Kuchnia wegetariańska zrobiła się ostatnio bardzo modna.
Jakkolwiek sama bardzo często gotuję bezmięsnie (nie lubię i nie umiem kupować mięsa), to do kuchni z założenia wegetariańskiej, podchodzę bardzo nieufnie.
Do samej idei nic nie mam - w sumie, produkcja mięsa jest mało ekonomiczna czy przyjazna środowisku, więc im więcej wegetarian tym lepiej.
Z mojego doświadczenia wynika jednak, że potrawy z założenia wegetariańskie są niedobre. Brakuje im dna, są płaskie i nawet pomimo mocnego przyprawiania brak im ... esencji.
Jest to o tyle śmieszne, że bezmięsnych potraw niewegetariańskich to nie dotyczy - naprawdę nie wiem na czym to polega.
Dostałam jednak "Jadłonomię" - kuchnia roślinna i nawet na okładce napisane, że przepisy nie tylko dla wegan*. Dużo o książce słyszałam, a i ofiarodawczyni - moja teściowa jest nią absolutnie zachwycona (nie jest wegetarianką). Czemu, więc nie spróbować?
Jak na razie zrobiłam dwa przepisy, oba na zupę z kalafiora naszego z Mężem ukochanego warzywa.
Zupa z pieczonego kalafiora nie była zbyt udana -standardowy problem kuchni wegeteriańskiej
Za to chowder był rewelacyjny.
Gęsty, sycący i absolutnie przepyszny.
Panowie , którzy ze mną jedli potwierdzą.
Ale, przyznaję się bez bicia - zmodyfikowałam przepis. Dla wegetarian taka wersja mogłaby już nie być akceptowalna.... ale mój Maż powtarza, że nie ma takie potrawy, która po dodaniu odpowiedniego sera nie byłaby lepsza i chyba się z nim zgadzam - w każdym razie ja nie znalazłam żadnego przykładu, który by temu przeczył.
Chowder kalafiorowo-kukurydziany
1 kolba kukurydzy (u mnie 3/4 puszki kukurydzy)
1 mały kalafior
1 młody por (lub cebula)
łodyga selera naciowego (pominęłam)
5 suszonych pomidorów w oleju
1 pęczek szczypioru z cebulkami
1l mleka [roslinnego](u mnie 2-3 szklanki zwykłego)
2-3 szklanki bulionu (u mnie ok. 1l)
kilka łyżek oleju z suszonych pomidrów
2 liście laurowe
1 ziernko ziela angielskiego
1/2 łyżeczki wędzonej papryki
1/4 łyżeczki chilli
1/4 łyżeczki całki muszkatołowej
sól, pieprz
ok 200 g startego sera cheddar
3-4 ziemniaki/1 batat lub kawałek dyni (autorka przepisu sugeruje batata, dynię lub selera)
Ziarna kukurydzy oddzielić od kolby (kolbę wyrzucić)
Kalafiora podzielić na bardzo małe różyczki, pora i selera pokroić w talarki, posiekać suszone pomidory.
W garnku rozgrzać olej z pomidorów (można dodać troszkę oliwy z oliwek), dodać przyprawy z wyjątkiem gałki i warzywa i dusić mieszając ok. 10 minut. Można też dodać podgotowane w bulionie ziemniaki i/lub bataty albo selera
Posiekać szczypiorek, do podduszonych warzyw wlać mleko (ja wlałam mieszankę bulionu z mlekiem, z większą ilością bulionu niż mleka, bo chciałam dodać sera, wiec nie zależało mi tak bardzo na zabielaniu zupy).. Gotować na małym ogniu 10-15 minut aż kalafior będzie miękki. Wlać bulion (w zależności od gęstości - lub w mojej wersji dosypać 3/4 startego sera) doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową, wsypać 3/4 szczypiorku z cebulkami i dokładnie wymieszać( resztą udekorować). Podawać z dobrym chlebem (w mojej wersji jeszcze posypane resztą sera), jako dodatek można też podac pokruszony ser z niebieską pleśnią.
Uwagi:
Mój kalafior był naprawdę nieduży.
Wyszła mi porcja na 3 dość głodne osoby.
