Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szparagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szparagi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2014

przedwiośnie

Ta zupa kojarzy mi się właśnie z przedwiośniem. Jest gęsta i kremowa, z zimowymi dodatkami, ale kolor (choć taki blady), szparagi i cukinia są już raczej wiosenne.
Świetnie komponuje się nie tylko z kaparami (które ostatnio dodaję absolutnie do wszystkiego), ale też suszonymi pomidorami, także jako dodatek że wystąpić jedno, drugie albo oba razem. A z bułeczką z suszonymi pomidorami do zagryzania jest jeszcze lepsza.

zupa krem ze szparagami i cukinią
3-4 średnie ziemniaki
duży pęczek szparagów (ok. 500g)
jedna nieduża cukinia
ok. 11/2 l bulionu
1 nieduża cebula
oliwa z oliwek/masło
kapary (w dużych ilościach) i/lub pomidory suszone

Cebulę pokroić w drobną kostkę, w większe kostki pokroić ziemniaki i cukinię, poddusić razem na małym ogniu, dorzucić szparagi pokrojone w kawałki, podsmażać wszystko ok. 10 min. Zalać bulionem i gotować aż szparagi będą miękkie ale wciąż jędrne. Zmiksować, podawać z kopiastą łyżką kaparów lub/i suszonych pomidorów


niedziela, 4 sierpnia 2013

na szybko czy na szybciej ?

 Polędwica wieprzowa i szparagi - świetne połączenie. W wersji bardziej skomplikowanej (choć nadal szybkiej) z serem z niebieską pleśnią, w wersji szybszej z boczkiem.

Obiad wersja 1*
(2 porcje)
kawałek polędwicy wieprzowej długości dłoni
pęczek szparagów (spory)
ok 50 sera pleśniowego (blue cheese/ blue Danish)
łyżka masła/oleju

Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce. Garści szparagów obciąć końcówki i te końcówki zblanszować (wrzucić na 2 min do gotującej się wody), resztę ugotować w osolonej wodzie jak to szparagi. Polędwicę podzielić na 2 kawałki, które rozbić/rozwałkować na cienkie plastry. Delikatnie posolić i popieprzyć. Na każdym plastrze ułożyć kilka zblanszowanych szparagów, dodać pokruszony ser (troszkę) i zawinąć spinając wykałaczką/ami. Przełożyć  na rozgrzaną patelnię(posmarowaną masłem/olejem) smażyć z każdej strony na średnim ogniu 3-5 minut. Podawać z resztą szparagów posypanych resztą pokruszonego sera

Wersja 2
kawałek polędwicy wieprzowej długości dłoni
pęczek szparagów (może być mały)
ok 80 g boczku/bekonu

Boczek, polędwicę i szparagi pociąć na drobne kawałki. Wrzucać, w tej kolejności, na rozgrzaną patelnię (polędwicę jak się z boczku z grubsza wytopi tłuszcz, szparagi, kiedy polędwica jest ścięta). Po dodaniu szparagów  przykryć pokrywką i dusić kilka minut aż będą miękkie. dosolić, dopieprzyć do smaku.

* oryginalny przepis pochodzi z nr 3 Kukbuka i jest na polędwicę wołową. Zakłada marynowanie jej w sosie sojowym z miodem i dodanie jeszcze dymki do środka. Druga wersja jest "resztkówką" po pierwszej

czwartek, 23 maja 2013

piątek nadciąga !

A może piknik ?
 W menu : kurczak w pistacjowej panierce i poniedziałkowa sałatka ze szparagami (przepis Bei modyfikowany). Lekko i przepysznie. Wszystko pieczone.

kurczak w pistacjowej panierce
(oryginalny przepis z "Realfood cookbook" na udka z kurczaka)
4-5 małych filetów z kurczaka (lub 1 1/2 dużego pociąć na mniejsze)
2 garści pistacji bez skorupek
pół szklanki mąki
1 jajko
2 łyżki mleka
sól, papryka (u mnie wędzona), pieprz + inne ulubione przyprawy do smaku

