przepisu lo. Polecam użyć kwaśnych śliwek - mnie kwaskowaty dżem smakuje bardziej i do ciast też będzie lepszy. No i ciasto z kwaśnymi owocami. Użyłam kwaśnych zarówno śliwek jak i jabłuszek (spady) dlatego do oryginalnego przepisu dorzuciłam dodatkowe 50 g cukru i 2 łyżki miodu ( a także skórkę cytrynową dla smaku). Ciasto wyszło pyszne i kwaskowate; może nie tak ładne, ale ze śliwkami o poszarpanych krawędziach i misją żeby upchnąć ich na cieście jak najwięcej (w końcu po coś obrałam ich aż tyle !) należało się tego spodziewać.

Jogurtowe ciasto z kwaśnymi owocami

295 g mąki pszennej
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
150 g drobnego cukru do wypieków
2 duże jajka
100 g płynnego miodu lub golden syrupu
1 szklanka (250 ml) jogurtu naturalnego, najlepiej greckiego
150 ml oleju słonecznikowego lub rzepakowego
skórka otarta z 1 cytryny
1 kg śliwek (lub więcej!)
3-4 kwaśne jabłka

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej (czyli najpier wyjąc z lodówki). Śliwki wypestkować, jabłka obrać i pokroić w dorobną kostkę.
Mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cukier - przesiać, odłożyć.
Do większego naczynia wbić jajka, dodać miód, jogurt, olej i skórkę cytrynową. Wszystko wymieszać widelcem do połączenia. Wsypać suche przesiane składniki i wymieszać widelcem (mieszając w jednym kierunku), tylko do połączenia.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia. Jabłka wysypać w miarę równą warstwą na dnie. Przełożyć na nie ciasto, wyrównać (jest gęste). Na wierzchu poukładać (gęsto) odpestkowane śliwki, rozcięciem ku górze. Ciasto można piec w większej prostokątnej blaszce lub okrągłej o średnicy 25 cm. Im mniej ciasta a więcej śliwek, tym smaczniejsze :-).
Piec w temperaturze 175ºC przez około 50 minut, ale zazwyczaj dłużej (zależy to od owoców), do suchego patyczka. Wyjąć, lekko przestudzić w formie, następnie uwolnić z formy. Wystudzone lub lekko ciepłe oprószyć cukrem pudrem i podawać.

piątek, 27 stycznia 2012

zimno


Mróz gryzie w policzki, a wiatr bezczelnie przepycha się między guzikami pod płaszcz. Trzy godziny jazdy tylko po to żeby oddać promotorce klucze.Dobrze, że w metrze jest ciepło. Człowiek na przeciwko mnie. Szaro-czarny, chyba nie z tej bajki. Rozłożony swobodnie na dwóch siedzeniach, ze słuchawkami, za głośno rozmawiający przez telefon i w czarnych okularach, w słabo oświetlonym jarzeniówkami pociągu. Tylko ta jego torba; czarna, lśniąca, ogromna. Piękna.
Pół drogi zastanawiałam się zrobić zdjęcie tej parze (pięknej torbie i jej nadętemu właścicielowi)?

Wolę zwykłych pasażerów. Takich, którzy nie narzucają mi swojego image'u, nie wymuszają uwagi. W takich pasażerach czasem znajduję jakiś drobiazg np. buty tej pani - ona zupełnie nieciekawa i niezbyt ładna, ale takie buty bym chciała mieć. Ciekawe gdzie je kupiła? Nowe ? Chyba tak, bo białe wyściełające futerko jeszcze się nie zmechaciło i nie ściemniało...