Moim zdaniem wędzona papryka jest tu niezbędna.
*Weganie dla odmiany są dla mnie zupełnie niezrozumiali i szaleni i bardzo im współczuję.
Zwłaszcza niemożliwości jedzenia nabiałów ze szczególnym uwzględnieniem wszelkiej maści serów żółtych i pleśniowych.
A te ich substytuty są paskudne i smakują kartonem
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kukurydza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kukurydza. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 stycznia 2016
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
optymistyczny obiad na...
Obiad optymistyczny:
pierś z kurczaka/indyka - 1-2 kotlety na osobę
garść świeżych liści szpinaku na osobę
garść truskawek
garść fiołków/bratków/stokrotek*
kozi ser pleśniowy
ryż
kukurydza (u mnie z puszki)
banan
łyżka jogurtu naturalnego
łyżeczka przyprawy curry
trochę mąki,
soli, pieprzu, papryki w proszku do smaku
ew.łyżka majonezu
Ryż ugotować na sypko. Mąkę wymieszać z solą, papryką, pieprzem ew. ziołami prowansalskimi, obtoczyć drobiowe kotlety w mieszance i podsmażyć na złoto (lub skorzystać z patelni beztłuszczowej - wtedy bez mąki). Szpinak i truskawki umyć, osuszyć, rozdrobnić, wrzucić do miski z pokrojonym serem kozim. Ryż podgrzać na patelni z odrobiną masła, dorzucić kukurydzę (+opcjonalnie ziarenka np słonecznika). Wykonać sos cioci Ewy: Banana dokładnie rozgnieść widelcem, wymieszać z jogurtem (i ew. majonezem, ale ja uważam że bez lepszy), dodać curry (ilość wg uznania).
Drób podawać z sosem, ryż z kukurydzą, a sałatkę wymieszać, wyłożyć na talerz i posypać kwiatkami.
*fiołki czy bratki są dość neutralne w smaku "smakują jak sałata" jak twierdzi mój mąż. Stokrotki są nieco bardziej intensywne, rumiankowe
środa, 4 grudnia 2013
zupa słomianej wdówki
rosół curry
1 cebula
1 łyżka tłuszczu do podsmażenia (u mnie oliwa z chilli)
kurczak (1 pierś/2-3 udka bez kości)
puszka mleka kokosowego
kilka pomidorków koktajlowych (pokrojony pomidor/2-3 łyżki pomidorów z puszki)
2 łyżki curry w proszku/ 2-3 łyżki ulubionej pasty curry
2 liście limonki kaffir
1 opakowanie makaronu ryżowego
pół cukinii
ok. 100 g groszku cukrowego
ok. 100 g małych kukurydz
1 marchewka
opcjonalnie: 1 łodyga trawy cytrynowej
opcjonalnie: 1 łyżeczka galangalu (pokrojony w plastry 1 cm imbiru)
opcjonalnie: sok z limonki
Pokrojoną cebulę podsmażyć na 1 łyżce tłuszczu. Dodać kurczaka, podsmażyć aż mięso się zetnie. Zalać ok. 3/4 l wody, dodać mleczko kokosowe, curry, limonkę kaffir, pokrojoną trawę cytrynową, chilli, galangal (imbir).
Wymieszać dokładnie i gotować ok. kwadransa. Wtedy ew. dosolić zupę, dodać pomidory resztę warzyw, gotować jeszcze 5-10 minut, do miękkości warzyw. Doprawić sokiem z limonki.
poniedziałek, 22 października 2012
4
Stół ma cztery rogi, cztery nogi i cztery odsłony. Od piątku (czyli już czwarty dzień) jest paskudnie. Weekend spędziłam zawinięta w kołdrę czytając książki, wyściubiając nos z domu tylko, kiedy było to absolutnie niezbędne.
Na kilka razy wracaliśmy z M. do rozmowy na temat tego czy sztuka powinna ranić. M. uwielbia takie dysputy, podobnie jak, wraz ze swoim ulubionym (martwym już) poetą, uwielbiają sypać sól do otwartej rany. Chyba nigdy tego nie pojmę. Co dobrego jest w nurzaniu swojej duszy we wszystkich brudach tego świata ? A jednak cenię jeśli dzieło wywołuje niepokój. Zbyt spokojni osiadamy na laurach, przestajemy marzyć i dążyć, zbyt zranieni nie mamy ochoty dążyć i marzyć, w ludziach widzimy tyko wady i ułomności.