 Rozgrzać piekarnik do 220*C. Pistacje, 2 łyżki mąki sól i przyprawy wrzucić do blendera. Miksować do momentu, aż pistacje będą z grubsza posiekane. Wysypać na talerz. Na drugim talerzu wymieszać mąkę z przyprawami, a na trzecim jajko z mlekiem ("rozbełtać"). Kurczaka obtoczyć w doprawionej mące, dokładnie "zmoczyć" w jajku i obtoczyć w miksie pistacjowym. Powtórzyć z resztą kawałków kurczaka, ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i piec ok. 10 minut. 
szparagowa sałatka poniedziałkowa z mango:
mieszanka sałat/rukola
pęczek szparagów
2 słodkie ziemniaki
1 dojrzałe mango
garść ugotowanej komosy*
5 łyżek oliwy z oliwek,
1/2 łyżeczki octu balsamicznego

Ziemniaki obrać.Pokroić w plastry, a te na ćwiartki. Szparagi opłukać, odłamać zdrewniałe końce (wystarczy ugiąć łamią się w dobrym miejscu) pokroić w kęso-kawałki. Ułożyć ziemniaki i szparagi na blaszce. Przy pomocy pędzelka posmarować oliwą (można wcześniej, dla aromatu dodać do niej skórkę z cytryny/wcisnąć ząbek czosnku/odrobinę wędzonej papryki) i delikatnie posolić. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 220*C na 10 minut.
Mango obierać nad misą blendera (najpierw odkroić połówki od pestki, potem od strony miąższu, nie przecinając skórki, pokroić wzdłuż, a następnie w poprzek, a następnie nacisnąć od spodu wypychając  kostki mango do góry (kostki do sałatki). Odkroić je od skórki, tak żeby sok (i mniejsze kawałki) ściekał do środka. Zeskrobać resztki miąższu ze skórki do blendera, dodać kilka mniej kształtnych kostek mango, 2 łyżki oliwy troszkę octu balsamicznego, szczyptę soli i zmiksować.

Do przewozu proponuję sałatę i sos wziąć osobno, a resztę składników wrzucić do jednego pojemnika.
A ponieważ składniki do sałatki i kurczak pieką się w tej samej temperaturze i potrzebują mniej więcej tyle samo czasu, to bardzo ładnie się to zrównolegla.
Kurczak dobrze się przewozi w dowolnym pudełku i jest też dobry na zimno.
Jak widać kosz piknikowy jakkolwiek bardzo stylowy i fajny nie jest do pikniku niezbędny, a w butelce jest Malibu z mlekiem :D

Czas na piknik z home&you - półmetek!

*po informacje o komosie i jak się gotuje komosę odsyłam do Bei

wtorek, 8 stycznia 2013

challenge nr 1 part 3

W dniu wczorajszym częściowo mi się nie chciało, częściowo mi się zapomniało napisać posta, a może zapomniałam, bo mi się nie chciało ? W każdym razie zamierzam zwalić choć część winy na M., który nie napisał ocen (zabrał się za to już po 12). Skoro nie miałam wszystkich materiałów, to jak mogłam pisać posta ?
Przy okazji złamałam zasadę (zasady są po to żeby je łamać) i nie-zasadę. Pierwsze to użyłam 2 razy jednego składnika, drugie - okazuje się, że Maciej mówiąc "obiad" myśli "danie", a wczorajszy obiad składał się z dwóch dań.
Pierwsze czyli zupa z zielonej soczewicy jest lekko tylko zmodyfikowaną wersją tego przepisu. Ode mnie dostała tylko czarooką fasolkę, trochę papryki w proszku i świeże pomidory zamieniłam na puszkowane. Jestem z niej o tyle zadowolona, że smaczna i sycąca nadaje się nie tylko na obiad, ale też na lunch do pracy.