Na rozgrzewkę powtórka z dżemu pomarańczowego stąd ( a ja pisałam o nim tu)

Marmolada z imbirem i whisky
1 kg pomarańczy (najlepiej sewilskich )
1 cytryna (niewoskowana)1kg cukru
1 kawałek świeżego korzenia imbiru
100-150 ml whisky dobrej jakości
muślin
zester
sznurek
duży garnek z grubym dnem

Pomarańcze porządnie szorujemy pod ciepłą bieżącą wodą i przekrawamy na połówki. Nad miską wyciskamy z nich sok i zachowujemy go na później.>Metalową łyżeczką >wyskrobujemy pestki, błonki i cały miąższ. Zachowujemy.Kawałek muślinu (30x30cm) wkładamy do oddzielnej miski. Umieszczamy w nim całe ‘wnętrzności’ pomarańczy razem z pestkami. Umytą cytrynę przekrawamy na pół, wyciskamy z niej sok, który dodajemy do soku wyciśniętego z pomarańczy, a cała resztę przekładamy do muślinu. Muślin zawiązujemy ciasno sznurkiem. Skórki z pomarańczy obieramy za pomocą zestera lub dzielimy na trzy kawałki i kroimy ostrym nożem na cienkie paski uprzednio pozbywając się białych skórek. Do dużego garnka (koniecznie z grubym dnem) umieszczamy muślin z całą zawartością, sok z pomarańczy i cytryny, pokrojone skórki z pomarańczy i 2 litry zimnej wody. Przykrywamy pokrywką, wstawiamy do lodówki i zostawiamy na całą noc.
Na drugi dzień rondel wraz z całą zawartością stawiamy na palniku i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na małym ogniu przez około godzinę, aż skórki pomarańczy będą przeźroczyste,a ilość płynu zmniejszy się o 1/3.
Zestawiamy z palnika i zostawiamy do ostygnięcia.W tym czasie przygotowujemy słoiki – myjemy je w ciepłej wodzie i suszymy w gorącym piekarniku. Trzymamy w cieple.Muślin wyjmujemy z garnka i (trzymając go nad garnkiem) bardzo dokładnie wyciskamy całą jego zawartość. Nie oszukujemy . Stąd pochodzą pektyny
Do garnka dodajemy cukier oraz starty imbir. Powoli doprowadzamy do wrzenia, ciągle mieszając, aż cały cukier rozpuści się. Do zamrażalnika wstawiamy mały talerzyk.Marmoladę gotujemy na silnym ogniu przez 15 minut (na tym etapie marmolady nie mieszamy) i robimy test na talerzyku (zgęstnieje do postaci gęstego karmelu). Jeśli ktoś ma termometr, marmolada powinna być gotowa przy temperaturze 105C. Jeśli po 15 minutach nasza marmolada nie jest gotowa, gotujemy ją dalej. Może to zająć nawet do 45 minut.Gdy marmolada jest już gotowa dodajemy whisky i gotujemy jeszcze przez chwilę. Gorącą marmoladę przekładamy do ciepłych słoików, zakręcamy, dokręcamy i ustawiamy na zakrętkach do całkowitego ostygnięcia.

środa, 24 sierpnia 2011

drzem

Rodzice wyjechali i zabrali mi aparat. Z tego powodu nie bardzo mam się czym chwalić. Ani nie gotowałam za bardzo, bo dla jednej osoby nie warto (zresztą i tak siedziałam w sklepie i czytałam książki na bezczela), ani zdjęć nie posiadam, żeby udokumentować, ani nie ma się czym chwalić jak już zrobiłam.
No bo czym tu się chwalić jeśli do dżemu użyłam cukru żelującego i mrożonych owców ? I co z tego, że jest prościej i szybciej i wiśni drylować nie trzeba, jak mi wstyd...
Wstyd, wstydem, a dawno się tu nie odzywałam. Początkowo chciałam "się odezwać" opowiadaniem, na pisanie którego naszło mnie przez czytanie zbyt podobnych książek*, ale o dziwo trochę nad nim przemyśliwuje i pisze się długo. Koniec końców postanowiłam jednak napisać o "wstydliwym dżemie" czyli sposobach na przerobienie 5 kg ostatniego już w tym sezonie rabarbaru.

kwaśna marmelada
ok.
400 g wiśni bez pestek
200 g malin i truskawek
200 g czarnej porzeczki
4-6 sporych ogonków liściowych rabarbaru
szklanka cukru żelującego