Dlatego "Przeczucie - cztery pory niepokoju" jednego z naszych wspólnych z M. ulubionych poetów-wykonawców - Jacka Kaczmarskiego
Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane
(przepis Liski podzielony przez 2)
50 g mąki kukurydzianej
150 g mąki pszennej
50 g ugotowanych ziemniaków, utłuczonych
1/2 łyżeczki drożdży instant +1 łyżeczka cukru
3/4 łyżeczki soli (ja następnym razem zmniejszę ilość)
125 ml wody
1/2 łyżki masła
1 łyżeczka oliwy
Wszystkie składniki przesiać/wsypać wlać do miski. Zagnieść ciasto - powinno być miękkie, elastyczne i nie kleić się do rąk. Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na 1 h. Z wyrośniętego ciasta, dłońmi posmarowanymi oliwą formować bułeczki (powinny wyjść ok. 4 średniej wielkości bułki). Układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrastania na 30-40 minut. Posypać kaszką kukurydzianą lub mąką. Piekarnik nagrzać do 210 st C. Wstawić bułeczki. Piec 12 minut. Następnie nastawić termoobieg (180 st C) i rumienić bułeczki kolejne kilka minut (może się okazać, że już podczas pieczenia w temp. 210 st, bułeczki są zrumienione, wówczas można zrezygnować z ich dopiekania). Upieczone bułeczki delikatnie spryskać wodą i odstawić do ostygnięcia.
A wieczorem będzie o tym co robiłam w czwartek :)
słówko dnia: to know one's (your) onions - znać się na czymś
Na kilka razy wracaliśmy z M. do rozmowy na temat tego czy sztuka powinna ranić. M. uwielbia takie dysputy, podobnie jak, wraz ze swoim ulubionym (martwym już) poetą, uwielbiają sypać sól do otwartej rany. Chyba nigdy tego nie pojmę. Co dobrego jest w nurzaniu swojej duszy we wszystkich brudach tego świata ? A jednak cenię jeśli dzieło wywołuje niepokój. Zbyt spokojni osiadamy na laurach, przestajemy marzyć i dążyć, zbyt zranieni nie mamy ochoty dążyć i marzyć, w ludziach widzimy tyko wady i ułomności.
Dlatego "Przeczucie - cztery pory niepokoju" jednego z naszych wspólnych z M. ulubionych poetów-wykonawców - Jacka Kaczmarskiego
Bułeczki kukurydziano-ziemniaczane
(przepis Liski podzielony przez 2)
50 g mąki kukurydzianej
150 g mąki pszennej
50 g ugotowanych ziemniaków, utłuczonych
1/2 łyżeczki drożdży instant +1 łyżeczka cukru
3/4 łyżeczki soli (ja następnym razem zmniejszę ilość)
125 ml wody
1/2 łyżki masła
1 łyżeczka oliwy
Wszystkie składniki przesiać/wsypać wlać do miski. Zagnieść ciasto - powinno być miękkie, elastyczne i nie kleić się do rąk. Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na 1 h. Z wyrośniętego ciasta, dłońmi posmarowanymi oliwą formować bułeczki (powinny wyjść ok. 4 średniej wielkości bułki). Układać je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do wyrastania na 30-40 minut. Posypać kaszką kukurydzianą lub mąką. Piekarnik nagrzać do 210 st C. Wstawić bułeczki. Piec 12 minut. Następnie nastawić termoobieg (180 st C) i rumienić bułeczki kolejne kilka minut (może się okazać, że już podczas pieczenia w temp. 210 st, bułeczki są zrumienione, wówczas można zrezygnować z ich dopiekania). Upieczone bułeczki delikatnie spryskać wodą i odstawić do ostygnięcia.