Składniki z wyzwania: soczewica zielona, "czarnooka" fasola, pomidory w puszce
Dodatkowo: marchew
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 (Zupa w typie grochówki, można byłoby położyć jakieś warzywo na górze celem ozdoby...)
Kreatywność: 5 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 7.5 (Naprawdę dobra zupa, trochę lepsza niż wczorajszy obiad, ale znowu nie mam poczucia, że się jakoś specjalnie wybija) 

Zupa z zielonej soczewicy
250 g zielonej soczewicy
1/2 puszki black eyed beans
puszka krojonych pomidorów
4 łyżki oliwy (lub więcej, wg upodobań)
2  małe marchewki
1 cebula pokrojona w kostkę
ząbek czosnku
1 listek laurowy
oregano
sól i pieprz
2 łyżeczki octu z czerwonego wina

Na oliwie przesmażyć czosnek i cebulę (w dużym garnku na zupę). Dodać marchewkę i listek laurowy, chwilę smażyć. Następnie dodać opłukaną soczewicę i zalać 1 l zimnej wody (ja proponuję 3/4). Gotować, aż soczewica zmięknie.
Do miękkiej soczewicy dodać pomidory, fasolę i pozostałe przyprawy. Gotować kolejny kwadrans. Na koniec dodać ocet, wymieszać.

Drugie danie. Czyli sałatka ze szparagami podpatrzona została na Kwestii Smaku. Ale z oryginalnej sałatki zostawiłam tylko szparagi, jajko w koszulce i sałatę. Resztę zastąpiłam wyrazistym sosem serowym (który w moim wykonaniu składał się z dwóch serów i masła, ale podaję wykonanie ze śmietaną/śmietanką, bo tak będzie wyglądał lepiej i nie będzie zastygał).

Składniki z wyzwania: szparagi, sałata, jajka
Dodatkowo: roquefort, żółty ser
Oceny Macieja:
Wygląd: 4.5 Sałatka wyglądała bardzo ładnie ze szparagami i tak dalej przed dodaniem jajka w dziwnym kształcie (jak widać koncepcja jajka w koszulce niespecjalnie przypadła M. do gustu) i polaniem sosem o podejrzanym kolorze
Kreatywność: 7 (Szparagi + jajko w sałatce wydają mi się znacznie bardziej kreatywne niż soczewica + fasola w zupie)
Smak: 8.5 (Najwyraźniej mam słabość do roqueforta, jego połączenie ze szparagami i liśćmi bardzo mi odpowiada, gdyby nie jajko psujące trochę efekt to dałbym 9)

sałatka ze szparagami i jajkiem w koszulce z ostrym serowym sosem
1 jajko na głowę
4-5 szparagów na głowę
mieszanka sałat (2 garści na głowę)
ser roquefort
garść sera cheddar lub mozzarella
1/3 szklanki śmietanki 30% lub 1/2 szklanki 18 lub 12%*

Szparagom obciąć zdrewniałe końce, ugotować w osolonej wodzie. Sałaty opłukać ułożyć na talerzu, śmietanę/śmietankę podgrzać z serami aż utworzą jednolity sos.
Zrobić jajka w koszulkach. Do garnka wlać około 1 litra wody i zagotować dodając 1 - 2 łyżeczki octu winnego lub soku z cytryny (opcjonalnie) oraz szczyptę soli. Ustawić umiarkowany ogień. Do miseczki wbić jajko i delikatnie wylać je do gotującej się wody (wodę wcześniej zamieszać i utworzyć wir). Gotować przez około minutę, wyjąć łyżką cedzakową i ocenić czy całe białko jest już ścięte, żółtko natomiast ma pozostać płynne. Możemy gotować jajka jednocześnie, w jednym garnku.

* śmietanka będzie lepsza, ale wiadomo jest bardziej tłusta no i jak się nie ma to nie trzeba lecieć do sklepu można zastąpić normalną śmietaną
Oceny końcowe:
Ocena: 5 (Dania orbitowały wokół 7, -1 za 2 dania zamiast jednego ostatniego dnia, -1 za 2x roquefort)

Końcowy komentarz: Z perspektywy czasu trochę za wysoko oceniłem curry w stosunku do sałatki z pierwszego dnia, jednak różnica między poszczególnymi daniami była trochę większa. Natomiast zupę oceniłbym dokładnie w środku pomiędzy curry, a sałatkami więc to wyszło dobrze.