Owoce zasypać cukrem i podgrzewać na małym ogniu do uzyskania miękkiej "zupy". Zupę ostudzić i zmiksować/zblendować, a następnie przecedzić przez sito/gazę celem pozbycia się wszelakich pestek. Uzyskany płyn podgrzewać na wolnym ogniu. Rabarbar umyć obrać, pokroić na drobne kawałki. Połowę rabarbaru dorzucić i podgrzewać aż zacznie się rozpadać, a następnie dodać drugą połowę. Teraz podgrzewac już króciutko, a następnie przełożyć do słoiczków (mnie wyszły 2 takie standardowe)

*kontynuacja "Zawodu wiedźmy" Olgi Gromyko (amatorsko tłumaczona z rosyjskiego, bo oficjalne wydanie będzie dopiero za parę miesięcy), "Odnaleźć swą drogę" Aleksandry Rudej i jeszcze "Maga niezależnego" Kiry Izmajłowej, a nawet "Szamankę od umarlaków" Martyny Raduchowskiej (jedyna Polka w tej ekipie)

środa, 13 października 2010

cierpki smak słońca

czyli dżem z berberysu i "działkowych", aromatycznych winogron
Przepis na galaretkę z berberysu, znaleziony na jakimś forum mówił o kilogramie berberysu, który trzeba odszypułkować, umyć i zmiażdzyć. Zalać sklanką wody i zagotować. Następnie należało odcedzić sok, dosłodzić go kilogramem cukru i zagęszczać na wolnym ogniu nie pozwalając zawrzeć.
Moich owców było jakieś 2-2,5 szklanki, a do dżemu użyłam też cierpkich, bardzo aromatycznych winogronek (jakieś 2 kistki) i 1/2 szklanki cukru. Zamiast miażdzyć użyłam przedpotopowego blendera (końcówka do miksera, który jest starszy ode mnie) do którego wrzuciłam owoce z odrobiną wody.(nie zniszczył nasion)
Galaretka wyszła super. Jest kwaśna i cierpka, z delikatną nutką charakterystyczną dla "działkowych" winogron. Tylko ilość taka jak kot napłakał (1 słoiczek po koncentracie pomidorowym), ale tym akurat nie jestem zdziwiona.

galaretka z berberysu i winogron (proporcje)
2 szklanki umytych i odszypułkowanych owoców berberysu
1 szklanka obranych ze skórki winogronek
1/2 szklanki cukru
ew. 1/2 łyżeczki żelatyny

Owoce zmiksować/zmiażdżyć, zalać szklanką zimnej wody i zagotować. Odcedzić i przestudzić sok. Wymiezać go z cukremi na wolnym ogniu i w cienkiej warstwie zagęszczać do momentu, kiedy kropla upuszczona na talerzyk zgęstnieje.

UWAGA!
berberys jest bardzo kolczasty! Należy uważać gdyż kolce są długie i kruche, a wbite i złamane strasznie swędzą i są trudne do wyciągnięcia. A jeśli mamy sąsiadów rolników to mogą nas nie pokochać, gdyż jest żywicielem pośrednim rdzy zbożowej.

Z tego powodu został prawie wytępiony, ale teraz wraca do łask jako roślina ozdobna, najczęściej żywopłotowa (znosi, a nawet lubi przycinanie, dość szybko rośnie i ma ładne drobne listki, szczególnie popularne w kolorach żółtym, czerwonym, lub purpurowym). Często jest też wykorzystywany do suchych bukietów, bo intensywnie czerwone owocki ślicznie wyglądają na ciemnych kolczastych gałązkach (oprócz tego są chętnie zjadane przez ptaki, a dla nas mogą być cennym źródłem witaminy C)


środa, 7 kwietnia 2010

wyobraźnia a dusza cebuli


MARMOLADA CEBULOWO-POMARAŃCZOWA

1 duża cebula (lub dwie mniejsze)
1 duża pomarańcza
1/2 suszonej papryczki chili
15 dag cukru
4 łyżki białego octu winnego