A wieczorem będzie o tym co robiłam w czwartek :)
słówko dnia: to know one's (your) onions - znać się na czymś
sobota, 6 października 2012
obiad słomianej wdówki
Ugotowany na całe 3 dni, a co mi tam ! (tak po prawdzie to łatwiej jest ugotować więcej niż mniej, zwłaszcza, że nasza lodówka nie pozwala na przechowywanie niezużytych produktów - miejsca brak).
W każdym razie M. uciekł do Gdańska w tydzień po moim przyjeździe. Myślę, że chodzi o moje próby oswojenia dyni. Chyba nie spodobała mu się wizja "będziemy jeść dynię aż wyjdzie mi dobra".
A jak tylko wyciągnął nogi za próg to pojawił się brązowy ryż z zielonymi warzywami i smażonym kurczakiem. Jak na załączonym obrazku widać : malutkie cukinie, groszek cukrowy i drobne kukurydze chwilkę podgotować we wrzącej wodzie lub na parze, kurczaka zesmażyć na oliwie (z czosnkiem), ryż ugotować wg instrukcji na opakowaniu, wymieszać wszystkie składniki, dodać skórki z cytryny, soli pieprzu, sosu sojowego.
Smacznego.
A przy okazji przez cały październik w Londynie jest festiwal The Big Draw, wybrałam się więc na jedną z części składowych tej imprezy w Brixton. Muszę powiedzieć, że WindMill mnie rozczarował, ale zabawa z rysowaniem była całkiem fajna. Zwłaszcza jak się nie porównywałam z innymi uczestnikami.
można było sobie wziąć zestaw: kilka rodzai papieru, kredki, węgiel, kreda ołówek i instrukcja przypięte do podkładki

a to moje próby oddania tego jak wyglądał: bez patrzenia na kartkę (na lewo) i w 60 sekund (na prawo)
słówko dnia : dumbstruck - kompletne zaskoczenie, oniemiały, zdruzgotany
P.S.
M.znalazł piosenkę Wysockiego ze spektaklu "Ósmy grzech - Wołodia Wysocki", który wystawiano kiedyś w Syrenie. Nie jest to "Taganka", która niemalże po nocach mi się śniła (niesamowicie mi się podobała), ale wszystkie piosenki z tego spektaklu były nieprawdopodobnie wyraziste, i intensywne i bardzo bardzo żałowałam,że nie da się nigdzie zdobyć ścieżki dźwiękowej spektaklu (nie to co w Buffo gdzie śpiewali źle i brzydko i aż płakać mi się chciało i jest płyta). Kochany ten mój mężczyzna.
a tu link
W każdym razie M. uciekł do Gdańska w tydzień po moim przyjeździe. Myślę, że chodzi o moje próby oswojenia dyni. Chyba nie spodobała mu się wizja "będziemy jeść dynię aż wyjdzie mi dobra".
A jak tylko wyciągnął nogi za próg to pojawił się brązowy ryż z zielonymi warzywami i smażonym kurczakiem. Jak na załączonym obrazku widać : malutkie cukinie, groszek cukrowy i drobne kukurydze chwilkę podgotować we wrzącej wodzie lub na parze, kurczaka zesmażyć na oliwie (z czosnkiem), ryż ugotować wg instrukcji na opakowaniu, wymieszać wszystkie składniki, dodać skórki z cytryny, soli pieprzu, sosu sojowego.
Smacznego.
A przy okazji przez cały październik w Londynie jest festiwal The Big Draw, wybrałam się więc na jedną z części składowych tej imprezy w Brixton. Muszę powiedzieć, że WindMill mnie rozczarował, ale zabawa z rysowaniem była całkiem fajna. Zwłaszcza jak się nie porównywałam z innymi uczestnikami.
można było sobie wziąć zestaw: kilka rodzai papieru, kredki, węgiel, kreda ołówek i instrukcja przypięte do podkładki
tak wyglądał wiatrak
a to moje próby oddania tego jak wyglądał: bez patrzenia na kartkę (na lewo) i w 60 sekund (na prawo)
słówko dnia : dumbstruck - kompletne zaskoczenie, oniemiały, zdruzgotany
P.S.