festiwal resztek

Challenge się skończył zostawiając mnie ze sporą liczbą małych ilości różnorakich składników (nie zgubiliście się ?). Do szpinaku i szparagów dokupiłam dziś opakowanie truskawek, ser z niebieską pleśnią i trochę śmietanki i na kolację była dziś sałatka. Na jutro mam mix mięsny w sosie musztardowo-pomarańczowym i tylko makaron trzeba dogotować (co dobrze się składa, bo jutro zajęta będę).
Takie resztkowanie jest chyba nawet zabawniejsze od samego wyzwania, bo nie ma sztywnych reguł i generuje mniej stresu.
Większość blogerek byłaby pewnie oburzona jedzeniem truskawek i szparagów poza sezonem, ale mnie odpowiadały truskawki twarde i kwaśne, z lekkim tylko aromatem. A tak poza tym to miałam na nie ochotę i fuk !

sałatka sssst*
(porcja na 2 osoby)
3-4 garście szpinaku
pęczek szparagów (mały)
opakowanie truskawek
100 ml śmietanki (u mnie 22%)
60-70 g sera z niebieską pleśnią

Szparagi ugotować w osolonej wodzie, szpinak ułożyć na talerzach, truskawki pokroić w ćwiartki, śmietankę podgrzać z serem do całkowitego rozpuszczenia sera. Ugotowane szparagi pokroić na kawałki, ułożyć razem z truskawkami na szpinaku polać sosem serowym.

mix mięsny w sosie pomarańczowo-musztardowym
pół piersi z kurczaka
ok 150-200 g wołowiny pokrojonej w drobną kostkę
1 pomarańcza (sok + skórka z połowy)
2 łyżki musztardy z całymi ziarnami gorczycy
marchewka
1/2 cebuli
oliwa z oliwek
gram masala

Cebulę zeszklić na oliwie, dorzucić skórkę pomarańczową, gram masalę. W tym czasie pokroić kurczaka (i ew. wołowinę) dorzucić na patelnię. Wycisnąć sok z pomarańczy, wygrzebać resztki miąższu, dodać oba do podmażanego mięsa. Dusić 5-10 minut. Musztardę wymieszać z filiżanką wody, solą (ew. sosem sojowym) dodać, wymieszać i podgrzewać jeszcze kilka minut.
Proponuję podawać z makaronem, najlepiej świderkami ;)

*sssst - sos serowy, szparagi, szpinak,  truskawki

P.S. zdjęcie mixu dorzucę jutro - jeśli będzie się nadawało

środa, 18 maja 2011

lekkie zakończenie ciężkiego dnia

czyli o białych szparagach w postaci sałatki i na kolację.
Wariacja na temat przepisu z majowej"Werandy". W wersji oryginalnej szparagów był kilogram a do nich tylko rabarbar, cytryna i kolendra. Tą ostatnią zastąpiłam miętą (suszoną) a od siebie dodałam boczek.

sałatka z białych szparagów
pęczek szparagów
garść pokrojonego w bardzo drobną kostkę boczku wędzonego
1,5-2 łodygi (ogonki liściowe) rabarbaru
2-3 łyżki oleju
cytryna (umyta osuszona ze starta skórka i kilka kropel soku)
kilka listków świeżej/suszonej mięty/kolendry

szparagi ugotować w osolonej wodzie, ostudzić, pokroić na połówki
boczek zrumienić na oleju, zdjąć z patelni i na tym samym tłuszczu krótko podsmażyć rabarbar, dodać skórkę z cytryny (ew. łyżeczkę cukru), zdjąć z ognia zanim się się rabarbar rozpadnie. Ładnie ułożyć szparagi udekorować rabarbarem i boczkiem, posypać miętą, polać "resztką" oleju.