Cebulę obieramy i grubo siekamy. Pomarańczę obieramy i kroimy na kawałki (nie filetujemy).
Do garnuszka wkładamy cebulę, pomarańczę i pokruszoną papryczkę. Gotujemy na małym ogniu ok. 30 minut, mieszając co jakiś czas. Następnie dodajemy 1/2 łyżeczki soli, cukier, ocet. Mieszamy składniki i gotuję ok. 1 godziny. Marmolada powinna zgęstnieć i nabrać połysku.
Przelewamy marmoladę do wyparzonego, małego słoiczka. Podaję do pasztetów i serów pleśniowych.
(ja zrobiłam z 2 średnich cebul, 2 malutkich z racji swej szalotkowatości szalotek, 2 pomarańczy i ok 180g cukru. dodałam za dużo chili. Trochę za bardzo octowa wyszła ta marmolada moim zdaniem no i się nie przelewała tylko ja ją przełożyłam łyżką)

Przy okazji prezentowania tego przepisu Ania pisała o wyobraźni smakowej.
Taka wyobraźnia jest powodem, dla którego, sposobem w jaki wybieram przepisy. Maciek się ze mnie śmieje mówiąc, że w książce kucharskiej najpierw patrzę na obrazki, potem na składniki, pobieżnie czytam przepis (albo i nie) i i tak robię po swojemu. Jest to prawda, nie zamierzam się wypierać, ale M. zapomniał o nazwie potrawy. Ona też musi być smakowita. Czasem czytam nazwę*, wyobrażam sobie danie i jestem rozczarowana (lub mile zaskoczona) gdy składniki i wykonanie odbiegają od moich wyobrażeń.
Czasem mam problem z wybraniem co by tu dziś zrobić? Może to, to a może to ? Niestety w takich sytuacjach M. jest bezużyteczny. Ja mu opowiadam co możemy zjeść smakując każde słowo i powietrze wokół niego (słowa). Każdy składnik z osobna i wszystkie połączone w harmonijną całość.
Specjalnie wolno, z pieszczotą i niemal mlaszcząc wypowiadam każdy wyraz, a moje kubki smakowe delikatnie drżą z rozkoszy zalewane napływającymi z mózgu wspomnieniami i fantazjami smakowymi.
M. tego nie czuje, nie rozumie i zawsze patrzy na mnie jak na wariatkę (albo osobę bardzo pijaną). Zawsze odpowiada, że nie wie i żebym zrobiła to co uważam; a przecież jak pytam to znaczy, że nie wiem ! (No dobrze, może troszkę dlatego, że smakowanie słów jest nadzwyczaj przyjemne**)
Nie rozumie też jak ważne jest żeby pochwalić to co upichciłam***. Dla Niego jak coś jest dobra to jest dobre i tyle. Nie ma stopniowania, nie ma jakiś szczególnych odczuć. Nie potrafi tez chwalić ubrań****, ale to nie jest tak ważne (bo ja wiem, że wyglądam dobrze), to potrafi pokazać inaczej, nawet nie zdając sobie z tego do końca sprawy.
Ale przecież spora część tego co gotuję lub piekę jest dla Niego i "pod" Niego i wtedy koniecznie życzę sobie znać Jego opinię!
Tak jak ten przepis (no ja chciałam bezę, a, że cytrynowa to po maćkowemu )

Składniki:

  • 6 białek
  • 300 g miałkiego cukru
  • 1 łyżeczka skrobi kukurydzianej (można zastąpić ją skrobią ziemniaczaną)
  • 1 łyżeczka białego octu winnego

Białka ubić na sztywno. Pod koniec ubijania dodawać po łyżce miałkiego cukru, łyżeczkę mąki kukurydzianej i łyżeczkę octu.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Na papierze narysować okrąg, nieduży, dwadzieścia kilka cm średnicy. Wyłożyć na niego masę białkową. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i po 5 minutach przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec 1,5 godziny. Studzić w uchylonym piekarniku.