M.znalazł piosenkę Wysockiego ze spektaklu "Ósmy grzech - Wołodia Wysocki", który wystawiano kiedyś w Syrenie. Nie jest to "Taganka", która niemalże po nocach mi się śniła (niesamowicie mi się podobała), ale wszystkie piosenki z tego spektaklu były nieprawdopodobnie wyraziste, i intensywne i bardzo bardzo żałowałam,że nie da się nigdzie zdobyć ścieżki dźwiękowej spektaklu (nie to co w Buffo gdzie śpiewali źle i brzydko i aż płakać mi się chciało i jest płyta). Kochany ten mój mężczyzna.
a tu link
niedziela, 28 marca 2010
fioletowe sny


fioletowe bo mama kupiła mi 2 fioletowe bluzki. To jest mój aktualny kolor sezonu (miewam różne, zwykle dosyć intensywne, był już pomarańczowy i połączenie czerwonego z jasnym zielonym). Podobno nawet mi w nim dobrze. Mam też fioletowy tusz, który został wykorzystany do zrobienia moich naukowych pomocy z rosyjskiego* a normalnie służy do pisania pamiętnika (co trochę zarzuciłam). Mnie najbardziej podoba się "pomoc" w futrze, choć czarownica w ogrodniczkach jest mi bliska**, a kurtka w ręku bejsbolistki jest małym powodem do dumy. Ciekawe czy pomoże mi się to uczyć ?
Sny bo niewyspana jestem (praktyki ksssss) i bo ta niedziela jest jak sen ...Zrobiłam to chilli con carne i paschę z tego przepisu i zmęczyłam się strasznie.
Muszę przyznać, że oba przepisy mnie trochę rozczarowały. chilli M. jadł niedawno w knajpie i było o wiele lepsze. Temu "mojemu" czegoś brakowało...tylko nie wiem czego, a składniki były takie:
- 2,5 cebul
- ząbek czosnku
- 2,5 łyżki oliwy z oliwek
- 1 1/3 łyżeczki chilli (w proszku) lub drobno posiekanej świeżej papryczki

- 1 1/3 łyżeczki mielonej kolendry
- 1 1/3 łyżeczki mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
- 5 ziarenek kardamonu, zmiażdżonych
- 1,5 czerwone papryki
- 1 kg zmielonej wołowiny
- 2,5 puszki (400 g każda) posiekanych pomidorów
- 5 łyżek keczupu pomidorowego (dobrej jakości)
- 5 łyżek przecieru pomidorowego
- 1 1/3 łyżki kakao (proszku)
- puszka czerwonej fasoli
- 1/2 dużej lub mała puszka kukurydzy (mój dodatek)
- sól i pieprz cayenne do smaku

1. cebula i czosnek
2. przyprawy
3. papryka
4 . mięso (posolić, popieprzyć, zbrązowić)
5. pomidory z puszki, ketchup, przecier
6.fasola (zagotować)
7. kakao chilli pieprz i inne ostrości
ostatnim punktem jest gotowanie tego przez pewien czas na wolnym ogniu (w przepisie półtorej godziny pod przykryciem, ale my preferujemy gęste więc było bez przykrycia, dodatku wody, który był w przepisie i jakieś 45 minut)
Natomiast pascha rozczarowała mnie bo spodziewałam się ... sama nie wiem czego chyba innej konsystencji. Świetna by była na kruchym spodzie jako sernik, albo nadzienie do naleśników (i tak chyba będzie się u mnie pojawiać), ale sama jest zbyt nijaka. Przepis podaję za Anią ze Strawberries from PolandCYTRUSOWA PASCHA Z ŻURAWINAMI
400 g półtłustego twarogu
2 żółtka
1/2 szklanki suszonych żurawin
8 płaskich łyżek cukru pudru
skórka otarta z: 1 pomarańczy 1 cytryny i 1 limonki ( u mnie 1 pomarańcza jeden grapefruit)
1/4 szklanki przegotowanej wody
gaza
W małym rondelku rozpuszczam cytrusowe skórki, wodę i 3 łyżki cukru pudru. Mieszam, dopóki cukier się nie rozpuści, następnie zmniejszam gaz i gotuję skórki ok. 15 minut, co jakiś czas je mieszając. Następnie wrzucam do rondelka żurawiny i gotuję ze skórkami do czasu wyparowania niemal całej wody. Ściągam rondelek z gazu, odkładam do wystygnięcia.