Bar Sałatkowy u Peli zaproszenie



P.S. a zaległości jak się ogarnę

piątek, 14 maja 2010

o deszczu i o książkach

Znowu pada. Bo dawno nie padało, bo dawno nie byliśmy zalani.
Dawno nie byłam mokra.
A z drugiej strony szary i burzowy maj ma w sobie to coś. Coś wisi w wilgotnym, aksamitnym, gęstym powietrzu. Coś oprócz wilgoci, zapachu bzu i mokrej ziemi. Jakiś mroczny klimat, tajemnica, od której niemal możnaby krajać powietrze nożem. Ciekawe czy z takich wykrojonych kawałków dałoby się tę tajemnicę wydestylować (oto prawdziwa alchemia, ot co!)?
Muszę przyznać że taki klimat drżącego niepokoju mi odpowiada. Podoba mi się ta ołowiana szarość kontrastująca ze świeżą zielenią, ten groźny pomruk burzy; atmosfera buntu i oczekiwania.
Nawet nie klęłam i nie narzekałam kiedy zmokłam idąc po odbiór papierów. W końcu z cukru nie jestem, nie rozpuszczę się, a i ciepło dziś było nawet pomimo strumyków spływających mi z włosów za kołnież*. W małej siateczce podskakiwały w rytm moich kroków chorendalnie drogie truskawki, w ilościach niedużych, roztaczając zniewalający zapach, kiedy w moich nowych, zieloniutkich kaloszach** szybkim krokiem zmierzałam na spotkanie.
Jak już powiedziałam truskawki były koszmarnie drogie, ale nie mogłam się powstrzymać, tak pachniały tak kusiły ( a śliczne były a M. lubi truskawki bardzo).
Z truskawkami nic nie będzie bo żeśmy je z M. zjedli, a potem poszliśmy na Warszawskie Targi Książki (swoją drogą minusem tej pogody jest też, że w ten weekend w Warszawie dzieje sie mnóstwo ciekawych imprez***, ale w deszczu z nimi ciężko będzie)
Maciej zakupił jakąś książkę o czterotysięcznikach, jakiś wywiad z Bukowskim ("Unia Sowiecka czy Związek Europejski") i "Notatki na mankietach" Bułchakowa, które to dwa lata temu, na ferie pożyczyłam z biblioteki, pozwoliłam M. przeczytać, a on zgubił (chociaż tyle, że zdążyłam przeczytać). Było to nawet to samo wydanie. Pożartowaliśmy z antykwariuszami, zwiedziliśmy całą salę wystawową (w moim ukochanym Pałacu***). Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam kilka książek, które chciałabym mieć (głownie kulinarne) i niewiele, które chciałabym przeczytać. Wiem, że jedno drugiego teoretycznie nie wyklucza, ale gdybym kupowala wszystkie książki, które czytam, a nawet tylko te które przeczytałam i chc potem mieć (nie znowu taki duży procent) to puściłabym z torbami kogoś znacznie bogatszego od moich rodziców. O przestrzeni życiowej do zmieszczenia tych książek nie wspominając.
Uwielbiam książki. One i te małe czarne robaczki zwane literkami to moi najlepsi przyjaciele (i pomyśleć, ze kiedyś nie lubiłam czytać!). Zabierają nie w inne, prawdziwe bądź wymyślone światy. Maciek się z mnie śmieje, że kiedy zaczytam się w empiku**** to ożnaby mnie wynieść i zorientowałabym się dopiero na ulicy i to też dopiero wtedy kiedy bym zmarzła. No cóż prawda. Kiedy czytam nie zważam (bo zauważać zauważam, poprostu łatwiej to zignorować) na potrzeby organizmu takie jak głod czy pełen pęcherz. Wynika to z tego, że jak z głową i stopami wpadam do świata przedstawionego. Ciało siedzi, przewaca strony i wyłącza budzik (nastawiam, żeby nie "przeczytać" całego życia, ale musiałby mieć chyba elektrowstrząsy, żeby odłożyła książkę po pierwszym dzwonku), ale dusza jest zupełnie gdzie indziej. Ja cztając widzę krajobrazy, czuję zapachy, marznę kiedy marzną bohaterowie.Włąściwie to nimi jestem (choć jednych lubię a innych nie i wtedy całość często postrzegam z punktu widzenia tych pierwszych) Po niektórych książkach bywam wręcz chora. Po innych nadmiernie pobudzona (na haju z łasnych hormonów, małe stężenie krwi w adrenalinie)
No ale ja tym razem nie kupiłam nic. Nawet nie dlatego, że nie miałam pieniędzy. M. by mi pożyczył, ale nie znalazłam nic co wywołałoby natychmiastową rządzę posiadania.
Widziałam, że na swoim blogu Liska także piszę o ksiązkach (Ona raczej o księgarniach. Chętnie też bym o tym porozpisywała się, ale to już innym razem) Widać coś wisi w powietrzu ^^