Moje modyfikacje polegały na dodaniu odrobiny aromatu cytrynowego, zamiast octu winnego białego użyłam odrobiny czerwonego i trochę soku z cytryny, a skrobia była ziemniaczana, ale wygląda na to że wyszła mi ta beza jako pierwsza, choć próbowałam już kilkakrotnie




* zwykle już wtedy wiem czy spróbuję przepisu czy nie
** a czasem pytając podejmuję decyzję. Jak się ubierze w słowa możliwości to jawią się zupełnie inaczej niż jako myśli w głowie
*** upichcić może się odnosić i do gotowania i do pieczenia, dlatego tu pasuje. ^^
****zestawów ubraniowych, poszczególnych ciuchów nie wymagam

piątek, 19 lutego 2010

żólto-zielono-pomarańczowo


Dziś od rana gotował się w domu dżem. Pomarańczowy z tego przepisu i z mojej listy rzeczy do zrobienia. Wprawdzie mama zakupiła niezaładne pomarańcze ( i tata twierdził że kwaśne, ale może to lepiej-przetrwały i mogłam dżem zrobić)


Marmolada z pomarańczy z whisky i z imbirem

1 kg pomarańczy (najlepiej sewilskich bo mają dużą zawartość pektyn, mało pestek i są soczyste - ja użyłam Nevado)
1 cytryna (niewoskowana)
1kg cukru
1 kawałek świeżego korzenia imbiru
100-150 ml whisky dobrej jakości

muślin
zester
sznurek
duży garnek z grubym dnem

Pomarańcze porządnie szorujemy pod ciepłą bieżącą wodą i przekrawamy na połówki.
Nad miską wyciskamy z nich sok i zachowujemy go na później.
Metalową łyżeczką wyskrobujemy pestki, błonki i cały miąższ. Zachowujemy.
Kawałek muślinu (30x30cm) wkładamy do oddzielnej miski. Umieszczamy w nim całe ‘wnętrzności’ pomarańczy razem z pestkami.
Umytą cytrynę przekrawamy na pół, wyciskamy z niej sok, który dodajemy do soku wyciśniętego z pomarańczy, a cała resztę przekładamy do muślinu.
Muślin zawiązujemy ciasno sznurkiem.
Skórki z pomarańczy obieramy za pomocą zestera lub dzielimy na trzy kawałki i kroimy ostrym nożem na cienkie paski uprzednio pozbywając się białych skórek.
Do dużego garnka (koniecznie z grubym dnem) umieszczamy muślin z całą zawartością, sok z pomarańczy i cytryny, pokrojone skórki z pomarańczy i 2 litry zimnej wody.
Przykrywamy pokrywką, wstawiamy do lodówki i zostawiamy na całą noc.
Na drugi dzień rondel wraz z całą zawartością stawiamy na palniku i doprowadzamy do wrzenia. Gotujemy na małym ogniu przez około godzinę, aż skórki pomarańczy będą przeźroczyste,a ilość płynu zmniejszy się o 1/3.
Zestawiamy z palnika i zostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie przygotowujemy słoiki – myjemy je w ciepłej wodzie i suszymy w gorącym piekarniku. Trzymamy w cieple.
Muślin wyjmujemy z garnka i (trzymając go nad garnkiem) bardzo dokładnie wyciskamy całą jego zawartość. Nie oszukujemy . Stąd pochodzą pektyny
Do garnka dodajemy cukier oraz starty imbir.
Powoli doprowadzamy do wrzenia, ciągle mieszając, aż cały cukier rozpuści się.
Do zamrażalnika wstawiamy mały talerzyk.
Marmoladę gotujemy na silnym ogniu przez 15 minut (na tym etapie marmolady nie mieszamy) i robimy test na talerzyku (zgęstnieje do postaci gęstego karmelu).Jeśli ktoś ma termometr, marmolada powinna być gotowa przy temperaturze 105C.
Jeśli po 15 minutach nasza marmolada nie jest gotowa, gotujemy ją dalej. Może to zająć nawet do 45 minut.
Gdy marmolada jest już gotowa dodajemy whisky i gotujemy jeszcze przez chwilę.
Gorącą marmoladę przekładamy do ciepłych słoików, zakręcamy, dokręcamy i ustawiamy na zakrętkach do całkowitego ostygnięcia.

a dżem wyszedł pysznościowy nawet przy zastąpieniu muślinu gazą i dodaniu jeszcze mniejszej ilości cukru Smak dominuje nuta imbiru (wiem, że to dziwnie brzmi), a alkoholu ja prawie nie czuję. Z powodu dodatku tegoż imbiru dżem jest bardzo rozgrzewający (zwłaszcza na ciepłej grzance) więc chyba z czystym sumieniem może trafić tu.