Żółtka ucieram do białości z 2 łyżkami cukru pudru. Ser trzykrotnie przepuszczam przez maszynkę (można też zmiksować go w blenderze), po czym dodaję do niego resztę cukru pudru i zawartość rondelka (odkładam łyżeczkę skórek do ozdoby). Dokładnie mieszam.
Średniej wielkości miskę wykładam gazą, przekładam doń masę serową i lekko ją ubijam. Na wierzch miseczki kładę talerzyk, a na nim coś ciężkiego i taki pakunek chowam na noc do lodówki. Przed podaniem wyciągam paschę z miseczki i układam na talerzu, delikatnie ściągając z niej gazę, po czym ozdabiam wierzch odrobiną kandyzowanych skórek i żurawin.
* tata się spytał czy muszą być takie seksowne, ale co mu to przeszkadza?
**jakieś alter ego?
sobota, 27 lutego 2010
woda nas chyba nie lubi
a może lubi za bardzo ? Przez bramę nie da się przejść suchą nogą (ale to zawsze na wiosnę) gorzej, że woda weszła nam do tak zwanego kominkowego - najniższego pokoju w domu. wypływa szparami spomiędzy paneli i z syczącym dźwiękiem tryska jak się na nich stanie. Mama panikuje (że ściany nam się zawalą) tata jest zmartwiony i bezradny, a ja zła, że nie umiem pomóc. Dobrze przynajmniej, że to tylko jeden pokój w domu.
Dzisiaj (i jutro będzie podobnie) spędziliśmy 13 godzin w pracy, a w domu po powrocie kłopoty. W samej pracy nie było tak źle, trochę nudno i długo, ale obiad wczoraj zrobiłam dobry ( i przytaszczyłam go dla naszej dwójki: mięsko w pojemniku, makaron w reklamóweczce - ugotowany, a sałatkę w słoiku.)
Nie jest to estetyczne rozwiązanie (zresztą obiad też był bury), ale nie posiadamy pojemników na obiad dla dwojga, a jeść coś trzeba. Zwłaszcza, że okoliczne sklepy balansują na krawędzi upadku i nie ma tam nic co odpowiada moim wymaganiom obiadowym.
Tak więc na obiad była pieczona szyneczka z makaronem.
Szynka pieczona z suszonymi pomidorami ( na 2 osoby)
~0.5 kg szynki ( u mnie miała postać plastra i kawałek kości po środku)
1 marchewka
1 cebula
1 "garść" suszonych pomidorów
łyżka oliwy z oliwek
papryka półsłodka, sól, pieprz
Szynkę pokroiłam na kawałki wielkości, dłoni lub pięści. Podsmażyłam, na oliwie, skrojoną w kostkę cebulę, dorzuciłam pomidory, podgrzałam, to wyłożyłam na dno żaroodpornego naczynia. Marchewkę skroiłam w słupki, mięso posypane wegetą (tak wiem benzoesan sodu = niezdrowo - można zastąpić solą i innymi przyprawami) i papryką ułożyłam na cebuli, pomidorach i "posłupkowanej" marchewce. Naczynie zamknęłam, wstawiłam do piekarnika piekłam w temperaturze 150*C przez jakieś 30-45 minut, potem całość zalałam szklanką wody i zwiększyłam temperaturę do 200*C na kolejne pół godziny.
Do tego ugotowałam makaron w postaci świderków mieszany pomarańczowy (barwiony papryką albo pomidorami) zielony (szpinakiem) i zwykły biały.
A w planach była jeszcze sałatka*. Pomysł jest ściągnięty od pań z naszego bufetu wydziałowego. Surówka** jest bardzo bardzo prosta.
Bardzo prosta sałatka:
1 średnia kapusta pekińska
1 średni ogórek sałatkowy
1 (1/2) ogórek kiszony
1/2 puszki kukurydzy
łyżka majonezu
2-3 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego.