A nocny wypiek w sam raz do książki czytanej w fotelu, przy lampce o ciepłym świetle.
Przepis Polki, ale w wyniku braków w domu i zapominalstwa kucharki mocno zmodyfikowany (jutro powiem czy dało się zjeść)
oto oryginalny przepis
Wytrawne ciasto ze szparagami, oliwkami i suszonymi pomidorami
Źródło: BBC Good Food Magazine (May 2009)
100ml oliwy z oliwek
1 pęczek szparagów (250g)
200g białej mąki orkiszowej (lub dowolnej)
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka listków świeżego tymianku
3 duże jajka, lekko ubite
100ml mleka (u mnie sojowe)
100g czarnych oliwek bez pestek100g suszonych pomidorów w zalewie
150g sera Gruyère (lub innego o podobnym smaku)
1 płaska łyżeczka wędzonej soli (lub zwykłej)
½ łyżeczki czarnego pieprzu
szczypta suszonych płatków chilli

Piekarnik nagrzewamy do 190stC (termoobieg – 170stC, piekarnik gazowy – poziom 5).
Blaszkę smarujemy delikatnie masłem lub oliwą i posypujemy bułką tartą.Szparagi gotujemy w osolonym wrzątku przez 2 minuty, odcedzamy, przelewamy zimną wodą i osuszamy na papierowym ręczniku. Dzielimy każdy na 3 części.
Pomidory odcedzamy i kroimy na wąskie paski.
Oliwki odcedzamy z zalewy i osuszamy.
Ser ścieramy na tarce do jarzyn (grube oczka).
Do dużej miski przesiewamy mąkę i proszek do pieczenia. Dodajemy przyprawy i listki tymianku.
Do ubitych jajek dodajemy mleko i oliwę, mieszamy.
Do suchych składników dodajemy mokre i chwilę miksujemy.
Do ciasta dodajemy ¾ startego sera, ¾ pokrojonych szparagów i ¾ oliwek. Mieszamy.Ciasto wlewamy do foremki i na wierzchu układamy pozostałe szparagi i oliwki, a całość posypujemy resztą sera.
Pieczemy około 40 minut (do suchego patyczka) oraz aż wierzch będzie chrupki i złocisty
.
Moje modyfikacje to :
brak sera (zapomniałam)
mniej pomidorów suszonych za to 4 koktajlowe świeże (skończyły się suszone)
karczochy
trochę cząbrucebula (1 mała pokrojona w kosteczkę)


* zresztą to moja wina. Wiedziałam, z będzie padać, wziełam kalosze, ale kurtkę bez kaptura i zero parasolki
** rodzice mi kupili w sobotę, w zamian za poprzednie, jaskrawo-żólte w pomarańczowe liście, które mama mi wyrzuciła bo zparciały i dostały "skrzeli" (pękły w takim łuku i otwierały się prz chodzeniu, wyglądało to jakby skrzela miały)
*** Piszę to bez ironi. Naprawdę lubię Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Trochę na przekór wszystkim i wszystkiemu, ale głównie z powodu dobrych wspomnień z dzieciństwa.
**** ku zgorszeniu moich koleżanek uwielbiam chodzić do empiku i czytać i czytać i czytać. Od kilku dobrych lat za każdym razem kiedy mam sporo wolnego czasu, lecz nie opłaca mi się wracać do domu ląduję w empiku. Tam czekam na Maćka kiedy spotykamy się na mieście i mędzy innymi dlatego tam uczyłam się języków obcych. Koleżanki są zgorszone, bo nie lubią kiedy ktoś dotyka ich książki przed nimi, trochę jakby nie chciały już książek które dziewicami nie są. Ale która z nich jest ?
P.S. ostatnie zdjęcie robione na spacerze z psem w deszczu. Może tego nie widać.
Ael i tak uznałam, że jest interesujące choć ruszone i spaprane