Drugą pyszną pozycją dnia dzisiejszego były pierogi ruskie. Zrobiłyśmy właściwie tylko ciasto i ulepiłyśmy ponieważ farsz leżał sobie w zamrażalniku od ostatniego razu kiedy to rozpędziłam się i zrobiłam całą furę pierogów. Były z makiem - świąteczne, z kaszą gryczaną - ciekawe i właśnie te ruskie, bardziej tradycyjne, które smakowały wszystkim najbardziej. Przepisy na farsze wzięłam z Every Cake You Bake, a konkretnie:


z makiem
15 dkg maku - sparzonego i zmielonego,
3-4 łyżki miodu,
5 dkg masła,
2-3 łyżki cukru pudru,
pół szklanki rodzynek,
pół szklanki mielonych migdałów,
łyżka skórki
pomarańczowej

Masło rozpuścić z miodem, wlać do maku.
Wymieszać z cukrem pudrem i bakaliami
(można dodać więcej cukru jeżeli nadzienie będzie za mało słodkie)


z kaszą
1 szklanka kaszy gryczanej,
20 dkg twarogu,
2 cebule,
pieprz,
sól

Kaszę gryczaną ugotować na sypko i ostudzić.
Twaróg przecisnąć przez praskę lub ro
zgnieść
dokładnie widelcem. Cebule posiekać drobno i
zeszklić na oliwie. Do kaszy dodać twaróg i cebulę,
wymieszać i przyprawić do smaku solą i pieprzem.
Pierogi gotować w osolonej wodzie.



ruskie

ok. 1 kg ziemniaków,
ok. 25 dkg twarogu,
cebula,
boczek (kilka plastrów)

sól, pieprz
Ziemniaki ugotować, ostudzić i zmielić z twarogiem. Posiekaną drobno cebulę podsmażyć do zarumienienia razem z boczkiem pokrojonym w drobną kostkę. Dodać do ziemniaków z twarogiem. Doprawić solą i pieprzem.

Na ciasto pierogowe przepis jest prosty: kupka mąki, jajko, szczypta soli i woda. Zagniatamy wszystko dozując wodę, tak by uzyskać pożądaną konsystencję. Proste.*

Ruskie smakowały wszystkim, z kaszą były trochę mało słone, a te z makiem moi absolutni faworyci przez rodziców zostały całkiem wzgardzone** . Maciek zjadł ze smakiem, ale się nie zachwycił. Ci ludzie zupełnie się nie znają, ale ja już wiem, że na moim wigilijnym stole ich nie zabraknie.

Ale dziś były tylko ruskie, które nawet spotkały się z pochwałą mojego brata "Jak na ruskie to całkiem niezłe", choć w wolnym tłumaczeniu pochwała brzmiała "Jak na coś co ugotowałaś to nawet smaczne".

Dorzucę jeszcze zdjęcia tego czym się raczę gdy czekolady nie ma lub jeść nie mogę i pójdę robić prezent dla M.

Ten deser jest do zrobienia w minutę, sycący i bardzo słodki. I był pierwszym moim pomysłem co zrobić z bananami zbyt dojrzałymi***. Składniki to: 1 dojrzały banan pokrojony w plasterki śmietanka w spray'u lub bita śmietana i łyżka kakaa rozpuszczalnego lub w wersji bardziej ekskluzywnej gorzkiej startej czekolady.


*jedyną moją bolączką jeśli o pierogi chodzi jest to, że nie umiem zawijać takich ślicznych brzeżków jak moja mama (która ich zresztą nie lubi). Dzięki nim pierogi robią się od razu takie zgrabne i śliczne.

**tak jak wszystkie moje wymysły ,wymagające ich udziału i próbowania. Od zielarstwa począwszy na kulinarnych eksperymentach skończywszy

***ja jadam tylko zielone lub ledwie żółte