Kapustę kroimy w paseczki, ale niezbyt cienkie, ogórek myjemy, ale nie obieramy i kroimy na cienkie plasterki, podobnie jak ogórek kiszony, tylko tu nawet na bardzo cienkie plasterki. Wrzucamy do miski razem z kukurydzą, mieszamy majonez ze śmietaną/jogurtem i całość mieszamy. Można popieprzyć do smaku i sałatka gotowa.
Obie pozycje niewyględne, ale proste i smaczne.
* nawet ją zrobiłam, ale zapomniałam wyjąć słoik z nią kiedy jedliśmy obiad
** no właśnie nie wiem czy surówka czy sałatka bo kukurydza i kiszony ogórek nie są surowe. Mama twierdzi, że surówka, ale ja chyba bardziej skłaniam się ku sałatce, jakby bezpieczniejsze wyjście. Bo chyba surówka może być sałatką, a nie każda sałatka surówką?
Dzisiaj (i jutro będzie podobnie) spędziliśmy 13 godzin w pracy, a w domu po powrocie kłopoty. W samej pracy nie było tak źle, trochę nudno i długo, ale obiad wczoraj zrobiłam dobry ( i przytaszczyłam go dla naszej dwójki: mięsko w pojemniku, makaron w reklamóweczce - ugotowany, a sałatkę w słoiku.)
Nie jest to estetyczne rozwiązanie (zresztą obiad też był bury), ale nie posiadamy pojemników na obiad dla dwojga, a jeść coś trzeba. Zwłaszcza, że okoliczne sklepy balansują na krawędzi upadku i nie ma tam nic co odpowiada moim wymaganiom obiadowym.
Tak więc na obiad była pieczona szyneczka z makaronem.
Szynka pieczona z suszonymi pomidorami ( na 2 osoby)
~0.5 kg szynki ( u mnie miała postać plastra i kawałek kości po środku)
1 marchewka
1 cebula
1 "garść" suszonych pomidorów
łyżka oliwy z oliwek
papryka półsłodka, sól, pieprz
Szynkę pokroiłam na kawałki wielkości, dłoni lub pięści. Podsmażyłam, na oliwie, skrojoną w kostkę cebulę, dorzuciłam pomidory, podgrzałam, to wyłożyłam na dno żaroodpornego naczynia. Marchewkę skroiłam w słupki, mięso posypane wegetą (tak wiem benzoesan sodu = niezdrowo - można zastąpić solą i innymi przyprawami) i papryką ułożyłam na cebuli, pomidorach i "posłupkowanej" marchewce. Naczynie zamknęłam, wstawiłam do piekarnika piekłam w temperaturze 150*C przez jakieś 30-45 minut, potem całość zalałam szklanką wody i zwiększyłam temperaturę do 200*C na kolejne pół godziny.
Do tego ugotowałam makaron w postaci świderków mieszany pomarańczowy (barwiony papryką albo pomidorami) zielony (szpinakiem) i zwykły biały.
A w planach była jeszcze sałatka*. Pomysł jest ściągnięty od pań z naszego bufetu wydziałowego. Surówka** jest bardzo bardzo prosta.
Bardzo prosta sałatka:
1 średnia kapusta pekińska
1 średni ogórek sałatkowy
1 (1/2) ogórek kiszony
1/2 puszki kukurydzy
łyżka majonezu
2-3 łyżki śmietany lub jogurtu naturalnego.
Kapustę kroimy w paseczki, ale niezbyt cienkie, ogórek myjemy, ale nie obieramy i kroimy na cienkie plasterki, podobnie jak ogórek kiszony, tylko tu nawet na bardzo cienkie plasterki. Wrzucamy do miski razem z kukurydzą, mieszamy majonez ze śmietaną/jogurtem i całość mieszamy. Można popieprzyć do smaku i sałatka gotowa.
Obie pozycje niewyględne, ale proste i smaczne.
* nawet ją zrobiłam, ale zapomniałam wyjąć słoik z nią kiedy jedliśmy obiad
** no właśnie nie wiem czy surówka czy sałatka bo kukurydza i kiszony ogórek nie są surowe. Mama twierdzi, że surówka, ale ja chyba bardziej skłaniam się ku sałatce, jakby bezpieczniejsze wyjście. Bo chyba surówka może być sałatką, a nie każda sałatka surówką?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
